środa, 29 października 2014

Rozdział 60

Rano spakował rzeczy, prezenty dla małej od Joey’a, Patricii i Jima. Był szczęśliwy, że wraca do domu. Chociaż na razie nie był to do końca jego dom, ale jednak miał nadzieję, że niedługo go z Amy stworzą. Chciał z nią być, być jej przyjacielem, mężem, ojcem jej dzieci. Teraz to wiedział i do tego dążył. Chciał jej pokazać, że mu zależy, że ciągle o niej myśli. Myślał również o intymnej stronie i wiedział, że do końca życia może być tylko ta jedna i tego chciał. Nie bał się tego. Myślał o tym, bo chciał przytulać ją, całować, dotykać, kochać się z nią. Chciał tego i był tego pewien, jak nigdy w życiu. To było bardzo ważne dla niego. Nie widział jej kilka dni, a tęsknił, myślał o niej, zasypiał z jej obrazem pod powiekami i budził się myśląc o niej. Miał nadzieję, że Amy w końcu mu zaufa, że to dla niej również ważne, że będzie wszystko dobrze, stworzą swój własny związek. Oparty na innych zasadach niż kiedyś. Chciał, aby była bezpieczna i żeby czuła, że tylko ona się liczy dla niego, nikt inny. Siedział w kuchni i pił kawę, jadł szybkie śniadanie i przeglądał kalendarz koncertów, który dostał od Sven’a. Usłyszał kroki i myślał, że to Patricia, ale zamiast siostry zobaczył Verę. Siadła naprzeciwko, popatrzyła na niego i nic przez chwilę nie mówiła. Chciał wstać i wyjść, ale się odezwała.
  • Porozmawiamy?
  • Już nie mamy, o czym. Vera proszę Cię zrozum, że ja chcę być z Amy. Przykro mi, że nie powiedziałem Ci od razu, ale nie chciałem przez telefon. Od początku nie powinienem… a zresztą. Vera przepraszam, ale to koniec, cokolwiek byś teraz nie zrobiła, to jest koniec. Jak Ci już mówiłem, kocham Amy. Kocham ją i tylko ją, zawsze kochałem.
  • Zaskoczyłeś mnie. Myślałam, że będziesz się złościł za to podbite oko.
  • Vera, wprawdzie nie jestem przyzwyczajony do czegoś takiego i uważam, że nie zasługuje na to, ale nie mam ochoty się gniewać, bo nie ma to sensu.
  • Ale Paddy, ja miałam nadzieję być z Tobą.
  • Przepraszam, ale ja Ci tego nigdy nie obiecywałem. Proszę Cię, zrozum to, że jest ktoś w moim życiu i to o nią chce walczyć i tylko ją kocham.
Nic nie powiedziała, ale miała taką minę, że widać było, że jest wściekła. Trudno, pomyślał, nie mogę z nią być i tyle. Zadzwonił jego telefon, to był Joey, z którym się umówił. Miał po niego przyjechać. Poszedł do swojego pokoju, wziął wszystko, co było mu potrzebne. Jak wrócił do salonu Vera siedziała z Patricią i wyglądały na zdenerwowane. Czekał na Joey’a i zadzwonił jego telefon, a to była Molly, która potrzebowała potwierdzenia, że tata wraca. Rozmawiał z nią, aż przyjechał Joey. Pożegnał się z małą, potem z siostrą i Verą. Wsiedli do samochodu i pojechali do domu Paddy’ego. Chciał zrobić Amy niespodziankę i pomyślał, że powie jej dopiero jak wszystko będzie gotowe. Potem pojechali do sklepu, kupił prezent dla córeczki. Dla Amy również kupił jakiś drobiazg. Już na lotnisku kupił dobre wino i jeszcze jakiś drobiazg dla córeczki. Wiedział, że ją rozpieszczał, ale nie umiał na razie inaczej. Jak tylko wszedł do domu Molly rzuciła mu się w ramiona. Nie interesowała ją walizka, ani nic, tylko tata. Nie chciała mu zejść z rąk. Amy zawołała go do swojej sypialni i powiedziała, że przygotowała mu półki w komodzie i szafie, ale będzie spał w salonie. Uśmiechnął się tylko, bo i tak