niedziela, 28 września 2014

Rozdział 51

Szedł przed siebie, gdyby nie to, że pił wino, pojechałby autem. Dobrze, że było trochę chłodno, bo jego ciało może się opanuje, pomyślał. Dalej na niego działała, chociaż ją tylko przytulił. Cholera... pomyślał i właśnie teraz, kiedy próbujemy dojść do ładu. Teraz najważniejsza była córka, a nie jego ‘potrzeby’ albo jakieś mrzonki. Czuł, że ma wielką ochotę na Amy, ale to nie był czas ani miejsce. Pomyślał, że jeszcze dużo rozmów przed nimi, chociaż wiele ich to kosztuje. Mimo upływu lat dalej mu się podobała i działała na niego, ale cholera, przekonywał się, to naprawdę nie czas, na razie nic nie rozumiał. Ale zdał sobie sprawę z tego, że w końcu wie, dlaczego mu żaden nowy związek nie wyszedł, bo gdzieś tam na dnie jego serca zawsze była Amy.
Gdy wyszedł Amy zastanowiła się nad tą ich rozmową. Może to i dobrze, że mu powiedziała, co czuje, bo miała dość ciągłych oskarżeń. Dobrze się poczuła w jego ramionach, ale nie potrafiła go objąć tak jak kiedyś. Mimo, że go znała był obcy i trzeba było czasu, aby się poznali. Może to i dobrze, że zostanie na noc, pomyślała. Przygotowała mu w salonie posłanie, ręcznik w łazience i poszła do swojej sypialni. Nie mogła zasnąć, słyszała jak przyszedł. Szybko się ogarnął i położył, chyba nie chcąc przeszkadzać, może myślał, że śpię, pomyślała. Zasnęła. Obudziło ją walenie do drzwi, popatrzyła przez okno, było ciemno, a zegarek wskazywał 4 rano. Kto do licha, zastanowiła się. Nim wstała usłyszała kroki na przedpokoju i otwieranie drzwi. Cicho wstała i poszła tam.
Co się stało? Obudził go hałas, ktoś walił do drzwi. Szlag go trafił jak zobaczył tego Colin’a i to pijanego, a jego kumple czekali na podwórku. Cholera dobrze, że zostałem, pomyślał.
  • Czego? – zapytał – Nie wiesz, która godzina?
  • Co tu k...wa robisz? – zapytał bełkocząc – Ja do Amy.
  • Amy śpi, jak każdy normalny człowiek o czwartej rano – dodał stanowczo Paddy – Idź człowieku do domu i nie zawracaj głowy.
  • Jest mi coś winna i koniec.
  • Nic nie jest Ci winna. Idź do domu – powiedział bardzo stanowczo.
  • Nie... Nie będziesz mi mówił, co mam robić Panie Idealny, przez którego się nam nie udało.
  • Słuchaj człowieku przychodzisz tu pijany, szukasz zaczepki. Daj sobie spokój i spadaj. Zostaw Amy w spokoju, bo będziesz miał ze mną do czynienia.
  • Taaaa, a ja się Ciebie nie boję. Co Ty możesz mi zrobić?
  • Nie będę z Tobą rozmawiać. Idź sobie po prostu i nie rób problemu – powiedział nadal spokojny Paddy, chociaż w środku był bardzo zdenerwowany. Usłyszał kroki za sobą, ale ręką zgarnął Amy za drzwi, by jej nie było widać. Po co, nie było takiej potrzeby – Możecie go stąd zabrać? – powiedział do jego kumpli.
  • No, w sumie chyba będzie lepiej – odezwał się jeden z nich.
  • Do widzenia – i rzucił na odchodne – I nigdy tu nie wracaj!
Zamknął drzwi i oparł się o nie, zamknął oczy. Amy dotknęła jego dłoni i ocknął się.
  • Idź spać – powiedział cicho – Nie stój tu, bo zmarzniesz.
  • Dziękuję – powiedziała – Dobrze, że zostałeś.
  • Też tak myślę. Idź spać, póki mogę Cię tam wysłać samą – popatrzyła na niego, widziała, że patrzy na nią aż mu oczy pociemniały. No tak pomyślała, mam tylko kusą koszulkę na sobie – Dobranoc – dodał i uśmiechnął się, bo zauważył jej zmieszanie, gdy zauważyła jak na nią patrzy.
Czy ona musi tak na mnie działać, pomyślał. Szlag by to trafił! Nie dość, że musiał ‘wywalać’ za drzwi jej byłego, to jeszcze nie założyła szlafroka. Co to za koleś? Zastanawiał się, zależało mu chyba na Amy skoro tu przyłazi po nocy, ale Amy się go boi, wyczuł to i chciał wiedzieć, co się stało, bo to nie chodziło tylko o to, co powiedział jej. Tego był pewny, coś jej zrobił. Nie mógł zasnąć z wrażenia, jakie zrobiła na nim Amy, nawet po tylu latach.
Po co Colin tu robił? Zastanawiała się Amy, po co przyjechał. Dobrze, że Paddy tu był. Nie chcę z nim więcej rozmawiać, nie po tym, co zrobił. Nie dość, że chciał mnie brutalnie zmusić do seksu, był opryskliwy, wyzwał mnie. Tym mailem to już pojechał równo, nie dość, że wyzwał mnie od dziwek, moje dziecko… cholera, a ja się z nim spotykałam przez półtora roku. Chyba już nie potrafię rozpoznawać ‘dobrych’ ludzi, pomyślała. Nie mogła sobie poradzić z tym wszystkim. Wstała i poszła do kuchni, a tam siedział Paddy przy stole, miał opartą buzię na dłoni i spał. Dotknęła jego ramienia i aż drgnął.
  • Paddy, nie śpij tu. Idź połóż się.
  • Co? – zapytał zaspany.
  • Zasnąłeś tutaj, idź połóż się do łóżka, będzie Ci wygodniej niż przy stole – powiedziała cicho.
