Był
tak szczery z nią, że zaskoczył ją. Faktycznie dużo sobie
przemyślał i w tym przypadku zmienił. Nie wiedziała, co dalej,
ale była pewna, że Molly będzie miała mamę i tatę. Tego właśnie
chciała dla swojej córeczki. Oni się dogadają, co dalej. Na pewno
mała będzie mieszkać z nią, ale chciała, aby Paddy miał dużo
do powiedzenia.
- Paddy, porozmawiamy o Molly.
- Boję się tej rozmowy, ale wiem, że jest konieczna.
- Musimy coś postanowić. Idziemy do Anette i wiem, że teraz będziesz podpisywał dokumenty dotyczące opieki nad Molly. A my musimy jakoś porozumieć się w sprawie opieki nad nią. Oczywiście chciałabym, aby mieszkała ze mną. – widziała, że Paddy chciał coś powiedzieć – Paddy, wiem, że to nie łatwo tego słuchać. Ale to mała dziewczynka i całe swoje życie była ze mną. Kocha Cię, ale mieszkanie z Tobą na stałe to by za dużo było. Koncerty, płyta.
- Masz rację. To by było za dużo dla niej. A my? Nie chcesz, chociaż dać mi szansy, wtedy byłoby prościej.
- Paddy.... Minęło osiem lat. – popatrzyła na niego smutno – Zmieniliśmy się, a teraz dopiero się znowu poznajemy.
- Nie mówię, że chcę deklaracji z Twojej strony w tej chwili. Proszę tylko o czas na to, abym mógł pokazać Ci, że mi zależy na was. Tylko o to proszę, daj nam szansę. Daj nam szansę, abyśmy się poznali na nowo.
- Ale Paddy, zrozum, że teraz nie potrafię o tym wszystkim racjonalnie myśleć. Chciałam odnaleźć szczęście, a teraz jestem chyba bardziej ‘pokiereszowana’ uczuciowo niż jak rozstawałam się z Tobą. Nie mogę nic obiecywać, mówić.
- Wiem, co Ci zrobił i już nie jestem zazdrosny. Teraz jestem wściekły na niego. Jak tak można? Amy bardzo mi przykro, że coś takiego Ci się przydarzyło.
- Wiesz? Skąd? Paddy podsłuchałeś...
- Przepraszam. Nie chciałem, ale samo wyszło. Ale to dobrze, że wiem. Kochanie przemyśl sprawę mieszkania w Galway. – popatrzyła na niego, chyba nawet nie zauważył, że użył takiego słowa.
- Już nad tym myślałam Paddy, ale do końca roku szkolnego muszę zostać. W końcu jestem nauczycielką, a nasza córka chodzi do szkoły. Ale myślałam nad tym, bo już chyba nie chcę tam mieszkać.
- To jak się skończy rok szkolny. A w czerwcu możecie jechać ze mną na koncerty?
- W czerwcu? Ale to w weekendy.
- Może być, mam cały miesiąc koncerty. Fajnie by było jakbyście mogły ze mną jechać. Jak pojadę teraz do Kolonii to muszę się ze Sven’em spotkać w sprawie tych koncertów.
- Ze Sven’em współpracujesz? Super, pozdrowisz go ode mnie?
- No pewnie. Szkoda, że jadę w tygodniu, to bym was ze sobą zabrał.
- Nie, tym razem nie. – uśmiechnęła się zatroskana – Teraz to jedź sam. A nasza mała poćwiczy cierpliwość.
- No tak. Sam! – uśmiechnął się ciepło do niej, by po chwili zrzedła mu mina – No muszę sam. Muszę to zamknąć i wysłuchać kazań.
- Czasem Paddy trzeba i kazań wysłuchać. Ale dasz radę.
- Zawsze to w Tobie lubiłem, że słuchasz, nie krzyczysz, a jak masz dość rozmowy, mówisz, że to koniec i tyle. Bez awantur, krzyków i tego mnie nauczyłaś. Mam od razu dość, jak tylko ktoś na pretensje i krzyczy, oskarża. Ile razy musiałem się Tobie tłumaczyć, ale nigdy na mnie nie krzyczałaś.
- Nie raz mówiłam Ci, dlaczego tak postępuje. Czasem też krzyczałam, ale...
- Raczej nie. To, co? Teraz do przodu.
- Tak, chyba, tak.
- Razem damy radę, przede wszystkim Molly musi mieć bezpieczeństwo, a Twoje odbuduje, razem z moim. Będzie dobrze. Na razie bez obietnic z twojej strony, a z mojej powiem Ci, że będę się starał pokazać mi, że mi zależy.
- Nie wiem, co Ci powiedzieć. – nie potrafiła nic odpowiedzieć, bo ta cała sytuacja była dla niej trudna.
- Nic nie mów. Daj nam czas.
- Spróbuje. Powiesz coś?
- Ale co? Co chcesz wiedzieć? – był zdziwiony i nie wiedział, o co go pyta.
- Rozmawiałeś z moimi braćmi? – widziała jego minę – Powiedziałeś im o Colinie. – kiwnął głową na tak – Paddy! Cholera jasna! Jak mogłeś?
