poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 34

Paddy poszedł do sypialni, bo usłyszał, że skończyła rozmawiać z Nat’em. Spała. Popatrzył na nią, wyglądała tak delikatnie jak spała. Przykrył ją i spakował te rzeczy, które wyciągnęła z szafy. Chociaż tyle mógł dla niej zrobić. Przyjechała Patricia z jedzeniem, bo dziś pakował kuchnie. Kupiła nawet plastikowe sztućce. Przez tydzień chyba wytrzymają na plastikach. Byleby teraz Amy doszła do siebie, bo jednak choroba ją wyczerpała. Martwił się o nią i o Kirę, która teraz jak donosił Angelo odsypiała te kilka nocy, kiedy czuwała przy Amy. Siadł na łóżku i patrzył na nią, chciał zapamiętać jak wygląda. Mimo, że uważał, że dobrze robi odchodząc, to również musiał uporać się z tą decyzją. Jego decyzją. Cieszył się jednym, że rozstają się w taki sposób. Spokojnie. Chyba gorzej by było jakby były awantury, krzyki, ale w sumie to w nie Amy stylu. Dobrze, że tu była. Cieszył się, że jej bracia po nią przyjadą i będą z nią. Na pewno przyda jej się to, że nie będzie sama. Miała rację, traciła nie tylko jego, ale również Kirę z którą się zaprzyjaźniła. Miał nadzieję, że za jakiś czas odezwie się do Kiry i będą utrzymywać kontakt. A on… będzie się za to modlił. Nie wiedział jak to wszystko będzie wyglądało, co będzie za kilka lat czy zostanie w zakonie czy tylko będzie tam studiować. Poszedł dalej sprzątać kuchnię, bo za godzinę przyjedzie Joey zabrać kilka kartonów. Był zmęczony tym wszystkim, a do tego martwił się o Amy. Nie wyglądała dobrze. Poszedł ją obudzić żeby coś zjadła.
  • Amy – powiedział i delikatnie dotknął jej czoła, nie miała gorączki – Amy, obudź się. Musisz coś zjeść.
  • Nie chcę – powiedziała cicho – Chcę spać.
  • Wiem, ale trzeba coś zjeść.
  • Nie jestem głodna.
  • Proszę Cię, musisz coś zjeść.
  • Paddy… nie chcę – wiedziała, że powinna, ale nie miała ochoty – Tylko pić.
  • Naleję Ci, ale proszę Cię chociaż zupę. Patricia przywiozła.
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo zadzwonił dzwonek do drzwi. Paddy poszedł otworzyć. Był to Joey. Słyszała po głosie, a za chwilę zjawił się w sypialni.
  • Dzień dobry Amy – uśmiechnął się do niej – Słyszałem, że nie chcesz jeść. Ale maleńka trzeba jeść. Chora byłaś, a jedzenie regeneruje. Ja tam lubię jeść.
  • Wiem, ale jakoś nie mam ochoty.
  • No, no. Nie kapryś – zaśmiał się – Wstawaj szybciutko i chodź coś zjeść. Paddy już nalewa, a my za kartony się bierzemy i do auta.
Uśmiechnął się i wyszedł. W jego oczach zobaczyła, że jest smutny, ale bardzo chciał ją pocieszyć. Widziała, że on też przeżywa całą tą sytuację, a jednak próbował żartować. Dlatego wstała i poszła do kuchni, siadła przy stole i zaczęła jeść. Zmęczyło ją to, ale dała radę. Widziała przez okno jak pakują do samochodu rzeczy i Joey odjechał. Paddy przyszedł i nalał sobie wody.
  • A Ty jadłeś? – nie potrafiła tak od razu się nim nie interesować.
  • Nie, ale chyba zjem.
Popatrzył na nią i miał ochotę się do niej przytulić, tak po prostu, ale bał się jak ona to przyjmie, więc nic nie zrobił. Zapytał czy jej pomóc, bo widział, że nie ma siły.
  • Nie, nie trzeba. Poradzę sobie – odpowiedziała cicho.
  • Amy – zaczął łagodnie – Nie musisz teraz radzić sobie sama, ja tu nadal jestem i chętnie Ci pomogę.
  • Dobra – odpowiedziała zrezygnowanym tonem.
Po objedzie poszli do sypialni, bo tam były jej i jego rzeczy, nie wszystkie stąd zabrał. Wyciągnęła z szafy ubrania i położyła na łóżku. Popatrzyła na niego i poprosiła o spakowanie ich. Tak jak on zostawiła sobie tylko kilka, może kilkanaście na przebranie. Pakowała swoje notatki, skrypty i pamiątki. Zabierała je wszystkie. Paddy pakował jej ubrania do walizki, zawsze robił to lepiej, więc wiedziała, że będzie dobrze. Minęły dwie godziny w ciszy. Amy myślała o tym, że chętnie by poleżała, a najlepiej w ramionach Paddy’ego. Popatrzyła na niego i doszło do niej, że to ich ostatnie chwile razem. Potem nic nie będzie takie samo. Wytarła łzę, która poleciała jej po policzku. Spakowała kilka ostatnich rzeczy i usiadła. Miała dość na dziś. Zadzwonił dzwonek do drzwi, a za chwilę pojawił się Angelo, który zobaczył bladość Amy i wysiłek malujący się na jej twarzy, nie wytrzymał i opieprzył Paddy’ego. Za chwilę się uspokoił i stwierdził, że przyszedł na chwilę dowiedzieć się jak się czuje. Ale prosił, aby Amy jednak nie przemęczała się, bo na pewno jest słaba. Gdy tylko wyszedł, Amy poszła do łazienki, a Paddy stwierdził, że wraca do sypialni. Miał dość spania na kanapie. Zmienił więc pościel, a gdy wróciła on poszedł. Położyła się i myślała o nich. O tym kiedy Paddy się załamał. Niby wszystko było dobrze, ale jemu chyba już to nie wystarczało, może to ona nie zauważyła, że ma problemy. Sama już nic nie rozumiała ani nie wiedziała. Leżała z zamkniętymi oczami i zamyśliła się. Położył się koło niej, tak zdecydowanie tak, pomyślał. Tu jest wygodnie, miło i jest Amy, uśmiechnął się i położył jeszcze bliżej. Miał w końcu okazję popatrzeć na nią, znowu się złapał na tym, że chce patrzeć na nią. Zastanowił się nad tym i stwierdził, że przecież ją nadal kocha, więc to naturalne. Dotknął delikatnie opuszkami palców jej ramienia, a potem pocałował ją w ramie. Ułożył się wygodnie i zasnął. Miłe to było, pomyślała, zastanowiła się nad tym zachowaniem Paddy’ego. Kiedyś by nie odpuścił, już by ją rozbierał, całował, a od tego incydentu z Joanne, on nigdy nie próbował jej dotknąć. Dopiero teraz, a tego się nie spodziewała. Zasnęła spokojna, mimo wszystko. Obudziła się w Paddy’ego ramionach i było jej dobrze. I przyszło jej do głowy, że to ostatnie takie chwile. Popłynęły jej łzy, a on właśnie wtedy się obudził i delikatnie pocałował w policzek, gładząc ją po policzku. To było miłe, chciał ją pocieszyć. Wstała po chwili i poszła do łazienki, a potem udała się do kuchni. Przyszykowała śniadanie. Pomyślała, że prawie nic nie zostało w kuchni, ale był zapas plastikowych kubeczków, talerzyków, ale Paddy nie zapomniał, o dwóch normalnych kubkach, które kupili w Irlandii, one zostały. Stwierdziła, że je zabierze i jak mu powiedziała o tym, to aż się uśmiechnął i kiwnął głową na tak.
  • Paddy…- zawahała się, ale widziała, że słucha, więc dokończyła – Jak to teraz będzie z Tobą?
  • Teraz przez 18 miesięcy będę w nowicjacie, jest to czas dla mnie, by poznać życie zakonne, by potwierdzić to czy chcę tam zostać czy mam otwarty umysł na Boga.
  • Rozumiem, więc będziesz…
  • Tak, wiem co masz na myśli. To tylko czas dla mnie bym się otworzył na Boga.
  • Tak myślałam, a dalej to już wiesz? – zapytała.
  • Nie, nie wiem co dalej. Teraz trudno o tym decydować, teraz idę tam, a potem nie wiem.
  • No tak – przytaknęła – Paddy… myślisz, że gdyby nie to co ona zrobiła, bylibyśmy razem czy prędzej czy później…
  • Amy – popatrzył na nią zaskoczony – Myślałem nad tym i wydaje mi się, że przez to co się wszystko działo, w sposób w jaki Cię traktowałem, wszystko co robiłem, w końcu okazało by się, że któreś z nas jest wypalone. Źle Cię traktowałem, mimo, że kochałem. Chyba nie bylibyśmy szczęśliwy, a teraz mimo, że się rozstajemy, napędza mnie Twoja miłość.
  • Tak właśnie myślałam, że by się nie udało. Tak masz rację, nie bylibyśmy szczęśliwi. Już nie i to nie chodzi o Joanne, tylko o wszystkie sprawy. Co nie zmienia faktu, że jej nienawidzę.
  • Domyślam się, ale nie myśl o tym. Nie warto, zachowaj lepiej w pamięci coś dobrego.
  • Tak właśnie zamierzam, a Ty mam nadzieję będziesz w końcu szczęśliwy. Obiecaj mi to, że odnajdziesz siebie i będziesz szczęśliwy.
  • Postaram się, a Ty… też bądź szczęśliwa.
Kiwnęła głową i odwróciła się patrząc w okno. Łzy stanęły jej w oczach, ale cieszyła się, że odbyli tę rozmowę, bo była pomocna i oczyszczająca, mimo całego bólu związanego z rozstaniem. 

