niedziela, 26 października 2014

Rozdział 59

Dziewczyna Svena dała mu lód, który przyłożył, nawet go nie bolało, nawet jego duma nie ucierpiała, tylko był zły, że tak późno z nią zerwał. Co on sobie wyobrażał, przecież zawsze kochał tylko Amy. Mógł ją dwa lata temu odnaleźć, a teraz pewnie by już byli razem z Molly i mieli kolejne dziecko. Aż się złapał za głowę z tych myśli, jakie mu chodziły po głowie, chociaż były dobre. Od Sven’a wrócił wieczorem, a w miedzy czasie dostał sms’a od Amy żeby zadzwonił, bo musi się z nim skonsultować. Zabrzmiało poważnie, wiec był bardzo ciekawy. Wziął swojego laptopa i poszedł do salonu. Patricia z Denisem tam byli, ale szwagier powiedział mu, żeby swobodnie rozmawiał. Połączył się szybko i zadzwonił na skype.
  • Hej. Co się stało, że prosiłaś, abym zadzwonił? – zapytał zdenerwowany.
  • Hej. Nic się nie stało. – odpowiedziała zdziwiona – Zobacz na maila i powiedz, który Ci się podoba.
  • Co? Już, ale, o co chodzi? – nie mógł przestać pytać – Amy, co się stało?
Patricia spojrzała na niego zaskoczona, ale on tego nie widział, bo był zajęty otwieraniem maila. Po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech.
  • Aaaa! Tort! – krzyknął uradowany – Muszę się zastanowić, daj mi chwilę. – Amy za plecami Paddy’ego zobaczyła dwóch chłopców i uśmiechnęła się.
  • Dobry wieczór – powiedział jasnowłosy chłopczyk w okularach – Jestem Alexander, a to Iggy.
  • Cześć chłopcy. Ja was pamiętam, ale byliście mali, a Ignatius miał może roczek. – odpowiedziała – Ja jestem Amy.
  • To torty na urodziny? Ale to chyba dziewczyński. – powiedział młodszy – Wujek, to chyba nie dla Ciebie?
  • Nie Iggy, to dla mojej córeczki na siódme urodziny. Nie dla mnie. Jak ja bym wyglądał z takim tortem? – zachichotał, a chłopcy mu zawtórowali. – Mi się podoba oczywiście ten z księżniczką. No jakże by inaczej.
  • Nad tym się właśnie zastanawiałam, ale chciałam się upewnić. – uśmiechnęła się.
  • To super, bierz ten. Jak myślicie? – zapytał chłopców.
  • Jak to dla dziewczyny, to tak, ten będzie idealny. – stwierdził Aleksander i obaj chłopcy pomachali Amy i poszli.
  • No to załatwione. – powiedział Paddy – A jak dzisiaj minął dzień?
  • Spokojnie. Byłyśmy na zakupach, wszystkie ozdoby na urodziny kupiłam. Będą nawet talerzyki różowe i inne tego typu atrakcje.
  • Wszystko w różu? – zaśmiał się – Wszystkie odcienie różu niedługo poznam.
  • No, co zrobić, jak ona na razie jest na etapie różu. Aaa i sukienkę nową ma na tę okazję, więc pewnie będzie się chwalić.
  • Też różowa? – zapytał ze śmiechem.
  • A nie, zaskoczę Cię. Nie jest różowa, jest koloru zielonego.
  • Ooo, no to faktycznie. Chyba nie może się doczekać, co?
  • Pewnie, że tak. Aaa i kupiłam prezent, tak jak się umawialiśmy.
  • Super. Jutro jeszcze idę coś załatwić z Joey’em, a potem już lecę do was. –uśmiechnęła się do niego. Naprawdę widziała jak on bardzo się starał. Doceniała to.
  • Pewnie. Czekamy na Ciebie.
  • To dobrze. Poszła spokojnie spać?
  • Tak, chociaż trochę marudziła, ale liczy już czas do jutra.
  • Dobrze, że już jest spokojniejsza. Martwiło mnie to, ale miałaś rację.
  • Molly musi się nauczyć, że skoro mówisz, że przyjedziesz za dwa czy nie wiem, trzy tygodnie choćby, to przyjedziesz. Z czasem będzie to normalne i nie będzie już tak reagować jak w poniedziałek.
  • Wiem. Damy radę, ale to pogadamy w piątek na spokojnie, a nie przez skype.
  • Jasne. Paddy, a co Ci się stało w oko? – zapytała, a Patricia również popatrzyła na brata.
  • Eee, nie ma, o czym mówić. To mało ważne, co się stało. – powiedział, a Amy kiwnęła głową. Chyba wiedziała, to ta Vera, mu to zrobiła. Jak można kogoś bić? Pomyślała.
  • Przyłożyłeś sobie coś zimnego? – zapytała zaniepokojona.
  • Tak. Byłem u Sven’a i jego dziewczyna dała mi lód. Zejdzie tak samo szybko jak się pojawiło. – powiedział, to takim głosem, a ona była pewna, że to ta cała Vera go uderzyła – Nie martw się. – spojrzał na jej minę, było jej przykro.
  • Nawet nie wiem, co Ci na ten temat powiedzieć. – czuł, że ona wie – Przykro mi.
  • Wszystko jest dobrze. Nie przejmuj się tym. Pogadamy w domu. – uśmiechnął się.
  • No dobrze. Muszę kończyć, bo wracam do kuchni.
  • A co tam robisz? Kolację?
  • Nie. Smakołyki na weekend. – uśmiechnęła się do niego – Sam zobaczysz i spróbujesz.
  • Super, lubię smakołyki. Joey będzie niepocieszony, bo on lubi jeść. – zobaczył smutną minę Amy, jakby myślała, że to przez nią nie przyjedzie – Nie, to, dlatego, że on wie, to za dużo ludzi. Będzie Angelo z Kirą, dzieciaki, Maite z Flo i dziewczynki. I tak dużo ludzi, niech Molly powoli poznaje. Choć z opowiadania już zna, ale sama wiesz. Joey by chciał. – próbował ją uspokoić.
  • Rozumiem. Może to i racja. Trzeba powoli.
  • Pewnie dwie ciotki, dwóch wujków i sześcioro nowych kuzynów, to na raz i tak dużo. Do tego Olivia, Mike, Nat, Rianna i dzieciaki. Oj…
  • Będzie większy ogródek, bo Rianna udostępni swoją również część i damy radę. Może się uda, że nie znikniecie, jak u moich rodziców. – zaśmiała się, a Paddy uśmiechnął.
  • Oj tam, tylko chwile nas nie było. Dobra, pogadamy jutro wieczorem. Na bajki już będę, a mam nowe, takie po niemiecku.
  • I super, a zresztą z Iggy’m już czytała po niemiecku, więc niech utrwala drugi język. To do jutra. Do zobaczenia.
  • Do zobaczenia. – uśmiechnął się i wyłączył.
Patricia patrzyła na niego przez chwilę, a potem dodała.
  • Rozmawiacie jak kiedyś, a mówiłeś, że się dopiero układa.
  • Bo tak jest, po prostu mimo upływu lat, znamy się. Teraz poznajemy na nowo i jak słyszałaś jest dobrze. Nadal czyta we mnie jak w książce. Jedyna kobieta na świecie.
  • Skoro tak mówisz.
  • Bo tak jest. Patricia mi naprawdę na niej zależy.
  • A kto to jest Iggy? – zapytała.
  • To jest mały sześcioletni sąsiad, Molly przyjaciel, no i może nawet zostanie jej ‘kuzynem’. – zaśmiał się. W sumie cieszył się z tego, że Nat spotyka się z Rianną. Amy mu o nich opowiadała i zapowiadało się dobrze.

