niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 43

Szykowała obiad, był u nich Colin i miał lekcję z Molly. Mała grała gamy, słychać było, że Colin jej coś tłumaczy, poprawia i zaległa cisza. Po chwili Amy chciała zobaczyć, co tak cicho i usłyszała głos Colin’a, który tłumaczył jej córce, że chciałby, aby jej mama została jego dziewczyną, a on będzie Molly tatą. Amy bardzo się tym zdenerwowała, mówiła mu już nie raz, że ona nie szuka taty dla Molly, bo mała go ma. Chyba sobie nic nie zrobił z jej słów, wynikało to z tego, co właśnie mówił jej córce.
  • Molly skarbie na dziś lekcja skończona – powiedziała do małej, a na niego popatrzyła spod oka – Mama zaprowadzi Cię do Iggy’ego, dobrze?
  • Oooo super – ucieszyła się Molly.
  • A Ciebie zapraszam do kuchni – zwróciła się do Colin’a.
Molly była już przy drzwiach. Zapukała do sąsiadki i zapytała Riannę czy Molly może u niej chwilę być, bo chce porozmawiać z Colin’em. Rianna, która o wszystkim wiedziała oczywiście się zgodziła i zasugerowała wieczorny kieliszek wina. Wróciła do mieszkania i popatrzyła na niego groźnie.
  • Co to miało być? – zapytała.
  • Chciałem się dowiedzieć, co ona o tym sądzi, żebym był jej tatą – odpowiedział spokojnie.
  • Colin! – nie wytrzymała Amy – Mówiłam Ci tysiąc razy, że nie szukam ojca dla Molly, bo ona go ma. Złamałeś mój zakaz, a Molly ma dopiero siedem lat i takich spraw nie rozumie.
  • Ma go? - powiedział ironicznie – Gdzie w takim razie jest jej ojciec? Pytam no gdzie?
  • To nie ma nic do rzeczy – odpowiedziała – Zawsze mówiłam Ci, że takowy istnieje i nie szukam zastępstwa.
  • Amy do cholery! – zdenerwował się – Czego Ty chcesz? Spotykasz się ze mną, sypiasz ze mną. Przebywam z Wami, bawię się z Twoją córką, więc liczę na więcej.
  • Nie unoś się – odpowiedziała – Nie ukrywałam przed Tobą mojej przeszłości. Nie okłamywałam ani Cię nie oszukiwałam, więc nie miej do mnie pretensji.
  • Prawda Cię nie ogrzeje w łóżku, a ja tak.
  • Nie sprowadzaj tego, co mówisz i robisz tylko do łóżka.
  • Ta! I jeszcze mi zaraz powiesz, że on był lepszy w łóżku i miałaś z nim orgazm za orgazmem. A nie tak jak ze mną!
  • Słucham? – zapytała zaskoczona – Chyba trochę się zagalopowałeś kolego! Nie będę z Tobą rozmawiać w taki sposób. Chciałam dać nam szansę, ale wiedziałeś, jaka jest sytuacja.
  • Nic nie wiem, nie mówiłaś, w jakich okolicznościach się rozstaliście i co sobie na koniec obiecywaliście. Ale kobieto minęło osiem lat!
  • Ciebie ta sprawa nie dotyczy. Molly jest moja, a nie Twoja, wiec nie masz prawa wtrącać się w te sprawy, które dotyczą mojej córki.
  • Nie rozumiem Cię! Minęło tyle lat, a Ty, co, nadal czekasz, tęsknisz i co może jeszcze kochasz? Śmieszne to! Myślisz, że wróci? A ja to byłem tylko zabawką na samotne wieczory?
  • Hej, nie obrażaj mnie. Nie zasługuje na to! To Ty za mną chodziłeś, a nie ja za Tobą, więc nie mów mi, że byłeś zabawką. Dlaczego teraz wszystko psujesz?
  • Powstrzymywałem się do tej pory, bo miałem nadzieję, że coś do mnie czujesz. Jednak widzę, że się pomyliłem. Ty jak głupia nadal za nim tęsknisz i masz nadzieję, że on wróci do Ciebie. Nie dociera do Ciebie, że on nie wróci!
  • Colin przestań! – próbowała powstrzymać go przed powiedzeniem czegoś gorszego.
  • Nie, nie przestanę. Mam dość, ok mówiłaś mi od początku, że masz obawy itd., ale myślałem, że w końcu nam się uda, że zapomnisz o nim. Ale nie, Ty wolisz wspomnienia o jakimś facecie, który zrobił Ci dziecko i odszedł. No tak, pobawił się Tobą i odszedł!
  • To były Twoje ostatnie słowa skierowane do mnie o moim życiu z tatą Molly. Cokolwiek czułam do Ciebie, właśnie tymi tekstami usunąłeś to wszystko. To koniec Colin i na pewno nie będę Ci się tłumaczyć z mojego związku z Paddy’m. To nie jest Twój interes jak było. Ale wiedz, że to była moja największa miłość i nasz związek trwał cztery lata. Nie wykorzystał mnie ani nie porzucił.
  • Tak, to gdzie jest ten pan idealny? No gdzie?
  • Colin ta rozmowa nie ma sensu. Obrażasz mnie, a ja sobie na to nie pozwolę. Przykro mi, że tak to się kończy, ale chyba obydwoje się pomyliliśmy, co do siebie.
  • Ja na pewno tak! – wykrzyczał – W stosunku do Ciebie! Zrobił Ci dziecko i was zostawił. Potraktował Cię jak zwykłą dziwkę!
  • Stop! Idź sobie! Natychmiast! – krzyknęła Amy.
Amy była w szoku, bo Colin był zawsze spokojny i delikatny, a teraz dopiero pokazał jej swoje ‘oblicze’. Czuła się dziwnie i bała się go. Obraził ją jak nikt inny. Paddy nigdy nie traktował jej jak dziwki, tego była pewna, on ją kochał. Colin podszedł do niej i chciał ją pocałować, ale odwróciła głowę w drugą stronę. Przytrzymał ją dość mocno, za sobą miała szafę, a przed sobą Colin’a, który próbował ją całować. Trzymał jej ręce swoją, a drugą próbował rozebrać ją. Szarpał jej bluzkę i próbował podciągnąć spódnicę do góry. Nie miała się jak bronić, bo była słabsza od niego fizycznie. Chwilę się szamotali. Rozerwał jej bluzkę, aż guziki poleciały. Trzymał ją i rozpinał sobie spodnie. Przez głowę przechodziły jej tysiące myśli. NIE! NIE! Dopiero jak krzyknęła i próbowała go kopnąć, to jakby się obudził z jakiegoś transu. Puścił ją i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Dopiero teraz pozwoliła sobie na łzy. Nawet go nie tłumaczyła, bo to, że się pokłócili nie tłumaczyło jego zachowania. Był brutalny, a jego słowa zraniły ją mocno. Nawet Paddy w swoim najgorszym okresie nie był tak brutalny w słowach jak Colin teraz. Uspokoiła się, przebrała i poszła do swojej sąsiadki po córeczkę. Rianna zaprosiła ją na ciasto i wino, bo dzieci bawiły się i nie chciała im przerywać. Amy siedziała z brodą opartą na dłoni i nic nie mówiła, a Riannę zmartwiła smutna mina koleżanki i zapytała.