Popatrzył na nią, kiwnął głową i wyszedł z kuchni. Nalała sobie wody i poszła do sypialni. Stanęła w drzwiach i musiała powstrzymać się od śmiechu, bo Paddy spał w jej łóżku. No tak, pomyślała, powiedziałam idź do łóżka, a nie na kanapę i poszedł. Była szósta rano, a jej się spać nie chciało. Ubrała się i zabrała Fionę na spacer. Napisała mu kartkę. Molly sama nie została, więc mogła wyjść.
Obudził się około 7; 40, zobaczył Molly, która siedziała obok i patrzyła na niego. Rozejrzał się, był w sypialni Amy, w jej łóżku, co on tu robił? A mała powiedziała.
  • Dzień dobry tatusiu. Mamusia chyba poszła z Fioną, bo ich nie ma – powiedziała i uśmiechnęła się.
  • Dzień dobry skarbie – uśmiechnął się – To chyba pójdziemy zrobić śniadanie, jak sądzisz?
  • Tak, tak – zawołała wesoło – Chodźmy. Tatusiu, a co Ty robisz w łóżeczku mamy?
  • Zostałem z Wami, bo jedziemy do Twoich dziadków dzisiaj.
  • Super.
Molly zaczęła skakać po łóżku, a on znalazł kartkę od Amy, rzeczywiście poszła na spacer z psem. Poszedł do łazienki, a potem zawołał małą do kuchni. Myślał o tym jakby to było gdyby nie poszedł do zakonu. Tylko wtedy mogłoby nie być Molly, bo zawsze uważali, tylko te kilka ostatnich nocy razem. To wtedy musiało się stać, że Amy zaszła w ciążę. Nawet sobie nie wyobrażał, co musiała czuć, była sama, bez niego, po czteroletnim związku. Ciekawe czy ma pierścionek z Galway, pomyślał. Nie wiedział, co robić, dopiero od dwóch tygodni wiedział, że ma córkę. Amy miała do niego żal, sama mu wczoraj to powiedziała. Co musiała czuć jak trzymała nowonarodzoną Molly, ich córeczkę, przecież kochała go, a pomimo to pozwoliła mu odejść. Dla jego dobra, sam tego chciał. Owszem nie potrafił sobie poradzić wtedy z tym wszystkim, ale teraz pokochał swoją córkę w jednej chwili, nie umiał i nie chciał już bez niej żyć. Choćby to miało być na odległość, choćby musiał latać w tę i z powrotem, zrobi to. Tylko, że mała miała prawo mieć normalny dom, ale czy dogadają się z Amy? Tego nie wiedział. Tu trzeba czasu, pomyślał. Na razie Amy jest bardzo wycofana, jeśli chodzi o niego. Była w związku z tym kolesiem, ale widział, że się go boi, był tego pewien, ale nie wiedział, co się stało. Zrobił śniadanie i Molly jadła, a on wyszedł przed dom z kawą i zobaczył małego chłopczyka, który chciał zapukać do nich. To chyba Iggy, pomyślał, z obok domu wyszła młoda dziewczyna. Uśmiechnęła się i powiedziała.
  • Dzień dobry. Pan to pewnie Paddy, a jest może Molly, bo nie widzieli się z trzy tygodnie i mój synek się stęsknił.
  • Dzień dobry. Jest Molly, właśnie je śniadanie.
  • Przepraszam, że tak z rana, ale jak to dziecko. Musi od razu jak się wyśpi iść do swojej kumpeli.
  • Nie ma problemu – uśmiechnął się – Chodź Ig, Molly mi dużo o Tobie mówiła. Są naleśniki, lubisz?
  • Lubię – odpowiedział Iggy i wszedł do domu, gdzie od razu pobiegł do kuchni, a tam było słychać słowa powitania.
  • Ha ha – roześmiał się Paddy – Faktycznie się za sobą stęsknili. Amy poszła z Fioną na spacer.
  • Ale już jest – usłyszeli głos Amy – Rianna, no nareszcie jesteś!
  • Hej – odpowiedziała i od razu przywitała się z Amy – Amy, co to były za hałasy, aż się wystraszyłam.
  • Chodź na kawę. Nie będziemy tu rozmawiać.
  • To może zrobię i wam przyniosę – powiedział Paddy.
Dziewczyny poszły do salonu, gdzie już Paddy w między czasie posprzątał kanapę po sobie. Siadły na fotelach i rozmawiały.
  • Już miałam wyjść, ale usłyszałam, że Paddy otworzył drzwi, więc się wycofałam – powiedział Rianna – Nie spodziewałam się po Colinie takiego zachowania.
  • Uwierz mi, że ja również. A zresztą mówiłam Ci przez telefon o tym mailu?
  • No jest jakieś chore. Nie! To on jest chory – dodała nieco wkurzona Rianna – Co to miało być. A jakbyś była sama?
  • Nie otworzyłam bym mu – powiedziała cicho Amy – Po prostu przegiął i na pewno nie będę z nim rozmawiała więcej. Tak się nie robi mimo wszystko i tyle.
  • Pewnie, że nie. To zachowanie poniżej krytyki – przerwała, bo do salonu przyszedł Paddy.
  • To kawa dla Was. Pójdę do dzieci.
  • Dzięki Paddy - uśmiechnęła się Amy do niego.
  • Nie ma problemu – odwzajemnił uśmiech.

Zamknął drzwi od salonu by mogły swobodnie rozmawiać. Widział, że Rianna wie o nim i o tym całym Colin’ie.

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 50

Czytał małej na dobranoc, bo ostatnio było to zwyczajem, ich zwyczajem. Amy zadzwoniła do Kiry. Chwilę z nią rozmawiała i umówiła się, że przyjadą. Potem rozmawiała z Maite i wtedy akurat przyszedł Paddy, podał jej kieliszek z winem. Skończyła rozmawiać i napiła się łyczek wina.
  • Mogę mu odpisać? – zapytał nieco wzburzony Paddy – On sobie już i tak nagrabił dziś u mnie. Próbował sprowokować mnie w sklepie, ale była Molly ze mną, więc się opanowałem. Ale ten mail do Ciebie nie może przejść bez echa.