Wstał i mówiąc dobranoc, poszedł do siebie. Leżał sobie na łóżku i zastanawiał się, co dalej. Mieszkanie faktycznie dobrze mieć w Kolonii. Trzeba będzie go odremontować, bo na pewno tego wymaga. Wszystkie sprzęty są, ale meble trzeba będzie wymienić, bo przecież, ktoś ich od ośmiu lat używa. Małej się przygotuje pokój, aż mu się buzia uśmiechała. Tęsknił za dziewczynami i za życiem z nimi, to było coś, to było jego miejsce. Pewnie jeszcze to trochę potrwa aż Amy mu zaufa, w 100%, ale czuł, że ona też chce, aby było dobrze. Może nie myśli o związku z nim, ale zależy jej na nim. Wiedział to, czuł to. Rozumiał, że na to, na bycie razem trzeba czasu, na zaufanie, poznanie się. Pomyślał, że nie będzie się spieszył i czuł, że tak byłoby najlepiej. Widział zmianę w Amy. Rozmawiała z nim już zupełnie inaczej, żartowała i liczyła się z jego zdaniem. Przecież taka zwyczajna rzecz- tort, a ona zapytała, jaki on by wybrał i dopiero zamówiła. To mu się podobało. Przecież córka była ich i obydwoje mieli prawo do różnych decyzji. Chciał tego, to mu odpowiadało, że może decydować. Wiedział, że Amy nie chciałaby, aby małą rozpieszczać i w sumie zgadzał się z tym. Chciał być mądrym tatą, takim, który ma czas dla swojego dziecka, bawi się z nim i ogólnie jest dla niego. Nawet, jeśli musi wyjeżdżać. Z czasem jakoś sobie to życie ułożą. Sven mu mówił, że w Dublinie zorganizuje jakieś studio. A w Galway musiał sobie sam przez te dwa miesiące poradzić.  