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 33

Kira odebrała telefon Amy, bo dzwoniła Olivia. Powiedziała jej, że Amy jest chora, ale już jest lepiej. Rozmawiały o tej całej sytuacji i znała stanowisko rodziny Amy. Jej bracia byli w stanie przyjechać po nią natychmiast, ale teraz to było bezsensu. Umówiły się, że Kira ich będzie informować o stanie zdrowia i zdecydowała, że to ona się nią zaopiekuje. Angelo, którego poinformowała o tym, był podobnego zdania. Amy została, bo Paddy ją prosił, ale rozstali się, więc lepiej będzie jak to Kira się nią zajmie, a nie Paddy. Rozmawiał z bratem i tłumaczył mu te decyzje. Amy i tak cierpiała, więc po co dodatkowo ją w takiej sytuacji denerwować. Paddy miał się skupić na pakowaniu, a bracia mu pomagali. Joey wygospodarował we własnej piwnicy pomieszczenie na jego rzeczy i przez kilka dni pakowali, a potem wywozili to tam. Zniknęły rzeczy z salonu i zostały tylko meble. Jego osobiste drobiazgi również. Czuł jakby znikało jego dotychczasowe życie.
Amy już się lepiej czuła, ale nie widziała Paddy'ego od dnia rozmowy. Kira powiedziała jej, że to jej i Olivii decyzja. Nic nie powiedziała, ale łzy jej poleciały. No przecież chciała mu pomóc, została dla niego, ale dziewczyny miały rację. Była chora i w tym momencie nie powinien jej widzieć. Nie chciała, aby się litował nad nią. Powinien skupić się na tym, co chciał osiągnąć, a nie nad jej chorobą. Czuła się już lepiej i poszła do kuchni po wodę. Była piąta rano, więc wszyscy w domu spali. Aż oniemiała jak zobaczyła salon i kuchnię. Salon był obcy, zostały tylko meble. Żadnych obrazów, zdjęć, nic nie było. W kuchni co prawda były meble, ale było widać, że i tu zaszły zmiany. Poszła z powrotem do sypialni. Biedna Kira, pomyślała, pewnie jest zmęczona. Tyle dni opiekowała się nią. Gdy poszła się wykąpać, Kira zmieniała jej pościel. Porozmawiały chwilę i Amy wybłagała Kirę, aby poszła się położyć, bo ona i tak już czuła się dobrze. Kira poszła do domu spać, a Amy położyła się również i znów zasnęła. Otworzyła oczy i zobaczyła Paddy'ego opierającego się o futrynę. Patrzył na nią.
·         Hej. Jak się czujesz? - zapytał.
·         Może być – odpowiedziała cicho – Paddy, w salonie nic nie ma. Ile ja spałam?
·         Eee, kilka dni.
·         Miałam Ci pomóc... - powiedziała smutnym głosem.
·         Teraz najważniejsze jest Twoje zdrowie. Leż sobie spokojnie i zdrowiej.
·        Nic nie jest ważne! – czuła, że łzy napływają jej do oczu – Paddy, chcę zostać sama.
·         Dobrze, już wychodzę.
Nie chciał jej zdenerwować. Może Kira miała rację, gdy nie pozwoliła mu się zbliżać. On czuł się lepiej gdy ona tu była, ale wiedział, że było to egoistyczne. Ale potrzebował jej, potrzebował, aby tu była z nim. Nawet nie uczestniczyła w pakowaniu, ale tu była. Mimo tej decyzji, mimo wszystko, Amy nadal była dla niego ważna. Nadal ją kochał i na razie pewnie tak będzie, bo nie da się kogoś usunąć z serca, nawet przy rozstaniu. Martwił się o jej zdrowie, była jeszcze taka słaba. Nie chciała, aby ją widział jak jest smutna. Rozumiał to, chciała jemu wszystko ułatwić. Zawsze tak było, ale powinna pomyśleć o sobie, a nie o nim. Nie zasługiwał na nią. Mimo, że teraz miał cel, miał zajęcie, nadal myślał o swoim życiu i o tym, co poszło nie tak. Nie wiedział co będzie dalej. Nie był już niczego pewny. On zaczynał nowe życie, bez nich wszystkich. Bał się o siebie, o Amy, o swoje rodzeństwo. Chcieli go namówić do zmiany decyzji, ale on ją podjął i nie zamierzał zmienić. Było mu jej żal, bardzo to przeżywała. Widział to, nigdy wcześniej by go nie poprosiła o to, aby zostawił ją samą, a teraz jakby chciała nauczyć się już teraz, że jest sama i nie liczyła na niego. Przyjęła pomoc od Kiry i Angelo, ale od niego nie chciała. Zrobił śniadanie dla siebie i Amy, miał nadzieję, że Kira trochę pośpi, bo ostatnio nie spała. Około 10 poszedł sprawdzić czy Amy chce jeść, a ona stała przed szafą i wyciągała rzeczy. Położyła je na łóżku i już nawet niektóre były w walizce. Widział na jej twarzy smutek, przypomniał sobie jak przeprowadziła się do niego, wtedy była szczęśliwa. Teraz nie, ale dzielnie sobie radziła. Chyba nawet lepiej niż on. Zawsze była dzielna i wiedział, że teraz sobie również poradzi. 
Pakowała swoje ubrania, płakać jej się chciało, ale chciała mieć to za sobą. Jeszcze nie czuła się dobrze, ale jak zobaczyła spustoszenie w całym domu, chciała mieć to za sobą. Nie da rady wytrzymać tego dłużej. Miała ochotę spakować się i wyjść, ale chciała, aby wszystko odbyło się spokojnie. Obiecała mu, że zostanie z nim do końca, więc zrobi to i nieważne ile to ją będzie kosztować. Zadzwonił jej telefon, był to Nat.
·        Halo – powiedziała i aż swojego głosu nie poznała – Cześć.
·        Cześć siostra! – powiedział uradowany Nathnan – Myślałem, że Kira odbierze, a to Ty. Jak się czujesz?
·        Dobrze – powiedziała zdawkowo – Trochę jeszcze kręci mi się w głowie, ale ogólnie już jest lepiej.
·        Kira mówiła, że zmokłaś.
·        Tak, niestety tak, ale już się nie martw.
·        Aaa, hm, jak sobie radzisz?
·       Nie chcę o tym rozmawiać. Nie teraz, dobrze? – powiedziała cicho.
·        Dobrze. Kiedy mam przyjechać? – odpowiedział spokojnie – Aha, mam niespodziankę. Masz zrobione poddasze, tzn. tam jest takie mieszkanko. Od kiedy nie ma Mike’a, remontowałem całe piętro dla siebie i mam tam mieszkanie. Więc wyrzuciłem Ciebie na górę. Sorry.
·    Spoko – zaśmiała się – I co? Remontujesz dla mnie poddasze, ale fajnie. Wiesz, że zawsze go uwielbiałam.
·        Wiem i dlatego to robimy. Wszyscy, nawet wszyscy nasi kumple przychodzą pomagać, a Olivia z mamą wybierają kafelki i panele, kolory ścian.
·        Super. Dzięki. Wiedziałam, że mogę na Was liczyć. Dam znać co i kiedy, bo sama nie wiem. Dopiero dziś wstałam, ale zaraz się znowu położę, bo nie mam siły. Trochę popakowałam swoich rzeczy. Jak przyjdzie Angelo poproszę go, aby to zabrał do siebie.
·        On i Kira zaprosili nas do siebie jak przyjedziemy.
·        Dobrze, dzięki za wszystko.
·        Dla Ciebie wszystko mała. Trzymaj się i dzwoń, nawet w nocy.
·        Dzięki. To na razie.