  • Paddy, daj spokój. Nie będę z nim dyskutować. Po co? Nie jest tego wart, aby się wkurzać.
  • Być może, ale za dużo sobie pozwolił. Co to cholera za teksty. Jak on śmie tak się do Ciebie zwracać? Jeszcze żebym tego nie widział Amy, ale widziałem. A to, co napisał dotyczy całej naszej trójki, więc muszę zareagować.
  • Proszę Cię. Nie chcę żadnych konfrontacji, nie chcę go ani widzieć ani z nim pisać. Nie ma takiej potrzeby.
  • Sam to załatwię. Ty nawet nie próbuj z nim rozmawiać, nie po tym, co napisał.
  • Paddy? – powiedziała zdziwiona Amy – Hej, co to ma być?!
  • To, co napisał było obraźliwe i nie mogę tego tak zostawić. Nie będzie Cię tak wyzywał do cholery! Nie pozwolę na to, byłaś kiedyś ze mną, jesteś matką mojego dziecka. Nie będę przyglądał się jak ktoś Cię obraża.
  • Proszę Cię Paddy – powiedziała smutno.
  • Amy, czego Ty się boisz? – zapytał, niby nie widzieli się tyle lat, a on od razu wyczuł – Powiedz mi – poprosił.
  • Paddy, nie rób nic, to nie ma sensu. Nie chcę akurat z Tobą tego omawiać, co się stało. On.. On zachował się trochę brutalnie, ale całe szczęście nic się nie stało.
  • Ale mogło, tak? – zapytał wkurzony Paddy – Cholera jasna! Słyszałem, co dziś o Tobie mówił, ale wtedy nie wiedziałem, że to on. Potem zaczepiał przy mnie nasze dziecko, a na koniec próbował mnie sprowokować. Miał szczęście, że Molly była ze mną, bo, mimo, że jestem spokojnym człowiekiem, to miałem ochotę mu przywalić.
  • Szkoda nerwów na niego – powiedziała cicho – Paddy, co to za historia z tymi kondomami? A co z tym zgubieniem się Molly?
  • Zmieniasz temat, ale ok na razie koniec. No to właśnie również przez niego. Miałem ją na oku i w pewnym momencie zmieniłem alejkę, a ona się biedna wystraszyła i wrzasnęła na cały regulator „tatusiu” i chyba w pięć sekund byłem przy niej.
  • Nie przejmuj się tym, to się czasem zdarza. Mi również kilka razy się ‘gubiła’, nie lubi tego, by jej zniknąć z oczu.
  • Trochę się wystraszyłem. Ale, to miłe, bo powiedziała do mnie tatusiu. Uczucie niesamowite.
  • Domyślam się, jakie to dla Ciebie było miłe, jak to usłyszałeś. Cudowne uczucie. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
  • No…, bo – Paddy nie mógł się powstrzymać od uśmiechu – Jak zaczepił małą, zabroniłem mu tego, a potem chciałem mu zrobić na złość. Przepraszam, nie pomyślałem jak to będzie wyglądać i że Cię obrazi. To było głupie, ale chciałem mu pokazać gdzie jest jego miejsce i chwyciłem te kondomy.
  • Paddy! Nigdy się tak nie zachowywałeś – zdziwiona była, ale rozumiała go, bo miała braci i oni nie raz jej tłumaczyli, że faceci mają wielkie ego i gdy poczują zagrożenie od razu muszą je sobie podnieść – Paddy, tylko, że to wyglądało jakbyśmy sypiali ze sobą.
  • Ale my nigdy ze sobą nie sypialiśmy – uśmiechnął się – My się kochaliśmy.
  • Ale Nas nie ma i to, co było, to już czas przeszły.
  • Nic straconego Amy. Zawsze jest szansa – popatrzył na nią, doskonale zdając sobie sprawę, że łatwo nie będzie – Pamiętaj o tym. Mimo, że się tyle lat nie widzieliśmy, ja nadal Cię znam.
  • Paddy! Przestań – powiedziała – Obydwoje się zmieniliśmy.
  • Tak, to prawda. Tylko, że wszystko do mnie wraca. Jakbym Cię nie widział, nie osiem lat, a osiem dni, miesięcy. Rozumiesz to, prawda?
  • Paddy, proszę nie wracajmy do tego – powiedziała cicho – Teraz tak mówisz, ale nie chciałeś ze mną rozmawiać. Ignorowałeś mnie przez te dwa tygodnie.
  • Wiem Amy. Musiałem sobie wszystko poukładać. Byłem na Ciebie zły, bałem się, że coś Ci powiem. Teraz już o wiele więcej rozumiem, o wiele więcej wiem. Wykonałaś wielką pracę przez te lata, nie tylko dla naszej córki, ale także dla mnie. Mimo, że Cię zostawiłem. Ty zawsze pamiętałaś o mnie.
  • Jesteś jej tatą i nie potrafiłam zrobić niczego przeciwko Tobie. Paddy… nie rozstaliśmy się w złości, więc dlaczego miałam Cię tego wszystkiego pozbawić? Kochałam Cię… mimo wszystko, więc podjęłam takie decyzje, chociaż wiedziałam, że kiedyś będziesz na mnie zły.
  • Wiem Amy, teraz to wiem. Dlatego potrzebowałem czasu, by to wszystko sobie poukładać. Powinienem wcześniej z Tobą porozmawiać.
  • Byłeś u Anette?
  • Tak, jest bardzo miła. Jesteśmy umówieni na wtorek o 14, mam nadzieję, że możesz iść. Dużo mi wyjaśniła, chyba trochę Cię to kosztowało nerwów, że podpisałaś takie dokumenty. Amy, nawet nie wiesz, co poczułem, jak pokazała mi dokumenty dotyczące opieki nad Molly w razie... Aż nie przechodzi mi to przez gardło. To musiało być straszne, coś takiego podpisać.