- Przepraszam Amy. Oni czuli, że coś się dzieje. A ja byłem tak bardzo wzburzony tym, co on zrobił. Musiałem. Oni nie będą Cię o to pytać, ale są po tej samej stronie, chcą Cię ochronić. Tak jak ja.
- Paddy, ale nie miałeś prawa! – zdenerwowała się – To trudne dla mnie, a Ty im takie rzeczy opowiadasz. To było straszne. Nie chcę do tego wracać. Dlatego o tym nie mówię. Wstyd mi, bo nie widziałam, jaki on jest.
- Oni nie będą pytać. Wiedzą tyle ile im powiedziałem, ale nie wszystko. Przepraszam. Nie chciałem, abyś się gniewała na mnie, chociaż wiedziałem, że będziesz zła.
- No i co ja mam z Tobą zrobić? – zapytała zła na niego – Paddy, nie zdradzaj więcej tego, co sam się dowiedziałeś w ‘nielegalny’ sposób.
- Będę się starał. Dasz sobie radę przez te dwa dni, co będę musiał wyjechać?
- Radzę sobie i nie martw się. Nie wiem, dlaczego on to robi. Wcześniej nie zachowywał się tak skandalicznie. Dziękuję, że tak się martwisz.
- No pewnie, że martwię. To normalne, że chcę zapewnić wam ochronę. Trzeba wszystkie sprawy pozamykać, a dalej patrzeć jak się ułoży i mam nadzieję, że pomyślnie.
- Zobaczymy Paddy. Na razie najważniejsza jest Molly.
- To prawda. A dziś, jaki plan?
- Pójdziemy na obiad, a potem do Galway wracamy.
- No tak. To, co idziemy na dół?
- Tak, tak oczywiście.
Powiedział
chłopakom o tym, co ją spotkało. Jak mógł? Nie umiała o tym
rozmawiać i nie chciała, aby ktoś się dowiedział, bo to nie był
powód do chwalenia się ani do dumy. Czuła, że ona ‘sprowokowała’
tę sytuację i chciała się z tym sama uporać. Niby rozumiała,
dlaczego Paddy to im zdradził, ale nie chciała braciom tego mówić.
To było upokarzające doświadczenie dla niej i wolała o tym nie
pamiętać. Cieszyła się, że z Paddy’m tak szczerze
porozmawiała. Czuła, że się dogadają, a mała zyska na tym, bo
tata jest jej potrzebny. Bolało ją to, że mu nie powiedziała, że
jest w ciąży, ale wtedy wydawało jej się, że to najlepsza
możliwość, teraz już wiedziała, że to nie prawda. Chociaż i on
mówił, że by wyszedł z zakonu, byłby z nią. Kira z Angelo
mówili jej przez telefon, że długo zmagał się z depresją i nie
wiedział, co robić. Może gdyby była w jego życiu Amy i Molly, by
szybciej do siebie doszedł, ale Angelo w to nie wierzył. Paddy
myślał nad tym wszystkim nie raz, co by było gdyby, ale w sumie
rozumiał, dlaczego mu nic nie powiedziała. Rozstali się, ale
zawsze ta miłość, która ich połączyła była w nich. To
pomagało im w ciężkich chwilach. Amy naprawdę była tym
zaskoczona, jak wielka więź ich łączyła, skoro ‘wyczuł’ w
jakiś sposób, że Molly jest na świecie. A ona wtedy rzeczywiście
mniej się bała tego, co będzie dalej, jakby podświadomie czuła,
że jest z nią.
Brawo Amy! Brawo! Nie obiecuj mu nic, nie mów, że coś się uda! O nie nie nie! Niech się postara jeśli tak mu niby zależy. Jeju, ja nie wiem, czy dobrze widzę, ale jakoś wątpię, żeby Amy zmiękła... Naprawdę, czuję, że ona do niego nie wróci. Oczywiście, że on był cały czas w jej sercu, był obok, ale jakoś teraz oni są inni, ona jest całkiem inna. Wtedy bardzo go kochała, a teraz nie dopuszcza tego, żeby myśleć o sobie, bo najpierw jest Molly. To ona jest najważniejsza. Miała prawo wkurzyć się na Paddy'ego, że wygadał coś co sam podsłuchał 'nielegalnie' - hehe! Świetne zdanie! Prawdziwe! I Amy myśli o przeprowadzce. Możę od razu z Rianną, hehehe! Mieszkać będą w jednym domu :D sesese! Tylko, że Rianna z Nat'em, a ona z Molly nad nimi, hahaha! Ale wymyśliłam. A czemu nie ma Olivii?
OdpowiedzUsuńOna musi sama tego chcieć i pewnie sama się z tym wszystkim uporać, a na to trzeba czasu...po co podsłuchuje, ale w sumie i dobrze, bo wie 'co ją gryzie'
UsuńOlivia jeszcze się pojawi...