6 komentarzy:

  1. O rany, jaki pozytywny rozdział! Rewelacja! Dalej czekam na myśli Amy (grrrr! ileż można???), ale chociażby po tej rozmowie widzę to, co widzi Paddy. Że Amy liczy się z jego zdaniem i właśnie tym, że chce razem wybrać tort bardzo u mnie i u niego plusuje. Bo to jest tzw. 'pikuś', ale czasem takie 'pikusie' są bardzo ważne i wiele pokazują. Paddy teraz widzi, że może walczyć i że ma szansę. Że może Amy nie do końca chce być z nim w związku, ale że chce, aby był ojcem dla ich córki i to takim na bank, na sto procent. Podoba mi się to bardzo. Postawa jego jako ojca i to, że się od razu przejął, co się stało, a chodziło tylko o tort. Albo 'aż' jak już zaznaczyłam wcześniej. Dobrze, że Patricia zrozumiała (bo chyba zrozumiała), że Paddy jednak cały czas oddany był Amy i nikomu innemu. Amy na siłę próbowała ułożyć życie z Colinem, a Paddy szukał w kobietach tego, co dawała mu Amy. I wiecie co? To jest bardzo życiowe! Super, że chłopcy podeszli do laptopa. Jedna rzecz tylko mnie zastanawia. Ogródek? W marcu? Nie za zimno trochę? Jaka tam pogoda w marcu? Się rozpisałam. Pozdrawiam autorkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola daj chwilę na myśli Amy, będą i czyny i myśli... warto :)
      ta rozmowa Amy i Paddy była ważna, bo tak jak chciałam poczułaś, że tym pokazała że jej zależy... Patricia, ach... zobaczymy. Tak to prawda tylko Paddy się dla niej liczył, a dla niego Amy...

      Usuń
  2. Zgadzam się, bardzo pozytywny rozdział:) :) Czy to oznacza że będzie już między nimi tylko lepiej? Czy jeszcze ktoś/coś pokomplikuję ich relację?
    Kolejny super rozdział, bardzo miło mi się go czytało. Czekam na cd.
    Pozdrawiam serdecznie Autorkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zdradzę co się jeszcze stanie, ale czy to ma sens komplikować? już chyba wystarczy :)
      pozdrawiam

      Usuń
  3. Hahahaha "dziewczyński tort" to takie w stylu młodych chłopców, śmiałam się z tego strasznie :) Cieszy mnie również, że Amy i Paddy się dogadują, czuje że zbliżamy się do momentu aż oboje obdarzą się nową szansą. Ale to przecież jeszcze nie koniec, prawda? Jeszcze Joanne, Vera, Nate i Ririanka. Jeszcze się wiele wydarzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) tak chłopcy maja tego typu teksty :) cóż co z tego, że tata daleko, niech tort wybiera :)
      wszystkie wymienione imiona się pojawią...

      Usuń