  • Było, ale musiałam. Nie miałam wyjścia. Przykro mi, że nie powiedziałam Ci wcześniej o Molly, że spotkaliście się dopiero jak ona ma siedem lat i tak naprawdę te urodziny będą pierwszymi. Nie miałam wyjścia Paddy, nie miałam... – Aż jej się głos załamał.
  • Ciii. Spokojnie. Staram się, naprawdę się staram wszystko zrozumieć, poukładać sobie, przypomnieć sobie i wcale nie muszę się jakoś strasznie wysilać, bo doskonale pamiętam ostatnie nasze wspólne dni i słowa, które powiedzieliśmy.
  • Paddy, mi wtedy tysiące myśli przechodziło przez głowę. To była naprawdę trudna decyzja, nie mówić Ci. Może byś wyszedł. Tylko czy bylibyśmy szczęśliwi?
  • A czy w tej sytuacji jesteśmy? – zapytał – Amy, ja rozumiem. Naprawdę staram się zrozumieć, co wtedy czułaś. Nawet Angelo mi to zobrazował i pewnie miał rację. Ale mogłaś mi powiedzieć, chociaż dwa lata temu.
  • Wiem. Naprawdę mi przykro, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Chciałam, by wszystko było dobrze, starałam się, a dla małej zrobiłam bym wszystko.
  • Wiem, widzę to, również to, że wszystko, co dotyczyło małej, miało również związek ze mną. Dziękuję za to, że nazwałaś ją Molly, bo mi się podobało to imię, niby nic, a dla mnie wiele znaczy. Nawet pies dostał imię, bo żartowałem, że ruda, więc ze Shreka, prawda?
  • Tak, to prawda. Mogę o coś zapytać?
  • Pytaj. Jest mnóstwo rzeczy, o które ja również chcę zapytać, ale wszystko po kolei. Ty również możesz pytać. Amy to, że nie widzieliśmy się prawie osiem lat, nie znaczy, że musisz mnie pytać czy możesz pytać.
  • To Ci się zdanie udało – zaśmiała się – Chciałam się zapytać czy byłeś szczęśliwy czy jesteś szczęśliwy?
  • Odnalazłem siebie, zmieniłem się. Tak chyba tak, byłem szczęśliwy. Teraz mi żal tych lat straconych dla mnie i Molly, ale to można naprawić. Ale chcę znowu czuć się szczęśliwy. I wiesz, co, nigdy nie mogłem o Tobie zapomnieć i w tym zakresie ‘szczęścia’ nie odnalazłem. Różnie między nami było, ale tych cudownych chwil było tak dużo, że mimo wszystko nie potrafiłem o Tobie zapomnieć.
  • Nie pytałam o Twoje życie osobiste.
  • Ale jakby nie patrzeć my to my, ale mamy wspólną córkę i powinnaś wiedzieć czy kogoś mam czy nie.
  • Paddy, to Twoja prywatna sprawa. Nie muszę wiedzieć. Jeśli chodzi o małą dogadamy się, by przebywała i z Tobą i ze mną. Pozwolę na wakacje, jakieś święta i jeśli kiedykolwiek przyjedziesz, to będziesz mógł spędzać z nią czas.
  • Co? – zapytał zdziwiony Paddy – A może ja tak nie chcę? Może do cholery nie chcę być niedzielnym ojcem! Nie decyduj w ten sposób.
  • Chcę jak najlepiej, ale za daleko mieszkamy, więc pomyślałam, że tak będzie dobrze. Na razie tak to widzę.
  • Nie wiem, czego chce na razie. Teraz chcę się skupić na tym, aby ją poznać. Nie chcę teraz o niczym decydować. Rozumiesz to? – dodał głośniej.
  • Nie krzycz. Rozumiem, ale co mam się wcale nie odzywać, tak? – popatrzyła na niego wyzywająco – Bo co? Popełniłam błąd, ok i nawet rozumiem, co czujesz, ale chcę jak najlepiej dla mojej córki. W tym momencie ona jest najważniejsza, nie chcę teraz myśleć o sobie czy o Tobie, tylko o niej i tym, co będzie dobre.
  • Jak mamy upraszczać tak sprawę, to jedno mi tylko do głowy przychodzi by mała była szczęśliwa - popatrzył na nią z wyzwaniem w oczach - Wiesz, co mam na myśli? I naprawdę nie wiem, czego Ty chcesz? Nic już nie rozumiem.
  • Nie wiem, co masz na myśli.
  • Bo tak łatwiej? – zapytał – Doskonale wiesz, bo i o tym punkcie mówiła Ci Anette. Dobrze, przyznaje, że sytuacja jest skomplikowana, bo minęło osiem lat, ale nie wierze, że przestałaś o mnie myśleć. Zresztą akurat tego jestem pewien.
  • Ale to nie ma nic do rzeczy Paddy – powiedziała cicho – A zresztą… nieważne. Pójdziemy do Anette i chciałabym, abyśmy się do tego czasu jakoś dogadali w tej kwestii. Nie mam siły teraz z Tobą walczyć i słuchać jak to źle postąpiłam. Mam wyrzuty patrząc jak się ze sobą z Molly czujecie. Naprawdę jestem już tym wszystkim zmęczona, tym, że muszę się tłumaczyć, tym, że ciągle ma ktoś do mnie pretensje.
  • Ale to nie tak. Może i mam, ale staram się. Ile mam to powtarzać? – zapytał już spokojnie – Może i faktycznie zbyt często to mówię, a sam wcześniej nie byłem aniołem. Zaraz mi powiesz, że znowu do tego wracam, co było dawno. Ale chcę zrozumieć wszystko, co Was dotyczy. To nie jest tak, że rozgraniczam Ciebie i Molly. Obie jesteście ważne, bo jakby nie patrzeć od siedmiu lat wychowujesz nasze dziecko. Teraz oczywiście jest Ci pewnie ciężko i wcale się nie dziwię. Ja się szykowałem do tego, że Cię zobaczę a Ty nie wiedziałaś o tym.
