Zwiedzali,
spacerowali i było im dobrze. Amy buzia się nie zamykała, ale
kiedy widziała, że Paddy pisze czy się nad czymś zastanawia
zostawiała go w jego świecie. Uwielbiała na niego patrzeć jak był
taki skupiony, coś pisał, coś nucił albo grał na gitarze. Wtedy
nie mogła na niego liczyć, że coś jej pomoże w domu. Ale nie
przeszkadzało jej to, była do tego przyzwyczajona, że sama zajmuje
się domem. Tak samo było w Kolonii, a
Paddy rzadko pomagał, ale zdarzało mu się. Patrzyła na niego i
wręcz na jawie marzyła o nim, o ich wspólnej przyszłości, ich
życiu, dzieciach. Czuła, że chce być z nim do końca życia, a on
czasem coś przebąkiwał o tym, mimo, że nie było oficjalnej
deklaracji z jego strony, wiedziała, że ją kocha i chce być z
nią. Mówił o tym, mówił, że kocha, a w jego ustach było to
poważne oświadczenie. Poza tym czuła się kochana, sama bardzo go
kochała mimo wszystko. Wiedziała, że ostatnio zachowywał się jak
idiota, ale przeszli to i miała nadzieję, że więcej nie będzie
tak się do niej odzywał. Teraz był zrelaksowany, wypoczęty i to
było najważniejsze. Tu w Irlandii nie było problemów, byli tylko
oni. Chodzili tam gdzie chcieli i nie było fanek, które koniecznie
chciały z nim zdjęcie, autograf. Doceniał to, że Amy pozwala mu
‘nic nie robić’ w domu. Mógł sobie tworzyć i wyrażać
siebie, a ona zajmowała się wszystkim. Była dla niego wielkim
oparciem i wiedział to, wiedział, że go kocha, a on kochał ją.
Zastanawiał się nad ich przyszłością, chciał być z nią,
chciał ślubu, domu, dzieci i myślał o tym coraz bardziej. Tylko
ona się liczyła, nikt inny. Chciał spędzić z nią życie, tylko
z nią, mieć dzieci, kochać tylko ją. Pamiętał jak to było
kiedyś, kiedyś by ją zdradził, teraz to chyba ktoś by musiał go
związać, aby to zrobił. Nawet sobie tego nie wyobrażał, ona
znała jego potrzeby i nie krępowała się dawać mu tego czego
potrzebował.
Znali
już całe Galway i okolice, bardzo im się tam podobało, to było
ich magiczne, wspólne miejsce. Dni płynęły szybko, ale i tak było
super. Obydwoje byli spokojni i zakochani, jakby na nowo. Któregoś
dnia byli na spacerze, gdy zobaczyli takie stoiska z różnymi
rzeczami typu koraliki, bransoletki, pierścionki i inne. Paddy ze
śmiechem kupił Amy pierścionek z niebieskim oczkiem.
- To co Amy, zostaniesz moją żoną? Pierścionek już mam – zapytał nieco zakłopotany, ale uśmiechnięty.
- Tak pewnie – kontynuowała Amy z uśmiechem, myśląc, że on żartuje.
- Nie żartuje Amy, może to nie prawdziwy pierścionek, ale kupię prawdziwy – uśmiechnął się tak, że tym razem wiedziała, że on nie żartuje.
- Ty nie żartujesz? – zapytała zaskoczona.
- Nie, nie żartuje. Teraz masz zastępczy.
- Paddy... – uśmiechnęła się i pocałowała go – Kochanie to bardzo miłe, co teraz zrobiłeś, jak dla mnie może być i taki.
- A nie, kupię inny, bo zasługujesz na więcej niż ten zwykły.
- Dziękuje kochanie – powiedziała cicho i ze łzami ze wzruszenia oglądała pierścionek.
Mimo,
że był plastikowy, zwyczajny był bardzo ważny. Tak samo jak
Paddy, ich miłość i nie chciała innego. Dał jej go, bo chciał,
właśnie teraz i w tej chwili. Długo spacerowali nic nie mówiąc.
