Szedł przed siebie, gdyby nie to, że pił
wino, pojechałby autem. Dobrze, że było trochę chłodno, bo jego
ciało może się opanuje, pomyślał. Dalej na niego działała,
chociaż ją tylko przytulił. Cholera... pomyślał i właśnie
teraz, kiedy próbujemy dojść do ładu. Teraz najważniejsza była
córka, a nie jego ‘potrzeby’ albo jakieś mrzonki. Czuł, że ma
wielką ochotę na Amy, ale to nie był czas ani miejsce. Pomyślał,
że jeszcze dużo rozmów przed nimi, chociaż wiele ich to kosztuje.
Mimo upływu lat dalej mu się podobała i działała na niego, ale
cholera, przekonywał się, to naprawdę nie czas, na razie nic nie
rozumiał. Ale zdał sobie sprawę z tego, że w końcu wie, dlaczego
mu żaden nowy związek nie wyszedł, bo gdzieś tam na dnie jego
serca zawsze była Amy.
Gdy
wyszedł Amy zastanowiła się nad tą ich rozmową. Może to i
dobrze, że mu powiedziała, co czuje, bo miała dość ciągłych
oskarżeń. Dobrze się poczuła w jego ramionach, ale nie potrafiła
go objąć tak jak kiedyś. Mimo, że go znała był obcy i trzeba
było czasu, aby się poznali. Może to i dobrze, że zostanie na
noc, pomyślała. Przygotowała mu w salonie posłanie, ręcznik w
łazience i poszła do swojej sypialni. Nie mogła zasnąć, słyszała
jak przyszedł. Szybko się ogarnął i położył, chyba nie chcąc
przeszkadzać, może myślał, że śpię, pomyślała. Zasnęła.
Obudziło ją walenie do drzwi, popatrzyła przez okno, było ciemno,
a zegarek wskazywał 4 rano. Kto do licha, zastanowiła się. Nim
wstała usłyszała kroki na przedpokoju i otwieranie drzwi. Cicho
wstała i poszła tam.
Co
się stało? Obudził go hałas, ktoś walił do drzwi. Szlag go
trafił jak zobaczył tego Colin’a i to pijanego, a jego kumple
czekali na podwórku. Cholera dobrze, że zostałem, pomyślał.
- Czego? – zapytał – Nie wiesz, która godzina?
- Co tu k...wa robisz? – zapytał bełkocząc – Ja do Amy.
- Amy śpi, jak każdy normalny człowiek o czwartej rano – dodał stanowczo Paddy – Idź człowieku do domu i nie zawracaj głowy.
- Jest mi coś winna i koniec.
- Nic nie jest Ci winna. Idź do domu – powiedział bardzo stanowczo.
- Nie... Nie będziesz mi mówił, co mam robić Panie Idealny, przez którego się nam nie udało.
- Słuchaj człowieku przychodzisz tu pijany, szukasz zaczepki. Daj sobie spokój i spadaj. Zostaw Amy w spokoju, bo będziesz miał ze mną do czynienia.
- Taaaa, a ja się Ciebie nie boję. Co Ty możesz mi zrobić?
- Nie będę z Tobą rozmawiać. Idź sobie po prostu i nie rób problemu – powiedział nadal spokojny Paddy, chociaż w środku był bardzo zdenerwowany. Usłyszał kroki za sobą, ale ręką zgarnął Amy za drzwi, by jej nie było widać. Po co, nie było takiej potrzeby – Możecie go stąd zabrać? – powiedział do jego kumpli.
- No, w sumie chyba będzie lepiej – odezwał się jeden z nich.
- Do widzenia – i rzucił na odchodne – I nigdy tu nie wracaj!
Zamknął
drzwi i oparł się o nie, zamknął oczy. Amy dotknęła jego dłoni
i ocknął się.
- Idź spać – powiedział cicho – Nie stój tu, bo zmarzniesz.
- Dziękuję – powiedziała – Dobrze, że zostałeś.
- Też tak myślę. Idź spać, póki mogę Cię tam wysłać samą – popatrzyła na niego, widziała, że patrzy na nią aż mu oczy pociemniały. No tak pomyślała, mam tylko kusą koszulkę na sobie – Dobranoc – dodał i uśmiechnął się, bo zauważył jej zmieszanie, gdy zauważyła jak na nią patrzy.
Czy
ona musi tak na mnie działać, pomyślał. Szlag by to trafił! Nie
dość, że musiał ‘wywalać’ za drzwi jej byłego, to jeszcze
nie założyła szlafroka. Co to za koleś? Zastanawiał się, zależało
mu chyba na Amy skoro tu przyłazi po nocy, ale Amy się go boi,
wyczuł to i chciał wiedzieć, co się stało, bo to nie chodziło
tylko o to, co powiedział jej. Tego był pewny, coś jej zrobił.
Nie mógł zasnąć z wrażenia, jakie zrobiła na nim Amy, nawet po
tylu latach.
Po
co Colin tu robił? Zastanawiała się Amy, po co przyjechał.
Dobrze, że Paddy tu był. Nie chcę z nim więcej rozmawiać, nie po
tym, co zrobił. Nie dość, że chciał mnie brutalnie zmusić do
seksu, był opryskliwy, wyzwał mnie. Tym mailem to już pojechał
równo, nie dość, że wyzwał mnie od dziwek, moje dziecko…
cholera, a ja się z nim spotykałam przez półtora roku. Chyba już
nie potrafię rozpoznawać ‘dobrych’ ludzi, pomyślała. Nie
mogła sobie poradzić z tym wszystkim. Wstała i poszła do kuchni,
a tam siedział Paddy przy stole, miał opartą buzię na dłoni i
spał. Dotknęła jego ramienia i aż drgnął.