  • Amy, co się stało? – spytała cicho.
  • Och Rianna, pomyliłam się, co Colin’a. Dziś pokazał, na co go stać. Wiem ja również nie jestem bez winy, ale niezbyt ładnie mnie potraktował.
  • Molly mówiła, że on pytał jej czy może być jej ojcem. Była trochę zaniepokojona, więc jej wyjaśniłam, że ona go ma. Może nie ma go tutaj, ale go ma. Przepraszam, że to powiedziałam, ale wiem, że Ty jej tak mówiłaś. Rozmawiałyśmy o tym.
  • Dziękuję Rianna, powiedziałaś jej, co trzeba. A co do Colin’a obrażał mnie, a potem wyżył się słownie na tacie Molly. Stwierdził, że on mnie wykorzystał i odszedł, a przecież tak nie było.
  • Wiem Amy, opowiadałaś mi o tym, co się stało. Masz rację, co do Colin’a i nawet nie będę go próbowała bronić. Nie ma prawa tak się zachowywać, a jeśli została zraniona jego męska duma, powinien sobie ją do kieszeni wsadzić. Głowa do góry.
  • Powiedział mi, że Paddy potraktował mnie jak dziwkę, zrobił mi dziecko i porzucił.
  • Co?! Co za cham. Amy będzie dobrze. Nie martw się już.
  • Dzięki. To miłe jak można liczyć na przyjaciół. Potrafisz pocieszyć.
  • A ile razy Ty mnie pocieszałaś? – uśmiechnęła się Rianna - To normalne.
  • Rianna on próbował... Wykorzystał swoją siłę przeciwko mnie, jakby był w transie. Chciał mnie … O Boże! Nie miałabym szansy... Dopiero jak krzyknęłam to się ocknął.
  • Co??? Co za... Kurde... Amy tak mi przykro. Ale nic Ci się nie stało? – Rianna była w szoku, aż nie mogła się pozbierać. Podeszła do Amy i ją przytuliła.
  • Nie całe szczęście, że się opamiętał. Nie miałabym szans.

Amy była wdzięczna Riannie, że potrafiła jej wysłuchać i nie próbowała bronić Colin’a ani nie mówiła, co ona zrobiła źle. Tylko wysłuchała ją i pocieszyła. Czuła, że sama również zawiniła. Wiedziała, że mało do niego czuje, a jednak z nim była. Nie rozumiała tego, podobał jej się, lubiła go, ale nie kochała. Teraz zraniła jego ego, co jednak nie tłumaczy tego, co zrobił. Tego brutalnego zachowania w stosunku do niej. Nie wiedziała, co by się stało jakby się nie opanował. Mogło się to różnie skończyć. Przecież ona nie miała z nim żadnej szansy. Nie obroniłaby się, nie dałaby rady. 

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 42

      W końcu się przełamał i dał koncert, pierwszy koncert po wyjściu z zakonu. Bardzo się stresował, ale poradził sobie. Tak jak sobie obiecał nie dawał autografów, nie spotykał się z fanami, nie lubił jak mu robiono zdjęcia. Wrócił do muzyki, tak jak kiedyś o tym myślał. Nie umiał żyć bez muzyki. Sven organizował koncerty, a on brał udział w nich - wchodził na scenę śpiewał i grał i wychodził. Brał udział w akcjach charytatywnych i znalazł nową pasję, a mianowicie malował. Kiedyś też malował, ale teraz bardziej. Tak wyrażał siebie przez muzykę i malowanie. Czas tak szybko płynął, że aż się tego nie spodziewał. Wracał do świata i jakoś sobie radził. Myślał o płycie, ale wszystko było jeszcze przed nim. Rok 2011 był dla niego ważnym rokiem, bo uczył się na nowo życia. Jego rodzeństwo już od dawna miało rodziny, swoje koncerty. Musiał i ich poznać na nowo, ich żony, mężów, dzieci. Myślał o Amy, ale nie wiedział czy teraz może psuć jej wszystko to co zbudowała na pewno przez te lata. Postanowił poczekać.
     Była na spacerze ze swoją córeczką i Colin’em. Chciała kupić książkę, więc poszła do księgarni, a Colin z Molly poszli zobaczyć, kto gra na ulicy, bo było słychać gitarę i śpiew. Wyszła po kilkunastu minutach z księgarni i udała się w stronę w którą oni poszli. Po chwili usłyszała głos mężczyzny, który śpiewał irlandzką piosenkę. Stanęła dość daleko, bo poznała ten głos, znała go bardzo dobrze. To był Angelo. Patrzyła na niego, zmienił się, minęło tyle lat, aż miała łzy w oczach. Miała ochotę do niego podejść, ale zabrakło jej odwagi. Rozglądała się za swoją córeczką i zobaczyła ją. Molly stała przed Angelo i klaskała, Colin stał obok małej. Rozejrzał się i ją zobaczył, coś powiedział do małej i po chwili byli już koło niej. Nawet nie miała ochoty się odzywać, ale mała opowiadała jej, co przed z chwilą słyszała. Colin był wściekły, bo zobaczył po raz pierwszy, że mimo upływu lat Amy nie zapomniała o tych Kelly i jej to wypomniał. Trochę się posprzeczali i Amy pokazała mu drzwi. Nie rozumiał, że to był wujek jej córki i był kiedyś w życiu Amy. Wyszedł wściekły mrucząc coś pod nosem.
       Mijały miesiące, a on się coraz lepiej czuł. Trochę przytył, bo jak wyszedł z zakonu był bardzo szczupły. Nie był przyzwyczajony już do tak intensywnego stylu życia, ale dawał radę. Koncerty dawały mu siłę, ale nie chciał być sam. Teraz nawet nie miał z kim dzielić tej radości. Co prawda poznał kobietę, spotykał się z nią z cztery miesiące i dał sobie spokój. Może i była miła, ładna, ale to nie było to, była chętna do bycia z nim. Zbyt chętna i nie wiedział czy on jej się podoba jako mężczyzna czy po prostu jako Paddy Kelly. Tak nie chciał. Czuł, że nie o to mu chodzi. Nie mógł myśleć tylko o swoich potrzebach fizycznych, więc próbował stworzyć związek, ale poważnego związku z nią nie stworzył. Potem pojawiła się kolejna i potem kolejna, sam nie wiedział czego szuka. Wszystkie dla niego były raczej jako dziewczyny na chwilę, żadna nie spodobała mu się na tyle żeby z nią być na dłużej. Nie rozumiał tego i nie wiedział czego tak naprawdę od nich oczekuje. Nie chciał być taki jak kiedyś, że miał tylko dziewczyny na jedną noc, tym razem trwało to dłużej, ale żadna nie miała tego czegoś, więc uznał, że na siłę nie chce. Zajął się muzyką, malowaniem i pracą charytatywną. Pomału zbliżały się kolejne Święta Bożego Narodzenia i miał koncertować z rodziną. To go cieszyło.