  • To akurat nie ma znaczenia – odpowiedziała cicho – Ty masz do mnie pretensje teraz, a ja miałam do Ciebie jak urodziłam Molly. Nie było mi łatwo, ale musiałam dać radę, musiałam stanąć na nogi, otrząsnąć się i przestać płakać.
  • Bardzo mi przykro. Nie chciałem, abyś płakała.
  • Ale płakałam, nie dałam rady inaczej, bo Ty tylko myślałeś o tym, co Ty czujesz. Do samego końca z Tobą byłam i odchorowałam to, Paddy. Taka jest prawda i nigdy nie potrafiłam ułożyć sobie życia z kimś innym, bo zawsze stałeś pomiędzy. Myślisz, że było mi łatwo?
  • No wiem, że nie. Uwierz mi, że ja też miałem dziewczyny i co z tego, jak zawsze porównywałem je do Ciebie. Teraz to wiem, podświadomie to robiłem i żadna nie wygrała z Tobą. Nikt mi się nie podobał na tyle, by mógł zapomnieć o Tobie. Żadna tego nie sprawiła.
  • Paddy, ale nie musisz mi mówić o swojej dziewczynie.
  • Dziewczynach Amy. Czterech – powiedział cicho i dobitnie – Żadna z nich nie miała nawet szansy. Więc nie mów mi, że to ja stałem Ci na drodze – nic nie powiedziała, bo nie wiedziała, co powiedzieć - Chcę, abyś czuła się bezpiecznie, nawet w takiej sytuacji, w jakiej się teraz znaleźliśmy.
  • I w tym sęk Paddy, bo ja straciłam moje poczucie bezpieczeństwa już dawno temu – teraz już nawet nie powstrzymywała się od płaczu, a Paddy był wstrząśnięty, bo wiedział, że on jej to zabrał.
  • Amy – podszedł do niej – Amy… nie płacz.
Czuł, że tak dawno schowała te wszystkie smutne wspomnienia w sobie, że teraz poszła tama. Siedziała na fotelu i nie wiedział jak ma ją pocieszyć, więc kucnął obok i głaskał ją po ręce. Podał jej chusteczkę. Stwierdził, że będzie lepiej jak wypłacze się, a do rozmowy jeszcze wrócą. Nie potrafił się zdecydować iść do hotelu czy może zostać tutaj, bo i tak jadą do Dublina.
  • Amy – powiedział cicho – Mogę zostać? Będę spać w salonie, ale nie chcę, abyś była sama dzisiaj.
  • A Twoje rzeczy? – spytała, ale popatrzyła na niego, już było jej lepiej, mimo, że padło tyle słów, ale były potrzebne. Musiał wiedzieć, co ona o tym wszystkim sądzi.
  • Pójdę do hotelu, zabiorę je, wymelduje się i wrócę. Jak sądzisz?
  • Ale Paddy…
  • Będę spał w salonie – spojrzał na nią ciepło – Czuje, że tak będzie lepiej. Pozwól mi tu dziś być. Kanapa w salonie wygląda na wygodną.
  • Niech będzie. Przygotuje Ci posłanie, ręczniki w łazience i pójdę się wykapać. Klucze masz.
  • Mam. Wrócę za pół godziny.
Wstał i poszedł do przedpokoju ubrać się, a Amy za chwilę już spokojna przyszła zamknąć drzwi. Spontanicznie objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Przytulił ją mocno, chociaż z jej strony czuł opór, ale stwierdził, że się jej nie dziwi. Chwilę tak stali i puścił ją, uśmiechnął się, a potem pogłaskał po policzku. Wyszedł na dwór i poszedł przed siebie.

środa, 17 września 2014

Rozdział 49



Pojechali do sklepu. Poprosił małą, aby się go pilnowała i brał coś z półek, wkładał do koszyka. Molly chciała jakieś słodycze, więc brała je, ale on był niedaleko. Widział ją i miał na oku. Brał akurat alkohol dla Mike’a, kiedy koło niego stanęło dwóch mężczyzn i rozmawiali. Nie zwracał na nich uwagi, ale jeden z nich bardzo niepochlebnie wyrażał się o jakiejś kobiecie. Paddy był zdegustowany, jak można tak o kobiecie się wyrażać. Cokolwiek by ta kobieta nie zrobiła, no nie wypada, pomyślał. Usłyszał, że mówią też o dziecku i o tym, że ‘głupia czeka na niego, a pan idealny nie wraca’. Zamyślił się i miał podejrzenia, kto to jest. Tak był zły, że wziął alkohol i pojechał do kolejnej alejki, byleby ich nie słuchać. Z tego wszystkiego stracił dziecko z oczu i usłyszał zrozpaczony krzyk ‘tatusiu’, zostawił koszyk i pobiegł do niej. Wziął ją na ręce i uspokoił. Było to dziwne uczucie dla niego, bo jednocześnie zgubił dziecko, a druga rzecz, to to, że Molly po raz pierwszy nazwała go tatusiem. W ogóle nie mówiła do niego tak, to był pierwszy raz. Przytulał ją do siebie, a ona trzymała go za szyję, więc dał sobie spokój i niósł. Już się nie bała, ale chyba ją to też zaskoczyło i czuła się teraz dobrze i bezpiecznie na jego rękach. Stwierdził, że nieważne, że ona ma siedem lat i jest za duża na noszenie. Czuł się tak, jakby mógł góry przenosić. Jedno słowo, a uskrzydliło go tak, jak… i szybko pomyślał o Amy. Chciał jej o tym powiedzieć, pochwalić się tym, co właśnie usłyszał od córki. Tak, tylko Amy potrafiła sprawić, że był szczęśliwy. Nie wiedział, kiedy to się stało na nowo. Chciał ją przeprosić, bo coraz bardziej rozumiał, co im zrobił. Stracili tyle czasu, a teraz trzeba na nowo wszystko poskładać. Nie wiedział czy Amy kiedykolwiek mu zaufa, ale chciał tego. Szybko znalazł, co trzeba i poszli do kasy. W końcu musiał postawić Molly na ziemi, ale widział, że wolałaby zostać na jego rękach. Zagadał ją, coś pokazywał. Stała obok, po chwili powiedziała ‘dzień dobry’ i poczuł, że złapała go za nogawkę spodni. Obrócił się lekko, a to byli faceci od rozmowy, którą słyszał. Ten jeden facet coś zapytał małą, a ona przytuliła się do Paddy’ego nogi. Odpowiedziała mu, ale chyba wolała być przy tacie. Obrócił się i odezwał.
