wtorek, 18 listopada 2014

Podziękowania

Dziękuje za czytanie mojego opowiadania. Tyle miesięcy, dni, godzin było tu z Wami i ze mną. Czasem radość, smutek, złość, przerażenie i wiele, wiele innych uczuć…, ale to już pożegnanie, obiecałam, że będzie miało początek i koniec. Bohaterowie sami mnie poprowadzili do miejsca, w którym dziś jestem. Jestem szczęśliwa, że tak to się skończyło. Chciałam się przyznać, że jak zaczynałam pisać miałam plan, ale tylko do prologu. Potem bohaterowie sam mi ‘pomagali’ albo ‘przeszkadzali’, co kto woli. Całość powstawała w trakcie i czasem z waszymi sugestiami. Za co ogromnie dziękuję.
Jest wiele osób, którym chciałam podziękować za te dni z Wami. Byłam tu od 23.03.2014 roku to osiem miesięcy :) bardzo długo… czasem były chwile zwątpienia, ale zawsze była jedna osoba, która ZAWSZE, ale to ZAWSZE była ze mną. Ale o tym zaraz.
To były piękne dni, piękne chwile i na pewno zostaną ze mną w mojej pamięci na zawsze.
Dziękuję;

Ola zawsze byłaś ze mną, od prologu po epilog. Tylko Ty wiedziałaś, co czuję pisząc i jakie emocje są ze mną przy tworzeniu. To Ty mnie pocieszałaś, wirtualnie ocierałaś łzy, a przy chwili zwątpienia pomagałaś. Mówi się, ‘że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie’, a Ty pokazałaś, że tak jest. Każdego dnia, w każdej godzinie mogłam napisać do Ciebie i dostawałam to, czego potrzebowałam, czasem jeden sms, mail czy telefon potrafił postawić na nogi. Czasem było to pocieszenie, czasem napisanie jednego wow, piękny rozdział czy cokolwiek innego i to było najważniejsze dla mnie. Tylko Ty wiesz wszystko, co przyjaciel powinien wiedzieć w takich sytuacjach. Ta opowieść była z dedykacją dla Ciebie i było warto to napisać. Właśnie, dlatego, że zawsze byłaś. Warto uczyć się być coraz lepszą. Dziękuje Ci za wszystko. Za pomysły, za korekty, za komentarze, za porady, podpowiedzi, uśmiech, łzy, ból, strach, wściekłość, które Ci towarzyszyły przy czytaniu opowiadania. Ach i za bycie pierwowzorem dla Olivii, mimo, że nie było jej tak dużo jakbym chciała, ale Olivia zawsze towarzyszyła nam. Była wtedy, kiedy było to najbardziej potrzebne Amy… I nie płacz czytając to, bo i ja się popłacze.
Aleksandra dziękuje, że mimo dużej ilości czasu, który spędzasz przy Twoich cudownych synach, znalazłaś czas, aby czytać i dziękuje za komentarze. Najważniejsze było dla mnie Twoje wsparcie i Ty wiesz, kiedy. Jeden telefon, a ja coś zrozumiałam. Kilka zdań, które były ważne. Dziękuję Ci bardzo za to z całego serca.
Ania Tobie przede wszystkim za to, że jesteś! Na grupie zawsze chętnie zgadywałaś i komentowałaś. A przede wszystkim czytałaś i czekałaś. Za bycie super pielęgniarką :)
Olusha za cudowne komentarze, spostrzegawczość. Dziękuję za to, że tu byłaś ze mną i moimi bohaterami. Za użyczenie imienia do małej rólki.
Jesień za to, że tu byłaś, czytałaś i komentowałaś. Dziękuje.
Aneta dziękuje za Anette Fox, była ważna w opowiadaniu i mam nadzieję, że podobała się Ci się ta rola, bo tylko Aneta tak mocno broni Paddy’ego nieważne, co by zrobił. Dzięki.
Riri dziękuje za to, że byłaś od początku, za komentarze i za Riannę.
Dżaga za nadrobienie, za komentarze. Dzięki.
Betsy za super pomysł, za bycie i super komentarze. Dzięki.
Kamila za czytanie i bycie na grupie. Dzięki.
Gosia, mimo, że napisałaś tak późno, wtedy, kiedy właśnie pisałam ostatnią część, kiedy już szłam do końca opowiadania. Jednak było to ważne, bo to takie małe podziękowanie dla mnie. Komplement jednocześnie z krytyką i to naprawdę było ważne. Dlatego ostatnie części od 63 do epilogu były znowu poddawane ostremu szukaniu błędów i powtórzeń, bo dobra krytyka pozwala się rozwijać. Dziękuje.
Ilona na sam koniec mnie zaskoczyłaś, widziałam, że czytasz zaproszenia do rozdziałów i zajawki, ale tak idealnie trafiłaś. To było miłe, bo widziałam, że jednak ktoś to czyta. Dziękuję Ci bardzo za to.
M. D. Za czytanie i wspólne pisanie tzn. w tym samym czasie. Dzięki.
Boom dziękuje za bycie czytelnikiem.
Oraz podziękowania dla Moniki, Carol, Clasissy za to, że byłyście…
Nie mogę zapomnieć o grupie osób na FB i o tym, że czytałyście zajawki, komentowałyście... To bardzo ważne dla autora.
Oczywiście podziękowania należą się dla wszystkich, którzy czytali tutaj na blogu. Dziękuję Wam również.
Odsłony i wejścia na blog pokazywały mi, że warto :) Za co również jestem wdzięczna.
Zbyt dużo rzeczy, a tak trudno wyrazić swoją wdzięczność, zebrać to wszystko w słowa.
Dziękuje za prolog, 65 rozdziałów i epilog...
Za 97810 słów, które dla Was napisałam, za 196 stron w Wordzie oraz ponad 15 000 wejść na bloga.
Dziękuje jeszcze raz wszystkim i każdemu z osobna.

Epilog

Stała przed ogromnym lustrem i patrzyła na siebie. Podobało jej się, co widziała. Myślami była już w kościele, przy ołtarzu, tam czekał na nią Paddy. Miała długą do samej ziemi suknię, dopasowaną gorsetem w biuście, obszytym koronką i delikatnymi koronkowymi ramiączkami. Na łączeniu gorsetu ze spódnicą sukienki był dziesięciocentymetrowy pas, a cała suknia delikatnie układała się na biodrach. Była to tak zwana suknia balowa, więc Molly się nią zachwyciła i mówiła, że mama wygląda jak księżniczka. Z tyłu znajdowało się około piętnaście guziczków, które zapinały suknię. Nie miała welonu, tylko pięknie upiętą fryzurę. Dodatkami były tylko kolczyki i bransoletka. Podeszła do niej Olivia, która delikatnie poprawiała niewidoczne fałdki na sukni. Sprawdziła czy fryzura się nie zburzyła i makijaż wygląda dobrze. Poinformowała, że druhenki, włącznie z Molly czekają niecierpliwie, a pan młody wypatruje jej. Amy uśmiechnęła się do przyjaciółki. Ona zawsze z nią była, tyle lat, tyle wspólnych przeżyć. Tylko ona wiedziała, co Amy czuła przez te lata, gdy nie było z nią Paddy’ego. Olivia również patrzyła na swoją przyjaciółkę i cieszyła się z tego, co widziała. Amy miała na twarzy wypisaną miłość i szczęście. Wszystko ułożyło się dobrze. Teraz brali ślub i mieli zamiar powiększyć rodzinę, na co namawiała ich córka. Oczywiście tak chcieli i tak planowali, ale cieszyli się, że Molly również tego chce. Już teraz Amy odstawiła tabletki, a Paddy bardzo się starał, aby rodzina się szybko powiększyła. Stwierdził, że nie ma, na co czekać.
Wyszła z pokoju i podeszła do swojego ojca, który miał ją poprowadzić do ołtarza. Jej świadkiem była oczywiście Olivia, a Paddy’ego Angelo. Zobaczyła z daleka swojego narzeczonego, który już za chwile miał zostać jej mężem. Uśmiechnęła się i wzięła pod ramię swojego tatę. Wolnym krokiem zbliżali się do ołtarza, gdzie stał uśmiechnięty, ale nieco zdenerwowany Paddy. Zobaczył ją, wyglądała przepięknie i szła do niego. Była jego, tylko jego. Tyle lat ją kochał, a teraz miała zostać jego żoną. Patrzył na nią z miłością w oczach. Suknia była piękna, a Amy wyglądała jak księżniczka. Pierwszy raz ją zobaczył tak ubraną. Był zachwycony. On również prezentował się nieźle. Miał czarny garnitur z kamizelką oraz białą koszulę i krawat. Molly stała obok niego, przejęta, szczęśliwa i on patrząc na swoją córeczkę czuł przepełniającą go miłość. Pogłaskał ją po głowie, już nie odrywając oczu od Amy, swojej dziewczyny, narzeczonej, matki jego dziecka, a za chwilę jego żony. Jak składali przysięgę widział na jej wzruszonej twarzy wypisaną miłość do niego. Kochała go, zaufała mu, a on nie zamierzał nigdy tej przysięgi złamać. Chciał z nią być do końca. Przypieczętowali to pocałunkiem tak długim, aż usłyszeli chrząknięcie. Na co oderwał się od żony i uśmiechnął do gości. Molly cały czas się śmiała i była szczęśliwa. Potem było wyjście z kościoła, życzenia, zdjęcia, pierwszy taniec. Molly przy krojeniu tortu powiedziała, że to jest jej najlepszy dzień na świecie, a urodziny były jednak drugim takim dniem.
Uroczystość może nie była skromna, ale była tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Zjawiło się całe rodzeństwo Paddy’ego z rodzinami, a to z czterdzieści osób plus wujkowie, ciotki, kuzyni oraz rodzina Amy. Był oczywiście Sven z narzeczoną oraz inni przyjaciele Paddy’ego i Amy. Zabawa trwała do białego rana, a goście dobrze się bawili. Paddy najchętniej by nie wypuszczał żony z objęć, ale musieli zatańczyć również z innymi.
Amy patrzyła na swoją przyjaciółkę i jej męża, a Amy brata. Zawsze byli obok niej, wspierali ją, kochali, a ona ich. Nathan, czyli starszy brat, cudowny wujek, a teraz i on był szczęśliwy. Rianna była z nim i coraz lepiej układało się między nimi. Amy się tym cieszyła, bo Nat zasługiwał na szczęście, a Rianna mogła mu je dać. Jej rodzice patrząc na nią i jej męża uśmiechali się, widzieli szczęście wypisane na ich twarzach. Cieszyli się, że ukochana córka i wnuczka są szczęśliwe.
Rodzina Paddy’ego również była dla nich ważna. Angelo z Kirą chcieli kupić dom w Irlandii i osiedlić się tutaj. Będą tak blisko nich, a Amy z Paddy’m bardzo się z tego cieszyli. Patricia patrząc na nich zrozumiała, że jej brat i jego żona kochają się, tego nic nie zmieni. Pomyślała, że mimo upływu ośmiu lat bez siebie, wystarczyło kilka miesięcy, aby ich miłość wróciła z potężniejszą siłą. Nie było, z czym walczyć i pogodziła się z tym. Był i Johnny, który z uśmiechem patrzył na nich jak tańczą, patrzyli na siebie, tak, że on już nie miał wątpliwości. Molly była teraz najszczęśliwszym dzieckiem. Miała mamę i tatę, nie bała się już wyjazdów taty. Zawsze wracał. Tak jak obiecał.
Wszystkie stare sprawy właśnie przestały być ważne, a państwo młodzi patrzyli z uśmiechem w przyszłość. Mieli siebie, swoje dziecko, miłość i nic więcej nie potrzebowali do szczęścia, więc zamknęli drzwi do przeszłości.