      Od momentu spotkania Angelo, Amy z Colin’em nie mogli się dogadać. Jemu bardzo się nie podobało, że Amy nadal rozpamiętuje coś, co rozpadło się siedem lat temu. Nie rozumiał tego, a ona nie chciała mu tłumaczyć. Lubiła go, lubiła z nim przebywać, ale go nie kochała. Nie podobało jej się, że chciał decydować za nią jeśli chodziło o edukację muzyczną jej córki. Twierdził, że on się na tym zna, a nie ona. Nie miał prawa i to mu powiedziała. Na święta wybierała się do Dublina, tam miała swój dom, rodzinę. Tam Molly miała swoją kuzynkę Erin, którą uwielbiała i małego kuzyna, który niedawno się urodził. Tam był Nat, który nigdy nie oceniał, a do tego tylko on potrafił dać jej namiastkę bezpieczeństwa, które straciła te kilka lat temu. Jeśli potrzebowała takiego zwykłego przytulenia, to tylko Nat mógł jej to dać.
      Grudzień był wypełniony koncertami. Dużo rozmawiał z Joey’em, który dawał mu różne rady i ogólnie bardzo go wspierał. Rozmawiali również o Amy. Paddy powiedział Joey’owi o tym, że chciałby dowiedzieć się co u niej słychać, ale nie ma odwagi. Nie wie jak wygląda teraz jej życie i mógłby jej coś popsuć. Joey jednak uważał, że powinien się z nią spotkać, nawet tylko po to, aby dowiedzieć się jak sobie poradziła. Poza tym uważał, że Amy zasługuje na to, aby się dowiedzieć, że on jednak wyszedł i to od niego, a nie np. z internetu. Nie namawiał brata do tego, aby się znowu z nią spotykał czy wrócił do niej. Tylko do tego, aby się spotkać i pogadać.
  • Paddy, ona może mieć kogoś, więc z tym się również licz, ale warto było by się spotkać – tłumaczył.
  • Wiem. Mam wielką ochotę ją zobaczyć, ale boję się.
  • Po co masz się bać? – zdziwił się Joey – Uważam, że tak po prostu powinniście się spotkać i tylko tyle.
  • Wiem, wiem Joey. Pojadę do Irlandii, ale dopiero w marcu.
  • Aha, no to ok i tak się dziwię, że tak długo zwlekałeś z tą decyzją.
  • Musiałem sam ze sobą dojść do ładu po wyjściu z zakonu – uśmiechnął się Paddy – Teraz już jest ok i spotkam się z nią, bo jestem ciekawy, co u niej.
  • A jak założyła rodzinę? Ma męża, dzieci? – zapytał Joey – Co wtedy?
  • Co wtedy... Nic na to nie poradzę, bo sam ją prosiłem, aby była szczęśliwa i jeśli mąż i dzieci dają jej szczęście to i ja będę się cieszył tym jej szczęściem.
  • Kiedyś byłbyś zazdrosny. Już Ci nie zależy, całkowicie Ci minęło?
  • To nie tak Joey. Zawsze będzie ważna i będę o niej pamiętał, ale jeśli ma kogoś, to przecież nie stanę jej na drodze do szczęścia. Nic nie zakładam z góry, chcę się z nią zobaczyć.
  • No to ok. Angelo mi mówił, że oni również mają ochotę się z Amy zobaczyć.
  • Wiem, rozmawiałem z nimi o tym. Poprosiłem, że dopiero wtedy, jak ja z nią pogadam.
  • Aaaa to dobrze. Pewnie. Ciekawe co u niej słychać.
  • To się dowiemy gdzieś w okolicy marca.
  • Spoko.
      Miał tyle zajęć, że dopiero w marcu weźmie sobie urlop. Zresztą uwielbiał Irlandię w marcu, dobrze mu się to kojarzyło i chciał jechać na kilka dni do Galway, a potem do Dublina. Sven wiedział, żeby wtedy nic nie planować na marzec.
     Święta minęły radośnie. Molly dostała dużo prezentów i wszystkie bardzo jej się podobały. Amy rozmawiała z Olivią o Colin’ie i jego zachowaniu, ale jednak najbardziej denerwowało ją to, że wtrąca się do wychowywania Molly, coraz bardziej. Amy decydowała o jej przyszłości, ona miała prawo tak ją wychowywać jak uważała za stosowne. Nie rozpieszczała przesadnie małej, starała się by miała zasady i zachowywała się dobrze w każdej sytuacji. Jej rodzina uważała, że Molly jest dobrze wychowana, a Colin’owi przeszkadzało to, że mała jest najważniejsza. Tylko jak miała nie być dla własnej mamy najważniejsza, była jej światem, jej radością, wszystkim. A Amy dla Molly również była najważniejsza, miała kochających dziadków, ciocie, wujków, kuzynów, ale jednak to mama była najważniejsza.

     Paddy rozmawiał już w styczniu z Angelo i powiedział mu, że robi sobie wolne w marcu. Chciał pojechać na kilka dni do Galway, a potem planował odwiedzić Amy w Dublinie. Podejrzewał, że pewnie tam mieszka. Zastanawiał się, co u niej słychać i czy może znowu pojawić się w jej życiu. Nie chciał jej znowu namieszać. Pomyślał, że minęło prawie osiem lat, no w sumie w czerwcu będzie osiem, jak się rozstali. Sześć spędził w zakonie, ale dzięki temu zmienił się i dorósł. Teraz był już innym człowiekiem. Miał co prawda dziewczynę, ale to była już kolejna i nadal nie znalazł w niej tego czego szukał. Tylko czego? Jechał do Galway i nadal zastanawiał się co powie Amy jak ją spotka. Czy ma tak po prostu pojechać i co powie jej „dzień dobry”, bez sensu myślał. Jego dziewczynie nie bardzo podobało się, że jedzie bez niej na urlop, ale on nie chciał jechać do Galway z inną dziewczyną. To miasto kojarzyło mu się tylko z Amy. Tak chciał i nie widział innej możliwości. Chciał dowiedzieć się, co u niej, więc stwierdził, że zrobi to, spotka się z nią.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 41

      Mijały lata. Mała miała już pięć lat, chodziła do szkoły. Lubiła muzykę i chciała się uczyć gry na instrumentach. Geny jej taty odezwały się, jak się śmiał Nathan, który nie dość, że kupił jej różne instrumenty, to jeszcze opłacał naukę gry na pianinie. Amy nawet żartowała, że sama kupi Molly perkusję i w Dublinie ją zostawi, a jak przyjadą to Molly będzie grała, nad jego sypialnią. Na razie skupiła się nad tym, żeby mała poznała pianino. Pamiętała jak Angelo uczył swoje dzieci, również zaczynał od pianina. Będzie starsza to wybierze sobie kolejny instrument. Oczywiście śpiewała, buzia jej się nie zamykała, jeśli nie mówiła, to śpiewała. Amy uwielbiała na nią patrzeć, to była taka iskierka, pełno w niej było życia i to było cudowne. Teraz było bardzo widać kogo jest córką. Miała zadarty nos swojego taty, rumiane policzki, kolor włosów, chociaż w tych ciemno blond włosach miała również rudy odcień. Amy jak na nią patrzyła myślała o tym, że los jest przewrotny, zabrał jej Paddy’ego, a dał Molly. Nawet jakby chciała o nim nie pamiętać to nie dała by rady mając z nim córeczkę. Molly pytała o swojego tatę, bo inne dzieci miały, więc Amy opowiadała jej o nim, pokazała zdjęcia. Wystarczyło jej to, na razie.
