piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 25

Zwiedzali, spacerowali i było im dobrze. Amy buzia się nie zamykała, ale kiedy widziała, że Paddy pisze czy się nad czymś zastanawia zostawiała go w jego świecie. Uwielbiała na niego patrzeć jak był taki skupiony, coś pisał, coś nucił albo grał na gitarze. Wtedy nie mogła na niego liczyć, że coś jej pomoże w domu. Ale nie przeszkadzało jej to, była do tego przyzwyczajona, że sama zajmuje się domem. Tak samo było w Kolonii, a Paddy rzadko pomagał, ale zdarzało mu się. Patrzyła na niego i wręcz na jawie marzyła o nim, o ich wspólnej przyszłości, ich życiu, dzieciach. Czuła, że chce być z nim do końca życia, a on czasem coś przebąkiwał o tym, mimo, że nie było oficjalnej deklaracji z jego strony, wiedziała, że ją kocha i chce być z nią. Mówił o tym, mówił, że kocha, a w jego ustach było to poważne oświadczenie. Poza tym czuła się kochana, sama bardzo go kochała mimo wszystko. Wiedziała, że ostatnio zachowywał się jak idiota, ale przeszli to i miała nadzieję, że więcej nie będzie tak się do niej odzywał. Teraz był zrelaksowany, wypoczęty i to było najważniejsze. Tu w Irlandii nie było problemów, byli tylko oni. Chodzili tam gdzie chcieli i nie było fanek, które koniecznie chciały z nim zdjęcie, autograf. Doceniał to, że Amy pozwala mu ‘nic nie robić’ w domu. Mógł sobie tworzyć i wyrażać siebie, a ona zajmowała się wszystkim. Była dla niego wielkim oparciem i wiedział to, wiedział, że go kocha, a on kochał ją. Zastanawiał się nad ich przyszłością, chciał być z nią, chciał ślubu, domu, dzieci i myślał o tym coraz bardziej. Tylko ona się liczyła, nikt inny. Chciał spędzić z nią życie, tylko z nią, mieć dzieci, kochać tylko ją. Pamiętał jak to było kiedyś, kiedyś by ją zdradził, teraz to chyba ktoś by musiał go związać, aby to zrobił. Nawet sobie tego nie wyobrażał, ona znała jego potrzeby i nie krępowała się dawać mu tego czego potrzebował.
Znali już całe Galway i okolice, bardzo im się tam podobało, to było ich magiczne, wspólne miejsce. Dni płynęły szybko, ale i tak było super. Obydwoje byli spokojni i zakochani, jakby na nowo. Któregoś dnia byli na spacerze, gdy zobaczyli takie stoiska z różnymi rzeczami typu koraliki, bransoletki, pierścionki i inne. Paddy ze śmiechem kupił Amy pierścionek z niebieskim oczkiem.
  • To co Amy, zostaniesz moją żoną? Pierścionek już mam – zapytał nieco zakłopotany, ale uśmiechnięty.
  • Tak pewnie – kontynuowała Amy z uśmiechem, myśląc, że on żartuje.
  • Nie żartuje Amy, może to nie prawdziwy pierścionek, ale kupię prawdziwy – uśmiechnął się tak, że tym razem wiedziała, że on nie żartuje.
  • Ty nie żartujesz? – zapytała zaskoczona.
  • Nie, nie żartuje. Teraz masz zastępczy.
  • Paddy... – uśmiechnęła się i pocałowała go – Kochanie to bardzo miłe, co teraz zrobiłeś, jak dla mnie może być i taki.
  • A nie, kupię inny, bo zasługujesz na więcej niż ten zwykły.
  • Dziękuje kochanie – powiedziała cicho i ze łzami ze wzruszenia oglądała pierścionek.
Mimo, że był plastikowy, zwyczajny był bardzo ważny. Tak samo jak Paddy, ich miłość i nie chciała innego. Dał jej go, bo chciał, właśnie teraz i w tej chwili. Długo spacerowali nic nie mówiąc. Amy przypominała sobie tę scenę z pierścionkiem i cieszyła się, że odbyło się to tak, a nie inaczej. Tak było dobrze, spokojnie i tylko między nimi. Paddy również myślał nad tym co się wydarzyło, zrobił to, bo tak chciał, bo tak czuł i mimo wszystko było to dobre i miłe. Teraz wszystko było na swoim miejscu i tak chciał tego, dziękował Bogu za to, że postawił ją na jego drodze. Zmienił się, dorósł, tylko te fanki, a on musiał wrócić niedługo do rzeczywistości, ale pocieszał się, że teraz ma coś więcej niż dziewczynę, że to jego narzeczona, mimo niecodziennych oświadczyn i pierścionka. Aż stanął w miejscu, a Amy razem z nim.