Koniec

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 65

Amy ubrała się i poszła do łazienki umyć zęby, gdzie zaraz dołączył Paddy. Śmiać jej się chciało, jak przypomniała sobie ich nocne ‘powitanie’, ale wiedziała już od jakiegoś czasu, że Paddy potrzebuje i chce być z nią, więc nie dziwiła się wczorajszemu wybuchowi namiętności. Ona również potrzebowała jego dotyku. Nie było możliwości, aby mogli się kochać. Nie chcieli tak spędzić pierwszego razu po powrocie do siebie. Paddy nawet kiedyś w rozmowie wspomniał, że chce, aby mieli dla siebie wtedy dużo czasu, a nie krótkie spotkanie w łóżku. Cieszyła się, że to dla niego ważne, że chce jej w ten sposób pokazać, że to ona jest najważniejsza dla niego. Czekał na dobry moment, a wczoraj w nocy pokazał jej, jak bardzo jej pragnie. Przede wszystkim myślał o niej, dopiero później o sobie. Nie mogli z Paddy’m powstrzymać się od śmiechu, jak tylko na siebie spojrzeli. Pomogła małej umyć się, ubrać i uczesała ją. Molly zaprowadziła ją do kuchni, szła przodem i tanecznym, radosnym krokiem wbiegła tam. Patricia była zdziwiona, wczoraj wystraszona dziewczynka, a dziś radosna, uśmiechnięta. Jak tylko zobaczyła Amy wiedziała, dlaczego dziecko tak się zmieniło i trochę jej mina zrzedła. Amy przywitała się z Patricią, Denisem, chłopcami oraz z jakąś kobietą, nie znała jej. Patricia ją przedstawiła i okazało się, że to Vera. Więc to z nią Paddy był, pomyślała Amy. Ona też jej się przyglądała. Amy nie była zazdrosna, wiedziała, że to ona się dla niego liczy i ją kocha. Była tego pewna, więc spokojnie do tego podeszła. Była ciekawa jak on zareaguje na Verę. Przyszedł Paddy, który miał zaskoczoną minę, że Vera przyszła. Pomyślał, że może to, że jest Amy, jego ‘kochanej’ siostrze da to myślenia. Zaprosiła Verę i co, chciała pokazać jego dziecko? Chciała, aby Vera znowu próbowała się do niego zbliżyć? Nie życzył sobie tego. Nalał do dwóch kubków kawy, a do kawy Amy dodał cukru i mleka. Podał jej, był wściekły na siostrę i popatrzył na nią, zrozumiała to natychmiast, ale nie zamierzał tracić dobrego humoru. Siadł koło swojej dziewczyny i delikatnie pogłaskał po udzie. Cieszył się, że jednak tu jest i swoją osobą pokazuje, że są razem. Tego nikt już nie mógł zmienić. Amy pomyślała, że Patricia chciała być sprytna, zobaczyła, że jej nie ma i szybko zaprosiła swoją przyjaciółkę. Ale ona przyjechała i nie miała zamiaru ‘oddawać’ Paddy’ego. Kochała go, a on ją. Nie miała ochoty nic jeść, piła tylko kawę, którą podał jej Paddy. Cisza aż dzwoniła w uszach, nikt nic nie mówił, dopiero, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi wszyscy drgnęli. Denis poszedł otworzyć i po chwili w kuchni zjawił się Joey z Tanją. Brat jej faceta natychmiast wypatrzył ją, podał jej rękę i gdy wstała po prostu ją przytulił, aż podniósł do góry. Jego żona śmiała się z niego, że tak się ucieszył. Podszedł do małej, kucnął sobie i zaczął z nią rozmawiać, a ona nie wstydziła się. Rozmawiali o prezencie, który od nich dostała, a Molly była zaciekawiona gdzie jest Lilly. Po chwili napięcie opadło, Paddy rozmawiał z bratem, który mu coś wręczył. Pomachał Amy przed nosem kluczami i powiedział ‘niespodzianka’. Była tak zaskoczona, że nie od razu domyśliła się, co to za klucze. Wyjaśnił jej, że to od domu w Kolonii. To była ta niespodzianka, o której mówił jej w Dublinie. Cieszyła się bardzo, że mają tu dom. Nie będą musieli mieszkać u Patricii jak przyjadą tutaj, a na pewno dość często będzie to miało miejsce. Joey śmiał się i mówił, że to przede wszystkim zasługa Tanji. To ona wszystko dobierała jak tylko Paddy przesyłał jej zdjęcia z domu w Dublinie. Amy była zaskoczona, ale jej wyciął numer. Dwa domy w jednym czasie, a dom w Niemczech, to ten, w którym zaczynali swoje bycie razem, rozstali się tam, mnóstwo wspomnień. Znowu ten w Dublinie był ważny, bo tam rozpoczynali nowe życie, już we trójkę. Paddy widział, co się z nią dzieje, po prostu podszedł i przytulił ją mocno do siebie. Pocałował ją lekko, a Molly podeszła do nich i weszła w środek, obejmując ich za uda. Paddy pogłaskał ją po głowie i znowu pocałował Amy. Nie zamierzał kryć się ze swoimi uczuciami. Skoro Patricia tak sobie pogrywała z nimi i ich uczuciami. Zaprosiła Verę, więc i jej robiła niepotrzebne złudzenia, on na pewno nie zamierzał patrzeć na to biernie. Porozmawia z siostrą, jeśli jeszcze nie zrozumiała. Joey zaprosił ich na obiad do siebie, a potem mieli jechać do swojego domu. Była bardzo wdzięczna Joey’owi i Tanji za pomoc. Tanja śmiała się i powiedziała, że ona również miała dobrą zabawę. Nawet zrobili im zakupy i nie mają pustej lodówki. Joey wypytywał Amy jak poszła przeprowadzka do Dublina, o nową pracę i inne rzeczy, ale tylko takie, które dotyczyły teraźniejszości. Wiedział, co się ostatnio działo u nich i nie zamierzał tych spraw poruszać w obecności dzieci, a tym bardziej Very. Joey myślał nad tym, co zobaczył. Paddy opowiadał mu ile razy próbował porozmawiać z Verą i Patricią, ale obie były uparte. Teraz śmiał się w głębi duszy z obu. Mają za swoje, po co wpychają swoje trzy grosze w nie swoje sprawy. Może to da im do myślenia i trochę utrze nos. Po Amy i Paddy’m widział jak bardzo są za sobą i nie ukrywali tego. Cieszył się z tego, że mimo wszystko potrafią być ze sobą. Widać było, że wszystko miedzy nimi jest wyjaśnione. Tak powinno być. A ich mała córeczka była właśnie taka jak sobie wyobrażał. Widział w niej mamę i tatę, to było niesamowite jak bardzo przypominała ich oboje. Brat był szczęśliwy i to było dla niego najważniejsze. Potem rozmawiali o grudniowym Stille Nacht i Molly z uwagą słuchała siedząc u taty na kolanach. Paddy popatrzył w pewnym momencie na Verę i widział, było jej głupio, że tu jest. W sumie było mu jej żal, ale tyle razy jej tłumaczył przez telefon, że on jest z Amy. Nie słuchała, próbowała znowu się do niego zbliżyć, a teraz zobaczyła na własne oczy. Może zrozumie i da sobie wreszcie spokój, pomyślał. Nie zamierzał po raz kolejny z nią rozmawiać. Widział również, że Amy źle się tu czuje i chciał swoje dziewczyny stąd zabrać jak najszybciej. W tym pomogła mu Tanja, która stwierdziła, że oni muszą jechać i czekają na nich u siebie za dwie godziny. Gdy wyszli Paddy powiedział gospodarzom, że oni również jadą, bo przecież muszą jeszcze pojechać do swojego domu. Amy była mu wdzięczna za tą szybką reakcję. Miała nadzieję, że Patricia ochłonie i da im szansę, a przede wszystkim jej. Szybko spakowali swoje rzeczy do walizek, a mała cały czas do nich mówiła, pytała, bo była ciekawa domu. Odpowiadali jej cierpliwie na wszystkie pytania. Mówili, że kiedyś tam mieszkali, a teraz to będzie ich drugi dom. Oni mieli tam wrócić razem, tam się kochali ostatni raz, tam poczęli Molly. Ten dom był pełen wspomnień i obydwoje chcieli tam jak najszybciej pojechać. Żegnali się właśnie z gospodarzami, a Paddy dziękował im za przygarniecie. Zadzwonił dzwonek do drzwi, a to była ich najmłodsza siostra z córkami. Roześmiała się jak zobaczyła Amy i powiedziała im, że miała zamiar zaprosić Molly z tatą do siebie na noc. Dziewczynki ją bardzo prosiły o to, a Molly ku zdziwieniu rodziców stwierdziła, że ona chce. Przecież tam będzie Agnes, Josie i ciocia. Paddy od razu podjął temat, bo pomyślał, że będzie miał Amy dla siebie. Przed oczami miał kolację, świece i ich. Popatrzył z wdzięcznością na siostrę, a ona czując jego wzrok uśmiechnęła się domyślnie. Umówili się u Joey’a, Maite stwierdziła, że się do nich na obiad wprosi. Pożegnali się i poszli do samochodu.
Pojechali do domu, trzymając się za ręce przekroczyli próg. Znowu byli tam, gdzie wszystko się skończyło. Amy miała łzy w oczach. W domu wszystko lśniło i było pięknie. Tanja z Joey’em naprawdę się postarali, była im ogromnie wdzięczna. Mała była ciekawa swojego pokoju, więc tam się udali. Bardzo jej się podobało, było tu wszystko, co mała dziewczynka może potrzebować. Molly, choć podobał się jej pokoik stwierdziła, że i tak chce spać u cioci, bo tam ma się, z kim bawić. Spakowała swoje ubranka do plecaka i była już gotowa. Byli zszokowani, bo noc wcześniej zrobiła awanturę, że nie ma mamy, a teraz jechała zupełnie sama do cioci. Pytali jej czy nie będzie płakać, ale wyglądało na to, że nie. Nie raz spała u Olivii czy babci, ale je znała od urodzenia. Maite dopiero poznała. Mieli wątpliwości czy ją zostawić. Pojechali do Joey’a, gdzie było gwarnie, dużo ludzi i świetna zabawa. Molly dobrze bawiła się z dziewczynkami, doszła jeszcze Lilian i cztery małe dziewczynki hasały już wszędzie. Maite powiedziała Amy, że da sobie z nią radę, a zabierze jeszcze Lilly i Molly nie będzie miała czasu się zastanowić nad tym, że rodziców nie ma. Kazała przestać się denerwować i iść sobie do domu. Około 20 udało im się wyrwać, mała im tylko machała z okna.
Gdy tylko przekroczyli próg domu i Paddy zamknął za nimi drzwi, przytuliła się do niego i pocałowała go. Po chwili oderwała się od niego i powiedziała.
  • Kochanie tu jest pięknie.
  • Prawda? – odpowiedział cicho – I znowu jesteśmy w tym miejscu. Tu gdzie się skończyło.
  • Wróciliśmy do domu. – powiedziała wzruszona Amy.
Paddy już nic nie mówił, popatrzył takim wzrokiem, że aż kolana się pod nią ugięły. Przyciągnął ją do siebie i pocałował, a jego ręce błądziły jej po plecach, by przejść na talię, a potem na pupę. Amy nie była mu dłużna i jako pierwsza zaczęła ściągać mu koszulkę, chciała go dotknąć, poczuć jego ciało przy swoim. Pragnęła go, aż do bólu. Powoli przesuwali się w stronę sypialni. Zniknęły już jego koszulka, jej bluzka i biustonosz. Zatrzymali się w progu sypialni całując się, stali tak blisko siebie, że czuła jego męskość. A on tak bardzo chciał z nią być, że szybko ściągnął jej spódnicę, gdy ona zajęła się jego paskiem od spodni. Całował ją po szyi, by przejść na dekolt i niżej aż do piersi. Jego ręce gładziły jej brzuch, uda, pupę, a ona robiła szlaczki na jego plecach. Ostatkiem myśli przeszło jej przez głowę, że tak dobrze było jej tylko z nim. Jęknęła, a Paddy podniósł głowę popatrzył jej w oczy i pocałował tak namiętnie, że myślała tylko o tym, aby być z nim. Już, natychmiast! Udało im się wreszcie dotrzeć do łóżka i pozbyli się zbędnych części garderoby. Już nie mógł się powstrzymać, czuł, że zaraz spłonie. Nie czekał dłużej, pocałował, a potem wszedł w nią zdecydowanym ruchem. Było im niewiarygodnie dobrze, a ich ciała szybko przypominały sobie wspólny rytm. Było tylko słychać westchnięcia i przyspieszone oddechy. Już po wszystkim leżeli przytuleni do siebie, a Amy głaskała go po torsie. Uśmiechali się do siebie i delikatnie całowali. Zasnęli, ale ta noc nie skończyła się, bo jak tylko nabrali sił znowu się kochali i znowu. Ponowie obudzili się koło południa. Wzięli razem prysznic, a potem zjedli śniadanie. No nieco spóźnione, ale jednak śniadanie. Rozmawiali i Amy w pewnym momencie powiedziała.
  • Było pięknie.- uśmiechnęła się do Paddy’ego – Tak sobie pomyślałam, że tu się skończyło i tu się zaczęło na nowo.
  • Dokładnie. A może przy okazji stworzyliśmy kogoś nowego? – zapytał z uśmiechem.
  • Paddy? – zapytała zaskoczona – Chciałbyś? Chcesz mieć ze mną dziecko?
  • Już mam, ale tak. Chciałbym, aby nasza córka miała rodzeństwo.
  • Tylko, że ja zaczęłam brać tabletki, więc chyba na razie się nie uda.
Roześmiał się i dodał.
  • Kochanie, odstaw je szybciutko. – zaśmiał się ponownie – Ale najpierw… ee… poczekaj chwile.
Wyszedł z kuchni, poszedł do sypialni, gdzie słyszała, że czegoś szukał. Po chwili wrócił i położył przed nią pudełeczko. Aż jej się trzęsły ręce jak je otwierała. Był tam pierścionek, tak jak przypuszczała. Przypominał, nie on wyglądał jak ten pierwszy z Galway. Miała łzy w oczach, bo Paddy pamiętał o tym. Zamówił kopię tamtego pierścionka, który jej podarował. Wtedy się jej oświadczył. Ten był równie piękny, ze złota i miał prawdziwy kamień, ale wyglądał jak tamten.
  • Ja mam ten pierścionek. – powiedziała cicho, patrząc na niego – Zatrzymałam go.
  • Ten wygląda identycznie. – powiedział – Wyjdziesz za mnie Amy?
  • Tak. – szepnęła, ale po chwili dodała już głośniej – Tak, wyjdę za Ciebie!