Uśmiechnęła się do siebie i pomyślała, że jednak dobrze mieć dwóch starszych braci. Na pewno się martwią, ale czekają na nią, chcą ją zabrać, żeby nie jechała sama. Szykują jej mieszkanko w domu rodziców. To było miłe. Chciała się teraz pozbierać, chciała być teraz silna. Na łzy i rozpacz przyjdzie czas, gdy już będzie Olivia z nią. Będzie tam, w domu, w Irlandii. Myślała o nim, jak będzie wyglądać jego życie teraz. Miała nadzieję, że kiedyś się pozbiera i ułoży sobie życie. Położyła się, bo jednak pakowanie było męczące, a ona jeszcze taka słaba była. 

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 32

Szła przed siebie, minęła godzina, dwie, trzy, a ona nadal nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć. W końcu zmęczona siadła na ławce w parku i zadzwoniła do Olivii.
  • Amy – usłyszała głos przyjaciółki w słuchawce – Fajnie, że dzwonisz… – nie dokończyła zdania, bo usłyszała płacz – Amy?! Co się stało?
  • On wrócił Livia, ale… ale tylko się pożegnać.
  • Co? Jak to pożegnać?
  • Był w zakonie, chce tam wrócić, wyciszyć się i studiować. Właśnie przekreślił cztery lata naszego życia.
  • Nie wiem, co Ci powiedzieć. Przyjechać po Ciebie?
  • Teraz nie, obiecałam, że zostanę, ale potem chcę wrócić do Dublina. Nie zostanę tu.
  • To zrozumiałe. Teraz nawet nie mam Cię jak pocieszyć. Dasz mi znać, a ja tutaj wszystko zorganizuje. Wyślę chłopaków autem, bo samolotem wszystkiego nie zabierzesz.
  • Dobrze, jak chcesz. Chcę… już nic nie wiem.
  • A gdzie jesteś? – zapytała Olivia, bo słyszała hałas dookoła.
  • Nie wiem, w jakimś parku. Byłam na spacerze. Nawet nie wiem, która godzina. Musiałam być sama.
  • Amy… skarbie nie bądź teraz sama, idź do Kiry.
  • Nie. Olivia to będzie trudne, ale nie mogę i nie chcę liczyć na jego rodzinę, bo nigdy nie zapomnę. Mam Was i niedługo z wami będę.
  • No tak, tak. A my na Ciebie czekamy. Chłopaki pojadą po Ciebie.
  • Dobrze. Ooo pada, muszę kończyć.
  • Dobrze, zmykaj, bo zmokniesz.
Szła, szukając jakiegoś autobusu czy taksówki. Nawet nie zwracała uwagi na to, że pada. Była przemoknięta, ale nic ją nie obchodziło. Podjechał samochód, koło niej, był to Sven z dziewczyną. Jechali gdzieś i zobaczyli ją, więc zawieźli ją do domu. Sven patrzył na nią w lusterku. Gdy dojechali na miejsce z domu wyszła Kira. Widać było, że jest bardzo zmartwiona i zdenerwowana. Gdy zobaczyła, że Sven przywiózł Amy, odetchnęła z ulgą. Podziękowała i zabrała ją do domu. Amy poszła pod prysznic, a potem dostała gorącą herbatę. Owinęła się kocem, bo było jej zimno. Kira patrzyła na nią, a potem odezwała się cicho.
  • Powiedział nam o swoich planach. Amy… a dlaczego nie chcesz się nadal z nami przyjaźnić?
  • To nie tak Kira, że nie chcę. Ja nie mogę, zrozum mnie. Ja właśnie straciłam coś, co myślałam, że będzie trwałe. Kocham go, a jakbym została tutaj, nigdy bym nie doszła do siebie. Byście mi przypominali o nim, albo przekazywali pozdrowienia. Nie dałabym rady. Teraz potrzebuje zrozumieć dlaczego. Tam mam Olivię, braci, rodziców. Może będzie mi łatwiej, tu z Wami nie byłoby to proste.
  • Wiem, ale jest mi cholernie źle z tym. Rozumiem Twoje zdanie, ale mi też będzie ciężko. Mam nadzieję, że czasem będę mogła Ci chociaż maila wysłać?
  • Tak, myślę, że tak. Teraz nawet nie wiem, co dalej, bo nie byłam go więcej w stanie wysłuchać.
  • Teraz pojechali z Angelo do Jima, Joeya i dziewczyn. Domyślam się jak to przyjmą. Będzie ciężko. Nie wiem kiedy chce iść, tzn. jechać. Trzeba popakować wszystko i zawieść do Joey’a. Oczywiście pomożemy mu.
  • Ja też, obiecałam, że zostanę do końca. Prosił mnie o to.
  • Co? Cholerny egoista.
  • Jemu również nie jest łatwo, ale poprosił mnie o to, a ja się zgodziłam. Jest to trudne, ale chcę to zrobić. To takie pożegnanie.
  • Nawet sobie nie wyobrażasz jak mi przykro. Nie wiem jak mogę Cię pocieszyć, ani nic.
  • Nic nie musisz mówić, bo sama nie wiem, co chciałabym usłyszeć.
Usłyszały otwierające się drzwi, więc umilkły. Paddy wyglądał gorzej niż rano, więc wiedziała, że dostał po uszach od rodzeństwa. Nie chciała się w to wszystko angażować bardziej emocjonalnie, bo musiała pamiętać o sobie. Również cierpiała i chociaż z jednej strony rozumiała, dlaczego chciał, aby została, to z drugiej było jej źle. Teraz powinna odejść, a ona zostaje dla niego, by mu pomóc. Jednak w głębi duszy wiedziała, że nie mogłaby właśnie w tej chwili odejść. Może to było masochistyczne zachowanie, to jednak chciała jak najdłużej z nim być, patrzeć na niego i mieć jego obraz w swojej głowie. Zapamiętać go na zawsze. Siadł w fotelu, a Angelo koło Kiry. Nikt nic nie mówił, widziała, że Angelo jest smutny i pewnie bardzo to przeżywał. Wiedziała, co on czuje, bo sama tak się czuła. Paddy zapytał całą trójkę czy jutro zaczną pakowanie. Nie mieli wyboru, więc się umówili. Mieszkanie miał wynająć Joey chociaż niechętnie chciał się tym zająć. Angelo obiecał, że załatwi kartony, a rzeczy Amy miał zabrać na razie do siebie.
Rano otworzyła oczy i miała zaschnięte gardło, które bardzo ją bolało. Głowę miała taką ciężką. Nic nie mogła powiedzieć. Paddy spał w innym pokoju, a ona nie miała siły go zawołać. Chciała się napić, ale kubek wypadł jej z rąk i właśnie to zaalarmowało Paddy’ego, który przeglądał swoje zapiski, nuty czy płyty. Szybko był w sypiali i jak spojrzał na jej twarz, wiedział, że jest chora i ma wysoką gorączkę. Poszedł po tabletki i wodę. Delikatnie ją posadził i pomógł jej je wziąć. W głowie kołatała mu myśl, że szybko musi obniżyć jej gorączkę. Wystraszył się, bo nie mógł sobie z nią poradzić. Była bardzo gorąca, spocona i majaczyła coś. Przyniósł lód z zamrażalki i owinął go w ściereczkę, a potem umieścił na jej czole. Nie chciał panikować, ale zadzwonił po pogotowie. Pan doktor stwierdził, że dobrze zrobił, bo gorączka była bardzo wysoka. Przepisał lekarstwa. Gdy pojechał, zadzwonił do Angelo, bo nie miał jak wyjść. Brat przyszedł szybko, a wraz z nim Kira, która stwierdziła, że zajmie się Amy. Paddy czuł, że jest na niego zła, za tę decyzję, ale on nie mógł inaczej. Zostawił Amy w rękach Kiry i poszedł pakować rzeczy. Zaczął od osobistych czyli płyty, jakieś zapiski, zdjęcia. Pakował kilka godzin, czuł się zmęczony, ale to mu zrobiło dobrze. Wysiłek fizyczny to było to. Poszedł sprawdzić co z Amy, bo naprawdę się o nią martwił. Wiedział, że to dlatego, że wczoraj zmokła. Kira nie wpuściła go do niej, powiedziała, że tak będzie lepiej. Siedział sam w kuchni. Angelo był z dziećmi, Kira z Amy. Jednak nie czuł się samotny. Bał się myśleć o przeszłości, teraz chciał się skupić na przyszłości. Chciał oddać swoje życie Bogu, wierzył, że teraz będzie już lepiej. A Amy... na pewno sobie poradzi, zapomni o nim, musi, chciał, aby znalazła szczęście. Takie, którego on nie mógł jej dać. Wiedział, że teraz jest smutna, rozżalona, nieszczęśliwa, ale wiedział, że to minie i nauczy się żyć bez niego. Tego dla niej chciał, chociaż i w nim buntowała się jakaś część. Ale za długo był egoistą, za długo od niej brał nie dając nic w zamian. Teraz chciał to zmienić. Próbował namówić Kirę, aby poszła spać, ale ona nie chciała. Wolała sama się nią zajmować. Rozumiał jej stanowisko. Jego rola w życiu Amy się skończyła i w sumie on o tym zdecydował. Mimo, że ją kochał. 