  • Paddy? - zapytała zdziwiona – Coś się stało?
  • Amy... - popatrzył na nią – Kochanie, ja Ci się oświadczyłem!
  • No chyba tak – powiedziała zaskoczona.
  • No jakby nie patrzeć, zrobiłem to, więc jesteś moją narzeczoną.
  • A Ty moim narzeczonym – uśmiechnęła się do niego.
Nie mogła uwierzyć w to, co Paddy powiedział 'narzeczona' wow – pomyślała, to było jak sen i nie chciała się obudzić. To wszystko było tak zaskakujące, że uśmiechy nie schodziły im z twarzy, trzymając się za ręce i wymieniając buziaki poszli do swojej ulubionej kawiarni na deser. Siedli przy stoliku, ale Paddy cały czas trzymał ją za rękę, albo bawił się nią, robił szlaczki lub całował. Milczeli, ale tak było dobrze. Patrzyli i uśmiechali się do siebie. Dzisiejszy dzień był dla nich bardzo ważny, a Amy chciała go zapamiętać, bo był wyjątkowy.
  • Amy – powiedział cicho – Mimo, że tego nie planowałem w ten sposób, to bardzo się cieszę.
  • Ja też, mimo wszystko, to było piękne – odparła równie cicho.
  • Jestem skołowany tą sytuacją i marzę o tym, aby być już w domu – popatrzył na nią wymownie.
  • I co pójdziesz spać jak wrócimy? - wiedziała co ma na myśli, ale chciała się podroczyć z nim.
  • Tak, oczywiście kochanie, że pójdę do łóżka, a Ty razem ze mną – patrząc na nią uniósł brwi do góry i patrzył wyczekująco co powie.
  • Tak? - odpowiedziała – A jesteś tego pewny?
  • Oczywiście. A wiesz dlaczego? - zrobił pauzę i czekał co powie, ale ona tylko pokręciła głową, na nie – Bo ten dzień jest wyjątkowy i chcę go w wyjątkowy sposób zakończyć.
  • Paddy czy my zawsze będziemy tak szczęśliwi jak dziś? – zapytała.
  • Mam nadzieję kochanie. Chciałbym, żeby tak było. Chodź do domu.
  • Oj Paddy, Paddy. Jesteś szalony. Wiesz o tym?
  • Jestem szczęśliwy skarbie – przytulił się do niej i pocałował.
  • Ja też bardzo – roześmiała się głośno – To co idziemy do domu?
  • Idziemy.
Poszli do domu, a tam spędzili bardzo miły i romantyczny wieczór, który przekształcił się w noc. Słychać było przyspieszone oddechy, było im tak dobrze jak chyba nigdy wcześniej. Byli szczęśliwi i to w tym momencie się liczyło, nic więcej. Spali tak długo, że minęło południe. Pierwszy obudził się Paddy i postanowił zrobić śniadanie. Szykując je nucił sobie coś, a uśmiech nie schodził mu z buzi. Przypomniał sobie tę noc i inne w Irlandii, to było coś, podobało mu się, że Amy od czasu do czasu budziła go dotykiem, pocałunkami i potem kochała się z nim, jak się budził. To było takie ich, takie miłe, że nie tylko on budził ją dotykając, ale ona również.
Kolejne dni były cudowne, a oni cały czas się uśmiechali, nadal chodzili do swojej kawiarenki i zaprzyjaźnili się z rodzicami małej Molly, która nadal uwielbiała siadać u Paddy’ego na kolanach. Raz nawet spotkali przypadkiem Anette z rodziną, uśmiechnęli się do niej i każdy poszedł w swoją stronę.

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 24



Paddy spał do południa, a Amy rozpakowała ich, ugotowała obiad, a potem siedziała i patrzyła przez okno. Nareszcie sami – pomyślała. Paddy jak się obudził przez chwile nie wiedział gdzie jest, ale zobaczył Amy i od razu uśmiechnął się. Byli na wakacjach, wreszcie, sami, bez tego całego zgiełku 'show biznesu'. Spojrzał na zegarek i aż się roześmiał, kiedy on spał tak długo, aż nie do pomyślenia. Nareszcie mógł się wyspać do woli, nikt nic od niego nie chciał, ani nie wrzeszczał 'Paddy', nikt nie robił zdjęć. Ach... jak dobrze. Wstał, cmoknął w czoło zdumioną Amy i poszedł do łazienki. Amy patrzyła na zamknięte drzwi łazienki i zastanawiała się co się stało, ale stwierdziła, że Paddy pewnie nareszcie się wyspał i ma dobry humor. Gdy wyszedł zapytała.
·         Wyspałeś się? Pewnie jesteś głodny.
·         Bardzo – uśmiechnął się – Co dobrego dostanę na... eee... chyba obiad, nie?