Przytulił ją do siebie i pocałował. Koło się zatoczyło i wszystko było tak jak powinno być wiele lat temu. Teraz byli bardziej szczęśliwi, zakochani i bardziej doświadczeni przez życie. Wiedzieli, że oboje muszą starać się, aby wszystko było dobrze.

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 64

Paddy był zaskoczony tym, ile Amy przez te dwa tygodnie spakowała. On zajął się rozkręcaniem mebli z pokoju małej, bo tylko to było do zabrania. Mieszkanie było wynajęte i wszystko w nim zostawało. A oni już zamówili meble i na dniach mieli je dostarczyć. Paddy zabrał Molly i tyle ile się zmieściło w aucie i zawiózł ją do babci. Amy było żal opuszczać Galway, ale wiedziała, że w Dublinie będzie im lepiej. Jak Paddy wrócił, pakowali do późna w nocy, następnego dnia miał przyjechać samochód i zabrać wszystko do Dublina. Amy dziwiło, że Paddy dość często rozmawia przez telefon. Pytała go o to, ale on tylko się śmiał i mówił, że to niespodzianka. Postanowiła mu zaufać, bo do tej pory mówił jej szczerze, wszystko, nawet, jeśli było to nie wygodne dla niego. Nie pytała więcej. Udało im się przeprowadzić bez trudu, a już w Dublinie mogli się pomału wprowadzać. Paddy skręcał meble z pokoju Molly, a ekipa monterska zamówione meble do reszty mieszkania. Bo nie mieli nic. Amy była w domu rodziców i pakowała resztę swoich rzeczy czy pamiątek. Mała na razie miała być u dziadków, ale zabierali ją na parę godzin dziennie. Były już meble, wiec mogła sobie układać wszystko, co chciała. Pracowali całe dnie i w końcu się udało, mogli już zamieszkać w trójkę.
Któregoś dnia do Paddy’ego zadzwoniła Patricia, że musi koniecznie przyjechać, bo coś musiał załatwić. Chciał oczywiście zabrać dziewczyny ze sobą, ale Amy na razie nie chciała mieszkać u Patricii. Więc zdecydowali, że zabierze ze sobą małą, a Amy zostanie w domu. Molly była bardzo podekscytowana, że leci z tatą do Kolonii. Wiedziała, co Patricia o niej myśli i na razie nie potrafiła stanąć z nią twarzą w twarz. Spakowała córeczkę, a mała wzięła ze sobą swojego misia i kilka lal. Była bardzo dumna, że leci sama z tatą, że jest już taka duża. Paddy kilka razy namawiał ją, aby jednak z nimi poleciała, ale nie mogła się zdecydować. Między nimi było coraz lepiej, uwielbiali ze sobą rozmawiać, słuchali się, opowiadali sobie nawzajem te lata, kiedy nie byli ze sobą. Całowali się, dotykali coraz śmielej, ale jeszcze się nie kochali. Amy uwielbiała się do niego przytulać, naprawdę się starał, aby odzyskała bezpieczeństwo i coraz bardziej tak się czuła. Bezpiecznie. Cieszyła się, że pozwala jej na to, aby znowu przyzwyczaiła się do jego obecności, jego ramion, jego dotyku i zapachu. Rozmawiali o przyszłości, o tym, co by chcieli, albo i nie. Rozmawiali o Molly i jej wychowaniu, w którym Paddy coraz lepiej sobie radził. Był dumny, że ma taką dużą, fajną córkę, ale chciałby, aby mieli kolejne dzieci. Chciał być przy ich narodzinach, wychowywać od początku. Nie miał żalu do Amy, stwierdził, że nie jest to potrzebne. Kochał ją. To i tylko to się liczyło, nic więcej. Było minęło i stare sprawy zostały zamknięte. Teraz szli do przodu, na razie we trójkę i to było dla nich najważniejsze.
Polecieli. Amy została sama, poszła do Olivii, tak bardzo tęskniła. Rzadko rozstawała się z córką. Było jej ciężko i bała się, że mała może płakać. Chociaż miała nadzieję, że jednak da radę i będzie wszystko dobrze. Rozmawiała z Olivią, a przyjaciółka powiedziała, że powinna polecieć do Kolonii. Nie powinna pozwolić lecieć im samym. Powinna stanąć jednak oko w oko z jego rodziną, bo on to zrobił. Nie wymiękł, tylko porozmawiał z jej braćmi. Spotkał się z jej rodzicami. A ona tylko na swoim terenie, a nie na jego. Amy czuła, że przyjaciółka ma rację. Wymiękła, a powinna stać teraz przy jego boku. Wtedy przyszedł Mike i zapytał czy ma jej zamówić bilet do Kolonii. Mieli rację i oczywiście chciała polecieć. Mike szybko znalazł bilet, był na wieczór i Amy miała dwie godziny na spakowanie się i dojazd na lotnisko. Olivia stwierdziła, że powinni już wyjść, a Mike ją odwiezie. Dobrze, że lotnisko nie było daleko. Pojechali do domu Amy, gdzie się spakowała.
Paddy z Molly dolecieli bez przygód do Kolonii. Z lotniska odebrał ich Denis i pojechali do domu. Patricia przygotowała obiad i chociaż Molly była trochę onieśmielona, to dawała sobie świetnie radę. Pilnowała ciągle taty i nie chciała, aby jej schodził z oczu. Patricia była zdziwiona, bo Maite czy Johnny mówili jej, że to bardzo odważna dziewczynka, a ona widziała coś innego. Jak Paddy był w pobliżu było dobrze, a jak tylko chwilkę go nie było mała już się za nim rozglądała. Paddy trochę się tym wystraszył, tłumaczył jej na ucho. Próbował się skontaktować z Amy, ale nie odbierała telefonu. Nie wiedział, co się dzieje, a chciał się z nią skonsultować.
Była już na lotnisku, miała samolot o 20 i wyłączyła już telefon. Chciała zadzwonić z Kolonii. Podróż minęła jej szybko, ale całą drogę myślała o Molly i Paddy’m.
Do wieczora dali radę, a po kolacji Molly oglądała bajkę razem z synami Patricii. Chciał ją położyć spać i zaczęło się. Nie spodziewał się takiej ‘syreny alarmowej’. Przecież nie raz kładł ją spać i nigdy nie robiła problemu, a teraz był przerażony. Amy nadal nie odpowiadała. Patricia chciała mu pomóc, ale Molly jeszcze bardziej się rozpłakała. Paddy ją po prostu przytulił i cicho do niej mówił. Przynajmniej ucichła i tylko cicho płakała, mówiąc ‘mama’. Było mu jej żal, no nie przewidzieli tego, dla tej małej dziewczynki to było za dużo, zbyt dużo. Nie był na nią zły, tylko nie wiedział, co jeszcze może zrobić. Patricia wycofała się i wraz z rodziną poszła do siebie spać. Nie mogła pomóc, bo mała tego nie chciała. Nadal płakała, ale przynajmniej nie wrzeszczała już i Paddy miał nadzieję, że zaśnie zmęczona płaczem, a Amy do kolejnej nocy przyleci. Chciał jej o tym powiedzieć, ale nadal nie odbierała. Dopiero o 22 odebrała.
·      Amy! Na miłość Boską, gdzie Ty się podziewasz. Dzwonię i dzwonię. – powiedział zmęczonym głosem.
·        Paddy, co się stało? – zapytała zaskoczona – Kochanie, spokojnie, co się dzieje?
·        Molly płacze od 20. Mam tu istny Armagedon. A Ty nie odbierasz.
·        Podaj mi adres do Patricii. Już jadę.
·        Jesteś w Kolonii? Hurra. Kocham Cię.
·        Haha. Ja też Cię kocham i to nie, dlatego, że jadę na ratunek.
·        Wyślę sms’em, dobrze?
·        To czekam na to. Pa. Na razie.