     Musiał podjąć ostateczną decyzję czy chce zostać w zakonie czy wychodzi. Miotał się trochę i bał się czy da sobie radę. Nie wiedział co dalej, ale mijało sześć lat od kiedy tu był, więc czas się zdecydować.
      Zawodowo szło jej całkiem dobrze. Prywatnie też, pytała tysiące razy co jest dla niej ważne i odpowiedź była prosta. Miała zdrową, cudowną córeczkę, przyjaciół, rodzinę. Paddy nie był tylko wspomnieniem, ale teraz nie myślała o nim już tak często jak kiedyś. Brakowało jej męskich ramion, przytulania, ale bała się zaufać. Kilka razy znajomi mężczyźni próbowali zaprosić ją na randkę. Choć się umawiała to nic z tego nie wynikało. Naprawdę chciała dać sobie szansę na szczęście, na nowy związek, ale zawsze coś było nie tak. Miała dziecko i o nim myślała przede wszystkim. Ale jeden się nie zrażał odmową. Był to Colin Evans, nie przeszkadzało mu to, że Amy ma córkę i nawet się lubili z małą. Należał do grona znajomych Amy i Rianny, więc spędzali czas ze sobą. Długo musiał zabiegać o nią i nawet jak się udało w końcu wyciągnąć ją na spotkanie, miała poczucie, że to nie to, ale był nieugięty. Spotykali się dość często, bo był nauczycielem gry na pianinie. Colin uczył Molly grać i w końcu udało mu się z Amy umówić na prawdziwą randkę. Spotykali się na początku dość rzadko. Ale Colin był nieugięty i chyba po prostu rościł sobie prawa do Amy. Podobała mu się i starał się o nią. Chciała dać sobie i jemu szanse, więc spotykała się z nim, ale nie potrafiła mu tak do końca zaufać. Naciskał na nią na te spotkania, wręcz wymuszał. On uważał, że tak ją zdobywa, a ona czuła się naciskana. Miał dużo cierpliwości w sobie, a Amy chciała dać im szansę. Czuła coś do niego, ale czy to była miłość? Wiedziała, że na pewno to nie taka, jaką czuła do Padddy’ego. Nigdy nie pokocha nikogo tak jak jego kochała, tego była pewna. Niby minęło tyle lat, niby już o nim nie pamiętała, ale to było tylko ‘niby’ bo wiedziała w głębi duszy, że tylko Paddy’ego będzie tak kochać, taką szaloną, mocną miłością, która by mogła góry przenosić. Oczywiście teraz ta miłość zbladła, bo Amy jej nie podsycała, nie miała już nadziei, że kiedykolwiek będzie z nim. On kiedyś zdecydował, tylko, że mimo starań nie umiała być z Colinem, tak do końca szczęśliwa. Nie potrafiła zaufać, tak jak kiedyś Paddy’emu. A Colin jej nie znał aż tak dobrze, bo nie pozwalała mu na to. Miała blokadę, a on to czuł i miał o to pretensje.
     Zdecydował się, że wychodzi z zakonu. Zakomunikował rodzinie, a oni byli bardzo szczęśliwi. Angelo, miał teraz urlop od życia w domu, kupili z Kirą campera i jeździli po Europie. Johnny miał Maite i był szczęśliwy. Wszyscy pozakładali rodziny i było wszystko tak jak chcieli. Zatrzymał się u Patricii, bo miała duży dom. Nawet nie ogłaszał, że wyszedł i fanki też nie wiedziały. Nie ukrywał się, ale zastanawiał, co dalej. Mieszkanie było wynajęte i musiał gdzieś się podziać. Chciał zastanowić się co dalej, poukładać sobie wszystko. Bał się, ale znowu wybrał, więc trzymał się tego planu. Myślał o Amy, ale to nie był ten czas, aby się z nią spotkać. Chciał sobie dać trochę czasu, aby poukładać wszystko poza zakonem. Chciał się z nią spotkać, zobaczyć co u niej, jak sobie radzi. Tak po prostu chciał jej spojrzeć w oczy. Mimo, że minęło już sześć lat, to chciał się z nią spotkać.
       Minęło ponad sześć lat, czas płynął nieubłagalnie, kolejne urodziny, kolejne święta. Ułożyła sobie życie na tyle ile mogła, była szczęśliwa, na tyle ile mogła być. Już nie napisała więcej do Kiry, tylko te dwie wiadomości, prawie na początku. Zastanawiała się czy to jednak nie czas by im powiedzieć o małej, ale zawsze wracały do niej myśli, że może Paddy ma inne plany co do swojego życia, a ona mu je popsuje. Nie chciała tego, bała się, również tego, że jeśli kiedyś się pojawi na jej drodze, będzie miał żal. I wcale by mu się nie dziwiła. Miał rację, czas uleczył rany i teraz miała dobre wspomnienia o nim. Chciała sobie ułożyć swoje sprawy, aby i ona czuła się bezpiecznie, bo niestety to nigdy nie wróciło. Mimo upływu lat, nigdy nie poczuła się bezpieczna. Choć Colin bardzo się starał jej to bezpieczeństwo dać, nie potrafił. Widziała jak go to denerwuje, jak i również to, że jak to ujął ‘zawsze czuje między nimi tego Kelly’. Denerwował go jej pierścionek, który nosiła na łańcuszku, ale nie potrafiła się z nim rozstać. Opowiedziała mu o tym, że się rozstała z ojcem swojej córeczki, ale nie znał wszystkich okoliczności, bo uznała, że tylko w przyszłości jej córka może je poznać. Sama czuła, że jest między nimi bariera, choć starała się ją zlikwidować, to nie potrafiła. Spotykała się z nim od ponad roku, a mimo to, nie znał jej tak, jak znał ją Paddy. Colin czasem jej to wypominał, ale ona nie była taka uległa jak w związku z Paddy’m, bo on mógł sobie na wiele więcej pozwolić, niż Colin. Zmieniła się i teraz była przede wszystkim mamą, chociaż o sobie też myślała. Jednak teraz była dużo bardziej samodzielna i wymagająca niż te kilka lat temu.