·         Obiad, zgadza się – zaśmiała się – Pójdziemy potem na spacer?
·         No pewnie. Może nad morze?
·         Bardzo chętnie, tam jest pięknie.
I tak mijały im dni w błogim lenistwie, spacerowali, chodzili do pubów, gdzie była zawsze świetna zabawa, nad morze gdzie zbierali muszelki, a raczej Amy je zbierała. Paddy często o nich myślał, a Amy go zaskoczyła, bo nie tylko on budził ją pocałunkami, ale również i stała się jeszcze bardziej otwarta na miłość z nim. Tym go zaskoczyła, myślał, że już ją dobrze zna, a okazało się, że nie do końca. Często więc oddawał jej inicjatywę. Spodobała im szczególnie jedna knajpka, była prawie nad samym morzem, słychać był szum wiatru, było widać spienione fale, a oni siedzieli w ciepłym pomieszczeniu i przez przeszklone okna patrzyli na morze. Poznali nawet właścicieli tej knajpki i chodzili tam codziennie. A Paddy miał adoratorkę, która zawsze przychodziła, kiedy tylko siadali do stolika. Była to może trzyletnia córka właścicieli, która ciągle coś mu przynosiła, a to muszelkę, a to kamyczek, a to pokazywała książeczkę. Amy śmiała się, że chyba powinna być zazdrosna. Mała przychodziła i chciała do niego na kolana, oglądali książeczki, jej rodzice chcieli ją zabrać, ale ona nie pozwoliła na to, krzyczała, bo chociaż chwile musiała posiedzieć z Paddy'm. Byli bardzo sympatyczni i powiedzieli, że mała chyba po raz pierwszy tak bardzo kogoś lubi. Paddy'emu się to podobało i nie przeszkadzało, sam wręcz prosił Amy żeby poszli tam na kolację czy obiad. Któregoś dnia siedzieli przy stoliku i mała oczywiście przyszła i Paddy, któremu w końcu przyszło do głowy zapytać jak ma na imię.
·         Jak masz na imię maleńka? - zapytał delikatnie dziecka.
·         Molly – odpowiedziała z uśmiechem.
·         Och jakie piękne imię – odpowiedział – Amy, piękne, prawda?
·         Pewnie, że tak – uśmiechnęła się -  A ile masz lat?
·         Tsy – powiedziała Molly.
·         Ooo jaka Ty duża dziewczynka jesteś – powiedziała Amy, a mała usiadła wygodnie na kolanach Paddy'ego i choć tata chciał ją zabrać, ona nie chciała.
·          Nie, tata, nie. Tu Molly będzie, na kolanach u Pana – protestowała.
·         Niech zostanie – powiedział Paddy – Nie przeszkadza nam – dodał widząc, że tata małej chce zaprotestować.
·         Naprawdę wszystko w porządku – powiedziała Amy.
Po kilku dniach rodzice Molly, nawet nie podchodzili do nich zabrać małą, pozwalali jej być z Paddy'm i Amy, a oni super bawili się z nią. Któregoś dnia poszli na spacer nad morze. Szli brzegiem, trzymając się za ręce i jakoś wyszła rozmowę o imionach.
·         Ooo na przykład takie imię jak Molly, bardzo mi się podoba – powiedział Paddy.
·         Ha, ha, ha – zaśmiała się – Chyba wiem dlaczego.
·         Nie, ale serio Amy, nie tylko, bo ta mała ma tak na imię – uśmiechnął się – Ładne jest, takie proste, bez jakiś bezsensowych wymyślań.
·         Naprawdę Ci się podoba? - zapytała.
·          Tak, nawet bardzo – pokiwał głową – A Ty jakie lubisz?
·         Mi się zawsze podobało imię Fiona.
·         Ha ha ha, jak ze Shreka – zaśmiał się Paddy.
·         Teraz tak się niestety kojarzy, ale to przecież zupełnie normalne imię.
·         Chyba dla psa – powiedział z uśmiechem.
·         Może i dla psa – uśmiechnęła się – Zawsze marzyłam o seterze irlandzkim.
·         Ooo i do setera imię Fiona, by idealnie pasowało, też rudy jak Fiona – uśmiechnął się – Ja uwielbiam rudy, ale to wiesz.
·         Tak?  - powiedziała żartując – Zupełnie nie wiem dlaczego.
·         Nie? - teraz to się droczył już z nią – To Ci powiem. Dama mojego serca ma rude włosy.
·         Nie żartuj. Jest ruda? - uśmiechnęła się – Znam ją?
·         Znasz  - złapał ja i okręcił dookoła siebie, po czym postawił – To Ty!
·         Ja? – udała zdziwioną – No nie spodziewałam się tego. Zaskoczyłeś mnie – roześmiała się i pocałowała go lekko w usta.