Aż mu ulżyło. Amy już była w Kolonii. Jednak nie dała rady i jedzie do nich. Zaczął małej mówić, że mama już tu jedzie, żeby już nie płakała. Widać było, że faktycznie była bardzo zmęczona i nawet nie protestowała jak ją położył do drugiego łózka i przykrył kołdrą. Czekał na Amy i jak zauważył taksówkę to cicho otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Jak tylko postawiła torbę i zdjęła kurtkę przytulił się do niej mocno. Poszli do małej, gdzie mama ją ucałowała, pogłaskała, a ona po prostu zasnęła. Amy poszła do łazienki, by się ogarnąć po podróży, a potem poszła do pokoju i ułożyła się obok Paddy’ego. Przytuliła się i zamknęła oczy, a on ją pocałował. Chwilę się całowali, gdy poczuła jego rękę pod koszulką. Oderwała się i cicho powiedziała ‘Paddy, nie’, a on nie przerwał dotyku, tylko do ucha powiedział, ‘czemu nie?’. Dotykał ją po klatce piersiowej, piersiach, by po chwili ściągnąć z niej koszulkę i z siebie. Czuła, że jest podniecony, ale nie spodziewała się, że właśnie tu, właśnie teraz, gdy w tym samym pokoju śpi ich córka będzie chciał się kochać. Znowu podjęła próbę ‘Paddy, jutro’ szepnęła, a on jej odpowiedział ‘jutro też, dziś tylko trochę, potrzebuje dotyku, czułości. Proszę Cię, będziemy cicho.’ Nie czekał aż coś powie, pocałował ją, a jego ręka pojechała niżej i dotykała jej ud, aż westchnęła. Dobrze, że wtedy ją całował i jej jęk był cichy. Szybkim ruchem rozebrał jej spodenki i pieścił jej ciało. Musiała kilka razy zacisnąć zęby, aby nie wydawać głosu, ale podobało jej się, co robił. Zapomniała o wszystkim, o tym gdzie są, o tym, że obok śpi dziecko. Było jej tak dobrze, że przeżywała tylko to, co się dzieje między nimi. Rozluźniła się i poddała się temu, co się działo. Już dawno tak nie czuła, a on wiedział, co zrobić, aby doprowadzić ją do orgazmu. Tuliła się do niego, by nie krzyczeć, ugryzła go, a on tylko cicho się zaśmiał. Doprowadził ją do szczytu. Leżeli objęci, gdy poczuła, że ona owszem jest spełniona, ale on nie, więc szepnęła ‘a Ty?’, na co odpowiedział, ‘choć do łazienki, bo się nie powstrzymam’. Wstał i podał jej szlafrok, a sam wziął ich ubrania i cicho tam przemknęli. Zamknął tylko drzwi na klucz i zapalił jedno małe światło. Znowu się całowali, a Amy wzięła jego męskość w dłoń i doprowadziła go na szczyt. Po wszystkim śmiejąc się cicho, pocałowali się i poszli pod szybki prysznic. Potem już ubrani w stroje do spania udali się do pokoju. Mała nadal spała, a oni spełnieni zasnęli w swoich ramionach. Rano obudził ich radosny szczebiot ich córki. Molly była szczęśliwa, że mama i tata tu są, oboje. Nie dziwiło ją, że śpią razem, bo tak było od pobicia, więc dla Molly było to normalne. 

niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 63

Dwa miesiące później….

Paddy szykował się do koncertów. Już odzyskał sprawność fizyczną i była dla nich to ogromna radość, bo za kilka dni rozpoczynał koncerty. Było ich tylko dziewięć, więc rozłąka nie miała być długa. Miał być w trasie tylko dwa tygodnie. Molly przyjęła to dobrze i miała obiecane, że pojadą z Amy na jakiś weekend na koncerty. Szukali domu w Dublinie, miał być remont mieszkaniu w Kolonii, o którym Amy nie wiedziała. Naprawdę byli już razem i podobało im to się. Poznawali się na nowo i lubili. Amy widziała, że Paddy się zmienił, wiec mu zaufała. Czasem dzwoniła do niego Vera, albo Patricia coś o niej wspomniała, ale on zawsze powtarzał, że tylko Amy się liczy. Kochał ją, chyba nawet bardziej niż kiedyś, a jej uczucia odżyły i były mocne. Opiekowali się wspólnie Molly, podejmowali razem decyzje i tak było dobrze. Paddy miał nadzieję, że ich pocałunki w końcu staną się czymś więcej. Na razie dotyk czy pocałunki im wystarczały, on nie naciskał, choć coraz bardziej jej pragnął i czuł, że ona jego również.

Któregoś dnia wieczorem ktoś zapukał do drzwi. Amy otworzyła, a to był Johnny i Maite Itoiz. Była bardzo zaskoczona, ale cieszyła się, że John w końcu tu jest, bo to oznaczało zakończenie starych spraw. Przywitała się z nimi i zaprosiła do środka. Paddy akurat coś brzdękał na gitarze, a Molly mu wtórowała na keyboardzie. Miała obiecane, że tata jej coś nagra, jakieś kołysanki, aby mogła ich słuchać na dobranoc. Paddy z Amy wymyślili dla niej prezent, a miały być to bajki, chciał nagrać jej na płycie. Bardzo mu się ten pomysł podobał i codziennie nagrywał, jak ona spała.

Maite była bardzo zaciekawiona, co u nich słychać, a John’owi było chyba głupio.
·        Paddy, Molly chodźcie, mamy gości. – zawołała Amy.

Molly po chwili wpadła jak burza do pokoju, ale jak zobaczyła nieznajomych ludzi, to trochę się wycofała i stanęła obok mamy. Paddy, który po chwili przyszedł nie krył zdziwienia, że widzi John’a. Z Maite od razu się przywitał i przedstawił jej córkę, potem bratu i w między czasie opowiadał małej, kto to jest. Amy z Maite poszły przygotować kolację, a Paddy zaprosił brata do salonu.

John rozglądał się wokoło. Wszędzie stały zdjęcia dziecka, była sama lub z rodzicami czy psem. Czuł i widział miłość brata do jego córki. Paddy niczego nie udawał i chyba po raz pierwszy w życiu John widział go tak szczęśliwym. Maite opowiadała Amy, co u nich słychać, o koncertach, muzyce, a potem dodała, że chciała i namawiała John’a na to, aby poznał bratanice. Poza tym jak powiedziała, chciała zakończyć stare sprawy i pogodzić braci. Amy nie raz próbowała namówić Paddy’ego, aby porozmawiał z bratem, ale on był uparty. Teraz nie mieli wyboru i musieli porozmawiać. Pomyślała, że Maite ma rację, trzeba zamknąć tę starą sprawę. Zapytała ją czy wie o wszystkim i jak się skończyła tamta sytuacja z Joanne. Maite opowiedziała jej jak długo John musiał się ‘zbierać’ po byłej żonie, ile go to kosztowało, ale opłacało się. Joanne nie dostała nic materialnego, wszystko było Johna. Tylko jakąś tam sumkę i tyle. Maite wiedziała o wszystkim i teraz chciała naprawić wszelkie zło, które było między braćmi. Zostawiły ich samych z dzieckiem, tak było dobrze. Nie mieli wyboru i musieli rozmawiać. A one rozmawiały o wszystkim i o niczym. Były same chyba z godzinę i pozwoliły braciom pobyć trochę sam na sam. Paddy pomyślał, że dziewczyny to zgrabnie wymyśliły, bo oni z Johnem zostali postawieni przed faktem dokonanym i faktycznie spędzili trochę czasu. Nie było teraz czasu na kłótnie czy dogadywanie sobie, bo Molly szybko nawiązała znajomość z wujkiem i chciała się z nimi bawić. Paddy śmiał się i mówił do Johna, że niech teraz się nie dziwi, że on tyle wie o świecie dziecięcych zabaw. John patrząc na dziecko i jej tatę razem, rozumiał, dlaczego brat tak walczył o swoją rodzinę. Zrozumiał już wszystko i zmienił swoje nastawienie. Molly szybko go zwojowała i uwielbiał ją. Pomyślał, że faktycznie Amy wykonała kawał dobrej roboty. Przy kolacji John obserwował relacje między Paddy’m a Amy i widział ich uczucia. Kiedyś Amy była bardzo zamknięta w sobie i wtedy to ona zabiegała o jego brata, a on dominował w ich związku. Teraz słuchali się nawzajem i jeśli jedno coś powiedziało do dziecka, drugie od razu stawało za tym pierwszym. Widać było, że dużo rozmawiają i starają się o siebie. Jak Molly poszła spać, to spędzili w czwórkę bardzo miły wieczór. To był dobry pomysł, by panowie porozmawiali i chyba całej czwórce ulżyło. Było to potrzebne i pomogło, by potrafili na nowo ze sobą rozmawiać. Paddy z Amy po ich wyjściu rozmawiali po raz pierwszy o Joanne i była to jedna z ważniejszych rozmów. Mimo upływu lat obydwoje trzymali to w sobie.