       Były święta i upłynęło kilka miesięcy jak wyszedł. Świat teraz był zupełnie inny niż kiedyś. Musiał wiele się o nim nauczyć. Ale teraz on był inny, bardziej dojrzały, zdystansowany. Dał ze Sven’em oświadczenie i fanki już wiedziały, ale się działo. Sven mówił mu, że bardzo to przeżywają. Postanowił, że nigdy więcej zdjęć ani autografów, to go kiedyś wykończyło prawie, więc teraz nie chciał. Pomału dochodził do siebie i to było dla niego ważne. Myślał o muzyce i chciał się skupić na religijnym aspekcie swojego życia muzycznego.
      Molly od swoich dziadków dostała psa. Oczywiście pytali Amy czy mogą, bo wnuczka marzy o piesku. Była to sunia rasy Seter Irlandzki, Amy od razu wpadła na pomysł z imieniem. Paddy się śmiał kiedyś z imienia, które jej się podobało. Fiona, przypomniała sobie, że wtedy powiedział, że to ze Shreka i też była ruda, a on ten kolor lubi, stwierdziła, że pasuje. Molly była szczęśliwa, że dostała pieska, a Fiona uwielbiała małą i pilnowała jej na każdym kroku. Colin nie był zachwycony jak usłyszał z jakiego powodu piesek dostał to imię. Olivia i Rianna uważały, że po prostu jest zazdrosny i przewrażliwiony na punkcie Paddy’ego. Była z nim szczera i kiedyś nawet powiedziała mu, że Paddy oprócz Molly jest i będzie ważny dla niej. Rozumiała jego obawy, ale zawsze była wobec niego szczera i nie chciała ukrywać swoich uczuć. Jak miał pretensje, to zawsze mu przypominała, że może być wolny. Wiedział o tym, ale został z nią. Tym razem ona była egoistką, brała, co prawda nie za dużo i równie niewiele dawała z siebie, podobał jej się, ale nie do końca potrafiła się zakochać w nim. Czuła jakby jakaś część jej duszy została jej odebrana dawno temu. Obiecywała sobie, że jeśli poczuje, że związek z Colin’em zabiera mu albo jej coś, odejdzie. 

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 40

       Był szesnasty marca, wieczór i właśnie wzięła kąpiel przed snem. Wycierała się ręcznikiem jak poczuła, że wody jej odeszły. Była jednocześnie zdziwiona, zaniepokojona i zaciekawiona. Założyła sukienkę i zadzwoniła po Nathana, który odsypiał wczorajsze urodziny ich brata. Odebrała Nat’a dziewczyna, no tak pomyślała Amy, chyba przeszkodziłam. Zaraz zjawił się jej brat, dopinający koszule. Zeszli na dół i powiedzieli rodzicom gdzie jadą. W szpitalu odesłała brata do domu i została sama, ale tak chciała. To był czas dla niej i jej dziecka, które miała niedługo zobaczyć. Grubo po północy urodziła córeczkę. Była szczęśliwa, że ma ją w swoich ramionach. Mała była cudowna dla niej, najcudowniejsza, najładniejsza na świecie. Nie mogła się napatrzeć na nią. Około 4 rano jeszcze nie spała, myślała o Paddy'm, co teraz robi.
     Obudził się, aż się zerwał z posłania. Miał sen, nie pamiętał jaki, ale jakiś dobry sen. Pomyślał o Amy, sam nie wiedział dlaczego. Miał wrażenie, że coś dobrego się wydarzyło, ale sam nie rozumiał tego. Nie mógł usnąć już do rana.
        Nie mogła się na nią napatrzeć. Jej córeczka, jej Molly. Patrzyła na nią i czuła ogrom miłości. To było niesamowite. Pięć miesięcy temu dowiedziała się, że jest w ciąży, a teraz trzyma swoją maleńką córeczkę w ramionach. Patrzyła na nią i podziwiała. Pomyślała, że dobrze zrobiła, że nikogo nie chciała, aby był z nią. Teraz był to ich czas Molly i jej. Gdyby był Paddy, to tak, chciała aby był z nią. Nie było go, to sama chciała przywitać swoją córeczkę na świecie. Zapoznać się z nią, policzyć paluszki, dotknąć, pocałować, powąchać. To było niesamowite uczucie. Zobaczyła ją i natychmiast pokochała. Myślała o Paddy’m aż do rana, zastanawiając się, co by czuł widząc ich córkę. Po raz pierwszy od tylu miesięcy była zła na niego, zostawił ją, odszedł. Teraz nie chodziło tylko o nią, ale również o tę małą dziewczynkę. Po raz setny zastanawiała się czy może jednak zadzwonić do Kiry i jej nie powiedzieć prawdy, ale wiedziała, że oni powiedzą Paddy’emu. Nie chciała, aby dla dziecka zmieniał swoje życie. Byłby nieszczęśliwy jakby teraz musiał wyjść. Wszystko było zbyt zagmatwane i wcale nie było łatwo podjąć jakąkolwiek decyzję. Żadna z decyzji nie była ani dobra ani zła. Postanowiła, że będzie przygotowywała dwa albumy ze zdjęciami, żeby kiedyś Paddy mógł zobaczyć jak rosła jego córka, tylko czy to kiedykolwiek nastąpi, pytała sama siebie. Chciała jednak jakoś to wynagrodzić jemu i ich córce, więc postanowiła, że będzie miał taki sam album ze zdjęciami, każdy filmik jaki nagra. Jak również będzie pisać pamiętnik, co by Paddy kiedyś sobie przeczytał wszystko o małej. Tyle może dla niego zrobić. Zrobiła małej zdjęcie i wysłała do rodziców, Olivii i Nat’a. Mama przyszła z samego rana i kazała się jej przespać i zbierać siły, a sama zajęła się wnuczką.