·    Dlaczego Pan zaczepia moje dziecko? – popatrzył mu prosto w oczy – Nie życzę sobie.
·        Eee. Pana? – odparł zdziwiony – To dziecko mojej znajomej i chyba po raz pierwszy widzę, żeby puściła małą z kimś innym niż jej bracia. Chodzi oczywiście o mężczyzn – Paddy widział, że puszcza do kolegi oczko, jakby chciał go sprowokować.
·     Amy po prostu wie, z kim i komu można zaufać – odpowiedział spokojnie – Powtarzam jeszcze raz, nie życzę sobie, aby Pan zaczepiał moją córkę. Molly znasz tego Pana? – zapytał małej.
·  Tak, ten Pan ma na imię Colin i uczył mnie gry na pianinie i keyboardzie – odpowiedziała mu mała, cały czas trzymając się jego spodni. Pogłaskał ją po głowie, by czuła się bezpiecznie i zostawił tam swoją dłoń.
·    Aha. Pan od muzyki – popatrzył na niego z uniesionymi brwiami, a potem niezbyt zachęcająco uśmiechnął się do niego – Amy mi o Panu mówiła. Tak! Pan Idealny wrócił!
Odwrócił się od niego i zajął się wykładaniem produktów na taśmę, bo właśnie była ich kolej. Molly mu pomagała i pytała, co będą gotować na obiadek, bo mama na pewno będzie głodna po zebraniu. Paddy odpowiadał jej cierpliwie na wszelkie możliwe pytania. Powiedział, że na pewno mamie się spodoba obiad, bo będą robili spaghetti, a mama je lubi. Padło pytanie ‘a po co Ci wino?’ zaśmiał się i powiedział, że czasem dorośli piją wino. A jest piątek i jutro dopiero koło południa jadą do Dublina. Popatrzył na tego faceta, on był z Amy, pomyślał. Szatański pomysł wpadł mu do głowy, szybko zlokalizował paczkę kondomów i położył je na taśmie. Zagadał małą, aby nie zapytała ‘co to jest?’. Nie podobał mu się ten facet, chciał mu zrobić na złość i sprawiło mu to satysfakcję. Pomyślał, że musi schować kondomy, bo Amy go chyba pogoni, aż się zaśmiał. Popatrzył na swoją córeczkę, uwielbiał ją. Każda minuta z Molly dostarczała mu świetnej zabawy, coraz bardziej kochał swoją córkę i stwierdził, że Amy wykonała kawał dobrej roboty. Znał tą małą dopiero dwanaście dni, ale uwielbiał ją. Po tej wymianie zdań z tym Colinem, bo rozmową by tego nie nazwał stwierdził, że chętnie napije się kieliszek wina z Amy. Jutro jadą do Mike’a, zastanawiał się jak go tam przyjmą i czy już wiedzą. Podejrzewał, że Olivia i mama Amy wiedzą. Zapłacił za zakupy i poszli do wyjścia. Pakował zakupy do bagażnika i okazało się, że Ci kolesie, jak nazwał ich w myślach, parkują prawie koło niego. Usłyszał komentarz, że ‘nawet mu samochód pożyczyła’. Niby nic się ogólnie nie stało, ale Paddy miał serdecznie dość tego wysłuchiwać. Pomógł małej i odjechał z parkingu. Całe szczęście, że Molly była małą gadułą i wypełniała ciszę. W domu szybko wstawił wodę na makaron, potem szykował resztę składników na obiad. Mała cały czas o coś pytała, opowiadała i chyba wreszcie trochę się przemogła, czasem nawet podchodziła do niego i się przytulała. Jak Amy weszła do domu, czuła miły zapach i pomyślała, że Paddy gotuje spaghetti. Jego sławetne zresztą, które uwielbiała i tylko on potrafił tak dobrze je przyrządzić. Słyszała jak Molly opowiada mu o swoim koledze Iggy’m. Paddy jej cierpliwie odpowiadał. Chyba jej nie słyszeli, wiec umyła ręce i poszła do kuchni.
·      O mama! – krzyknęła mała gaduła i przybiegła do niej - Mamo, mamo, a ja się dziś zgubiłam na chwilę w sklepie, ale zaraz znalazłam – zameldowała, Amy widziała, że Paddy zrobił taką przepraszającą minę.
·     Najważniejsze, że się znalazłaś, kochanie – odpowiedziała – Co tu tak ładnie pachnie? – zapytała i podeszła bliżej.
·        Spaghetti – odpowiedziało dziecko – Tata robił.
Paddy’emu aż łyżka upadła, Amy się uśmiechnęła.
·      Och, spaghetti. Uwielbiam!
·      Tata też tak powiedział – odpowiedziała Molly i wyglądało to tak jakby delektowała się tym słowem, a Paddy promieniał z radości.
·      To, co możemy siadać? – zapytała.
·      Tak, oczywiście, że możemy. Napijesz się ze mną wina? – zapytał.
·      Oooo, chętnie. Dziękuję.
Była zszokowana, że Molly jednak wypowiedziała ‘tata’, widziała jak Paddy zareagował. Był szczęśliwy, ona przypomniała sobie to uczucie jak zupełnie mała Molly powiedziała po raz pierwszy ‘mama’, więc wiedziała, co on czuje. Zrobił Molly zdjęcie jak miała całą buzię w sosie. Coś tam napisał i podał Amy telefon, więc przeczytała.
