Paddy
poszedł do sypialni, bo usłyszał, że skończyła rozmawiać z
Nat’em. Spała. Popatrzył na nią, wyglądała tak delikatnie jak
spała. Przykrył ją i spakował te rzeczy, które wyciągnęła z
szafy. Chociaż tyle mógł dla niej zrobić. Przyjechała Patricia
z jedzeniem, bo dziś pakował kuchnie. Kupiła nawet plastikowe
sztućce. Przez tydzień chyba wytrzymają na plastikach. Byleby
teraz Amy doszła do siebie, bo jednak choroba ją wyczerpała.
Martwił się o nią i o Kirę, która teraz jak donosił Angelo
odsypiała te kilka nocy, kiedy czuwała przy Amy. Siadł na łóżku
i patrzył na nią, chciał zapamiętać jak wygląda. Mimo, że
uważał, że dobrze robi odchodząc, to również musiał uporać
się z tą decyzją. Jego decyzją. Cieszył się jednym, że
rozstają się w taki sposób. Spokojnie. Chyba gorzej by było jakby
były awantury, krzyki, ale w sumie to w nie Amy stylu. Dobrze, że
tu była. Cieszył się, że jej bracia po nią przyjadą i będą z
nią. Na pewno przyda jej się to, że nie będzie sama. Miała
rację, traciła nie tylko jego, ale również Kirę z którą się
zaprzyjaźniła. Miał nadzieję, że za jakiś czas odezwie się do
Kiry i będą utrzymywać kontakt. A on… będzie się za to modlił.
Nie wiedział jak to wszystko będzie wyglądało, co będzie za
kilka lat czy zostanie w zakonie czy tylko będzie tam studiować.
Poszedł dalej sprzątać kuchnię, bo za godzinę przyjedzie Joey
zabrać kilka kartonów. Był zmęczony tym wszystkim, a do tego
martwił się o Amy. Nie wyglądała dobrze. Poszedł ją obudzić
żeby coś zjadła.
- Amy – powiedział i delikatnie dotknął jej czoła, nie miała gorączki – Amy, obudź się. Musisz coś zjeść.
- Nie chcę – powiedziała cicho – Chcę spać.
- Wiem, ale trzeba coś zjeść.
- Nie jestem głodna.
- Proszę Cię, musisz coś zjeść.
- Paddy… nie chcę – wiedziała, że powinna, ale nie miała ochoty – Tylko pić.
- Naleję Ci, ale proszę Cię chociaż zupę. Patricia przywiozła.
Nie
zdążyła odpowiedzieć, bo zadzwonił dzwonek do drzwi. Paddy
poszedł otworzyć. Był to Joey. Słyszała po głosie, a za chwilę
zjawił się w sypialni.
- Dzień dobry Amy – uśmiechnął się do niej – Słyszałem, że nie chcesz jeść. Ale maleńka trzeba jeść. Chora byłaś, a jedzenie regeneruje. Ja tam lubię jeść.
- Wiem, ale jakoś nie mam ochoty.
- No, no. Nie kapryś – zaśmiał się – Wstawaj szybciutko i chodź coś zjeść. Paddy już nalewa, a my za kartony się bierzemy i do auta.
Uśmiechnął
się i wyszedł. W jego oczach zobaczyła, że jest smutny, ale
bardzo chciał ją pocieszyć. Widziała, że on też przeżywa całą
tą sytuację, a jednak próbował żartować. Dlatego wstała i
poszła do kuchni, siadła przy stole i zaczęła jeść. Zmęczyło
ją to, ale dała radę. Widziała przez okno jak pakują do
samochodu rzeczy i Joey odjechał. Paddy przyszedł i nalał sobie
wody.
- A Ty jadłeś? – nie potrafiła tak od razu się nim nie interesować.
- Nie, ale chyba zjem.
Popatrzył
na nią i miał ochotę się do niej przytulić, tak po prostu, ale
bał się jak ona to przyjmie, więc nic nie zrobił. Zapytał czy
jej pomóc, bo widział, że nie ma siły.
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie – odpowiedziała cicho.
- Amy – zaczął łagodnie – Nie musisz teraz radzić sobie sama, ja tu nadal jestem i chętnie Ci pomogę.
- Dobra – odpowiedziała zrezygnowanym tonem.