·         Tylko tyle? – zapytał zdziwiony – Ja chcę więcej. Chodź do domu – złapał ją za rękę i pociągnął.
·         Paddy – zaśmiała się Amy – Kochanie spokojnie, nie zachowuj się jakbyś od dawna...
·         Tak, tak – zaśmiał się, idąc szybciej – Od dawna, przecież minęło jakieś 15 godzin. To nie od dawna? – zapytał.
·         Wariat! – krzyknęła zaskoczona, bo nagle stanął, przyciągnął ja do siebie i pocałował.
Było jej bardzo przyjemnie, nie chciała tego przerywać, ale znajdowali się na dość uczęszczanej plaży, a do domu nie mieli daleko. Przytulała się do niego i czuła, że on już jest gotowy. Oderwała się i zaśmiała, popatrzył na nią i zapytał.
·         Co?- zaśmiał się – Moja wina, że tak na mnie działasz?
·         Już Ci kiedyś mówiłam, że to mi pochlebia - uśmiechnęła się – No to chodź do domu, bo mi tu eksplodujesz zaraz.
·         Ha, ha – zaśmiał się rozbawiony – Amy!? No wiesz, nic na to nie poradzę, tak działasz na mnie i tyle.
·         Skarbie, przecież wiem. Zdążyłam się przyzwyczaić przez te lata.
Szli resztę drogi do domku i śmiali się, jak tylko popatrzyli na siebie. Gdy tylko zamknęły się drzwi za nimi Amy przytuliła się do swojego faceta i pocałowała go w usta. Nie był jej dłużny oddał pocałunek i rozpuścił jej włosy. Szybko ściągali z siebie ubrania i trafili do sypialni. Mimo tak długiego stażu to nadal mocno siebie pragnęli. Teraz jak byli na wakacjach często kochali się, znali swoje potrzeby, więc dużo zachęty nie potrzebowali. Leżeli potem w rozrzuconej pościeli i powoli wracały im oddechy. Paddy popatrzył na Amy i pomyślał, że od początku było im dobrze w łóżku, ale teraz seks jest rewelacyjny. Nie ma między nimi żadnych zahamowań, wiedzą co lubią i dają sobie to, aż się uśmiechnął do siebie i swoich myśli. Cieszył się, że zrobił sobie wakacje, dzwonił tylko kilka razy do Angelo, ale w sumie rozmawiali o tym co u nich, albo co u niego i Amy, mało pytał o pracę. Stwierdził, że chętnie coś by zrobił dla siebie, czegoś nowego się nauczyć, ale zostawił to na później, na razie było mu dobrze. Trzymał w objęciach Amy, swoją ukochaną i to się liczyło. Kochał ją, a ona kochała jego i wiele razy to mu udowodniła.

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 23

Jechali samochodem i kilka razy na nią spojrzał, patrzyła przez okno, bawiła się radiem, a do niego ani słowa nie powiedziała.
  • Amy – powiedział cicho – Jeszcze raz przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłem, bardzo głupie z mojej strony to było – popatrzyła na niego, a on położył dłoń na jej kolanie – Nie gniewaj się.
  • Paddy, chcę wiedzieć tylko jedno, a Ty zastanów się nad odpowiedzią. Dlaczego to robisz? Czy ja tak mało dla Ciebie znaczę?
  • Zaraz pogadamy. Zjadę na jakiś parking – popatrzył na nią, a w jej oczach dojrzał łzy – Amy, proszę.
Szybko znalazł parking, zatrzymał się i podał jej chusteczki.
  • Kochanie, proszę Cię. Ja bardzo przepraszam, tylko już nie płacz – odpiął pasy i przytulił ją – No już, proszę. Przecież Ty nigdy nie płaczesz – powiedział spanikowany.
  • No... nie, ale... ale ja jestem tylko człowiekiem, a Ty czasem traktujesz mnie jak.. jak zabawkę. Wykorzystujesz moją miłość do Ciebie – łzy dalej jej płynęły i już nie mogła się opanować.
  • No już skarbie, kochanie proszę, nie płacz – nie wiedział co robić, Amy nigdy przy nim nie płakała, zawsze była silna, a teraz przez niego płakała – Słoneczko, ja nie chciałem, no głupi byłem, wiesz, że wiele dla mnie znaczysz. Kocham Cię.
  • Te słowa tak mało znaczą jeśli czyny nie idą z nimi w parze – powiedziała cicho.
  • To nie tak. Ja wiem, że mnie kochasz, zawsze jesteś obok, ale chyba się pogubiłem. Już nie wiem co jest dobre, a co nie.
  • Paddy, wiem, że się pogubiłeś – powiedziała cicho – Ale nie możesz w stosunku do mnie tak się zachowywać.