Amy przypominała sobie tę scenę z pierścionkiem i cieszyła się,
że odbyło się to tak, a nie inaczej. Tak było dobrze, spokojnie i
tylko między nimi. Paddy również myślał nad tym co się
wydarzyło, zrobił to, bo tak chciał, bo tak czuł i mimo wszystko
było to dobre i miłe. Teraz wszystko było na swoim miejscu i tak
chciał tego, dziękował Bogu za to, że postawił ją na jego
drodze. Zmienił się, dorósł, tylko te fanki, a on musiał wrócić
niedługo do rzeczywistości, ale pocieszał się, że teraz ma coś
więcej niż dziewczynę, że to jego narzeczona, mimo niecodziennych
oświadczyn i pierścionka. Aż stanął w miejscu, a Amy razem z
nim.
- Paddy? - zapytała zdziwiona – Coś się stało?
- Amy... - popatrzył na nią – Kochanie, ja Ci się oświadczyłem!
- No chyba tak – powiedziała zaskoczona.
- No jakby nie patrzeć, zrobiłem to, więc jesteś moją narzeczoną.
- A Ty moim narzeczonym – uśmiechnęła się do niego.
Nie
mogła uwierzyć w to, co Paddy powiedział 'narzeczona' wow –
pomyślała, to było jak sen i nie chciała się obudzić. To
wszystko było tak zaskakujące, że uśmiechy nie schodziły im z
twarzy, trzymając się za ręce i wymieniając buziaki poszli do
swojej ulubionej kawiarni na deser. Siedli przy stoliku, ale Paddy
cały czas trzymał ją za rękę, albo bawił się nią, robił
szlaczki lub całował. Milczeli, ale tak było dobrze. Patrzyli i
uśmiechali się do siebie. Dzisiejszy dzień był dla nich bardzo
ważny, a Amy chciała go zapamiętać, bo był wyjątkowy.
- Amy – powiedział cicho – Mimo, że tego nie planowałem w ten sposób, to bardzo się cieszę.
- Ja też, mimo wszystko, to było piękne – odparła równie cicho.
- Jestem skołowany tą sytuacją i marzę o tym, aby być już w domu – popatrzył na nią wymownie.
- I co pójdziesz spać jak wrócimy? - wiedziała co ma na myśli, ale chciała się podroczyć z nim.
- Tak, oczywiście kochanie, że pójdę do łóżka, a Ty razem ze mną – patrząc na nią uniósł brwi do góry i patrzył wyczekująco co powie.
- Tak? - odpowiedziała – A jesteś tego pewny?
- Oczywiście. A wiesz dlaczego? - zrobił pauzę i czekał co powie, ale ona tylko pokręciła głową, na nie – Bo ten dzień jest wyjątkowy i chcę go w wyjątkowy sposób zakończyć.
- Paddy czy my zawsze będziemy tak szczęśliwi jak dziś? – zapytała.
- Mam nadzieję kochanie. Chciałbym, żeby tak było. Chodź do domu.
- Oj Paddy, Paddy. Jesteś szalony. Wiesz o tym?
- Jestem szczęśliwy skarbie – przytulił się do niej i pocałował.
- Ja też bardzo – roześmiała się głośno – To co idziemy do domu?
- Idziemy.
Poszli
do domu, a tam spędzili bardzo miły i romantyczny wieczór, który
przekształcił się w noc. Słychać było przyspieszone oddechy,
było im tak dobrze jak chyba nigdy wcześniej. Byli szczęśliwi i
to w tym momencie się liczyło, nic więcej. Spali tak długo, że
minęło południe. Pierwszy obudził się Paddy i postanowił zrobić
śniadanie. Szykując je nucił sobie coś, a uśmiech nie schodził
mu z buzi. Przypomniał sobie tę noc i inne w Irlandii, to było
coś, podobało mu się, że Amy od czasu do czasu budziła go
dotykiem, pocałunkami i potem kochała się z nim, jak się budził.
To było takie ich, takie miłe, że nie tylko on budził ją
dotykając, ale ona również.