sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 61

Całą drogę płakała. Nawet nie wiedziała gdzie ją wiozą. Jak dojechali na miejsce zobaczyła, że to szpital. Tam ją zaprowadzili pod salę. Weszła i zobaczyła Paddy’ego, który leżał na łóżku. Chyba spał, bo widziała jak oddycha. Delikatnie go dotknęła i pocałowała w czoło. Miał brudną twarz, a na głowie krew, która była również na buzi, ramionach, rękach. Był obandażowany, ogólnie nie wyglądał dobrze, aż musiała usiąść. Przyszedł doktor i pielęgniarka. Jak ją zobaczyli, lekarz kazał dać jej środek uspokajający. Została wyprowadzona z sali, zaprowadzono ją do pokoju pielęgniarek, gdzie dostała lekki środek. Siedziała jak odrętwiała, długo to trwało nim zaczęła dochodzić do siebie. Paddy żył, wiec już jest dobrze, ale nadal nie wiedziała, co się stało i co mu jest. Przecież poszedł tylko po mleko i jajka. Łzy leciały jej, nie potrafiła ich opanować. Paddy!
Bolała go głowa. Co się stało? Pomyślał i przypomniał sobie. Bolało go również ramię i kuło w boku. Gdzie on jest? Otworzył oczy i zobaczył, że w szpitalu. Oberwał i czuł to całym sobą. Gdzie jest Amy? Czy ona już wie, ile to minęło czasu. Tyle pytań, a on nic nie wie. Biedna Amy, pewnie się martwi. Jęknął i nie mógł nic powiedzieć, ale boli. Szybko koło niego zjawiła się pielęgniarka, która uśmiechnęła się do niego.
  • Spokojnie. Niech Pan się nie rusza. Jest Pan w szpitalu. Jestem Anna i razem z koleżanką będziemy zajmowały się Panem.
  • Głowa. – wyszeptał.
  • Podejrzewamy lekkie wstrząśnienie mózgu, ale ogólnie nic się nie dzieje. Musi Pan leżeć, aż miną zawroty. Proszę leżeć spokojnie i niczym się nie denerwować.
  • Amy. – powiedział cicho.
  • Jest tu, ale musieliśmy dać jej coś na uspokojenie. Zaraz przyjdzie do Pana lekarz, ale teraz musimy zająć się Pana wyglądem. Umyje Pana i od razu będzie lepiej.
Po jakimś czasie przyszedł lekarz, zbadał Paddy’ego i stwierdził, że nic nie zagraża jego życiu. Miał zwichnięty bark i pęknięte żebro. Całe szczęście nie potwierdziło się wstrząśnienie mózgu. Brzuch również nie ucierpiał, choć był dość mocno poobijany. Musiał zostać na kilka godzin w szpitalu na obserwacji. Miał obandażowane żebra i bark po nastawieniu dali mu w temblak. Bolał go brzuch, miał mnóstwo siniaków. Był już umyty, więc od razu lepiej wyglądał. Dostał kroplówkę na wzmocnienie. Nadal leżał, ale już czuł się lepiej. Przyszła do niego Amy z drugą pielęgniarką, która przedstawiła się jako Alexa. Powiedziała do Amy, że jak tylko będą potrzebowali czegoś, ona i Anna chętnie pomogą. Amy płakała. Widział jej łzy i nic nie mógł zrobić.
  • Amy… - powiedział cicho.
Podeszła bliżej i siadła obok niego na krześle, głaskała go po ręce i wycierała łzy. Chciał coś powiedzieć, ale był potwornie zmęczony, więc zasnął. Czuł się bezpiecznie przy niej. Była z nim i to było najważniejsze. Tyle pytań przechodziło jej przez głowę, zastanawiała się, co się stało. Przyszły pielęgniarki i powiedziały, że będzie wszystko w porządku. Jedna z nich przyniosła jej kawę, bo Amy nie chciała zostawić go samego. Chwilę z nią rozmawiały, uspokoiły ją. Odpowiadały na wszystkie pytania. Powiedziały, że jakby miała jakikolwiek problem niech je woła. Nawet nie wiedziała, która godzina, ale wszędzie była cisza, wiec na pewno było późno. Molly, pomyślała, ale spojrzała na zegarek i zobaczyła, że minęła już 1 w nocy. Spojrzała za telefon, a tam było kilkanaście nieodebranych połączeń od Nathana. Zadzwoniła i odebrał po pierwszym sygnale. Powiedziała mu, że Paddy został pobity, ma pęknięte żebro, wybity bark i mnóstwo siniaków. Teraz spał, a ona czuwała obok. Poprosiła, aby zajął się dzieckiem i poszedł spać. Ona zadzwoni rano. Po jakimś czasie zadzwonił jej telefon, a to była Olivia. Amy nie była w stanie z nią rozmawiać, ale Livia to rozumiała i prowadziła monolog, który uspokoił Amy. Jej przyjaciółka wiedziała, co powiedzieć, by ją ukoić. Powiedziała, że rano przyjadą i żeby się nie martwiła, będzie dobrze.