Pakował się na wyjazd, a mała mu pomagała. Chcieli, aby była włączona w to, by nie czuła się ominięta. I to działało. Tata opowiadał jej gdzie będzie i co będzie robił. Znała wszystkie piosenki, które miał zaśpiewać i miały być z Amy na dwóch ostatnich koncertach i potem razem wrócić do domu. To było pierwszy raz, takie rozstanie na dwa tygodnie we trójkę. Wiedział, że Amy da radę, zawsze dawała, a wtedy trasy bywały dłuższe. Teraz przede wszystkim chodziło o Molly, to właśnie dla niej był ten pierwszy raz. Cieszyła się, bo dostała od taty prezent, a mianowicie dwie płyty jedną z piosenkami, a drugą z bajkami. Mogła, co wieczór słuchać jego głosu na dobranoc. To ją uspokoiło.

Anette zajęła się sprawą pobicia i oczywiście wywalczyła wysokie odszkodowanie. Colin zadzwonił do Amy i przeprosił za swoje zachowanie. Nic to nie zmieniło, a oni nadal planowali wyprowadzkę z Galway i nawet znaleźli dom w Dublinie. Między nimi układało się coraz lepiej. Paddy w końcu się ogarnął, jeśli chodzi o Molly. Teraz już wiedział, że od niego wiele zależy, że nie może rozpieszczać bezkarnie małej, bo i na nim się to w końcu odbije. Jak pojechał na koncerty Amy pakowała wszystko, bo mieli w lipcu przeprowadzić się do Dublina. Amy załatwiła sobie tam pracę, a Molly szkołę. Mieli mieszkać niedaleko jej rodziców. Jednak najbardziej to cieszyło Olivię, nareszcie miała mieć Amy blisko siebie. Molly było wszystko jedno, gdzie miała mieszkać, byleby z rodzicami. Plan był prosty Amy miała przygotować wszystko, co mogła do przeprowadzki, a jak Paddy wróci mieli to przewieść. Mała bardzo jej pomagała i miała ogromną frajdę pakując swoje zabawki. Jak pojechały na weekend do Dublina to zabrały trochę tych rzeczy. Mieszkanie u rodziców również miało być zlikwidowane i oddane Nat’owi. Tak dobrze układało się między nim, a Rianną. Amy chciała, aby mieli całą górę do dyspozycji. Na razie dom był pusty, ale kartony z zabawkami małej wylądowały w którymś z pokojów, a one spały w domu jej rodziców. Amy pakowała tym razem w tym mieszkaniu. Myślała często o tym jak bardzo ich życie się zmieniło. Paddy znowu był w jej życiu i było nawet lepiej niż kiedyś. Teraz oboje mieli pewne doświadczenia za sobą. Doceniali bycie razem. Paddy na nią nie naciskał, czekał na nią, co pokazywało, że mu bardzo na niej zależy. Chciała się z nim kochać, ale nie było jak, bo najpierw jego rekonwalescencja, teraz koncerty i rozłąka. Myślała o tym jak im będzie po latach. Znowu brała tabletki, więc była przygotowana. Nie rozmawiali z Paddy’m, co dalej, na razie byli po prostu razem i to się liczyło. Poznawali się na nowo i na razie tylko to się liczyło. Paddy dzwonił codziennie po południu. Molly z radością słuchała płyt, które nagrał jej tata. Grzecznie czekała, aż będzie z mamą na koncertach. Czas szybko minął i poleciały do Hannoveru, gdzie odbywał się przedostatni koncert, potem miał być jeszcze w Cloppenburgu i mieli wrócić do Irlandii. Molly bardzo się podobało, a nawet śpiewała, bo Paddy gdzieś musiał ćwiczyć i robił to w domu, a mała szybko nauczyła się piosenek. Paddy był bardzo szczęśliwy, że dziewczyny były na dwóch koncertach. Potem zostali jeszcze jeden dzień w Niemczech i polecieli do Galway. 

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 62

Rianna obudziła się koło 7 z minutami. Szybko przygotowała śniadanie i poszła sprawdzić czy Molly i Nathan wstali. Czuła, że mała będzie płakać, gdzie są rodzice. Nat w nocy napisał jej sms’a, że Paddy został pobity i domyślała się, kto za tym stoi. Właśnie pukała do drzwi jak podeszła do niej kobieta i zapytała gdzie mieszka Amy. Jak się dowiedziała, że tu, chciała zapukać, a Rianna wyjaśniła, że Amy z Paddy’m nie ma. Zastanawiała się czy to nie Kira, bo Amy jej o niej opowiadała. Chwilę porozmawiały i faktycznie okazało się, że to Kira. Więc Rianna powiedziała jej, żeby zaparkowali koło jej domu, bo jest tam miejsce i zaprosiła do siebie na kawę. Nat się zjawił i trzymał na ręku Molly, która była zdenerwowana, bo zamiast rodziców był wujek. Cały czas pytała gdzie są rodzice. Zjedli śniadanie u Rianny, razem z bratem Paddy’ego i jego rodzinną. Gdy dzieci poszły bawić się do pokoju Iggy’ego, to Nat opowiedział im, co wiedział. Rianna znając Amy stwierdziła, że na pewno by chciała, aby wyprawić małej urodziny. Z Kirą stwierdziły, że pójdą do ich mieszkania i zajmą się wszystkim. Helen i Gabriel chcieli pomóc, więc poszli z nimi. Nathan i Angelo mieli zająć się dziećmi. Emma szybko nawiązała kontakt z Molly i Iggy’m, więc świetnie się bawili. A mały Joseph spał. Przyjechali również Mike i Olivia z dziećmi. Nathan ich powiadomił, co się stało i dlatego zjawili się tak rano. Olivia wiedziała, że Amy będzie jej potrzebować i chciała z nią być. Amy przyjaźniła się z Rianną, a kiedyś z Kirą, ale jednak Olivia była jej najlepszą przyjaciółką. I to jej potrzebowała w takich chwilach. Ucieszyła się, że dziewczyny starają się, aby impreza się odbyła, więc zakasała rękawy i zabrała się do pracy. Do Nat’a zadzwoniła Amy i poprosiła, aby poszedł do jej sypialni, zabrał ubrania dla Paddy’ego i pojechał po nich. Jej bracia razem z Angelo zebrali całą gromadkę i zaprowadzili do mieszkania Amy. Zabrali ubrania i pojechali. Nie wiedzieli jak Paddy się czuje, nic nie wiedzieli, więc byli trochę wystraszeni.
Paddy siedział na łóżku. Czuł się dobrze, ale słabo. Nie miał wątpliwości, że chce wrócić do domu, bo tam mała dziewczynka czeka na mamę i tatę. Amy była w łazience i próbowała jakoś dojść ze sobą do ładu, jednak noc na krześle dała jej się we znaki. On wcale nie czuł się lepiej od niej. Ktoś zapukał i do sali wszedł Angelo, Nat i Mike. Miny mieli zszokowane, ale podeszli i się przywitali. Angelo pomógł mu ubrać się, bo sam nie potrafił sobie poradzić. Jak i również zaprowadzili go do samochodu i wpakowali do niego. Amy siadła obok Paddy’ego i trzymali się całą drogę za rękę. Angelo uśmiechał się, bo widział, że wszystko jest już dobrze. Poniekąd to pobicie pomogło im zrozumieć, że nadal się kochają, że jest miłość między nimi. Wszystko trzeba będzie ułożyć, ale i tak było dobrze. Wysiedli z auta pod domem Amy, a Molly jak pocisk rzuciła się do mamy. Przytulała się chwilę, Amy ją pocałowała. Chciała również do taty, jak w końcu udało mu się wysiąść, ale Amy wytłumaczyła jej, że tata nie weźmie jej teraz na ręce, że może się przytulić, ale tylko z jednej strony. Molly delikatnie obchodziła się z tatą, więc wszystko było dobrze. Był bardzo blady i zmęczony, więc Amy zarządziła, że potrzeba mu spokoju i wysłała do sypialni spać. Poszła z nim pomóc mu, tylko, że nie przewidziała, że on sam się nie rozbierze i potrzebuje pomocy. Niechciała robić zamieszania, więc stwierdziła, że sama mu pomoże. W końcu kiedyś nie raz oglądała go bez ubrania. Ściągnęła mu koszulkę, bo jemu bez niej było lepiej. Miał bandaże na klatce piersiowej, a do tego koszulka go podrażniała, więc jej nie chciał. Dobrze, że miał na sobie spodnie dresowe, to Amy sobie szybko poradziła. Pomogła mu się położyć do łóżka i przykryła. Zastanawiała się jak to będzie, bo jutro wszyscy pojadą i ona będzie musiała mu pomóc wziąć prysznic, ubrać się. Wyglądał już inaczej niż kiedyś, był szczuplejszy, a jego klatka piersiowa nie wyglądała tak samo. Kiedyś ćwiczył i miał ładnie wyrzeźbioną, a teraz widziała, że nie za bardzo. Oczywiście nie przeszkadzało jej to, bo to było mało ważne. Ona również się zmieniła i jej ciało. W końcu urodziła dziecko. Cieszyła się, że nic mu nie jest, a on zasnął jak niemowlę. Poszła do dziewczyn do kuchni i okazało się, że jest już Maite z rodziną, a Angelo im opowiada, o tym, co się stało. Olivia bez słowa przytuliła Amy i stały tak chwilę. Jej przyjaciółka wiedziała, co Amy czuje w tym momencie. Wiedziała, że przez te wszystkie lata nigdy nie zapomniała o Paddy’m. Rozmawiały o tym dość często. Widziała jak ona się męczy z tym wszystkim, jak jest jej trudno. A teraz musiała bardzo się o niego bać, choć starała się nie pokazywać tego. Wszyscy byli tym przejęci i pytali, co się stało, ale Amy nie wiedziała, nie znała całej historii, ale powiedziała tyle ile wiedziała. Mike był tak wściekły na Colin’a, że miał ochotę wstać i pójść z nim ‘pogadać’, ale uspokoił się, gdy tylko dowiedział się, że Colin został aresztowany, dostał gazem łzawiącym po oczach i w nos od Amy. Wszyscy panowie gratulowali jej prawego sierpowego. Angelo od Paddy’ego już kilka razy słyszał o Colinie, więc wiedział, kto to był. Obiad był prawie gotowy, pokój udekorowany. Amy rozmawiała i z Maite, Kirą, a Molly była szczęśliwa, że jest tyle osób i to specjalnie dla niej. Około 16 Amy poszła obudzić Paddy’ego, a on stwierdził, że sen mu się przydał i czuł się już dobrze. Znowu musiała mu pomóc, ale tym razem współpracował. Molly dostała tyle prezentów, że Erin i Emma pomagały jej otworzyć je wszystkie. Stwierdziła, że to są najpiękniejsze urodziny. Dzieci poszły spać około 21, część spała u Molly, a część u Iggy’ego, bo zaprosił do siebie. Dorośli siedzieli długo i rozmawiali. Amy nie mogła się nagadać z Kirą i Maite, a one bardzo się cieszyły, że znowu ją widzą. Rianna była trochę oszołomiona ilością nowych osób, ale śmiała się, że to tylko dwoje z rodzeństwa Paddy’ego, a tyle osób. Angelo z rodzinką spał u siebie w Camperze, a raczej pozostałością, bo Emma i Helen spały u Molly, a Gabriel u Iggy’ego. Maite z Flo spali w salonie u Amy i Paddy’ego, a Olivia i Mike w salonie u Rianny. Paddy jakoś sobie poradził i nawet umył. Położył się do łóżka i rozmyślał nad tym wszystkim. Był oszołomiony całą tą sytuacją. Jedno wiedział, Amy dała mu szansę. Leżał po raz kolejny w jej łóżku. Wiedział, że teraz to raczej nic nie zdziała, bo wszystko go boli, ale jednak tu był. Myślał o Colinie, co on sobie myślał jak go napadł. Nie wiedział, że będą konsekwencje takiego zachowania? Nie myślał o tym? Przecież było wiadomo, że takowe poniesie. Teraz to tym bardziej będzie namawiał Amy do wyprowadzki stąd, a najlepiej by było jakby mieszkali w Dublinie. Chciał, aby zaufała mu na tyle, że zgodzi się mieszkać osobno, a nie z jej rodzicami. Kupiliby własny dom, a on miałby gdzie wracać i do kogo. Kochał je obie, chyba najbardziej na świecie i nie chciał stracić. Przyszła Amy i uśmiechnęła się do niego. Położyła się obok, a po chwili przytuliła się delikatnie do niego. Myślała nad tym, że ta historia mogła skończyć się tragicznie, a one razem z Molly, znowu zostałyby same. Wtedy, bo ona tak wybrała, a teraz, bo Colin… ach. Jak on śmiał zrobić coś tak głupiego, jak śmiał? Pomyślała o tym, że trzeba będzie zadzwonić do Anette i poprosić o pomoc. A dziś był i tak miły dzień. Molly miała super urodziny. Byli ludzie, których znała i kochała. Pojawili się także nowi, których będzie mogła pokochać, a oni ją. Dali radę mimo wszystko i chciała, aby im się udało. Teraz musieli poukładać wszystko na nowo, wszystko, ale dadzą radę we dwoje. 

sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 61

Całą drogę płakała. Nawet nie wiedziała gdzie ją wiozą. Jak dojechali na miejsce zobaczyła, że to szpital. Tam ją zaprowadzili pod salę. Weszła i zobaczyła Paddy’ego, który leżał na łóżku. Chyba spał, bo widziała jak oddycha. Delikatnie go dotknęła i pocałowała w czoło. Miał brudną twarz, a na głowie krew, która była również na buzi, ramionach, rękach. Był obandażowany, ogólnie nie wyglądał dobrze, aż musiała usiąść. Przyszedł doktor i pielęgniarka. Jak ją zobaczyli, lekarz kazał dać jej środek uspokajający. Została wyprowadzona z sali, zaprowadzono ją do pokoju pielęgniarek, gdzie dostała lekki środek. Siedziała jak odrętwiała, długo to trwało nim zaczęła dochodzić do siebie. Paddy żył, wiec już jest dobrze, ale nadal nie wiedziała, co się stało i co mu jest. Przecież poszedł tylko po mleko i jajka. Łzy leciały jej, nie potrafiła ich opanować. Paddy!
Bolała go głowa. Co się stało? Pomyślał i przypomniał sobie. Bolało go również ramię i kuło w boku. Gdzie on jest? Otworzył oczy i zobaczył, że w szpitalu. Oberwał i czuł to całym sobą. Gdzie jest Amy? Czy ona już wie, ile to minęło czasu. Tyle pytań, a on nic nie wie. Biedna Amy, pewnie się martwi. Jęknął i nie mógł nic powiedzieć, ale boli. Szybko koło niego zjawiła się pielęgniarka, która uśmiechnęła się do niego.
  • Spokojnie. Niech Pan się nie rusza. Jest Pan w szpitalu. Jestem Anna i razem z koleżanką będziemy zajmowały się Panem.
  • Głowa. – wyszeptał.
  • Podejrzewamy lekkie wstrząśnienie mózgu, ale ogólnie nic się nie dzieje. Musi Pan leżeć, aż miną zawroty. Proszę leżeć spokojnie i niczym się nie denerwować.
  • Amy. – powiedział cicho.
  • Jest tu, ale musieliśmy dać jej coś na uspokojenie. Zaraz przyjdzie do Pana lekarz, ale teraz musimy zająć się Pana wyglądem. Umyje Pana i od razu będzie lepiej.
Po jakimś czasie przyszedł lekarz, zbadał Paddy’ego i stwierdził, że nic nie zagraża jego życiu. Miał zwichnięty bark i pęknięte żebro. Całe szczęście nie potwierdziło się wstrząśnienie mózgu. Brzuch również nie ucierpiał, choć był dość mocno poobijany. Musiał zostać na kilka godzin w szpitalu na obserwacji. Miał obandażowane żebra i bark po nastawieniu dali mu w temblak. Bolał go brzuch, miał mnóstwo siniaków. Był już umyty, więc od razu lepiej wyglądał. Dostał kroplówkę na wzmocnienie. Nadal leżał, ale już czuł się lepiej. Przyszła do niego Amy z drugą pielęgniarką, która przedstawiła się jako Alexa. Powiedziała do Amy, że jak tylko będą potrzebowali czegoś, ona i Anna chętnie pomogą. Amy płakała. Widział jej łzy i nic nie mógł zrobić.
  • Amy… - powiedział cicho.
Podeszła bliżej i siadła obok niego na krześle, głaskała go po ręce i wycierała łzy. Chciał coś powiedzieć, ale był potwornie zmęczony, więc zasnął. Czuł się bezpiecznie przy niej. Była z nim i to było najważniejsze. Tyle pytań przechodziło jej przez głowę, zastanawiała się, co się stało. Przyszły pielęgniarki i powiedziały, że będzie wszystko w porządku. Jedna z nich przyniosła jej kawę, bo Amy nie chciała zostawić go samego. Chwilę z nią rozmawiały, uspokoiły ją. Odpowiadały na wszystkie pytania. Powiedziały, że jakby miała jakikolwiek problem niech je woła. Nawet nie wiedziała, która godzina, ale wszędzie była cisza, wiec na pewno było późno. Molly, pomyślała, ale spojrzała na zegarek i zobaczyła, że minęła już 1 w nocy. Spojrzała za telefon, a tam było kilkanaście nieodebranych połączeń od Nathana. Zadzwoniła i odebrał po pierwszym sygnale. Powiedziała mu, że Paddy został pobity, ma pęknięte żebro, wybity bark i mnóstwo siniaków. Teraz spał, a ona czuwała obok. Poprosiła, aby zajął się dzieckiem i poszedł spać. Ona zadzwoni rano. Po jakimś czasie zadzwonił jej telefon, a to była Olivia. Amy nie była w stanie z nią rozmawiać, ale Livia to rozumiała i prowadziła monolog, który uspokoił Amy. Jej przyjaciółka wiedziała, co powiedzieć, by ją ukoić. Powiedziała, że rano przyjadą i żeby się nie martwiła, będzie dobrze.
Tak bardzo cały tydzień się starali, chcieli dziecku zrobić niespodziankę. Po co prosiła o te jajka i to cholerne mleko. Nie mogła sobie z tym poradzić. To jej wina, powinna mieć te produkty w domu, skoro piekła kilka ciast, powinna … Starała się trzymać w ryzach, jak zawsze, ale teraz nie potrafiła, patrząc na niego. Był taki biedny, blady, a te cholerne prześcieradło, którym go przykryli, wcale jej nie pomagało. Lekarz powiedział, że nic mu nie będzie, dobrze, że śpi. To jej wcale nie pomogło. Dobrze, że ta pielęgniarka Anna go umyła, od razu wyglądał lepiej. Kochała go, a on o tym nie wiedział. Nigdy nie przestała go kochać. Dlatego nie potrafiła być szczęśliwa z nikim innym. Tylko Paddy się liczył. Nie powinien zostać pobity, dlaczego właśnie on? Pytała się w myślach i w tym momencie, o czymś pomyślała. To chyba nie Colin? A jeśli tak? Co się stało? Paddy spał, a ona musiała wiedzieć. Wyszła z pokoju i zobaczyła tego policjanta, który ją tu przywiózł. Podeszła do niego i w tym momencie zobaczyła Colina, którego badał lekarz, ale właśnie wychodził z izolatki. Pielęgniarka Alexa powiedziała, że przywieźli go tutaj, bo stawiał się policji przy zatrzymaniu i musieli użyć gazu pieprzowego. Zobaczył ją i miał nietęgą minę. Podeszła i zapytała czy to on zrobił, uśmiechnął się drwiąco. Policjant, który był również przy całej akcji, wiec znał sprawę, odwrócił się i wyszedł z pokoju. Słyszał, że Colin się przyznał, ale uznał, że może ich na chwilę zostawić. Niewiele myśląc, zacisnęła dłoń w pięść i uderzyła Colina w nos. Nikogo więcej nie było, a on był tak zdziwiony, że nawet nic nie powiedział. Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju. Poszła z powrotem do Paddy’ego. Siadła koło niego, już nie płakała, wiedziała, że teraz da sobie radę. Musiała, Paddy też dał. Mimo obrażeń musi być dobrze i będzie. Pocałowała go w czoło, a on się uśmiechnął przez sen. Była bardzo zmęczona, więc zasnęła. Obudził ją Paddy o 7 rano.
  • Amy. – powiedział – Ty całą noc spałaś na tym krześle?
  • Paddy. – powiedziała zaskoczona – Jak się czujesz?
  • Lepiej, wyspałem się i już inaczej to wygląda. Boli mnie ramie i czuje ucisk przy oddychaniu. Ale ogólnie już jest dobrze. Nie martw się.
  • Jak mam się nie martwić? Bardzo się bałam, przyjechała policja, ja nic nie wiedziałam. – znowu łzy jej kapały, spływając po policzkach – Dobrze, że żyjesz. Nie wiem, co bym zrobiła…
  • Ciii. Wszystko jest dobrze. Nie płacz. Ja też się bałem, ale nie miałem szans z nim.
  • Złamałam mu nos.- powiedziała cicho.
  • Co? – chciał się zaśmiać, ale wyszło tylko pokasływanie - Amy, kiedy, gdzie?
  • Tutaj w szpitalu. Dostał gazem pieprzowym po twarzy, bo chcieli go zatrzymać po tym zdarzeniu, jak Cię pobił, a on się policjantom stawiał. Potem go przywieźli tu i go dorwałam. Ręka mnie bolała, ale mi ulżyło.
  • Kochanie, ale jestem dumny. – powiedział z uśmiechem – Ja nie miałem szansy, bo na początku był sam, uderzył mnie w tył głowy, potem przewrócił i zjawiło się jego dwóch kumpli, oni mnie trzymali.
  • Co? We trzech?! A to gnojek! – była zdenerwowana - O Boże! Przecież to się mogło skończyć tragicznie!
  • Chyba ktoś zobaczył to zdarzenie, bo jakaś kobieta zaczęła krzyczeć. A potem obudziłem się tu. Która godzina, przecież Molly ma urodziny.
  • Paddy spokojnie. Ona pewnie jeszcze śpi, bo inaczej by już Nat dzwonił. Akurat z Rianną przyjechali, ach nie wiem, jak miałabym to zrobić. Musiałabym się rozdwoić. Dobrze, że byli.
  • Bardzo dobrze. Wiesz, o czym pomyślałem jak…. Pomyślałem, że nie zdążyłem Ci powiedzieć, że Cię kocham. Tak bardzo się bałem, że Cię znowu zostawię.
  • Paddy. – powiedziała miękko, pochyliła się nad nim i dotknęła jego warg swoimi wargami – Ja też Cię kocham i nigdy nie przestałam. Teraz ważne, abyś doszedł do siebie, a reszta się ułoży.
  • Wiem, bo jesteśmy razem. Uśmiechnij się. Głowa do góry.
  • Ta noc była straszna. Dawno się tak nie bałam. Musieli mi dać coś na uspokojenie.
  • Wiem. Pielęgniarka mi mówiła. Biedactwo. Dziękuję, że byłaś tu ze mną. Mam nadzieję, że szybko mnie stąd wypuszczą.
  • Ja też mam nadzieję.
Siedziała obok i patrzyła na niego, trzymając go za rękę. Strach mijał, ale bała się nadal o niego. Przyszedł doktor i badał go, ale już niebezpieczeństwo minęło. Miał przyjść w poniedziałek do kontroli. Pewnie będzie musiał częściej się tam zjawiać, ale niebezpieczeństwo minęło. Tylko był jeden problem, nie miał się w co ubrać. Te ubrania, co miał na sobie wieczorem, były brudne albo pocięte przez ratowników medycznych. Miała zadzwonić do Nat’a i poprosi, aby przyjechał po nich i zabrał ubrania dla Paddy’ego. 