widział światełko w tunelu i wiedział, że i to ją dużo kosztowało. Zaufała mu jednak na tyle, że mógł mieszkać tu z nimi. Siedział wieczorem z małą i czytał jej bajki, które przywiózł. Zasnęła koło 21, a on poszedł do kuchni, gdzie Amy szykowała jedzenie. Pomagał jej próbując wszystkiego. Zabrakło jej mleka i jajek, więc stwierdziła, że jutro dokończy. Paddy stwierdził, że jest taka piękna noc, więc chciał iść. Kupił wszystko i wracał właśnie do domu, jak drogę zastąpił mu Colin. Patrzyli chwilę na siebie i Paddy chciał go ominąć, bo nie chciał z nim rozmawiać. Colin odezwał się.
  • Jeszcze tu jesteś? – zapytał głosem, który nie zapowiadał nic dobrego.
  • Zejdź mi z drogi – odpowiedział Paddy – Zostaw mnie w spokoju, a do Amy się nie zbliżaj.
  • Słuchaj no! Wróciłeś sobie i co? Chcesz ją odzyskać, tak? Niedoczekanie Twoje. Co Ty sobie wyobrażasz, nie ma Cię tyle lat, a nagle wracasz, jakby te osiem lat nie istniało i co? Musiałem wiele czasu poświęcić żeby zechciała na mnie spojrzeć. Już nie wspomnę o innych rzeczach. Nie wiem jak zrobiliście to dziecko, ale ona jest zimna jak lód w łóżku. Chyba, że Tobie to nie przeszkadzało, bo jesteś taki sam.
  • Koleś daj mi spokój. To nie są Twoje sprawy, tylko moje i Amy.
  • Zamknij się! Teraz ja mówię palancie! Co Ty sobie wyobrażasz. Ja się staram kilka lat, a Ty, co, wracasz sobie i co? I masz to wszystko, o co ja musiałem zabiegać.
  • Nie można nikogo zmusić do miłości. Ona zawsze mnie kochała. Wybrała, więc daj sobie spokój i zostaw moją rodzinę w spokoju.
  • Twoją rodzinę?! – wrzasnął Colin – Ja Ci kur..a dam Twoją rodzinę. Urządzę Cię tak, że nawet na Ciebie nie spojrzy.
Paddy czuł, że łatwo tym razem nie będzie, że Colin doszedł do takiego stanu, że wolał się nie odzywać. Nie bał się, ale wolał dać sobie spokój. Nie chciał go prowokować, więc go wyminął i poszedł przed siebie. Nie odszedł nawet kilka kroków jak poczuł uderzenie w tył głowy. Pomyślał tylko, że został zaatakowany od tyłu, a tego się nie spodziewał. Zabolało, ale nie był to taki cios, aby go powalił. Odwrócił się lekko i chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo został pchnięty do tyłu. Wywrócił się, uderzył głową o ziemię, nawet nie zdążył zareagować. Pojawiło się dwóch kumpli Colin’a i został przygnieciony do ziemi. Nie miał nawet szansy. Trzech do jednego. Wiedział, że go pobiją, a on nie miał możliwości ucieczki. Dostał z nogi w ramię i poczuł ból. Podnieśli go brutalnie z ziemi i trzymali, a Colin uderzył go kilka razy w brzuch. Zdążył napiąć mięśnie, ale i tak bolało. Widział furię w oczach Colin’a i w duchu się tylko modlił, aby jeśli coś się stanie, Amy nie została sama. Tyle rzeczy jej nie powiedział. Nawet tego, że ją kocha. Teraz to się bał, naprawdę się bał. Czuł cios za ciosem, ale nie mógł nic zrobić, bo był trzymany. Usłyszał krzyk, taki przeraźliwy krzyk, jakaś kobieta krzyczała, aż go głowa bolała. Puścili go, a on upadł na chodnik i stracił przytomność.
Usłyszała pukanie do drzwi. Była zdziwiona, bo Paddy miał klucze. Z uśmiechem na buzi, poszła otworzyć drzwi i zobaczyła policjanta.
  • Pani jest Amy O’Reilly? – zapytał.
  • Tak to ja. – powiedziała drżącym głosem - Coś się stało?
  • Zna Pani- Pana Paddy’ego Kelly?
  • Tak znam. – aż zbladła – Gdzie jest Paddy? Co się stało?
  • Proszę zabrać torebkę. Zawiozę Panią.