Tak bardzo cały tydzień się starali, chcieli dziecku zrobić niespodziankę. Po co prosiła o te jajka i to cholerne mleko. Nie mogła sobie z tym poradzić. To jej wina, powinna mieć te produkty w domu, skoro piekła kilka ciast, powinna … Starała się trzymać w ryzach, jak zawsze, ale teraz nie potrafiła, patrząc na niego. Był taki biedny, blady, a te cholerne prześcieradło, którym go przykryli, wcale jej nie pomagało. Lekarz powiedział, że nic mu nie będzie, dobrze, że śpi. To jej wcale nie pomogło. Dobrze, że ta pielęgniarka Anna go umyła, od razu wyglądał lepiej. Kochała go, a on o tym nie wiedział. Nigdy nie przestała go kochać. Dlatego nie potrafiła być szczęśliwa z nikim innym. Tylko Paddy się liczył. Nie powinien zostać pobity, dlaczego właśnie on? Pytała się w myślach i w tym momencie, o czymś pomyślała. To chyba nie Colin? A jeśli tak? Co się stało? Paddy spał, a ona musiała wiedzieć. Wyszła z pokoju i zobaczyła tego policjanta, który ją tu przywiózł. Podeszła do niego i w tym momencie zobaczyła Colina, którego badał lekarz, ale właśnie wychodził z izolatki. Pielęgniarka Alexa powiedziała, że przywieźli go tutaj, bo stawiał się policji przy zatrzymaniu i musieli użyć gazu pieprzowego. Zobaczył ją i miał nietęgą minę. Podeszła i zapytała czy to on zrobił, uśmiechnął się drwiąco. Policjant, który był również przy całej akcji, wiec znał sprawę, odwrócił się i wyszedł z pokoju. Słyszał, że Colin się przyznał, ale uznał, że może ich na chwilę zostawić. Niewiele myśląc, zacisnęła dłoń w pięść i uderzyła Colina w nos. Nikogo więcej nie było, a on był tak zdziwiony, że nawet nic nie powiedział. Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju. Poszła z powrotem do Paddy’ego. Siadła koło niego, już nie płakała, wiedziała, że teraz da sobie radę. Musiała, Paddy też dał. Mimo obrażeń musi być dobrze i będzie. Pocałowała go w czoło, a on się uśmiechnął przez sen. Była bardzo zmęczona, więc zasnęła. Obudził ją Paddy o 7 rano.
  • Amy. – powiedział – Ty całą noc spałaś na tym krześle?
  • Paddy. – powiedziała zaskoczona – Jak się czujesz?
  • Lepiej, wyspałem się i już inaczej to wygląda. Boli mnie ramie i czuje ucisk przy oddychaniu. Ale ogólnie już jest dobrze. Nie martw się.
  • Jak mam się nie martwić? Bardzo się bałam, przyjechała policja, ja nic nie wiedziałam. – znowu łzy jej kapały, spływając po policzkach – Dobrze, że żyjesz. Nie wiem, co bym zrobiła…
  • Ciii. Wszystko jest dobrze. Nie płacz. Ja też się bałem, ale nie miałem szans z nim.
  • Złamałam mu nos.- powiedziała cicho.
  • Co? – chciał się zaśmiać, ale wyszło tylko pokasływanie - Amy, kiedy, gdzie?
  • Tutaj w szpitalu. Dostał gazem pieprzowym po twarzy, bo chcieli go zatrzymać po tym zdarzeniu, jak Cię pobił, a on się policjantom stawiał. Potem go przywieźli tu i go dorwałam. Ręka mnie bolała, ale mi ulżyło.
  • Kochanie, ale jestem dumny. – powiedział z uśmiechem – Ja nie miałem szansy, bo na początku był sam, uderzył mnie w tył głowy, potem przewrócił i zjawiło się jego dwóch kumpli, oni mnie trzymali.
  • Co? We trzech?! A to gnojek! – była zdenerwowana - O Boże! Przecież to się mogło skończyć tragicznie!
  • Chyba ktoś zobaczył to zdarzenie, bo jakaś kobieta zaczęła krzyczeć. A potem obudziłem się tu. Która godzina, przecież Molly ma urodziny.
  • Paddy spokojnie. Ona pewnie jeszcze śpi, bo inaczej by już Nat dzwonił. Akurat z Rianną przyjechali, ach nie wiem, jak miałabym to zrobić. Musiałabym się rozdwoić. Dobrze, że byli.
  • Bardzo dobrze. Wiesz, o czym pomyślałem jak…. Pomyślałem, że nie zdążyłem Ci powiedzieć, że Cię kocham. Tak bardzo się bałem, że Cię znowu zostawię.
  • Paddy. – powiedziała miękko, pochyliła się nad nim i dotknęła jego warg swoimi wargami – Ja też Cię kocham i nigdy nie przestałam. Teraz ważne, abyś doszedł do siebie, a reszta się ułoży.
  • Wiem, bo jesteśmy razem. Uśmiechnij się. Głowa do góry.
  • Ta noc była straszna. Dawno się tak nie bałam. Musieli mi dać coś na uspokojenie.
  • Wiem. Pielęgniarka mi mówiła. Biedactwo. Dziękuję, że byłaś tu ze mną. Mam nadzieję, że szybko mnie stąd wypuszczą.
  • Ja też mam nadzieję.
Siedziała obok i patrzyła na niego, trzymając go za rękę. Strach mijał, ale bała się nadal o niego. Przyszedł doktor i badał go, ale już niebezpieczeństwo minęło. Miał przyjść w poniedziałek do kontroli. Pewnie będzie musiał częściej się tam zjawiać, ale niebezpieczeństwo minęło. Tylko był jeden problem, nie miał się w co ubrać. Te ubrania, co miał na sobie wieczorem, były brudne albo pocięte przez ratowników medycznych. Miała zadzwonić do Nat’a i poprosi, aby przyjechał po nich i zabrał ubrania dla Paddy’ego. 