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 31

Gdy zjedli śniadanie, Paddy poprosił ją do salonu.
  • Amy chciałem porozmawiać…- powiedział cicho.
  • Wiem, mów.
  • To trudna rozmowa – powiedział patrząc jej w oczy – Może zacznę od tego gdzie byłem, bo na pewno chcesz wiedzieć.
  • Oczywiście, że chce.
  • Byłem we Francji, pod Paryżem. Eeee w zakonie. Dużo rozmyślałem nad wszystkim.
  • Ale lepiej się czujesz? – zapytała – Odstresowałeś się, przemyślałeś wszystko?
  • Nie Amy – powiedział cicho – Nadal nie poradziłem sobie z tą sytuacją. Nie potrafię i nie rozumiem tego, co się stało. Chcę tam wrócić.
  • Gdzie? - zapytała zaskoczona.
  • No do Francji. Będę studiować.
  • Paddy! Powoli, ale co i jak?? Dlaczego? W zakonie?
  • Chcę studiować filozofie i teologię – popatrzył na jej zaskoczoną minę – Amy… tak będzie lepiej.
  • Lepiej? – zapytała zaskoczona – Dla kogo będzie lepiej?
  • Dla Ciebie, dla mnie, dla wszystkich – odparł cicho.
  • Chcesz odejść od swojego życia? – zapytała – Już nie mówię, że ode mnie, bo … to jest wytłumaczalne, ale dlaczego chcesz przekreślić swoje życie?
  • Nie, to nie tak.
  • A jak Paddy? Jak? – poleciały jej łzy, nic nie rozumiała.
  • Nie zasługuje na Ciebie. Zdradziłem Cię. Teraz sam sobie nie potrafię poradzić. Nic nie rozumiem.
  • Paddy! To nie była zdrada. To ona zrobiła coś złego, nie Ty. Rozmawialiśmy parę godzin wcześniej, wiem co mówiłaś i jak. Od samego początku ufałam Ci i wiedziałam, że nie ma w tym Twojej winy.
  • Mimo wszystko czuje się z tym źle i nie potrafię sobie poradzić. Tu chodzi o mnie, o Ciebie i o John’a. Amy…. To jest trudne, wiem, ale tak będzie lepiej.
  • Nie karz się za to, że ona jest… taka. To ona to zrobiła, a nie Ty. Nie było w tym Twojej winy.
  • Nie potrafię Amy. Nie zasługuje na to, co mam. Już dawno miałem problem ze swoją sławą, fankami i tym cholernym show biznesem. Zdjęcia, autografy męczy mnie to.
  • Wiem, rozmawialiśmy o tym, ale dlaczego chcesz iść do zakonu? To nie jest wyjście.
  • Jest, tam będę mieć spokój. Będę mieć czas na rozmyślanie o wszystkim, o życiu – popatrzył na jej smutną buzię – Amy, ale nie myśl sobie, że przestałem Cię kochać, bo to niemożliwe. Ja po prostu wiem, że nie zasługuję na Ciebie.
  • Pozwól, że ja będę decydować, kto na mnie zasługuje, a kto nie.
  • Amy jest mi ciężko i bardzo trudno to robić, ale muszę. Muszę zwrócić Ci wolność.
  • Ale kto powiedział, że masz to zrobić Paddy. Nie chcę! – nie potrafiła powstrzymać łez, które lały się strumieniami z jej oczu.
Nie dała rady z nim więcej rozmawiać i poszła do łazienki opanować się. Czuła co się stanie i nie myliła się. Znała go dobrze. To koniec, właśnie przekreślał ich wspólne życie, ich wspólne lata i miłość. Nie mogła powstrzymać łez, ale nie chciała, aby je widział. Było mu ciężko i mimo, że uważał, że robi dobrze, ona tak tego nie odczuwała. Pukał do drzwi i wołał po imieniu. Słyszała w jego głosie żal.
Kochał ją, tak kochał i dlatego musiał odejść. Musiał pozwolić jej żyć, z nim już nie będzie szczęśliwa, czuł to i wiedział o tym. Dał jej czas, słyszał jej urywany oddech i wiedział, że płacze. W końcu wyszła.
  • Amy… - powiedział cicho i przytulił do siebie – Amy… przepraszam. Wiem, że sprawiam Ci ból, ale kiedyś zrozumiesz, że tak musiało być.
  • Będzie dobrze, bez Ciebie? – zapytała trzęsącym się głosem – Nie będzie.
  • Amy to jest konieczne – próbował jej tłumaczyć – Tak powinno być. Dasz radę, jesteś silną kobietą.
  • Nie… nie jestem. Zawsze walczyłam dla nas, a teraz przekreślasz wszystko, co nas łączyło.
  • Nie, to nie tak – odpowiedział smutno – Proszę Cię nie płacz.
  • Przepraszam, wiem, że nie powinnam, ale nie potrafię się opanować.
  • Ułożysz sobie życie. Dasz radę, musi być dobrze. Proszę Cię zrozum mnie.
  • Zawsze się staram zrozumieć Twoje zdanie. A Ty zrozumiałeś moje…
  • Tak. Przemyślałem wszystko, tak będzie lepiej dla Ciebie. Ja sobie nie potrafię poradzić z sobą. To nie chodzi tylko o tę sprawę, ona tylko zaważyła na tym wszystkim.
  • Paddy… ja nie jestem zła na Ciebie o to co się stało.
  • Wiem, ale jak ja mogę Ci teraz pomóc przez to przejść. To trudne. Ja już z tym żyje od tygodnia, a Ty dowiedziałaś się właśnie teraz. Wiem, że jest Ci przykro, ale tak będzie lepiej… Ta sprawa… przepraszam.
  • Paddy, ale to nie była Twoja wina. Ona to zaplanowała, chciała, aby nam się nie udało – westchnęła – I dopięła swego.
  • Nie mów tak. Ułożysz sobie życie.
  • Myślisz, że to będzie takie proste? – popatrzyła mu w oczy – Co?! Mam zastąpić Ciebie innym? – widziała w jego oczach tę sama zazdrość jak zawsze.
  • Nie mogę Ci zabronić, bo sam zwracam Ci wolność. Mi też nie jest łatwo.
  • To po co to robisz? – zapytała.
  • Bo nie potrafię teraz inaczej. Proszę Cię wybacz mi.
  • Wtedy nie byłam zła na Ciebie. Teraz jestem, bo… bo zabierasz mi wszystko.
  • Nie, to nie tak. Te lata z Tobą były piękne i doceniam wszystko co kiedykolwiek dla mnie zrobiłaś. Zostanie to w moim sercu, ale teraz nie mogę być z Tobą. Teraz muszę posklejać się, bo czuję się niekompletny. Proszę Cię nie bądź zła na mnie.
  • Daj mi czas, na razie nie potrafię inaczej o tym myśleć. Na razie jest to dla mnie trudne. Pozwól mi się wypłakać i zrozumieć.
  • Rozumiem to, ale Amy masz przecież swoją rodzinę, przyjaciół i moją również.
  • Nie Paddy, zabrałeś mi nie tylko siebie, ale również Kirę… Angelo, dzieciaki i wszystkich innych.
  • Przecież możesz się z nimi widywać.
  • Nie, nie mogę, bo wtedy nigdy nie odejdę jak byś tego sobie życzył, zawsze będę rozdarta i nie będę potrafiła żyć bez Ciebie. Muszę odejść w całości.
  • Ale jeszcze nie teraz, prawda? – popatrzył na nią – Wiem, że to egoistyczne, ale zostań ze mną. Sam sobie nie poradzę. Oni nie wiedzą, a Ty byłaś pierwsza.
  • Zostanę. Przepraszam pójdę na spacer.
  • Dobrze, skoro musisz.
Poszła przed siebie. Nie mogła poradzić sobie z tym wszystkim co usłyszała. To było za trudne. Kochała go i teraz mimo wszystko chciała go wspierać do końca, aż nie wyjedzie. Był taki zagubiony, tak bardzo potrzebował wsparcia, tylko, że nie od niej. Już jej nie chciał, nie potrzebował jej, nie chciał jej! Przechodziła, koło domu Kiry i Gabriel ją wypatrzył i zawołał ‘ciocia’. Musiała się zatrzymać. Przyszedł Angelo, a ona patrzyła na niego i nawet łzy obeschły.
  • Angelo, on wrócił. Idź do niego.
  • Amy… kiedy? – popatrzył na nią - Co się stało?

Nie odpowiedziała, tylko pokiwała głową na ‘nie’ i ruszyła przed siebie. Nie chciała i nie była w stanie rozmawiać z Angelo. Tak jak powiedziała Paddy’emu straciła i jego i jego rodzinę. Jeśli by nadal spotykała się z nimi, byłoby jej o wiele trudniej, a ona tak nie chciała. Skoro rozstali się, zniknie i postara sobie ułożyć życie na nowo, bez niego. 