  • Amy, kochanie, ja nie chciałem Cię zranić, tym swoim głupim zachowaniem – tłumaczył jej spokojnie – Sam nie rozumiem dlaczego tak się zachowuje. Zadaje sobie sprawę, że nie powinienem tak się zachowywać. To było głupie. Przepraszam.
  • Ale ja wiem. Zbyt ciężko pracujesz – powiedziała – Kochanie pomyśl o tym żeby odpocząć.
  • Dobrze, pomyślę nad tym, wiem, że przesadzam z pracą, ale co ja mam zrobić jeśli zawsze wydaje mi się, że tylko ja potrafię wszystko zrobić.
  • Tak to jest właśnie Twój problem, a przecież całe Twoje rodzeństwo potrafi również taką pracę wykonać. Nie tylko Ty.
  • Wiem. Pójdę do sklepu i kupię coś słodkiego. A potem jedziemy?
  • Tak jedziemy. Dobrze idź.
Paddy wysiadł i poszedł do sklepu, a Amy wytarła buzię i czekała na niego. Jechali słuchając muzyki, a Paddy od czasu do czasu kładł dłoń na kolanie Amy. Jakby chciał jej pokazać, że nadal tu jest, że nie zapomniał o niej. Była już spokojna, ale całą drogę zastanawiała się jak teraz będzie czy on w końcu zrozumie co robi i jak się zachowuje. Przecież ona ma uczucia, a on ją traktował inaczej niż powinien.
Gdy dojechali do domu, szybko coś zjedli i poszli spać. Paddy dużo myślał o swoim zachowaniu i rozumiał dlaczego Amy tak bardzo to przeżywała, wiedział, że zachował się głupio i starał się to naprawić. Rozmawiał z rodzeństwem i doszedł do wniosku, że faktycznie powinien odpocząć i przestać brać na siebie wszystko związane z płytą. A więcej czasu poświęcić swojej dziewczynie. Wychodził do studia o 8, a wracał najpóźniej o 18- 20, więc postęp był widoczny. Amy miała nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Ogólnie chciał dać im więcej czasu ze sobą i wakacje. Wspólne wakacje. Szukał w internecie i znalazł w Galway domek, spodobał mu się, ale wolał zapytać Amy czy i jej również.
  • Amy – zawołał do niej – Możesz tu podejść?
  • Tak, już idę – wytarła ręce, bo właśnie je umyła, szykując kolację – Słucham?
  • Podoba Ci się? - zapytał.
  • Tak, a co to? - zapytała zdziwiona – Dom?
  • Tak, a jeśli Ci się podoba możemy go wynająć i pojechać na jakieś wakacje, które obiecywałem.
  • Aha. To Galway? Piękne miejsce – powiedziała.
  • Prawda? - uśmiechnął się i posadził Amy obok siebie – Zobacz ile tu do zwiedzania miejsc. Sama zobacz.
  • Pięknie, a kiedy chcesz jechać? - zapytała.
  • Może w marcu? - zaproponował.
  • Super. Pasuje mi.
  • To super, zaraz zadzwonię i się wszystkiego dowiem.
Rozmawiał przez telefon, a ona patrzyła na niego. Widziała jaki był zmęczony i miała nadzieję, że faktycznie odpocznie od studia, koncertów i fanek. Nabierze dystansu i uspokoi się. Wszystko załatwił, mieli jechać od pierwszego marca do trzynastego, a potem pojechać do Dublina na urodziny Mike'a. Obydwoje bardzo się cieszyli, bo wtedy jakby nie patrzeć spędzą tylko ze sobą, dwa tygodnie, a to było bardzo ważne. Amy już odliczała czas do wyjazdu. Niestety znowu John przyjechał z Joanne i Paddy spędzał w studio bardzo mało czasu, albo prosił Amy, aby przychodziła tam. Wtedy czuł się bezpiecznie, bo zauważył, że Joanne go obserwuje. Bardzo to mu się nie podobało i unikał jej jak ognia. Rozmawiał nawet z bratem, ale ich rozmowa skończyła się kłótnią. Więc dodatkowo czuł się sfrustrowany, ale pomny tego, że nie powinien wściekać się na Amy, znalazł sobie nową rozrywkę, a mianowicie biegał z Joey'em. To mu pomagało i był spokojniejszy. Zdawał sobie sprawę, że wcześniej zachowywał się jak wariat i teraz chciał pokazać, że potrafi sobie z tym wszystkim radzić. Czuł, że jest zmęczony, ale cieszył się na wyjazd z Amy. Ostatnio rzadko wychodzili razem, więc teraz starał się mieć dla niej czas. Zabierał ją więc do kina czy na kolację. Było to fajne uczucie dla obydwojga i wykorzystywali to dobrze. Czas szybko płynął, więc już cieszyli się na wyjazd do Irlandii. Tak dawno nie byli na wakacjach, bo ciągle był zajęty. Parę dni przed wyjazdem poszli na kolacje do Kiry i Angelo. Panowie po kolacji siedzieli popijając piwo, a dziewczyny poszły kapać dzieci. Amy uwielbiała pomagać Kirze przy nich, a przy okazji mogły porozmawiać, więc wykorzystywały ten czas również dla siebie.