„Tata właśnie zrobił pyszne spaghetti, które bardzo mi smakuje, co zresztą widać J Pozdrawiamy. Paddy, Amy i Molly.” uśmiechnęła się do niego, on zapytał ‘i co wysłać’ i gdy kiwnęła głową wcisnął klawisz. Wiedziała, że rozdzwonią się telefony do Paddy’ego z pytaniami czy sobie żartuje. Pierwszy był Angelo z Kirą, oni wiedzieli o małej, więc tylko chwilę rozmawiali i zapowiedzieli się na przyszły weekend. Zaraz zadzwonił Joey, myśląc, że Paddy żartuje, ale jak usłyszał, że to prawda, to zaniemówił i stwierdził, że on musi sobie to wszystko poukładać. Jim, Patricia również nie mogli uwierzyć, a Maite wrzeszczała do słuchawki, aż Amy z Molly zaczęły się śmiać. Amy przypomniała sobie, że Maite tak zareagowała jak Paddy ściął włosy. Teraz może nie krzyczała, że wygląda świetnie, ale chyba nawet skakała. Paddy się roześmiał, wyciszył telefon i stwierdził, że chyba czas iść na spacer po takim posiłku. Zabrał Molly, Fionę i szykowali się do wyjścia. Zawrócił już zza drzwi i zapytał Amy czy porozmawiają wieczorem. Kiwnęła potakująco głową. Paddy śmiał się całą drogę do parku, Molly też, bo tata się śmiał. Odebrał jeszcze kilka telefonów po drodze, bo niektórzy jak zrozumieli, co się stało, to dzwonili by się upewnić. Ponoć między sobą też. Mała biegała z psem, ale nie oddalały się. Maite przywitała się z Molly. Potem do Paddy’ego powiedziała, że mała jest słodka i aż krzyknęła ‘mam bratanicę?!”. Nic mu nie mówili na temat, że Amy nic nie powiedziała o dziecku ani na Paddy’ego, że odszedł. Stwierdzili, że sam musi zdecydować, co dalej. Prosili tylko, że chcieliby poznać małą, ale musiał o tym porozmawiać z Amy. Na razie sam nie mógł decydować. Był pewny, że Amy się zgodzi, ale na razie nawet oni nie rozmawiali tak naprawdę o Molly czy przyszłości. Raz poruszyli tylko przeszłość, ale tylko tyle.
Amy posprzątała po obiedzie i stwierdziła, że Paddy nadal robi najlepsze spaghetti na świecie. Myślała o tym wszystkim, co się działo ostatnio. Widziała ile dla Paddy’ego znaczyły chwile z Molly. On już kochał ich córkę, ani razu nie zachował się egoistycznie. Widziała, że mu zależy. To z nią nie za bardzo chciał rozmawiać, co dalej, ale mała była dla niego naprawdę ważna i zależało mu na niej. Bardzo chciała z nim porozmawiać. Musiała sprawdzić coś w komputerze i zobaczyła, że ma wiadomości, chyba z dziesięć. Od Kiry, Patricii, Maite – chciały porozmawiać z nią i zostawiały swoje numery telefonu, bo w międzyczasie się im zmieniły. Ale od nich wiadomości były miłe, od Maite chyba z sześć, bo co chwilę sobie coś przypominała. Napisała więc, że wieczorem zadzwoni i wysłała zdjęcia Molly, bo prosiły. Najgorsza była ostatnia wiadomość od Colin’a, aż jej się smutno i przykro zrobiło, bo kiedyś miała o nim dobre zdanie, teraz je zmieniła. Znowu ją obraził i ponoć dziś widział i rozmawiał, jak to ujął ‘pana idealnego’, który kupował kondomy. Oczywiście akurat wtedy przyszedł Paddy z Molly. Paddy podszedł i nim się spostrzegła przeczytał to, bo widział jej minę. Wiedział doskonale, o kogo chodzi, zrobił groźną minę i powiedział jej, że pogadają później jak mała pójdzie spać. Więc opowiedziała mu o szturmie na jej skrzynkę mailową jego sióstr i że obiecała zadzwonić.

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 48



Był umówiony na 12 z Panią Mecenas, był ciekawy, co mu powie. Gabinet był bardzo ładny, dobrze urządzony, ale jednocześnie ciepły. Był zdenerwowany i nie wiedział, czego się może spodziewać. Tak bardzo chciał mieć to za sobą, ale wiedział, że może to być skomplikowana sprawa. Przedstawił się i siadł na wskazanym fotelu. Popatrzył na Panią Mecenas i wydawało mu się, że ją gdzieś widział. Nawet ją o to zapytał i powiedziała mu, że spotkali się kilka lat temu w samolocie i ona z Amy rozmawiała. No tak, przypomniał sobie. Anette, bo tak kazała się zwracać, podeszła do szafki i wyciągnęła teczkę. Położyła na stole a tam był napis ‘Amy O’Reilly – Patrick Kelly’. Pomyślał ‘o kurde mamy wspólną teczkę u adwokata’. Aż mu się śmiać zachciało, taki pusty śmiech, Anette to zauważyła, ale nie skomentowała. Otworzyła tę tekę.
·        Papiery potem, teraz może wytłumaczę jak to wygląda w prawie.
·        Poproszę, bo wiem tylko, że nie mam praw – powiedział trochę wzburzony Paddy.
·    Panie Kelly, niech Pan tak nie mówi, zaraz coś Panu pokaże – coś tam szukała i podała mu jakieś papiery
·        Proszę mówić mi Paddy – szybko odpowiedział – Co to jest?
·        To są dokumenty dotyczące małoletniej, jeszcze nienarodzonej, a drugi dokument już urodzonej dotyczący opieki w razie śmierci matki. Patrzył na to, na daty i nie mógł uwierzyć.
Pierwszy był ze stycznia 2005 roku, a drugi kwiecień 2005 dotyczyły kwestii opieki w razie śmierci Amy O’Reilly, aż mu się słabo zrobiło. Popatrzył na Anette z pytaniem w oczach, ‘o co chodzi?’
·    Mówisz, że nie masz praw, a jednak. Amy u mnie była jeszcze w ciąży, tak jak Ty znała prawo i bała się. Poprosiła, aby zrobić wszystko, byś te prawa miał.