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 30

Widziała jak on się tym gryzie, jak mu z tym źle. Wierzyła mu, naprawdę mu wierzyła. Był w szoku, myślał, że pomyśli, że mógł ją zdradzić. Kiedyś by tak pewnie zrobił, ale nie z własną bratową, na Boga! Kochał Amy, ale teraz nic nie rozumiał. Nie wiedział jak to będzie, nie umiał się z tym uporać. Pamiętał jak zobaczył, kto na nim siedzi i z kim mu było przez chwilę dobrze, aż musiał zamknąć oczy. Naprawdę myślał, że to Amy i nigdy by nie przypuszczał, że to Joanne na nim... Gdyby tylko otworzył szybciej oczy, spojrzał kto go dotyka, ale tego nie zrobił. Czuł się winny, tak bardzo czuł się winny. A Amy może gdzieś w głębi duszy była smutna i zła, ale nie okazywała tego. Czuł, że stoi za nim murem, że mu ufa i wierzy, że wie. On nigdy by nie poszedł z Joanne, nigdy, zarzekał się tyle razy. A ta... suka to planowała, z wyrachowania. Wiedziała, że tyle osób skrzywdzi, ale nie interesowało ją to, chciała go mieć i przez chwile go miała. Nawet te paręnaście minut go miała. Mimo że spał to ona go dotykała, dotykała tam gdzie nie powinna i była gotowa. Nie dotknął jej ani rękoma, ani się z nią nie całował, ale jednak był w niej. Siedziała na nim jakby od dawna to robili, nie miała zahamowań. Czuł się wykorzystany, czuł się jak … Nie miał wytłumaczenia dla niej, żadnego, ani dla siebie.
Mijały dni, a Paddy nadal nie potrafił sobie z tym poradzić. John wyjechał, Amy próbowała rozmawiać, wytłumaczyć, ale on się zamknął w sobie. Wszystkie emocje, które wcześniej zacierał jak chodziło o fanki, koncerty i cały ten cholerny 'show business' teraz wróciły ze zdwojoną siłą. Czuł się wypalony, nic go nie cieszyło. Czuł jak zamyka się coś wokół jego głowy, jakaś stalowa obręcz, która nie chciała puścić. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Czuł, że powinien odejść i uporać się ze sobą.
Amy nie potrafiła mu pomóc, cierpiała razem z nim. Widziała co się dzieje i razem z jego rodzeństwem próbowała go wyciągnąć, ale on się coraz bardziej zapadał w swoich myślach. Bała się to nazwać, choć wiedziała co mu jest. Rozmawiała nie raz z Kirą i podejrzewały, że jest w depresji. Nic do niego nie docierało. Siedział w domu, patrzył się przez okno, a jak coś mówił to było to błahe. To jedno zdarzenie wywołało w nim całą lawinę wszystkiego co się nagromadziło do tej pory, przez te lata. Amy czuła, że on się od niej oddala i nie tylko od niej. To było straszne, bo nikt nie umiał mu pomóc. Nienawidziła Joanne jeszcze bardziej. A Paddy to był cień człowieka, gdyby nie dbała o to, aby coś zjadł, to on zapomniałby o tym. Angelo przekonał go do pójścia do lekarza. Przy nim trzymała się, ale jak rozmawiała z Olivią albo Kirą, to wtedy pozwalała sobie na łzy. Czuła, że nie skończy się dobrze, bo on potrzebował pomocy, a ona nie potrafiła mu tego dać. Chociaż próbowała, tak bardzo się starała, ale widziała, że to nie daje efektów.
Któregoś dnia zawołał ją i powiedział, że musi wyjechać na jakiś czas. Nawet nie protestowała, jeśli miało mu to pomóc uporać się ze wszystkim, to nie miała wyboru. Pojechał. Nie chciał nikomu powiedzieć gdzie, dał tylko znać, że już jest na miejscu. Miała nadzieję, że jak wróci wszystko będzie jak dawniej. Zastanawiała się nad tą całą sytuacją. Paddy jej nie powiedział dokładnie, co się stało, ale Angelo to zrobił. Uważał, że powinna wiedzieć. Nie była zła, nie na Paddy'ego, była wściekła na Joanne. Minęły dwa miesiące od tego wydarzenia, Paddy'ego nie było już trzy tygodnie. Nie było jej łatwo, ale miała Kirę i Angelo. Wspierali ją, często u nich była. Zastanawiała się co będzie dalej, co będzie z Paddy'm. Wiedziała, co oznacza depresja i jak trudno z niej wyjść. Tak bardzo go kochała, że zrobiła by wszystko, aby mu pomóc.
Paddy był sam, ale gdyby chciał miał z kim porozmawiać, ale nie chciał. Był w takim miejscu, że w końcu się wyciszył, chociaż głowę miał nabitą myślami o tym co się stało. Czuł się winny, ale znajdywał pocieszenie w Bogu. Wiedział co powinien zrobić, chociaż nie mógł się zdecydować. To było na razie nie wyobrażalne dla niego, ale czuł, że tak będzie dobrze dla niego. A Amy… ona da radę, nauczy się żyć bez niego. Wiedział, że będzie cierpieć, on też cierpiał. Teraz to już w ogóle ona była dla niego oparciem, a nie on dla niej. Właśnie ta jej miłość do niego, bardzo go trzymała, nawet jak czuł się tak bardzo źle. Ona zawsze gdzieś była, a teraz musi zwrócić jej wolność. Zbyt dużo zła z jego strony otrzymała, zbyt dużo. Nie była to łatwa decyzja, ale musiał ją podjąć, sam. Chciał tu wrócić i poradzić sobie, chciał studiować teologię i filozofię. Rozmawiał z przełożonym i miał miejsce, chciał tu wrócić, ale najpierw musiał wrócić do Kolonii. Bał się rozmowy z Amy, rodzeństwem, ale musiał stawić temu czoła.
Otworzył drzwi, była 6 rano, więc Amy spała, tak myślał, ale nie, stała rozespana i wyglądała tak cudownie. Popatrzył na nią i uśmiechnął się, a ona rzuciła mu się w ramiona. Było mu dobrze, ale wiedział, że rozmowa będzie konieczna. Podjął decyzję i musiał się jej trzymać. Cieszył się, że ją widzi, a ona uśmiechała się tak miło do niego.
  • Paddy – uśmiechnęła się – Jesteś…
  • Jestem… - powiedział cicho.
  • Chodź zrobię śniadanie, bo pewnie głodny jesteś – powiedziała zatroskana – Schudłeś…
  • Trochę, ale to nic. Naprawdę – widział jak ona się cieszy, a czekała ich poważna rozmowa, więc pozwolił się zaprowadzić do kuchni.
Amy szybko zrobiła śniadanie i siadła naprzeciwko niego. Patrzyła na niego, nie widziała go trzy tygodnie, a czuła oddalenie jego od siebie o całe lata świetlne. Czuła, że coś postanowił, aż bała się zapytać. Nie chciała wiedzieć, nie była na to gotowa. Gdzieś podświadomie wiedziała co on chce powiedzieć. Widziała w jego oczach, że jeszcze nie poradził sobie z tą sytuacją. Z jednej strony chciała wiedzieć co miał do powiedzenia, a z drugiej bardzo się bała tego usłyszeć. Patrzyła na niego i miała ochotę płakać.