Kolejnego dnia się szykowali, Amy jeszcze prasowała, a Paddy stwierdził, że spakuje rzeczy, bo oczywiście w jego mniemaniu robił to najlepiej. Dni szybko minęły i już siedzieli w samolocie. Obok okna siedziała kobieta, która była sympatyczna i rozmawiały sobie z Amy, a nawet dała swoją wizytówkę.
  • Jestem prawnikiem. Zajmuje się sprawami rodzinnymi, na pewno nie przyda Ci się, ale kto wie – była bardzo ciepła i uśmiechnięta i jak na prawnika przystało, dużo mówiła – Mieszkam w Galway z mężem i synkiem, który ma imię Domi. Och nie przedstawiłam się nazywam się Anette Fox.
  • Miło mi mam na imię Amy, a to jest Paddy.
  • Mieszkacie w Irlandii? - zapytała zaciekawiona Anette.
  • Ja jestem z Dublina, Paddy również się tam urodził, ale mieszkamy teraz w Kolonii.
  • Ach, piękne miasto, ale ja wolę jednak Irlandię. Musicie wszystko pozwiedzać jak już będziecie w moim cudownym mieście, koniecznie.
  • Na pewno wszystko zwiedzimy.
  • O już lądujemy, ale szybko minęła ta podróż. Miło mi było Was poznać, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. To do widzenia.
  • Do widzenia – powiedziała Amy.
Nim zdążyła się zorientować to Anette szybko poszła po wylądowaniu do wyjścia i zniknęła. Polubiła ja, bo była bardzo ciepłą kobietą. Miała nadzieję ją jeszcze kiedyś spotkać.

Poszli po wynajęty samochód i pojechali do wynajętego domku. Stał trochę na odludziu, był mały, ale miał wszystko to co im było potrzeba. Zostawili walizki i pojechali do miasta na zakupy, a wieczorem poszli na spacer nad morzem. 

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 22

Wyjechał na koncerty i Amy była sama w domu, ale pocieszała się, że pojedzie w weekend do Berlina i razem wrócą w niedzielę. Całe szczęście, że czas szybko płynął i nastał piątek i poleciała, by już wieczorem być na koncercie. Bardzo je lubiła, uwielbiała patrzeć na Paddy'ego na scenie. Poza tym pomagała Kirze przy maluchach, bo jedno szło w jedną stronę, a drugie w inną. Po sobotnim koncercie siedzieli z Paddy'm w pokoju i rozmawiali.
  • Ja mam dość już tych fanek! - powiedział wkurzony Paddy – Gdzie nie pójdę tam i one. Niedługo nawet w kiblu je spotkam.
  • Ale kochanie, wiesz, że to normalne. Uwielbiają Cię i jesteś ich idolem.
  • No i co z tego? - odpowiedział – Mam ich dość i tyle.
Chodził po pokoju i przerzucał swoje i Amy rzeczy w inne miejsca.
  • Cholera Amy, mogłabyś nie układać ich po swojemu? Poukładałem sobie, a teraz nic nie mogę znaleźć.
  • Ja nic nie przekładałam, to Ty ciągle coś mieszasz.
  • Ja? - zdziwił się – Miałem poukładane, a Ty mi to wyciągnęłaś z walizki!
  • Hej! Nie przesadzaj, na Twoją prośbę wyciągnęłam Twoje spodnie, bo się pogniotły.
  • Nic takiego nie mówiłem – zaperzył się Paddy.
  • Nie wyżywaj się na mnie, jeśli masz jakieś frustracje to idź sobie pobiegać z Joey'em albo na siłownię i tam się wyżyj, ok?
  • Odwal się, dobra? – powiedział ostro.
  • Co? - zapytała zdziwiona, bo on nigdy się tak nie odzywał do niej – Chyba coś Ci się pomyliło mój drogi.
  • Niekoniecznie – odpowiedział złośliwie.
  • Teraz przegiąłeś Paddy! Dobranoc.