12 komentarzy:

  1. O Panie! Jednak dobrze się skończyło. I mimo tego, że taka poważna sprawa, to kilka razy się uśmiechnęłam. Anna i Alexa - niech skonam :D Po drugie, jak Amy przywaliła Colinowi, po trzecie, jak Paddy próbował się z tego roześmiać i tylko zakasłał. Hahaha! Dobre to było, dobre! Urodziny dla Molly się udadzą, przyjaciele pomogą. Dobrze, że Rianna jest obok. Myśli Amy były, ach, jak ja na nie czekałam. Super! Podejrzewałam, że to pobicie było po to, żeby Amy zrozumiała, że kocha go i chce spróbować z nim być. Oby im się udało! Tego życzę ja - czytelniczka! Bardzo mi się podobała ta część! Baaaaaaardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, dobrze się skonczyło, całe szczęście dla niego...
      tak pielęgniarki the best hihi, przywaliła mu chyba za wszystko co się stało i nikt tego nie widział hihi ma pęknięte żebro, wiec biedak tylko zakasłał :)

      Usuń
  2. Hahahaha, ale się uśmiałam jak Amy złamała nos Collinowi!!! Brawo Amy!!!!!!! Paddyemu nic nie jest, tym bardziej, że ma dwie takie zajebiste piguły, które o niego dbają!!! :DDDD hahaha śmieje się z tych imion tak głośno, że sąsiedzi se pomyślą, żem nawiedzona i tylko patrzeć jak egzorcysta zadzwoni do mych drzwi ;))) Super, super, SUPER!!!! W końcu Amy przełamała lody, pocałowała, przyznała, że kocha. Ahhhhh, od razu człowiekowi się robi lżej na duszy!!!! Dzięki autorko, miałam przemiłą pobudke :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Amy też ulżyło :) a piguły są faktycznie the best, nie tylko pacjentem się zajeły ale równiez Amy. Tak Amy duzo zrozumiała, oj duzo

      Usuń
  3. No żeby w realu piguły były takie miłe :) Co do imion to też się uśmiałam. Swoją drogą Amy w tej części okazała się twarda babka, zdzielic kogoś w twarz to nie taka prosta sprawa. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amy... hm może nie do końca twarda babka, tu zadziałał strach o zycie kogoś kogo kocha. Nie zastanawiała się co robi, tylko to zrobiła, a przy okazji 'oddała' mu to czyli Colinowi co on jej i Paddy'emu zrobił...
      dzieki za koment, bo coś ostatnio mało, ale są i to najważniejsze :)

      Usuń
  4. Jak mu przywaliła i wyszła hahah najlepsze!
    Dobrze że już dużo lepiej z obojgiem
    😃

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaraz się skończy opowiadanie
    Będzie trzeba szukać kolejnego...
    Pozdrawiam Kas
    Nie podpisałam się pod wcześniejszym postem

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej! Alexa, to wiem, ale Anna, to kto pierwowzorem?

    OdpowiedzUsuń