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 29

Paddy stał nadal na środku pokoju i chociaż starał się być twardy jemu również popłynęły łzy. John podszedł do niego i poklepał go po plecach i wyszedł z pokoju. Musiał wyjść stąd, koniecznie, bo on też zaraz się popłacze, ostrzegali go, a on głupi jeszcze ją tu przyprowadził. Czuł się winny, bo to on powinien oberwać, a nie Amy i Paddy.
Paddy próbował się skupić, ale nie mógł. 'Boże, co tu się stało?' pomyślał. Popatrzył bezradnie na młodszego brata, który od razu zebrał się w sobie  i zadyrygował wszystkimi. 
  •        Joey – brat na niego popatrzył – Weź dziewczyny zawieź do nas, proszę. 
  •      Jasne – powiedział spokojnie Joey – Chodź Amy, Kira....
Pomogli jej wstać, a ona wstała, a potem podeszła do otwartych drzwi i popatrzyła na Paddy'ego. Siedział na fotelu i trzymał ręce przy twarzy. Podeszła do niego i pogłaskała po głowie, ale słowa już nie potrafiła wydusić z siebie. Podniósł głowę i zobaczyła łzy na jego policzkach, aż westchnęła głośno, wtedy Paddy cichutko powiedział do niej 'tak bardzo mi przykro Amy, tak mi przykro, przepraszam'. Pogłaskała go jeszcze raz, a Kira podeszła do niej i delikatnie zabrała stamtąd. Amy wyszła, czuła, że nie może mu teraz pomóc, bo sama doznała szoku, ale widziała po nim, że on również. Był z Angelo i wiedziała, że w tej chwili tak jest najlepiej. Słyszała co do niej mówił i mimo że do końca nie wiedziała co się stało, czuła, że on był Joanne ofiarą, tak samo jak teraz Johnny czy ona. Biedny Paddy pomyślała. Poszła za Kirą i Joey'em do samochodu. Nie miała siły, jakby opadła z nich. To Joey jej pomógł wsiąść, zapiął jej pas i zamknął drzwi. Nie docierało do niej nic.
Kira była wstrząśnienia, nie wiedziała co się stało, bo przyszła za późno. Jak zaprowadzili Amy na kanapę w salonie, załatwiła z rodzicami, aby dzieci u nich zostały, to wyszła przed dom i zapytała Joey'a co się stało. Powiedział jej co słyszeli i uznała, że już się nie dziwi Paddy'emu, który był w szoku. Wysłała Joe do studio i kazała się informować. Zrobiła ciepłej herbaty i poszła z nią do Amy.  
  •  Amy – powiedziała delikatnie – Powiedz coś.
  • Kira, ona to naprawdę zrobiła, groziła mi, że go będzie miała i zrobiła to. Nie wiem na ile czy.. czy O Boże Kira, a jeśli on z nią... Nie!
  • Ciiii, kochana. Z tego co mówił mi Joey, to Paddy nie wiedział, że ona tam jest, że był wstrząśnięty, w szoku, więc na pewno z własnej woli z nią nie.  
  •  Kira... - Amy znowu się rozpłakała i płakały obie, bo to było zbyt dużo, zbyt mocne, aby to zrozumieć.
Angelo wyprosił Jima z pokoju, ale Paddy powiedział. 
  •  Angelo, ja tu w tym pokoju nie zostanę, muszę stąd iść, pod prysznic.  
  •  Ok, pójdziemy do innego, gdzie Twoja torba z ubraniami? - szybko się zgodził. 
  •   Jest tu, no gdzieś tu jest – nie mógł się skupić.  
  • Znajdę ją, a Ty idź pod prysznic.
Zaprowadził brata do łazienki, znalazł torbę i zaniósł mu ją. Potem poszedł do tego pokoju, bo chciał tam posprzątać. Otworzył rolety, zwinął koc i znalazł prezerwatywę. Sam nie wiedząc czemu spojrzał na nią, jak ją wyrzucał do kosza, była pusta, więc możliwe, że Paddy z nią nie spał, a na pewno nie doszło do spełnienia, pomyślał. Nic nie rozumiał, ale chciał wierzyć, że Paddy został zaskoczony przez Joanne. Wiedział, że brat kocha swoją dziewczynę i chciał jej się oświadczyć, założyć rodzinę i być po prostu szczęśliwy, a teraz sam nie wiedział jak to się skończy.
Zadzwonił do Kiry i gdy usłyszał jej głos, wiedział, że musiały z Amy płakać. Chwilę porozmawiał z nią. Przetarł dłońmi twarz i westchnął głośno. Miał ochotę krzyczeć, przeklinać i wiedział, że musi się uspokoić i iść do Paddy'ego. Paddy wyszedł z łazienki i zobaczył Angelo z kubkiem kawy, sam sobie też nalał. 
  •  Angelo, dzwoniłeś do Kiry? - zapytał cicho – Jak Amy się czuje? 
  • Dzwoniłem – odpowiedział – Płaczą obie. Paddy co się stało? 
  • Sam nie wiem. Spałem gdy poczułem rękę na moim... sam wiesz. Myślałem, że to Amy, ale coś mi nie grało. To nie mogła być ona, otworzyłem oczy, ale było ciemno – opowiadał bratu szybko i trochę nieskładnie – Przyzwyczaiłem się do zmroku i zobaczyłem ją, ale ona już na mnie siedziała i już chwile... Boże.
  • Spokojnie. To nie Twoja wina, że ona jest suką! - powiedział ostro Angelo – Ty tego nie chciałeś. 
  •  No tak, ale od razu powinienem się skapnąć, że to nie moja Amy. 
  •  Proszę Cię Paddy. Zrobiła to, a Ty po prostu zareagowałeś jak facet. Wykorzystała to, że spałeś, a to poniżej jakiekolwiek krytyki. 
  • Niby tak, ale jednak byłem z brata żoną. Angelo czy Ty to rozumiesz?
  • Ale chyba to przerwałeś? 
  • Tak, tak! - krzyknął – Ale jednak z nią... - urwał i nie wiedział co powiedzieć – Jednak chwilę z nią byłem, zdradziłem Amy, Johna, swoje teraźniejsze wartości. Rozumiesz to? 
  • Rozumiem, ale Amy na pewno Ci wybaczy. Ona to zrozumie. 
  •  Sam już nic nie wiem. Jak ja jej spojrzę w oczy... Angelo jak?
  • Kiedyś wybaczyła to i teraz to zrobi. Ona Cię kocha.
  • Wiem, ale kiedyś to były po prostu panienki, nie znałem ich, a teraz to była żona brata. Mimo, że ją zrzuciłem z siebie to czuję się z tym obrzydliwie.
  • To ten huk, który słyszeliśmy to była Joan? Spadająca na ziemię? - Angelo nie mógł powstrzymać uśmiechu. 
  • Tak, no bo jak zobaczyłem, że to ona to po prostu ją zrzuciłem z siebie. 
  • Aaa to się wszystko zgadza. Poszła do Ciebie z perfidnym planem Paddy. Wykorzystała to, że śpisz i wlazła na Ciebie. 
  • Przestań! Aż mi niedobrze – dodał już cicho. 
  • Domyślam się – odpowiedział mu – Ale najważniejsze, że Ty tego nie chciałeś i nie dokończyłeś, tylko podjęłaś jedyną słuszną decyzję... Posprzątałem tam, wyrzuciłem .. ee.. no.. prezerwatywę. 
  • Właśnie, to we mnie obudziło poważne ostrzeżenie, bo my z Amy nie używamy – spojrzał na minę brata – Bierze tabletki.  
  • Aaa. Rozumiem, to co zrobiła Joanne, to było chore Paddy i nie powinieneś dłużej zwlekać by pogadać z Amy.  
  • Wiem. Jedziemy? 
  • Tak. Powiem reszcie, że wychodzimy.
Angelo poszedł do reszty, a oni wszyscy byli w takim szoku. Pytali jak się czuje Paddy, Amy, John. Odpowiedział krótko, że to była zemsta Joan i że to ona sprowokowała te sytuację, a Paddy nie wiedział i nie chciał jej. Uwierzyli mu, a dziewczynom popłynęły łzy, bo rozumiały jak teraz czuje się Amy czy Paddy. Widzieli jak Paddy ją kocha, wiedzieli wszyscy co planował, a teraz wszystko stało pod znakiem zapytania. Przez jedną głupią decyzję o zemście.
Pojechali do domu Angelo, bo tam była Amy. Paddy ze zwieszoną głową poszedł do domu, a tam skierował swe kroki do salonu, zobaczył Amy z chusteczką przy oczach. 'Jak bardzo ją zraniłem' pomyślał. Podszedł do niej i siadł obok, a ona po prostu się do niego przytuliła. Angelo z Kirą wyszli i zostawili ich samych. Paddy był w szoku, po tym wszystkim, co usłyszała tuli się do niego. Głaskała go, a on przytulił ją mocno do siebie. 
  •  Amy – szepnął – Przepraszam. Nie wiem jak to się stało. 
  • Ciii – odpowiedziała również szeptem –  Zrobiła to specjalnie, prawda? 
  • Tak. Ja spałem, nie miałem pojęcia, myślałem, że to Ty, ale to nie byłaś Ty.  
  • Tak myślałam. Mówiła mi nie raz, że Cię uwiedzie, ale nie wiedziałam, że to zrobi. Jeszcze w taki sposób.
  • Ja spałem, przysięgam. 
  • Paddy, na razie nic nie rozumiem, nic nie wiem. To jakiś koszmar i dla Ciebie i dla mnie, ale również dla John'a.
  • Nie wiem co Ci teraz powiedzieć. Źle się z tym czuje. 
  • Wiem Paddy, wiem. Powinniśmy porozmawiać – spojrzała na jego minę i widziała, że nie ma na razie ochoty- Ale teraz chyba ani ja ani Ty na razie nie ma na to siły. Prawda? 
  • Tak, muszę to poukładać. Rozwaliła mi cały system wartości. Z głupiej zawiści i chęci zrobienia na złość.
  • Nie wiem, co Ci powiedzieć. Porozmawiamy jak sobie poukładasz, ale chcę coś wiedzieć.. .
  •  Pytaj. 
  •  Czy Ty z nią... 
  •  Nie Amy, nie w takim sensie jak myślisz. Jak tylko się dobudziłem i zobaczyłem, że to nie Ty, zrzuciłem ją na podłogę, ale tak, niestety miałem z nią bliższy kontakt – dodał cicho. 
  •  O Boże...
Zapadła cisza, Amy miała ochotę krzyczeć, ale czuła, że on czuje się o wiele gorzej niż ona. To on brał w tym udział, on ma wyrzuty sumienia. Znała go i widziała to po nim. Była zła, ale nie na niego tylko na Joanne. Jak ona jej nienawidziła.