środa, 29 października 2014

Rozdział 60

Rano spakował rzeczy, prezenty dla małej od Joey’a, Patricii i Jima. Był szczęśliwy, że wraca do domu. Chociaż na razie nie był to do końca jego dom, ale jednak miał nadzieję, że niedługo go z Amy stworzą. Chciał z nią być, być jej przyjacielem, mężem, ojcem jej dzieci. Teraz to wiedział i do tego dążył. Chciał jej pokazać, że mu zależy, że ciągle o niej myśli. Myślał również o intymnej stronie i wiedział, że do końca życia może być tylko ta jedna i tego chciał. Nie bał się tego. Myślał o tym, bo chciał przytulać ją, całować, dotykać, kochać się z nią. Chciał tego i był tego pewien, jak nigdy w życiu. To było bardzo ważne dla niego. Nie widział jej kilka dni, a tęsknił, myślał o niej, zasypiał z jej obrazem pod powiekami i budził się myśląc o niej. Miał nadzieję, że Amy w końcu mu zaufa, że to dla niej również ważne, że będzie wszystko dobrze, stworzą swój własny związek. Oparty na innych zasadach niż kiedyś. Chciał, aby była bezpieczna i żeby czuła, że tylko ona się liczy dla niego, nikt inny. Siedział w kuchni i pił kawę, jadł szybkie śniadanie i przeglądał kalendarz koncertów, który dostał od Sven’a. Usłyszał kroki i myślał, że to Patricia, ale zamiast siostry zobaczył Verę. Siadła naprzeciwko, popatrzyła na niego i nic przez chwilę nie mówiła. Chciał wstać i wyjść, ale się odezwała.
  • Porozmawiamy?
  • Już nie mamy, o czym. Vera proszę Cię zrozum, że ja chcę być z Amy. Przykro mi, że nie powiedziałem Ci od razu, ale nie chciałem przez telefon. Od początku nie powinienem… a zresztą. Vera przepraszam, ale to koniec, cokolwiek byś teraz nie zrobiła, to jest koniec. Jak Ci już mówiłem, kocham Amy. Kocham ją i tylko ją, zawsze kochałem.
  • Zaskoczyłeś mnie. Myślałam, że będziesz się złościł za to podbite oko.
  • Vera, wprawdzie nie jestem przyzwyczajony do czegoś takiego i uważam, że nie zasługuje na to, ale nie mam ochoty się gniewać, bo nie ma to sensu.
  • Ale Paddy, ja miałam nadzieję być z Tobą.
  • Przepraszam, ale ja Ci tego nigdy nie obiecywałem. Proszę Cię, zrozum to, że jest ktoś w moim życiu i to o nią chce walczyć i tylko ją kocham.
Nic nie powiedziała, ale miała taką minę, że widać było, że jest wściekła. Trudno, pomyślał, nie mogę z nią być i tyle. Zadzwonił jego telefon, to był Joey, z którym się umówił. Miał po niego przyjechać. Poszedł do swojego pokoju, wziął wszystko, co było mu potrzebne. Jak wrócił do salonu Vera siedziała z Patricią i wyglądały na zdenerwowane. Czekał na Joey’a i zadzwonił jego telefon, a to była Molly, która potrzebowała potwierdzenia, że tata wraca. Rozmawiał z nią, aż przyjechał Joey. Pożegnał się z małą, potem z siostrą i Verą. Wsiedli do samochodu i pojechali do domu Paddy’ego. Chciał zrobić Amy niespodziankę i pomyślał, że powie jej dopiero jak wszystko będzie gotowe. Potem pojechali do sklepu, kupił prezent dla córeczki. Dla Amy również kupił jakiś drobiazg. Już na lotnisku kupił dobre wino i jeszcze jakiś drobiazg dla córeczki. Wiedział, że ją rozpieszczał, ale nie umiał na razie inaczej. Jak tylko wszedł do domu Molly rzuciła mu się w ramiona. Nie interesowała ją walizka, ani nic, tylko tata. Nie chciała mu zejść z rąk. Amy zawołała go do swojej sypialni i powiedziała, że przygotowała mu półki w komodzie i szafie, ale będzie spał w salonie. Uśmiechnął się tylko, bo i tak widział światełko w tunelu i wiedział, że i to ją dużo kosztowało. Zaufała mu jednak na tyle, że mógł mieszkać tu z nimi. Siedział wieczorem z małą i czytał jej bajki, które przywiózł. Zasnęła koło 21, a on poszedł do kuchni, gdzie Amy szykowała jedzenie. Pomagał jej próbując wszystkiego. Zabrakło jej mleka i jajek, więc stwierdziła, że jutro dokończy. Paddy stwierdził, że jest taka piękna noc, więc chciał iść. Kupił wszystko i wracał właśnie do domu, jak drogę zastąpił mu Colin. Patrzyli chwilę na siebie i Paddy chciał go ominąć, bo nie chciał z nim rozmawiać. Colin odezwał się.
  • Jeszcze tu jesteś? – zapytał głosem, który nie zapowiadał nic dobrego.
  • Zejdź mi z drogi – odpowiedział Paddy – Zostaw mnie w spokoju, a do Amy się nie zbliżaj.
  • Słuchaj no! Wróciłeś sobie i co? Chcesz ją odzyskać, tak? Niedoczekanie Twoje. Co Ty sobie wyobrażasz, nie ma Cię tyle lat, a nagle wracasz, jakby te osiem lat nie istniało i co? Musiałem wiele czasu poświęcić żeby zechciała na mnie spojrzeć. Już nie wspomnę o innych rzeczach. Nie wiem jak zrobiliście to dziecko, ale ona jest zimna jak lód w łóżku. Chyba, że Tobie to nie przeszkadzało, bo jesteś taki sam.
  • Koleś daj mi spokój. To nie są Twoje sprawy, tylko moje i Amy.
  • Zamknij się! Teraz ja mówię palancie! Co Ty sobie wyobrażasz. Ja się staram kilka lat, a Ty, co, wracasz sobie i co? I masz to wszystko, o co ja musiałem zabiegać.
  • Nie można nikogo zmusić do miłości. Ona zawsze mnie kochała. Wybrała, więc daj sobie spokój i zostaw moją rodzinę w spokoju.
  • Twoją rodzinę?! – wrzasnął Colin – Ja Ci kur..a dam Twoją rodzinę. Urządzę Cię tak, że nawet na Ciebie nie spojrzy.
Paddy czuł, że łatwo tym razem nie będzie, że Colin doszedł do takiego stanu, że wolał się nie odzywać. Nie bał się, ale wolał dać sobie spokój. Nie chciał go prowokować, więc go wyminął i poszedł przed siebie. Nie odszedł nawet kilka kroków jak poczuł uderzenie w tył głowy. Pomyślał tylko, że został zaatakowany od tyłu, a tego się nie spodziewał. Zabolało, ale nie był to taki cios, aby go powalił. Odwrócił się lekko i chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo został pchnięty do tyłu. Wywrócił się, uderzył głową o ziemię, nawet nie zdążył zareagować. Pojawiło się dwóch kumpli Colin’a i został przygnieciony do ziemi. Nie miał nawet szansy. Trzech do jednego. Wiedział, że go pobiją, a on nie miał możliwości ucieczki. Dostał z nogi w ramię i poczuł ból. Podnieśli go brutalnie z ziemi i trzymali, a Colin uderzył go kilka razy w brzuch. Zdążył napiąć mięśnie, ale i tak bolało. Widział furię w oczach Colin’a i w duchu się tylko modlił, aby jeśli coś się stanie, Amy nie została sama. Tyle rzeczy jej nie powiedział. Nawet tego, że ją kocha. Teraz to się bał, naprawdę się bał. Czuł cios za ciosem, ale nie mógł nic zrobić, bo był trzymany. Usłyszał krzyk, taki przeraźliwy krzyk, jakaś kobieta krzyczała, aż go głowa bolała. Puścili go, a on upadł na chodnik i stracił przytomność.
Usłyszała pukanie do drzwi. Była zdziwiona, bo Paddy miał klucze. Z uśmiechem na buzi, poszła otworzyć drzwi i zobaczyła policjanta.
  • Pani jest Amy O’Reilly? – zapytał.
  • Tak to ja. – powiedziała drżącym głosem - Coś się stało?
  • Zna Pani- Pana Paddy’ego Kelly?
  • Tak znam. – aż zbladła – Gdzie jest Paddy? Co się stało?
  • Proszę zabrać torebkę. Zawiozę Panią.