- Paddy, nie śpij tu. Idź połóż się.
- Co? – zapytał zaspany.
- Zasnąłeś tutaj, idź połóż się do łóżka, będzie Ci wygodniej niż przy stole – powiedziała cicho.
Popatrzył
na nią, kiwnął głową i wyszedł z kuchni. Nalała sobie wody i
poszła do sypialni. Stanęła w drzwiach i musiała powstrzymać się
od śmiechu, bo Paddy spał w jej łóżku. No tak, pomyślała,
powiedziałam idź do łóżka, a nie na kanapę i poszedł. Była
szósta rano, a jej się spać nie chciało. Ubrała się i zabrała
Fionę na spacer. Napisała mu kartkę. Molly sama nie została, więc
mogła wyjść.
Obudził
się około 7; 40, zobaczył Molly, która siedziała obok i patrzyła
na niego. Rozejrzał się, był w sypialni Amy, w jej łóżku, co on
tu robił? A mała powiedziała.
- Dzień dobry tatusiu. Mamusia chyba poszła z Fioną, bo ich nie ma – powiedziała i uśmiechnęła się.
- Dzień dobry skarbie – uśmiechnął się – To chyba pójdziemy zrobić śniadanie, jak sądzisz?
- Tak, tak – zawołała wesoło – Chodźmy. Tatusiu, a co Ty robisz w łóżeczku mamy?
- Zostałem z Wami, bo jedziemy do Twoich dziadków dzisiaj.
- Super.
Molly
zaczęła skakać po łóżku, a on znalazł kartkę od Amy,
rzeczywiście poszła na spacer z psem. Poszedł do łazienki, a
potem zawołał małą do kuchni. Myślał o tym jakby to było gdyby
nie poszedł do zakonu. Tylko wtedy mogłoby nie być Molly, bo
zawsze uważali, tylko te kilka ostatnich nocy razem. To wtedy
musiało się stać, że Amy zaszła w ciążę. Nawet sobie nie
wyobrażał, co musiała czuć, była sama, bez niego, po
czteroletnim związku. Ciekawe czy ma pierścionek z Galway,
pomyślał. Nie wiedział, co robić, dopiero od dwóch tygodni
wiedział, że ma córkę. Amy miała do niego żal, sama mu wczoraj
to powiedziała. Co musiała czuć jak trzymała nowonarodzoną
Molly, ich córeczkę, przecież kochała go, a pomimo to pozwoliła
mu odejść. Dla jego dobra, sam tego chciał. Owszem nie potrafił
sobie poradzić wtedy z tym wszystkim, ale teraz pokochał swoją
córkę w jednej chwili, nie umiał i nie chciał już bez niej żyć.
Choćby to miało być na odległość, choćby musiał latać w tę
i z powrotem, zrobi to. Tylko, że mała miała prawo mieć normalny
dom, ale czy dogadają się z Amy? Tego nie wiedział. Tu trzeba
czasu, pomyślał. Na razie Amy jest bardzo wycofana, jeśli chodzi o
niego. Była w związku z tym kolesiem, ale widział, że się go
boi, był tego pewien, ale nie wiedział, co się stało. Zrobił
śniadanie i Molly jadła, a on wyszedł przed dom z kawą i zobaczył
małego chłopczyka, który chciał zapukać do nich. To chyba Iggy,
pomyślał, z obok domu wyszła młoda dziewczyna. Uśmiechnęła się
i powiedziała.
- Dzień dobry. Pan to pewnie Paddy, a jest może Molly, bo nie widzieli się z trzy tygodnie i mój synek się stęsknił.
- Dzień dobry. Jest Molly, właśnie je śniadanie.
- Przepraszam, że tak z rana, ale jak to dziecko. Musi od razu jak się wyśpi iść do swojej kumpeli.
- Nie ma problemu – uśmiechnął się – Chodź Ig, Molly mi dużo o Tobie mówiła. Są naleśniki, lubisz?
- Lubię – odpowiedział Iggy i wszedł do domu, gdzie od razu pobiegł do kuchni, a tam było słychać słowa powitania.
- Ha ha – roześmiał się Paddy – Faktycznie się za sobą stęsknili. Amy poszła z Fioną na spacer.
- Ale już jest – usłyszeli głos Amy – Rianna, no nareszcie jesteś!
- Hej – odpowiedziała i od razu przywitała się z Amy – Amy, co to były za hałasy, aż się wystraszyłam.
- Chodź na kawę. Nie będziemy tu rozmawiać.
- To może zrobię i wam przyniosę – powiedział Paddy.
Dziewczyny
poszły do salonu, gdzie już Paddy w między czasie posprzątał
kanapę po sobie. Siadły na fotelach i rozmawiały.
- Już miałam wyjść, ale usłyszałam, że Paddy otworzył drzwi, więc się wycofałam – powiedział Rianna – Nie spodziewałam się po Colinie takiego zachowania.
- Uwierz mi, że ja również. A zresztą mówiłam Ci przez telefon o tym mailu?
- No jest jakieś chore. Nie! To on jest chory – dodała nieco wkurzona Rianna – Co to miało być. A jakbyś była sama?
- Nie otworzyłam bym mu – powiedziała cicho Amy – Po prostu przegiął i na pewno nie będę z nim rozmawiała więcej. Tak się nie robi mimo wszystko i tyle.
- Pewnie, że nie. To zachowanie poniżej krytyki – przerwała, bo do salonu przyszedł Paddy.
- To kawa dla Was. Pójdę do dzieci.
- Dzięki Paddy - uśmiechnęła się Amy do niego.
- Nie ma problemu – odwzajemnił uśmiech.
Zamknął
drzwi od salonu by mogły swobodnie rozmawiać. Widział, że Rianna
wie o nim i o tym całym Colin’ie.