Położyła się na łóżku, przykryła kołdrą i obróciła do ściany. Znała go i widziała, że teraz szuka zaczepki i jeśli pozwoli mu na to, to pokłócą się jeszcze bardziej. Najlepszym sposobem na to, było zakończenie dyskusji. Wiedziała, że nie jest ideałem, ale czasem zachowywał się jak ostatni cham. A jego to nawet nie ruszyło, był zły, prawie udało mu się złość wyładować, ale oczywiście Amy nie podejmowała tematu. Znał ją, zawsze tak robiła. Teraz nawet nie pozwoli mu się tknąć i w sumie nie dziwił się, bo niepotrzebnie się zezłościł, a ona była pod ręką i to jej się oberwało najbardziej za fanki. Już tyle razy obiecywał sobie, że nie będzie się na niej wyżywał za nie, ale nadal to robił. Nie umiał się opanować. Zdawał sobie, że miał dwie cechy charakteru, nad którymi nie panował. Była to zazdrość i wyżywanie się na Amy. Angelo nie raz zastanawiał się dlaczego ona to znosi, choć walczyła z tym na początku, teraz go już tylko upominała i dawała sobie spokój, bo wiedziała, że to nie ma sensu, bo on i tak robił dalej to samo. Fanki go denerwowały i on nie panował nad sobą. Tyle razy mu mówiła, żeby dał sobie spokój, że ich nie zmieni, a jemu przeszkadzało to, że krzyczą jego imię na koncertach, że chodziły za nim, chciały zdjęcia, autografy. Miał dość. Nie mógł zasnąć, bo jednak wyrzuty sumienia go dopadły. Patrzył przez okno, a czasem na Amy, która zasnęła. Wyglądała tak ładnie, tak spokojnie, a on ją ranił. Nie rozumiał tego, przecież ją kochał, powinien ją chronić, a on ją ranił. A w zamian dostawał wiele, miał mnóstwo miłości, czuł to, na każdym kroku. Wspierała go w trudnych chwilach i brała na swoje barki wiele, a w zamian miała zbyt mało. On brał od niej pełnymi garściami, a ona dostawała tak niewiele. Jednak z nim była, zawsze wspierała, doradzała i zawsze chciała, aby robił coś dla siebie. Cieszyła się każdym jego sukcesem, ale on również jej, też ją przecież wspierał jak miała ciężkie egzaminy. Tego nie mógł mu nikt zarzucić, bo zawsze był jak go potrzebowała. Nie rozumiał tylko jednego, dlaczego tak się na niej wyżył, przecież to nie jej wina, że fanki takie są. Ona nic złego nie zrobiła. Wiedział, że będzie musiał ją przeprosić, ale już spokojniejszy położył się koło Amy i zasnął. Obudził go ruch, otwarł oczy i zobaczył, że to Amy próbuje wstać, a on ją trzymał, więc miała problem.
  • Puść mnie – powiedziała cicho.
  • Nie, poleż ze mną trochę.
  • Muszę wstać. Puść! - powiedziała głośniej.
  • Ok, ok. Rozumiem, ale wróć – puścił ją, więc wstała i zniknęła za drzwiami łazienki, gdy wróciła powiedziała.
  • Idę z Kirą i dziećmi na spacer.
  • Amy! Myślałem, że wracamy do Kolonii – powiedział ostrzej niż zamierzał.
  • Nie krzycz. Jedziemy, ale później. Ty sobie poleż, odpocznij, pomyśl. Potem nas spakuj, a ja może kolejny raz nie oberwę, jak będę daleko. Może wyżyjesz się na kimś innym.
Patrzył na nią jak szuka czegoś w walizce i szykuje się do wyjścia, widział, że jest jej przykro, że ma żal. Znała go i jego zachowania. Wstał i poszedł do łazienki. Gdy wrócił zobaczył, że stoi i czesze włosy, więc cicho podszedł i złapał ją w pasie, a głowę wtulił jej ramię, a potem pocałował w policzek.
  • Skarbie przepraszam, wiem, że zachowałem się jak głupek.
  • Paddy, ile razy ja to słyszałam? - zapytała – Proszę Cię tylko o jedno, myśl co mówisz i do kogo, ok?
  • Wiem, że nie powinienem się do Ciebie tak zwracać, bardzo przepraszam.
  • Jest mi bardzo przykro, wiesz? - powiedziała cicho – Niestety ostatnio ciągle Ci się wyrywają takie słowa do mnie. To nie jest fair.
  • Wiem, jakoś ostatnio nie panuję nad słowami. Przepraszam.
  • Jeden raz za dużo, Paddy, a ja ostatnio ciągle za wszystko obrywam. Powinieneś odpocząć i zdystansować się, a także pomyśleć, co jest dla Ciebie ważne. Tym razem znowu przyjmę Twoje przeprosiny.
  • Dzięki, wiem, że jestem jak chorągiewka. Sam to widzę i czuję. Pomyślę nad wszystkim, sama zobaczysz, że postaram się.
  • Dobrze, a teraz idę na spacer, ok? - dodała cicho – Będę za dwie, trzy godziny.