     Dni mijały szybko, a Molly rosła jak na drożdżach. Nathan miał bzika na punkcie Molly i gdyby nie to, że Amy go pilnowała to by małą rozpuścił. Z każdym dniem widać było jak bardzo robi się podobna do swojego taty. Miała jego nos, kolor włosów chociaż w nich dostrzegała rude pasma, tylko oczy miała swojej mamy. Na pierwszy rzut oka była bardzo podobna do Paddy’ego. Była spokojnym dzieckiem, chociaż jak już podrosły z Erin to potrafiły psocić. Jak miała rok, Amy udało się znaleźć pracę jako nauczycielka, a jej mama zajęła się obiema wnuczkami. Całe szczęście był ogród, gdzie tata Amy i obaj bracia zrobili plac zabaw dla dzieci. Minęło półtora roku od ich rozstania, potem dwa lata, a Amy nadal często myślała o Paddy’m. Co teraz robi, jak mu tam jest, a także o jego rodzinie, bo za nimi również tęskniła. Mimo, że minęło tyle czasu, to nadal nie potrafiła o nim zapomnieć. Cieszyła się, że ma swoją malutką córeczkę, ona była najważniejsza. Nie sprawdzała Internetu, nie chciała wiedzieć co fanki myślą o jego odejściu, wiedziała jednak, że Nathan sprawdzał. Mówił jej tylko co słychać u reszty rodziny. Była dumna z Angelo, bo dowiedziała się, że wydał płyty solowe, wiedziała, że bał się tego, a jednak to zrobił. Nathan nawet je zamówił, więc miała okazję ich posłuchać, bardzo jej się podobały. Więc ogólnie wiedziała co się u nich zmieniło i to jej wystarczało. Nie chciała wiedzieć co u Paddy’ego, tylko ważne rzeczy, które by się dowiedział, by wtedy powiedział. A jak się dowiedziała, że w 2006 urodziły się cztery dziewczynki w rodzinie bardzo się ucieszyła i choć normalnie tego nie robiła wysłała maila do Kiry z gratulacjami z prośbą o przekazanie Maite, Joey’owi i Jim’owi. Kira i Angelo oczywiście podziękowali i wysłali jej zdjęcia małej Emmy i reszty rodzinki. Emma była o rok młodsza od jej Molly. Patrzyła na zdjęcia, które przysłał jej Angelo. Znowu miała wyrzuty sumienia, że oni nie wiedzą o małej. Wiedziała, że Paddy jest nadal w zakonie, bo oni nic na jego temat nie napisali. To był pierwszy raz od ponad roku, kiedy się do nich odezwała.
       Kira i Angelo byli w szoku, Amy do nich napisała z gratulacjami, więc wiedziała, co się dzieje. Nie pisali jej o Paddy’m, bo nie pytała, a po drugie może nie chciała. Przekazali reszcie rodziny gratulacje od niej. Byli zaskoczeni i nawet pytali Kiry czy coś wie, co u niej, ale nie wiedziała. Odwiedzili Paddy'ego i on również był zaskoczony, że się odezwała, ale wtedy Kira mu powiedziała, że to dlatego, bo się dowiedziała, że rodzina się powiększyła.
      Czas mijał i Amy była szczęśliwa patrząc na swoją córeczkę jak zdrowo rośnie i się rozwija. Jak mała miała trzy lata to Amy dostała pracę w Galway i w sumie wahała się czy ją przyjąć, bo to jednak kawałek drogi od rodziców, ale stwierdziła, że czas się bardziej usamodzielnić. Wynajęła mieszkanie i przeniosły się z Molly. Znowu była tam gdzie spędzili najlepsze dni wspólnego życia. Podobało jej się, że teraz tu są z Molly. Chodziła z nią nad morze, bawiły się, zbierały muszelki. Stwierdziła, że to dobra decyzja.
        Paddy był już tu cztery lata i stwierdził, że nie wie co dalej. Znowu dawał koncerty, co prawda jako mnich, ale jednak. Śpiewał religijne piosenki i pokazywał swoją wiarę. To było dla niego ważne. Nie lubił spotkań z fankami. Nie dawał autografów ani nie pozwalał się filmować czy robić mu zdjęcia. To było już poza nim. Był ciekawy czy Amy ułożyła sobie życie, ale nie był pewny czy chciałby ją zobaczyć z kimś. To było dziwne, że kiedyś pozwolił jej odejść, powiedział, żeby była szczęśliwa, ale jednak nie wyobrażał sobie kogoś u jej boku. A przecież miała do tego prawo. Coraz częściej znowu zaczął o niej myśleć i sam nie wiedział dlaczego. Była dla niego ważna i zawsze o niej myślał ciepło.
       Amy czuła się tu dobrze. Wynajmowała dom w szeregowej zabudowie. Mieszkanie było wyposażone i tylko pokój Molly zaaranżowała. Jej sąsiadka Rianna, również miała dziecko. Maluchy były w tym samym wieku i świetnie się ze sobą czuli, tak jak ich mamy. Często się bawili razem i chodzili do tego samego przedszkola, więc mogły się z Rianną umawiać, która ich odbierze. Iggy i Molly uwielbiali się ze sobą bawić. Szaleli tak, że miło było na nich patrzeć. Rianna przyjechała tutaj z Niemiec, więc Amy mogła nadal używać tego języka, a Molly uczyła się od Ig’a. Zaprzyjaźniły się i po pewnym czasie Amy opowiedziała swojej nowej przyjaciółce o swoim życiu, o tym, dlaczego jest sama, a ona opowiedziała jej o swoim. Rianna powiedziała jej nawet jedno super zdanie ‘że czasami kochać to umieć nie być razem’ i miała rację. Mimo, że kochała, pozwoliła odejść, odnaleźć siebie, bo to było dla niego ważne. Teraz była mamą i zastanawiała się czy kiedykolwiek usłyszy od swojego dziecka złe słowo na ten temat czy Paddy to zrozumie i czy jej wybaczy, że ukrywała przed nim tę wiedzę. Jednak była pewna, że musiała tak ową podjąć. Paddy był dla niej ważny, ale teraz musiała myśleć o sobie i o tym, aby być szczęśliwą. Nawet obiecała to mu i w sumie była. Miała swoją małą córeczkę i ona teraz liczyła się najbardziej. A Paddy zawsze będzie ważny dla niej, bo był największą miłością jej życia. Zdawała sobie z tego sprawę. 

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 39

Na początku grudnia pojechała do Galway, gdzie była umówiona z Anette Fox. Pojechała do niej i chwilę musiała poczekać, ale gdy już została poproszona do niej, aż się zdenerwowała. Pani Mecenas widziała, że to dla niej ciężka sprawa, więc zaprosiła ją na kanapę, poczęstowała wodą i rozmawiała z nią. W końcu Amy opowiedziała jej o co chodzi. Wytłumaczyła, co by chciała osiągnąć.
  • No tak rozumiem już złożoność problemu – powiedziała Anette – Nie wiem czy znasz prawo Irlandzkie dotyczące opieki rodzicielskiej.
  • Czytałam o tym i dlatego uznałam, że powinnam z Panią porozmawiać – powiedziała smutno Amy.
  • Sprawa wygląda tak. Jeśli matka i ojciec w chwili urodzenia dziecka nie są małżeństwem, wszelkie prawa do dziecka należą się matce. Tak jest z automatu.
  • Wiem, ale ja bym nie chciała utrudniać wszelkich praw do dziecka w przyszłości i dlatego chciałabym wiedzieć, co mogę zrobić. Jakie mam możliwości.
  • Są cztery możliwości, ale to dopiero jak ojciec dziecka się pojawi. Może najpierw omówimy sprawę, co będzie w chwili urodzin dziecka.