Amy nie była w stanie odpowiedzieć, tak się trzęsła ze strachu. Paddy! To słowo chodziło jej po głowie. Gdzie on jest, co się stało? Nie była w stanie pomyśleć, a tym bardziej coś zrobić. Całe szczęście Nat, który przyjechał z Rianną, byli w domu obok. Usłyszał jej krzyk ‘Paddy!’ i wyszedł z domu. Szybko ogarnął sytuację, a Rianna poszła po torebkę Amy i kurtkę. Powiedział, aby się nie martwiła, jechała do Paddy’ego, a oni zajmą się Molly. 

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 59

Dziewczyna Svena dała mu lód, który przyłożył, nawet go nie bolało, nawet jego duma nie ucierpiała, tylko był zły, że tak późno z nią zerwał. Co on sobie wyobrażał, przecież zawsze kochał tylko Amy. Mógł ją dwa lata temu odnaleźć, a teraz pewnie by już byli razem z Molly i mieli kolejne dziecko. Aż się złapał za głowę z tych myśli, jakie mu chodziły po głowie, chociaż były dobre. Od Sven’a wrócił wieczorem, a w miedzy czasie dostał sms’a od Amy żeby zadzwonił, bo musi się z nim skonsultować. Zabrzmiało poważnie, wiec był bardzo ciekawy. Wziął swojego laptopa i poszedł do salonu. Patricia z Denisem tam byli, ale szwagier powiedział mu, żeby swobodnie rozmawiał. Połączył się szybko i zadzwonił na skype.
  • Hej. Co się stało, że prosiłaś, abym zadzwonił? – zapytał zdenerwowany.
  • Hej. Nic się nie stało. – odpowiedziała zdziwiona – Zobacz na maila i powiedz, który Ci się podoba.
  • Co? Już, ale, o co chodzi? – nie mógł przestać pytać – Amy, co się stało?
Patricia spojrzała na niego zaskoczona, ale on tego nie widział, bo był zajęty otwieraniem maila. Po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech.
  • Aaaa! Tort! – krzyknął uradowany – Muszę się zastanowić, daj mi chwilę. – Amy za plecami Paddy’ego zobaczyła dwóch chłopców i uśmiechnęła się.
  • Dobry wieczór – powiedział jasnowłosy chłopczyk w okularach – Jestem Alexander, a to Iggy.
  • Cześć chłopcy. Ja was pamiętam, ale byliście mali, a Ignatius miał może roczek. – odpowiedziała – Ja jestem Amy.
  • To torty na urodziny? Ale to chyba dziewczyński. – powiedział młodszy – Wujek, to chyba nie dla Ciebie?
  • Nie Iggy, to dla mojej córeczki na siódme urodziny. Nie dla mnie. Jak ja bym wyglądał z takim tortem? – zachichotał, a chłopcy mu zawtórowali. – Mi się podoba oczywiście ten z księżniczką. No jakże by inaczej.
  • Nad tym się właśnie zastanawiałam, ale chciałam się upewnić. – uśmiechnęła się.
  • To super, bierz ten. Jak myślicie? – zapytał chłopców.
  • Jak to dla dziewczyny, to tak, ten będzie idealny. – stwierdził Aleksander i obaj chłopcy pomachali Amy i poszli.
  • No to załatwione. – powiedział Paddy – A jak dzisiaj minął dzień?
  • Spokojnie. Byłyśmy na zakupach, wszystkie ozdoby na urodziny kupiłam. Będą nawet talerzyki różowe i inne tego typu atrakcje.
  • Wszystko w różu? – zaśmiał się – Wszystkie odcienie różu niedługo poznam.
  • No, co zrobić, jak ona na razie jest na etapie różu. Aaa i sukienkę nową ma na tę okazję, więc pewnie będzie się chwalić.
  • Też różowa? – zapytał ze śmiechem.
  • A nie, zaskoczę Cię. Nie jest różowa, jest koloru zielonego.
  • Ooo, no to faktycznie. Chyba nie może się doczekać, co?
  • Pewnie, że tak. Aaa i kupiłam prezent, tak jak się umawialiśmy.
  • Super. Jutro jeszcze idę coś załatwić z Joey’em, a potem już lecę do was. –uśmiechnęła się do niego. Naprawdę widziała jak on bardzo się starał. Doceniała to.
  • Pewnie. Czekamy na Ciebie.
  • To dobrze. Poszła spokojnie spać?
  • Tak, chociaż trochę marudziła, ale liczy już czas do jutra.
  • Dobrze, że już jest spokojniejsza. Martwiło mnie to, ale miałaś rację.
  • Molly musi się nauczyć, że skoro mówisz, że przyjedziesz za dwa czy nie wiem, trzy tygodnie choćby, to przyjedziesz. Z czasem będzie to normalne i nie będzie już tak reagować jak w poniedziałek.
  • Wiem. Damy radę, ale to pogadamy w piątek na spokojnie, a nie przez skype.
  • Jasne. Paddy, a co Ci się stało w oko? – zapytała, a Patricia również popatrzyła na brata.
  • Eee, nie ma, o czym mówić. To mało ważne, co się stało. – powiedział, a Amy kiwnęła głową. Chyba wiedziała, to ta Vera, mu to zrobiła. Jak można kogoś bić? Pomyślała.
  • Przyłożyłeś sobie coś zimnego? – zapytała zaniepokojona.
  • Tak. Byłem u Sven’a i jego dziewczyna dała mi lód. Zejdzie tak samo szybko jak się pojawiło. – powiedział, to takim głosem, a ona była pewna, że to ta cała Vera go uderzyła – Nie martw się. – spojrzał na jej minę, było jej przykro.
  • Nawet nie wiem, co Ci na ten temat powiedzieć. – czuł, że ona wie – Przykro mi.
  • Wszystko jest dobrze. Nie przejmuj się tym. Pogadamy w domu. – uśmiechnął się.
  • No dobrze. Muszę kończyć, bo wracam do kuchni.
  • A co tam robisz? Kolację?
  • Nie. Smakołyki na weekend. – uśmiechnęła się do niego – Sam zobaczysz i spróbujesz.
  • Super, lubię smakołyki. Joey będzie niepocieszony, bo on lubi jeść. – zobaczył smutną minę Amy, jakby myślała, że to przez nią nie przyjedzie – Nie, to, dlatego, że on wie, to za dużo ludzi. Będzie Angelo z Kirą, dzieciaki, Maite z Flo i dziewczynki. I tak dużo ludzi, niech Molly powoli poznaje. Choć z opowiadania już zna, ale sama wiesz. Joey by chciał. – próbował ją uspokoić.
  • Rozumiem. Może to i racja. Trzeba powoli.
  • Pewnie dwie ciotki, dwóch wujków i sześcioro nowych kuzynów, to na raz i tak dużo. Do tego Olivia, Mike, Nat, Rianna i dzieciaki. Oj…
  • Będzie większy ogródek, bo Rianna udostępni swoją również część i damy radę. Może się uda, że nie znikniecie, jak u moich rodziców. – zaśmiała się, a Paddy uśmiechnął.
  • Oj tam, tylko chwile nas nie było. Dobra, pogadamy jutro wieczorem. Na bajki już będę, a mam nowe, takie po niemiecku.
  • I super, a zresztą z Iggy’m już czytała po niemiecku, więc niech utrwala drugi język. To do jutra. Do zobaczenia.
  • Do zobaczenia. – uśmiechnął się i wyłączył.
Patricia patrzyła na niego przez chwilę, a potem dodała.
  • Rozmawiacie jak kiedyś, a mówiłeś, że się dopiero układa.
  • Bo tak jest, po prostu mimo upływu lat, znamy się. Teraz poznajemy na nowo i jak słyszałaś jest dobrze. Nadal czyta we mnie jak w książce. Jedyna kobieta na świecie.
  • Skoro tak mówisz.
  • Bo tak jest. Patricia mi naprawdę na niej zależy.
  • A kto to jest Iggy? – zapytała.
  • To jest mały sześcioletni sąsiad, Molly przyjaciel, no i może nawet zostanie jej ‘kuzynem’. – zaśmiał się. W sumie cieszył się z tego, że Nat spotyka się z Rianną. Amy mu o nich opowiadała i zapowiadało się dobrze.

Wstał i mówiąc dobranoc, poszedł do siebie. Leżał sobie na łóżku i zastanawiał się, co dalej. Mieszkanie faktycznie dobrze mieć w Kolonii. Trzeba będzie go odremontować, bo na pewno tego wymaga. Wszystkie sprzęty są, ale meble trzeba będzie wymienić, bo przecież, ktoś ich od ośmiu lat używa. Małej się przygotuje pokój, aż mu się buzia uśmiechała. Tęsknił za dziewczynami i za życiem z nimi, to było coś, to było jego miejsce. Pewnie jeszcze to trochę potrwa aż Amy mu zaufa, w 100%, ale czuł, że ona też chce, aby było dobrze. Może nie myśli o związku z nim, ale zależy jej na nim. Wiedział to, czuł to. Rozumiał, że na to, na bycie razem trzeba czasu, na zaufanie, poznanie się. Pomyślał, że nie będzie się spieszył i czuł, że tak byłoby najlepiej. Widział zmianę w Amy. Rozmawiała z nim już zupełnie inaczej, żartowała i liczyła się z jego zdaniem. Przecież taka zwyczajna rzecz- tort, a ona zapytała, jaki on by wybrał i dopiero zamówiła. To mu się podobało. Przecież córka była ich i obydwoje mieli prawo do różnych decyzji. Chciał tego, to mu odpowiadało, że może decydować. Wiedział, że Amy nie chciałaby, aby małą rozpieszczać i w sumie zgadzał się z tym. Chciał być mądrym tatą, takim, który ma czas dla swojego dziecka, bawi się z nim i ogólnie jest dla niego. Nawet, jeśli musi wyjeżdżać. Z czasem jakoś sobie to życie ułożą. Sven mu mówił, że w Dublinie zorganizuje jakieś studio. A w Galway musiał sobie sam przez te dwa miesiące poradzić.