Amy nie była w stanie odpowiedzieć, tak się trzęsła ze strachu. Paddy! To słowo chodziło jej po głowie. Gdzie on jest, co się stało? Nie była w stanie pomyśleć, a tym bardziej coś zrobić. Całe szczęście Nat, który przyjechał z Rianną, byli w domu obok. Usłyszał jej krzyk ‘Paddy!’ i wyszedł z domu. Szybko ogarnął sytuację, a Rianna poszła po torebkę Amy i kurtkę. Powiedział, aby się nie martwiła, jechała do Paddy’ego, a oni zajmą się Molly. 

13 komentarzy:

  1. Dzisiejszy rozdział dedykuje Betsy za pomysł i Oli za wspieranie :) Olushy, która takie sceny pisze zdecydowanie lepiej
    Dziękuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój Panie! Ale się narobiło! To jednak uderzenie nie przez Molly niechcący :( Ach... Scena, aż mi serce załomotało, serio! Nie mogę teraz pisać, potem jeszcze wpadnę. Ale emocje są mega! I mam nadzieję, że nie serwujesz nam tutaj jakiegoś dramatu? Że będzie wszystko ok z Paddym? Jeju, boję się!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa... I dziękuję za dedykację!!!!!!!!! <3 Wcale, że nie piszę lepiej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMFG!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ale go dupek załatwił!!!!!!!!!!! No co za mięczak, wysługiwał się kolegami, a niby taki wielce umięśniony, że potrzebował pomocy aby dać radę takiemu Padzikowi!!!! Reakcja Padzika bardzo dobra, chciał odejść, zachował się tak jak trzeba, a Collin widać, że urodzony na żyznej glebie gdzie dorodne buraki rosną a psy szczekają dupami!!!!!!!!!!!! Ale mnie wkurwił!!! Przepraszam za te wulgaryzmy, ale to z emocji!!!!!!!!!!!! Żal mi Amy, pewnie ten policjant przestraszył ją nie na żarty, na pewno było jej źle, słabo i odchodziła od zmysłów, nadal odchodzi przez tego pustaka Collina!!! Jezusie, przepraszam autorko ale to emocje!!!!!!!!!!!!!

      Usuń
    2. proszę bardzo...
      tzn że nie jest az tak źle opisane, skoro aż tak zareagowałaś...
      Amy faktycznie bardzo się zdenerwowała jak policjant zapukał... a Paddy czuł, ze lepiej nie rozmawiać z Colinem...

      Usuń
  4. I po co nadrabiałam....ehhhhh....ja nie przeżyję jak mu się coś stanie ��.....teraz i mnie boli głowa od tego ciosu. Ale coś mi się wydaję, że Amy teraz zrozumie co może stracić i Padzik juz nie będzie musiał spać w salonie ��

    OdpowiedzUsuń
  5. O jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa O__o czy to ja podsunęłam ci ten brutalny pomysł z pobiciem P? No no no...jestem genialna! hehhehe ! W końcu ktoś mu dołożył 3:-)
    a tak na poważnie, to super część Aniu :)
    Jak dobrze, że zakończył ten nieudany związek z Verą....że wyjaśnił, tak na spokojnie już..Postąpił jak prawdziwy mężczyzna :):)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jeszcze raz. Tak sie skupiłśmy na tym pobiciu, że żadna nie wspomniała o myślach PAddy'ego na początku. A był fajne, oj fajne! Tylko niech rpzestanie rozpieszczać tak Molly. NIe podobało mi się jedynie jak potraktował Verę, wycszło z niego to, co kiedyś, taki dawny PAddy. Tak pomyślał i koniec. Nie mogę Vera, tylko ją kochałem. Nie pomyślał o uczuciach Very, że może ona też go kochała, moze nadal kocha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak mysli były bardzo ważne i masz rację za bardzo rozpieszcza Molly, ale mam nadzieje że zdrowy rozsądek zwycięży :)
      co do Very no nie ładnie ją potraktował, ale on juz taki jest...

      Usuń