  • No tak, ma Pani rację. To chyba najpierw będzie ważne.
  • Na pewno będziesz musiała zarejestrować, podać dane itd. Więc podaj dane ojca dziecka, żeby były od razu w akcie urodzenia. Zawsze to będzie jakiś krok dla ojca. Możesz dać również dwa nazwiska, ale korzystaj tylko z pierwszego tzn. z Twojego, będzie to wygodniej dla Ciebie, dopóki nie ustali się co dalej. To załatwimy przy wyrabianiu dokumentów.
  • Tak właśnie chciałam zrobić. Nie wiem czy on kiedyś będzie w życiu mojego dziecka, ale nie chciałabym jakiś ewentualnych problemów robić w przyszłości.
  • Rozumiem. Teraz opowiem, co będzie można zrobić kiedy się zjawi ojciec. Są cztery możliwości. Pierwsza to taka, że jeśli matka i ojciec wezmą ślub, to ojciec automatycznie ma wszelkie prawa. Może też wystąpić do sądu o przyznanie mu praw rodzicielskich do dziecka, albo zawrzeć porozumienie z matką o przyznanie takich praw. Jest też czwarta możliwość, może zarejestrować się jako ojciec dziecka.
  • Rozumiem. Ale to są możliwości dopiero kiedy się pojawi, wcześniej tylko ja będę decydować o dziecku. Chodzi o wszelkie sprawy związane ze zdrowiem, szkołą i np. sprawami urzędowymi.
  • Dokładnie. Teraz byłoby ciężko jeśli go nie ma w Twoim życiu i dziecka. Lepiej jak sama możesz decydować, gdzie i kiedy wyjedzie twoje dziecko, pójdzie do lekarza, pojedzie za granicę i związku ze szkołą itd.
  • No tak, bo nie wiem jak się wszystko ułoży, więc oczywiście w takiej sytuacji muszę liczyć na siebie. Nie wiem czy kiedykolwiek się zjawi, ale bym nie chciała utrudniać mu w przyszłości praw do dziecka.
  • Mam nadzieję, że Ci choć trochę rozjaśniłam sprawę.
  • Tak, ale mam jeszcze jedno pytanie. Co by się stało jeśli mi by się coś stało. Och trochę zapętliłam.
  • Nie szkodzi. Zrozumiałam o co pytasz. Możemy jeśli chcesz spisać oświadczenie nawet już teraz, że zgadzasz się na opiekę nad dzieckiem ojca dziecka. Potem po urodzeniu również kolejne.
  • Tak oczywiście, że chce. Mam rodzinę i oni by się zajęli, ale nie ma powodu by ojciec dziecka nie miał takiego prawa, więc chciałabym poczynić wszelkie kroki, aby nigdy nie miał problemu.
  • Oczywiście. Przygotuje dokumentację i możemy umówić się na inny termin.
  • Dobrze. Tak będzie w porządku. Bardzo dziękuje za poradę.
  • Taka jest moja rola. Mam nadzieję, że Ci pomogłam i polecam się w przyszłości.
  • Bardzo mi Pani pomogła.
  • Mów mi Anette. Teraz skończyłyśmy oficjalną część, a mogę nie oficjalnie?
  • Pewnie.
  • Bo to już chyba gdzieś połowa, więc chyba wiadomo kto to będzie.
  • Rodzę w marcu, ale nie wiem kto, bo nie chciałam wiedzieć. Dowiem się jak przyjdzie na świat, wiem że wszyscy chcą wiedzieć, ale postanowiłam poczekać.
  • O to super. A wybrałaś już imiona? Przepraszam, że tak wypytuje.
  • Nic nie szkodzi. Tak wybrałam, jeśli będzie chłopczyk to będzie Patrick Nathan, pierwsze po tacie, a drugie po wujku czyli moim bracie. A jeśli będzie dziewczynka to będzie Molly Patricia, drugie po tacie a pierwsze to bo Paddy je wymyślił, bardzo mu się podobało te imię, a kiedyś rozmawialiśmy o dzieciach.
  • To fajne imiona, podobają mi się. Jakby coś Amy, to zapraszam. Spotkamy się pewnie w styczniu a potem jak urodzisz jeszcze raz, z tym, ze jeśli kiedykolwiek byś chciała coś się dowiedzieć czy zmienić ja jestem i zawsze możesz dzwonić z pytaniami.
  • Dziękuje. Jeśli będę potrzebować to zadzwonię i zapytam.
  • A czy mogę zadzwonić w marcu żeby zapytać o dziecko?
  • Tak oczywiście, nie ma problemu. Mam termin pod koniec marca.
  • Super. Na pewno zadzwonię.
  • Oczywiście. To do widzenia.
  • Do zobaczenia.
Amy pojechała do hotelu w którym się zatrzymała i zastanawiała się, dlaczego wszystko musi być takie zagmatwane. Teraz to powinna się cieszyć, szykować wszystko dla dziecka, a ona chodzi do prawnika. Było to bardzo przygnębiające dla niej i w sumie upokarzające. Tylko, że czuła, że w sumie nie ma wyboru. Mimo wszystko nadal go kochała i zawsze będzie dla niej ważny, bo był ojcem jej dziecka. Cieszyła się, że je ma. Nie będzie jej łatwo, ale jednak miała swoje maleństwo i chciała być szczęśliwa, aby jej maleństwo nigdy nie poczuło, że był jakikolwiek problem z jego przyjściem na świat. Już je kochała, tylko miała nadzieję, że rozstanie z Paddy’m przestanie aż tak boleć. Tyle miesięcy już go nie było i nie będzie go dalej. Musiała sobie poradzić sama, stanąć na nogi i wychowywać ich dziecko. Ich dziecko, pomyślała i uśmiechnęła się do swoich myśli. Pogłaskała swój brzuch i przyszła jej myśl do głowy, że Paddy pozostawił jej kawałek siebie. Kochała go i kochała ich dziecko. Szkoda, że nie są teraz razem i nie cieszą się z tego wspólnie. Wszystko się skomplikowało, wszystko. On we Francji, a ona tu sama w ciąży. Popłynęły jej łzy. Łzy smutku, których nie mogła powstrzymać, żal miała trochę i mimo wszystko do niego, że nie chciał walczyć z demonami, tylko się poddał. Poszedł swoją drogą, a ją zostawił, twierdząc, że tak będzie lepiej, tylko dla kogo, pytała. Chyba tylko dla niego. Zastanawiała się czy powinna mu powiedzieć, ale im dłużej nad tym myślała, wiedziała, że teraz to nie miałoby sensu. Byłyby z jego i jej strony wzajemne pretensje do siebie. Teraz myślała o nim dobrze, mimo myśli, dlaczego tak egoistycznie postąpił. Ale jednak przeważały te dobre strony jego decyzji, ale w głębi duszy żałowała, że nie jest im dane się cieszyć z ich dziecka razem. A ono będzie wychowywało się bez taty i nie wiedziała czy kiedykolwiek się poznają. Musiała pozwolić mu odejść i dać sobie szansę na poukładanie swojego życia. Teraz była mamą i to powinno być najważniejsze. Miała rodzinę i wiedziała, że może na nich liczyć.