Po
objedzie poszli do sypialni, bo tam były jej i jego rzeczy, nie
wszystkie stąd zabrał. Wyciągnęła z szafy ubrania i położyła
na łóżku. Popatrzyła na niego i poprosiła o spakowanie ich. Tak
jak on zostawiła sobie tylko kilka, może kilkanaście na
przebranie. Pakowała swoje notatki, skrypty i pamiątki. Zabierała
je wszystkie. Paddy pakował jej ubrania do walizki, zawsze robił to
lepiej, więc wiedziała, że będzie dobrze. Minęły dwie godziny w
ciszy. Amy myślała o tym, że chętnie by poleżała, a najlepiej w
ramionach Paddy’ego. Popatrzyła na niego i doszło do niej, że to
ich ostatnie chwile razem. Potem nic nie będzie takie samo. Wytarła
łzę, która poleciała jej po policzku. Spakowała kilka ostatnich
rzeczy i usiadła. Miała dość na dziś. Zadzwonił dzwonek do
drzwi, a za chwilę pojawił się Angelo, który zobaczył bladość
Amy i wysiłek malujący się na jej twarzy, nie wytrzymał i
opieprzył Paddy’ego. Za chwilę się uspokoił i stwierdził, że
przyszedł na chwilę dowiedzieć się jak się czuje. Ale prosił,
aby Amy jednak nie przemęczała się, bo na pewno jest słaba. Gdy
tylko wyszedł, Amy poszła do łazienki, a Paddy stwierdził, że
wraca do sypialni. Miał dość spania na kanapie. Zmienił więc
pościel, a gdy wróciła on poszedł. Położyła się i myślała o
nich. O tym kiedy Paddy się załamał. Niby wszystko było dobrze,
ale jemu chyba już to nie wystarczało, może to ona nie zauważyła,
że ma problemy. Sama już nic nie rozumiała ani nie wiedziała.
Leżała z zamkniętymi oczami i zamyśliła się. Położył się
koło niej, tak zdecydowanie tak, pomyślał. Tu jest wygodnie, miło
i jest Amy, uśmiechnął się i położył jeszcze bliżej. Miał w
końcu okazję popatrzeć na nią, znowu się złapał na tym, że
chce patrzeć na nią. Zastanowił się nad tym i stwierdził, że
przecież ją nadal kocha, więc to naturalne. Dotknął delikatnie
opuszkami palców jej ramienia, a potem pocałował ją w ramie.
Ułożył się wygodnie i zasnął. Miłe to było, pomyślała,
zastanowiła się nad tym zachowaniem Paddy’ego. Kiedyś by nie
odpuścił, już by ją rozbierał, całował, a od tego incydentu z
Joanne, on nigdy nie próbował jej dotknąć. Dopiero teraz, a tego
się nie spodziewała. Zasnęła spokojna, mimo wszystko. Obudziła
się w Paddy’ego ramionach i było jej dobrze. I przyszło jej do
głowy, że to ostatnie takie chwile. Popłynęły jej łzy, a on
właśnie wtedy się obudził i delikatnie pocałował w policzek,
gładząc ją po policzku. To było miłe, chciał ją pocieszyć.
Wstała po chwili i poszła do łazienki, a potem udała się do
kuchni. Przyszykowała śniadanie. Pomyślała, że prawie nic nie
zostało w kuchni, ale był zapas plastikowych kubeczków,
talerzyków, ale Paddy nie zapomniał, o dwóch normalnych kubkach,
które kupili w Irlandii, one zostały. Stwierdziła, że je zabierze
i jak mu powiedziała o tym, to aż się uśmiechnął i kiwnął
głową na tak.
- Paddy…- zawahała się, ale widziała, że słucha, więc dokończyła – Jak to teraz będzie z Tobą?
- Teraz przez 18 miesięcy będę w nowicjacie, jest to czas dla mnie, by poznać życie zakonne, by potwierdzić to czy chcę tam zostać czy mam otwarty umysł na Boga.
- Rozumiem, więc będziesz…
- Tak, wiem co masz na myśli. To tylko czas dla mnie bym się otworzył na Boga.
- Tak myślałam, a dalej to już wiesz? – zapytała.
- Nie, nie wiem co dalej. Teraz trudno o tym decydować, teraz idę tam, a potem nie wiem.
- No tak – przytaknęła – Paddy… myślisz, że gdyby nie to co ona zrobiła, bylibyśmy razem czy prędzej czy później…
- Amy – popatrzył na nią zaskoczony – Myślałem nad tym i wydaje mi się, że przez to co się wszystko działo, w sposób w jaki Cię traktowałem, wszystko co robiłem, w końcu okazało by się, że któreś z nas jest wypalone. Źle Cię traktowałem, mimo, że kochałem. Chyba nie bylibyśmy szczęśliwy, a teraz mimo, że się rozstajemy, napędza mnie Twoja miłość.
- Tak właśnie myślałam, że by się nie udało. Tak masz rację, nie bylibyśmy szczęśliwi. Już nie i to nie chodzi o Joanne, tylko o wszystkie sprawy. Co nie zmienia faktu, że jej nienawidzę.
- Domyślam się, ale nie myśl o tym. Nie warto, zachowaj lepiej w pamięci coś dobrego.
- Tak właśnie zamierzam, a Ty mam nadzieję będziesz w końcu szczęśliwy. Obiecaj mi to, że odnajdziesz siebie i będziesz szczęśliwy.
- Postaram się, a Ty… też bądź szczęśliwa.
Kiwnęła
głową i odwróciła się patrząc w okno. Łzy stanęły jej w
oczach, ale cieszyła się, że odbyli tę rozmowę, bo była pomocna
i oczyszczająca, mimo całego bólu związanego z rozstaniem.