  • No dobrze, a po obiedzie wyjedziemy? - zapytał spokojnie.
  • Tak. Aha, pomyśl nad jakimś wyjazdem, co?
  • Tak masz racje, zajmę się tym. Na pewno chciałbym do Irlandii, do Galway. Tam jest co zwiedzać.
  • Dobrze. To na razie. Pa.
  • Amy! - krzyknął i szybko znalazł się koło niej – A buziak na pożegnanie? Nie wychodź zła.
  • Paddy – uśmiechnęła się smutno – Nigdy nie nadążam za Twoim tokiem myślenia.
  • Ale to właśnie kochasz we mnie, prawda? - zapytał z uśmiechem.
  • Nie mogę zaprzeczyć temu, że Cię kocham – pocałowała go i wyszła.
  • Ja Ciebie też – powiedział jak zamknęły się drzwi od pokoju.
Poszła do Kiry, Angelo właśnie ubierał Helen, a Gabriel biegał wesoło po pokoju. Kira jak ją zobaczyła, podeszła i cicho na ucho powiedziała.
  • Znowu się na Tobie wyładował?
  • Oczywiście, że tak – odpowiedziała równie cicho – Bo przecież fanki to ja podburzam i każę im skandować jego imię. Ale to porozmawiamy potem.
  • Dobrze, pójdziemy sobie na spacer i pogadamy – uśmiechnęła się Kira.
Po jakiś 10 minutach Amy, Kira i dzieci poszły na spacer, a Angelo do starszego brata. Szły już dość długą chwilę, a Amy nic nie mówiła, tylko pchała wózek z Helen, która zasnęła. Kira raz czy drugi spojrzała na nią i w końcu zapytała.
  • Powiesz mi czy cały spacer będziemy milczeć?
  • Powiedział do mnie 'odwal się'. Coraz częściej się mu wyrywa takie czy inne słowo, dobrze, że nie gorzej. Kira mam coraz mniej siły do niego i ta jego odwieczna zazdrość, żebym jeszcze dawała mu powody, ale przecież nic takiego nie robię, aby miał prawo się wściekać. Teraz i tak już jest lepiej i bardziej nad sobą panuje. Po prostu np. zjawia się jak rozmawiam z jakim facetem, a kiedyś się awanturował. Ale tak czy siak, zachowuje się jak cham.
  • Nie wiem co Ci mogę na to poradzić, rozmawiałyśmy o tym chyba z tysiąc razy, a Angelo z nim. Przesadza jak cholera z tym zachowaniem. Wiem, że bywa super itd., ale Ty zawsze stoisz za nim, dajesz mu tak wiele, a on tego nie docenia.
  • Wiem. Ogólnie jest dobrze, tylko bywają takie chwile jak ta wczorajsza, że ja już nie mam siły, nie mam ochoty tego ciągnąć, ale poza rozmowami nic nie zrobiłam. Wiem o tym, a on to wykorzystuje. Bywa również cudownie, ale to wtedy kiedy ma wolne, nie ma koncertów, studia, wywiadów.
  • No właśnie, on już chyba jest tym całym 'show' wokół niego zmęczony i to go wykańcza.
  • No tak, tylko dlaczego potem ja słyszę nie miłe słowa. To jest nie fair.
  • No jest, albo on to zrozumie i zacznie się normalnie zachowywać, albo w końcu Ty stracisz cierpliwość do niego.
  • Ach... na razie jak sama widzisz jeszcze daje radę i mam nadzieję, że jednak sobie coś przemyśli. Głupia ta miłość, skoro tak mocno przywiązuje do kogoś...
  • To fakt, mocno wiąże, czasem aż za mocno.
Szły w ciszy i każda myślała o swoim związku.
Angelo poszedł do brata, który pakował walizki.
  • Cześć Paddy. Ja tylko na chwile, bo Kira z dziećmi wyszła i trzeba spakować wszystko.
  • Jak widzisz ja też pakuje – powiedział Paddy.
  • Widzę przecież, mam tylko jedno do powiedzenia stary. Amy nie mówi, ale ma dość, dość takiego traktowania.
  • Co takiego Ci powiedziała? - zapytał wkurzony.
  • Nic, no właśnie nic, ale ja ją znam. Nie wiem co zrobiłeś, ale Twoje zachowanie nie jest już fajne w stosunku do niej. Weź Ty się zastanów jak ją traktujesz, bo kiedyś powie Ci dość.
  • Daj mi spokój. Nie wtrącaj się – powiedział ostro Paddy.
  • Ok, już nie będę. Tylko chciałem Ci to powiedzieć. Spadam. Na razie.
  • To spadaj.
Angelo wzruszył ramionami i wyszedł. Gdy tylko wróciła Amy z Kirą, poszli na obiad, a potem wyruszyli w podróż do Kolonii.