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 28

Któregoś dnia Paddy z Angelo dogrywali coś, miksowali i okazało się, że wszyscy już dawno poszli. Stwierdzili, że skoro i tak są sami to skończą pracę, a jutro zrobią sobie wolne. Napisali sms’y do swoich pań, które już spały. Pracowali do 7 rano, aż zjawili się inni. Paddy nalał sobie kawy i zadzwonił do Amy.
  • Dzień dobry kochanie – powiedział cicho – Obudziłem Cię?
  • Dzień dobry – uśmiechnęła się – Właśnie czytałam sms’a. Pracowałeś całą noc? Szalony jesteś.
  • No wiem, ale byliśmy z Angelo sami i wykonaliśmy kawał dobrej roboty.
  • To super. Pewnie jesteś bardzo zmęczony skarbie, co? – zapytała zatroskana.
  • Jestem, ale zaraz się położę na godzinkę, no może dwie. A do której masz zajęcia? – zapytał.
  • Mam do 12, czemu pytasz?
  • Bo może się położę, a Ty byś po mnie przyjechała po swojej pracy. Mówiłaś, że chcesz na zakupy jechać, więc idealnie się składa, co?
  • Ok, to tak zrobimy. Połóż się, a ja po 12 przyjadę. Samochód i tak stoi pod domem.
  • Idealnie. Pogadam jeszcze z rodzeństwem i położę się – zaśmiał się – Amy, już tęsknię za Tobą.
  • Oj Paddy, Paddy. Zobaczymy się za parę godzin.
Rozłączył się i uśmiechnął do siebie. Kiedyś by w życiu nie pomyślał, że będzie tak szczęśliwy, że będzie kochał i będzie aż tak kochany. To wielkie szczęście. Wiadomo, że bywają ciężkie chwile, ale chciał zrobić wszystko by się udało. Wychodząc z kuchni zobaczył Joanne, która coś szukała w torebce. ‘Czemu ona za mną chodzi’ pomyślał, ‘albo mi się zdaje tylko’. Poszedł do rodzeństwa, gdzie omawiali sprawy, zjadł śniadanie i poszedł się położyć. Zaciągnął rolety w oknie, by było ciemno. Ściągnął spodnie i koszulkę, bo było ciepło, został w samych bokserkach. Był bardzo zmęczony, a 24 godziny na nogach zrobiły swoje, zasnął jak dziecko, a do tego mocno, bardzo mocno.
Musiała wyjść na chwilę, a jak wróciła dowiedziała się, że poszedł spać. ‘Idealnie’ pomyślała, opowiadał Angelo jak ruda go budzi, więc wykorzysta tę wiedzę, miała przewagę nad nim. Wiedziała więcej niż powinna, a on nie zdawał sobie z tego sprawy. To będzie słodka zemsta, powinno się udać. John’a nie ma, bo poszedł sobie z Jim’em i dobrze. A zresztą nie zależało jej już na John’ie. Wszystko było pod kontrolą i chciała to zrobić. Kilka razy ją odrzucił i teraz za to zapłaci. Miał pecha, a ona będzie miała zabawę. Sprawdziła cicho, gdzie wszyscy są i po cichu udała się do pokoju, w którym spał. Uchyliła drzwi, słyszała jego spokojny oddech, więc weszła i zamknęła za sobą drzwi. Nawet nie drgnął, spał nadal, podeszła do sofy i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się do siebie, nawet nie czuła wyrzutów sumienia, bo chyba dawno już nie miała. Może i była to perfidia z jej strony, ale była ciekawa jaki jest w łóżku, zawsze chciała to wiedzieć. W pokoju było ciemno, ale jak przyzwyczaiła się do mroku to widziała go wyraźnie, leżał na wznak, ‘no doskonale’ pomyślała. Jakby czekał, a dla niej to było jak zaproszenie. Fajnie wyglądał jak spał, tak spokojnie, ciekawie jak zareaguje na nią, pomyślała. Ściągnęła bieliznę i rozpięła bluzkę. Przejechała dłonią po jego klatce piersiowej, nawet nie drgnął. Zrobiła to po raz drugi, trzeci, czwarty, a on cały czas spał bardzo mocno. Nie zareagował na nią wcale, to było dla niej jak policzek. Może by się wycofała, ale właśnie dlatego, zostanie tu i doprowadzi sprawę do końca. Zrobi to, będzie go miała. Był w samych bokserkach i to jej ułatwiło sprawę, włożyła pod nie rękę i dość szybkim ruchem doprowadzała go. Z zadowoleniem patrzyła na niego, ‘hm’ pomyślała ‘udało się jednak’. Zastanawiała się jak go obudzić, ale pomyślała, że sam w końcu dobudzi się, bo inaczej nie jest możliwe. Dotykała go nadal i sama była gotowa, tylko jeszcze prezerwatywa.
Paddy poczuł dotyk na swoim ciele, pomyślał, że Amy go budzi, lubił jak to robiła. To byłe miłe, chociaż tym razem bardziej agresywne niż zwykle, Amy była zawsze delikatna. Ale pobudka, pomyślał i nawet nie otwierał oczu. Było miło, ale inaczej. Otworzył oczy, ale nic nie widział, bo było ciemno w pokoju. ‘Zaraz gdzie ja jestem’ pomyślał, coś mu nie pasowało. Usłyszał dźwięk rozrywanego opakowania i Amy sprawnym ruchem założyła mu prezerwatywę. Chwilę nawet nie myślał, bo skupiał się nad tym, co się działo. Siadła na nim. Budził się, bo i wrażenia zaczęły się inne. Niby było mu dobrze, ale inaczej niż zwykle. ‘Ale zaraz’ doszło coś do niego ‘my nie używamy prezerwatyw’ pomyślał ‘Amy bierze pigułki’.
Amy przyjechała po 12, szukała Paddy’ego, ale dowiedziała się od Joey’a, że on jeszcze śpi. Chwilę stała z nim i rozmawiali, a potem poszli razem do Paddy’ego. Niestety okazało się, że pomylili pokoje i obudzili Angelo. Śmiali się i już we trójkę poszli obudzić kolejnego brata. Usłyszeli huk dobiegający z pokoju Paddy’ego, jakby ktoś uderzył o podłogę i jego krzyk. Stanęli jak wryci. Chcieli tam wejść, ale usłyszeli jak Paddy do kogoś krzyczy.
  • Co Ty tu do cholery robisz?
  • To moja zemsta – powiedziała pewnie Joanne.
  • Pogięło Cię? – nie mógł się powstrzymać od krzyku Paddy - Co to ma być? Dlaczego zakradasz się do pokoju w którym śpię. Dlaczego to zrobiłaś? Odpowiedź do cholery!
Amy stała zszokowana pod tymi drzwiami i patrzyła na Angelo i Joey’a, nic nie rozumiejąc. Chciała tam wejść, ale Joey ją powstrzymał. Podeszli do nich John i Jim z minami, jakby chcieli powiedzieć ‘co tu się dzieje?’
  • Jak widzisz - powiedziała już normalnym, pewnym głosem Joanne – To była zemsta. I udało mi się.
  • Zemsta? Za co? Nie rozumiem tego co zrobiłaś, jakim prawem się tu zjawiasz i robisz coś takiego. Wiedziałaś, że nigdy bym Cię palcem nie dotknął i dobrałaś się do mnie jak spałem. Naprawdę jesteś nienormalna. Masz to jak w banku, że John się o tym dowie. To było chore!
  • Nic mnie John nie interesuje – powiedziała szybko – I tak planowałam odejść, a to było częścią planu.
  • Brzydzę się Tobą!
  • Trudno, jakoś mnie to nie obchodzi. Jestem ciekawa co powiesz tej swojej rudej, hahaha.
  • Jesteś zwykłą dziwką! Idź stąd! Nie mogę na Ciebie patrzeć.
Amy oparła się o ścianę i zsunęła się po niej w dół, Angelo z Joey’em tylko na siebie patrzyli, a John zrobił się blady, ale poznał głos i wiedział kto to. Pomyślał 'dość' i wszedł tam. Paddy stał na środku pokoju, był ubrany, blady, zaspany i wściekły, a Joanne siedziała na kanapie z uśmiechem na twarzy. Paddy popatrzył na niego.
  • John... weź ją stąd – powiedział cicho - Zabierz ją, inaczej ją zmorduje.
  • Zabieraj się stąd – powiedział ostro John – Usłyszałem już tyle, że wiem, że z nami to koniec.
  • Idę, jak już powiedziałam i tak chciałam odejść.
Wyszła z pokoju i zobaczyła, braci męża, a także Amy, niewiele myśląc podeszła do niej i powiedziała.
  • I co ruda? Miałam rację, co? - uśmiechnęła się – Zawsze wygrywam, a ta zemsta była słodka.
  • Wynoś się stąd idiotko! - krzyknął Angelo i odepchnął ją od Amy, która blada i trzęsąca się siedziała na podłodze - Wy...noś się!