Przeczytałam Aniu.... wreszcie jestem na bieżąco. Świetna część, szczera rozmowa ale moim zdaniem Amy za bardzo go odpycha.... jak sobie ich wyobrażam czytając to widzę ją taką uciągniętą....a on nadskakuje jak młody kozioł.... nie mówię, żeby od razu rzucała mu się na szyję albo wskakiwała do łóżka /choć dlaczego nie/ ale niech okaże mu trochę serdeczności i ciepła..... dla mnie ona to zimna jak góra lodowa....Ale fakt...Padzik nie powinien był mówić braciom o tym co zaszło....
OdpowiedzUsuńporadzi sobie, trzeba czasu...
UsuńJa się zgadzam z Anetką. Niby przez te lata tak bardzo dbała o to, by Molly znała i kochała swojego tatę, niby zabezpieczyła prawa rodzicielskie dla Pada, niby odpychała innych mężczyzn bo on wciąż był w jej głowie i myślach, a gdy wrócił, to go odpycha tłumacząc to dobrem dziecka. Na jego miejscu czułabym się co najmniej dziwnie w takiej sytuacji. Wiadomo, że Molly jest tu najważniejsza, ale czy nie będzie najszczęśliwsza mając oboje rodziców przy sobie? Wiem, że Pad skrzywdził Amy i na jej miejscu pewnie nie chciałabym go znać, ale minęło już ładnych parę lat, choć oboje się skrzywdzili, to jednak porozmawiali o tym i sobie wszystko wyjaśnili. Jeśli tak strasznie zależy im na dziecku, to moim zdaniem powinni dać sobie drugą szansę. Nie mówię tu od razu o szale uniesień i zapomnieniu o wszystkim, co było, ale raczej o tym, żeby może spróbowali ze sobą zamieszkać, dzielić codzienne obowiązki, aby zobaczyć czy potrafią razem żyć. A z czasem może uczucia odżyją :) Życzę im tego!
OdpowiedzUsuńPaddy nie załatwił swoich spraw w Kolonii i załatwi je... On rozumie jej zachowanie, minęło wiele lat, poznają się na nowo, a minęło tylko 3 tygodnie od kiedy ponownie się spotkali, a to naprawdę mało...
Usuńzapytał i powiedziałaa że spróbuje... trzeba czasu, a może nie :) same zobaczycie, jakie autorka szykuje niespodzianki :)
Ojjj, wczoraj miałam tak parszywy poniedziałek, że nawet nie brałam się za YOU, bo pewnie bym się tu wyżyła lub bym nic nie zrozumiała krążąc myślami gdzie indziej... Zatem dzisiaj nadrabiam wszelakie zaległości zaczynając od YOU.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że pogadali, oczywiście dobrze, że Amy postawiła sprawę jasno Paddyemu, bo gwiazdor przecież nie może mieć na zawołanie ciągle tego czego chce! Musi się nauczyć, że na niektóre rzeczy trzeba pracować i to długo, aby je osiągnąć!!! Nie wspominając o miłości Amy, która gdzieś tam nadal jest, ale to już nie jest ten sam ogień sprzed lat, to mały żarek który potrzebuje się rozpalić, zapłonąć na nowo, nowym, dużym i silnym ogniem. Także Paddy łapska przy sobie i grzecznie i cierpliwie czekać!!! Natomiast Amy... No cóż ja ją rozumiem, że odpycha Padzika, boi się zranienia po raz kolejny, boi się znowu otworzyć całkowicie przed nim serce ("Open your heart and give it to me, and dont tell me now..." lalalala - tak mi się skojarzyło) No właśnie, boi się, ale strach jak na moje oko bardzo ją paraliżuje, i zgodzę się z Anetą jest zimna jak lód, aż za bardzo. I tak jak wspomniałam Ci droga autorko w komentarzu pod poprzednią częścią; Amy zachowuje się jakby nie miała uczuć. Czas wylać może na nią kubeł zimnej wody? Hmm... A może ciepłej? ;) Czekam też co dalej z naszą Ririanką i Natem :DDDD
|No musi sie troche postarać to fakt, a Amy moze jest teraz zimna, ale to strach, bo nie wie co dalej... ale mozliwe ze to sie zmieni :):)
UsuńSama niewiem ..., z jednej strony Paddy zawiódł Amy i rozumiem ja , ze potrzebuje czasu ... Z drugiej strony miała ten czas 8 lat .... I cały czas na Niego czekała ... Przygotowywała wszystko , ze gdyby wrócił ... Wiec miała nadzieje ... On po wyjściu z klasztoru przez 2 lata szukał szczęścia w 4 związkach ... A Amy przez 8 w jednym .... Jest matka wiec najważniejsza była Molly ... Teraz tez jest i najszczęśliwszy byłabym z rodzicami a Amy chce byc z Paddym :) długo nie widziałam ich związku po wyjściu z klasztoru irytował mnie Paddy .... Ale wkoncu cos zrozumiał :)
OdpowiedzUsuńmasz rację, ale na pewno coś się zmieni :)
UsuńTez czekam
OdpowiedzUsuńCo z Rianna i Natem :)
Będą na weekend w Galway, bo teraz są w Dublinie :) W weekend są urodziny Molly, więc impreza bedzie i goście ze strony Amy i ze strony Paddy'ego :) więc będzie i o nich :)
Usuń