·        Ale dlaczego taki dokument? – zapytał szybko.
·        To bardzo ważny dokument. Jest to wola matki, aby ojciec miał prawa. Chciała, abyś, jeśli coś jej się stanie, miał prawo wychowywać Wasze dziecko. Faktycznie w prawie irlandzkim jest tak, że jeśli rodzice nigdy nie byli małżeństwem wszelkie prawa do dziecka ma matka.
·        No właśnie do tego zmierzam, że nie mam praw.
·    Spokojnie, masz, bo matka dziecka od początku wyrażała taką chęć. Od początku była to jej wola, by nie było problemu z przywróceniem praw rodzicielskich. Wiesz, co możesz zrobić, masz cztery możliwości?
·        Nie, nie wiem. Amy powiedziała, że wyjaśnisz mi wszystko.
·   Do tego zmierzam. Wiem, że teraz Ci ciężko i czujesz się oszukany, ale po to ja jestem, aby pomóc w tej sytuacji. Przygotuję odpowiednie papiery, które złożymy do sądu o przywrócenie praw rodzicielskich do małoletniej Molly Patricii O’Reilly- Kelly.
·     Oooo – aż się zdziwił, bo Molly miała dwa nazwiska, był zły na Amy, ale widział, że przygotowała mu powrót do praw idealnie – Teraz?
·      Nie, teraz nie, bo muszę wszystko dokładnie sprawdzić, dobrze dobrać argumenty. Co powiesz na przyszły wtorek o godzinie 14?
·        Pasuje mi. Ale nie powiedziałaś mi o tych czterech możliwościach.
·    Zagadałeś mnie. Już Ci wyjaśniam. Możesz się zarejestrować jako ojciec dziecka, złożyć podanie do sądu o przywrócenie praw i właśnie to na początek zrobimy. Można też zawrzeć porozumienie z matką dziecka, to jest dobry sposób i te dokumenty też przygotowuje, ale uważam, że na początek najlepsze będzie sądowne przyznanie tych praw.
·   No tak i jak sąd mi przyzna, to będę miał takie same prawa jak Amy? – zapytał ostrożnie.
·        Tak, do niej również zadzwonię i umówię się na wtorek.
·  Mogę jej przekazać. Aha, jak dobrze kojarzę powiedziałaś mi tylko o trzech możliwościach.
·        Tak ta ostatnia, a za razem jedna z ważniejszych dla prawa to małżeństwo. Także we wtorek o godzinie 14 zapraszam Państwa do siebie na podpisanie dokumentów. Czy jest coś, co mogę Ci jeszcze wytłumaczyć?
·        Tak. Chciałbym wiedzieć, dlaczego tak jest w prawie.
·        Hm, Paddy, to jest trudne pytanie. Może wyjaśnię to na Waszym przykładzie.
·        Dobrze.
·   Tutaj Amy nie miała możliwości kontaktu, ale jest matką, która chciała zadbać o interesy swojego dziecka i jej ojca. Od początku mówiła, że nie chce Cię ich pozbawiać, ale prawnie nie było wyboru. Dlatego też powstały wszelkie dokumenty, które Twoje ojcostwo potwierdzało. Zazwyczaj matki w różnych sytuacjach nie chcą mieć nic wspólnego z ojcem dziecka i te prawo daje im taką możliwość, decydowania o dziecku, ale Amy chciała, abyś te prawa miał.
·    No fakt, trudno byłoby jej decydować jakbym miał coś do powiedzenia, a mnie nie było. Teraz jest inaczej, bo możemy się porozumieć.
·        No tak, to prawda. Jak będziesz miał jakieś pytania, to możesz dzwonić.
·        Dobrze. Dziękuję i do zobaczenia we wtorek.
·        Do zobaczenia.
Wyszedł stamtąd i szedł spacerkiem. Doceniał to, że Amy w tym względzie zrobiła wszystko, co mogła, ale nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego mu nie powiedziała, te kilka lat temu. Nie wiedział, co będzie dalej, ale Molly teraz była najważniejsza, nie oni. Stwierdził, że może odbierze małą ze szkoły i pójdą na zakupy. Zadzwonił do Amy i umówił się, że podejdzie do szkoły po Molly. Amy miała jeszcze jakieś zebranie. Zadzwonił do Angelo i przekazał wiadomości. Angelo nie był zdziwiony postawą Amy i powiedział mu, że postąpiła dobrze w tej sytuacji. Młodszy brat poprosił, aby Paddy wszystkich zawiadomił, bo powinni wiedzieć. Szedł i myślał jak im to powiedzieć i miał pomysł na to, ale potrzebna była mu Molly. Czekały pod szkołą na niego i mała aż podbiegła. Amy podała mu klucze od domu, samochodu i dokumenty.
·        O której będziesz w domu? – zapytał.
·        Dlaczego pytasz – była zaskoczona, że pyta ją o to.
·   Bo chcę zrobić obiad – uśmiechnął się – Pojedziemy do sklepu z małą, a potem będziemy gotować.
·        Ale fajnie – ucieszyła się Molly i aż zaczęła podskakiwać z radości.
·        Będę o 16, może być? – powiedziała Amy.
·    Pewnie. Hm, chyba zdążę. Chodź Molly mamy trochę do zrobienia. Aha Amy czy mogę jej zrobić zdjęcie i wysłać mojemu rodzeństwu? – zapytał.
·        Eee tak, tak chcesz to zrobić? – zapytała.
·    Tak, bo nie będę do wszystkich po kolei dzwonić – zaśmiał się – Dużo ich mam, dowiedzą się w tym samym czasie. Angelo Cię pozdrawia. Aha i muszę coś kupić Mike’owi, lubi to, co kiedyś?
·       Tak, gust mu się nie zmienił. Ok. Paddy muszę iść, to do zobaczenia później. Bawcie się dobrze.
·        No to pa. Chodź Molly.
·        Paaaa mamo – zawołała Molly i pobiegła za Paddy ’m.
Wsiedli do auta, przypiął ją i pojechali do sklepu.