Na co ona się roześmiała i szła w stronę wyjścia, minęła Kirę, która słysząc krzyki szła zobaczyć, co się stało. Joanne uśmiechnęła się z triumfem w jej stronę, a Kira przyspieszyła kroku. Zobaczyła Amy, podbiegła do niej i nawet nie pytała co się stało, tylko usiadła obok niej i objęła ramieniem. Zapanowała cisza i słychać było tylko tłumiony płacz Amy, która przytuliła się do ramienia Kiry. 

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 27

Pojechali do domu, a Amy całą drogę milczała. Paddy wiedział, że jest zła i musiała coś chamskiego od Joanne usłyszeć. Naprawdę jej nienawidził, zastanawiał się co takiego John w niej widział. Przecież zachowywała się jak dziwka, wiedział, że zdradzała Johna. Przecież nawet próbował mu o tym powiedzieć, ale brat nie słuchał, ale teraz miał to gdzieś. Trzymał się od nich z daleka i nie wtrącał się. Nie jego sprawa. W domu Amy opowiedziała mu o tym, co Joanne powiedziała. Paddy aż się żachnął na te słowa i stwierdził, że nigdy z własnej woli by z nią nie poszedł. Amy o tym wiedziała, jak i o wszystkim, bo przecież jej powiedział, co się wydarzyło kilka lat temu. Wiedziała do czego Joanne jest zdolna i nie ufała jej. Dni mijały szybko, Amy odbywała praktyki, a Paddy miał pracę w studio. Cieszyła się, że jednak pamiętał o tym jak było na ich wakacjach, często do tego wracał i nadal zachowywał się jak wtedy. Były też koncerty, a Amy jeździła z Paddy’m na nie i siedziała za sceną i słuchała. Uwielbiała to, a Kira była zadowolona, bo miała pomoc przy maluchach. Miała złe przeczucia, sama nie wiedziała dlaczego, ale je miała. Nie podobało jej się również, że teraz John z nią bywają na koncertach oraz w studio. Zastanawiała się dlaczego John jest taki ślepy, dlaczego nie widzi pewnych rzeczy, które wszyscy widzą. Rozmawiała o tym z dziewczynami i one sądziły podobnie. Teraz każdy z braci trzymał się od niej z daleka, bo wierzyli Paddy’emu i w to co się stało kilka lat temu, że go wrobiła. Żaden nie miał ochoty przebywać w jej towarzystwie. Jak zauważyła Maite, że Joanne stara się dowiedzieć jak najwięcej, że słucha to co inni mówią o sobie, tak jakby zbierała haki na wszystkich. Wszyscy więc mówili o pogodzie jak się zbliżała. Kilka razy próbowała rozmawiać z Paddy’m, ale on brał nogi za pas, jak tylko była w pobliżu. Niestety udało jej się dorwać Amy, więc usłyszała, że nie rozumie dlaczego Paddy ją chciał, że ubiera się beznadziejnie i że jej nie lubi. No i nawzajem, nie omieszkała jej powiedzieć Amy. Wkurzało ją to, że Joanne ją prześladuje. Rozmawiali o tym z Paddy’m i on też nie rozumiał zachowania Joanne. Ignorowali ją. Któregoś z kolei weekendu był koncert, Amy bawiła się cudownie zza kulisami z Kirą, Meike i dziećmi. A Paddy miał tyle energii po koncertach, że śmiał się, że teraz to Amy nie ma możliwości nie jechać z nim na te koncerty. Uśmiechał się patrząc na nią, była taka szczęśliwa, ale najbardziej podobały mu się ich własne wieczory we dwoje. Nadal wkurzało go to, że był taki sławny i fanki wszędzie za nim chodzą. Nie mógł nic na to poradzić. Któregoś dnia w studio rozmawiał z Angelo o Amy, marcu i tak ogólnie.
  • Paddy, cieszę się, że jesteś szczęśliwy i masz plany – powiedział z uśmiechem Angelo.
  • Mam plany, na razie dostała ode mnie taki zwykły pierścionek, ale planuje w najbliższym czasie taki prawdziwy – odpowiedział również z uśmiechem.
  • Super, my z Kirą również planujemy ślub – zaśmiał się – A Ty się Amy oświadczyłeś?
  • Eeee, w sumie tak, nie było to jakoś tak wiesz z kolacją, kwiatami. Było tak zwyczajnie, ale zapytałem czy zostanie moja żoną i się zgodziła. To chyba były oświadczyny?
  • No były, moim zdaniem jak najbardziej były to oświadczyny – zaśmiał się – Bardzo się cieszę Paddy, naprawdę się cieszę. Zmieniłeś się, bardzo, ale to dobrze.
  • Kiedyś powiedziałeś, że będą ze mnie ludzie, prawda?
  • Tak i teraz to poświadczam. Teraz jestem z Ciebie dumny, bo wielką pracę wykonałeś.
  • Dzięki, to miłe co mówisz, ale największą pracę wykonała Amy – aż mu się oczy zapaliły na myśl o niej – To ona miała najgorzej, ale dała radę. Przeszła tyle, że teraz to chciałbym, aby było dobrze, żeby nie cierpiała więcej przeze mnie. Zasługuje na wszystko co najlepsze, a ja ją kocham.
  • A ona Ciebie – powiedział poważnie Angelo – To jest ważne, wiem co mówię, bo Kira jest moją opoką. Mówiła mi co ta... wiesz kto, powiedziała do Amy i Kiry.
  • Wiem o tym. Angelo, mam tylko nadzieję, że John wreszcie zrozumiał. A ona tylko tak klepie trzy po trzy, żeby coś powiedzieć, wkurzyć, a nie że będzie coś kombinować. Wiesz co mam na myśli, prawda?
  • Wiem bracie, wiem.
Rozmawiali długo jeszcze, a Paddy opowiadał o marcu i o tym jak fajnie było budzić się przy Amy, albo być budzonym przez nią. Cieszył się, że może porozmawiać z bratem, wiedział, że jemu można wszystko powiedzieć, nawet najbardziej pikantne szczegóły, bo Angelo nikomu nie powie. Nie wiedzieli, że mają słuchaczkę, że są podsłuchiwani. A ona, ona się tylko uśmiechała i planowała coś, nie wiedziała kiedy i jak, ale dzięki temu, że teraz się przyczaiła, zbierała informacje. Nikt się nie spodziewał co planuje. To była jej zemsta, na Johnnym, na Paddy’m i na całej tej rodzince. Potem planowała odejść, miała dość, a John będzie musiał zapłacić jej za to, że tyle wytrzymała z nim. Uśmiechała się do siebie, oj drogo zapłacą, a alimenty zażąda dużych. Miała w nosie, jak się to skończy i czy ruda wybaczy czy nie wybaczy. Teraz to była jej gra i miała ochotę wygrać. Wszystko albo nic i jeszcze się zabawi. Odrzucił ją wielokrotnie, a ona tego nie lubiła i od dawna chciała się zemścić. John też ją wkurzał, co on sobie ogólnie myślał przez te lata? Zbierała się w niej taka złość, że bała się, że nie doczeka spełnienia swojego planu i wybuchnie wcześniej, a tego nie chciała. Planowała ile mogła, podsłuchiwała wszystkich, ale oni milkli na jej widok, więc teraz tym bardziej nie miała wyboru, musiała podsłuchiwać i być niewidoczną. Wiele się o nich dowiedziała i o to jej chodziło. Wiedziała, że to będzie skandal na całą rodzinę, ale jakoś jej to nie obchodziło. Zemsta to zemsta. Miała nadzieję, że złapie taki moment, będzie miała okazję to zrobić, a wtedy... dla niektórych będzie za późno.

Dni mijały, a Joanne nie zrobiła żadnego ruchu, wiedziała, że musi uważać, przyczaić się by potem rozkoszować się zemstą. Dlatego też nikt nie zwracał na nią uwagi i wszyscy się rozluźnili, jakby przyzwyczaili się do tego, że ona tam jest. Nikt nie zwracał uwagi na to co robi i o to jej chodziło. To było jej zamierzone działanie, by zmylić ich wszystkich, by poczuli się spokojni.