     Dla Paddy’ego po raz pierwszy miały być święta bez rodziny, bez Amy. Minęły spokojnie, pełne modlitwy i ukojenia. Dobrze się tu czuł, coraz lepiej i był spokojny, a to było dla niego ważne. Zadzwonił do rodzeństwa i życzył im spokojnych świat i cudownego kolejnego roku. Wiedział, że oni za nim tęsknią, on za nimi też, ale tak było lepiej. Mógł do nich jechać, ale wolał być tym razem tutaj. Podjął decyzję i uważał, że mimo wszystko było warto. Czasem tęsknił za swoim dawnym życiem, za Amy i jej uśmiechem, ale wiedział, że musiał podjąć takie decyzje a nie inne. Nie był tu sam, a o sobie dowiadywał się coraz więcej. Patrząc wstecz nie podobało mu się jego zachowanie nim tu trafił. Był egoistą, ale już nie zamierzał nim być. Nigdy.
     Dni i miesiące mijały szybko. Nie chciała wiedzieć czy będzie miała synka czy córkę. Nat przyszykował pokoik i złożył łóżeczko, które kupili tego dnia. Było wszystko przygotowane, brak tylko tej małej istotki na którą czekała. Nie mogła się doczekać, aż weźmie na ręce, przytuli i pocałuje swoje dziecko, ich dziecko, Paddy’ego i jej. 

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 38

Poszła spacerkiem do domu. Mama zawołała ją na obiad, bo mimo że Amy miała u siebie kuchnię, to jednak mama teraz dbała o nią.
  • Mamo... - powiedziała Amy – Musze Ci coś powiedzieć.
  • Kochanie ja chyba nawet wiem co, który to miesiąc?
  • Wiesz? A ja się dziś dowiedziałam. Już czwarty, a urodzę w marcu.
  • Kochanie wiem, bo znam moją córeczkę. Dlatego dbam tak o Ciebie, czekałam, aż sama mi powiesz. Musisz teraz zadbać o siebie i o dziecko. Wszystko się ułoży, nawet Cię nie będę pytać czy mu powiesz, bo przecież znam Waszą historię. Dasz sobie radę, a my Ci pomożemy. Dziecko to skarb.
  • Dziękuję Ci mamo. Ale wiesz co jak ja mogłam nie zauważyć? No jak?
  • Kochanie byłaś smutna, mało jadłaś, płakałaś i pewnie dlatego nie zauważyłaś co się dzieje.
  • Widziałam, że nie mam okresu, ale myślałam, że to dlatego, że odstawiłam tabletki. Ach… Powinnam zauważyć.
  • Dobrze, że wszystko jest w porządku. Nie martw się już. Amy jesteśmy z Tobą.
Amy nie wiedziała co powiedzieć i przytuliła się mocno do mamy i rozpłakała tym razem ze szczęścia. Nie spodziewała się, ale faktycznie mama znała całą historię, bo jej opowiedziała i na pewno rozumiała o wiele więcej niż się zdawało. Gdy do kuchni przyszli tata Amy i Nat, nie wiedzieli o co chodzi, ale mama im powiedziała, bo widziała ile Amy to kosztuje. Tata nic nie powiedział, a Nat rzucił się do siostry, złapał i okręcił dookoła. Był zachwycony i stwierdził, że pomoże jej z szykowaniem pokoju, bo tego jednego nawet nie wykańczał i teraz jest w sam raz dla malucha. Potem złapał Amy za rękę i pociągnął na górę, a tam roztaczał wizję i zachęcał ją do wyrażenia własnej opinii. Dzień za dniem mijał, a ona coraz częściej się uśmiechała na myśl o dziecku. Cieszyła się bardzo, że będzie mamą. To było cudowne uczucie i to ją trzymało. Już nie płakała. To było bardzo ważne dla niej, że ją tak bardzo wspierali.
Paddy był już tu tyle miesięcy i przyzwyczaił się do tego rytmu. Dużo się modlił i wracał do siebie. Czasem zastanawiał się co słychać u Amy. Wiedział, że zawsze będzie dla niego ważna, ale teraz odnajdywał w sobie spokój ducha. Mimo to tęsknił wciąż za nią, za jej uśmiechem. Odnajdywał wreszcie siebie. Nikt go nie nagabywał, nie musiał udzielać wywiadów, choć muzyki mu brakowało. Jeszcze do muzyki wrócę, przekonywał sam siebie.
Mike nie był zły na siostrę, ale na Paddy’ego już tak, rozmawiał o tym z Nat’em.
  • Zrozum stary, szedł do zakonu, ale jeszcze sypiali. Co to za facet do cholery! Nie wiedział jakie mogą być konsekwencje? - pytał wkurzony Mike.
  • Stary, sam tego nie robił, więc daj spokój. Ona nie potrzebuje teraz wyrzutów i tak ma tysiące spraw na głowie.
  • Wiem o tym. Nie zamierzam jej tym obarczać, ale jest mi jej żal. Wiem co to znaczy mieć dziecko, bo je mam. A nas jest dwoje.
  • Ja jestem. Ja jej pomogę i damy radę. Wiem, że jestem tylko wujkiem, ale to moja mała siostra i teraz mnie potrzebuje, jak nigdy wcześniej.
  • Wiem Nat. Ja jak będę mógł to też pomogę. Jest mi jej po prostu żal i do tego nie chce mu powiedzieć.
  • A jak to ma zrobić? Mike on zdecydował o rozstaniu, poszedł do zakonu i co ma jechać teraz do Francji i błagać go, aby wrócił do niej?
  • No nie, tak nie powinno to wyglądać.
  • No właśnie, więc nie ma co gdybać. Teraz jest najważniejsza Amy i ta mała istotka, która się urodzi. Będzie dobrze.
  • Pewnie, że będzie dobrze. Amy jest silną kobietą, wróci do równowagi i teraz nie będzie myśleć tylko o nim, sobie, ale o dziecku.
  • Pewnie, że tak. Ja w to nigdy nie wątpiłem. Jak będzie wiadomo czy to chłopak czy dziewczynka to pokój przygotuje.
  • Pomogę Ci.
Amy wiedziała, że wszyscy chcą jej pomóc, więc sama uwierzyła w to, że da sobie radę. Myślała o Paddy’m dość często, bo teraz tym bardziej nie była w stanie o nim zapomnieć. Miała urodzić jego dziecko, więc ciężko by było zapomnieć o jego ojcu. Wiedziała, że zawsze będzie o nim pamiętać i to się nie zmieni. Miała tylko nadzieję, że ból stanie się mniejszy, a ona będzie potrafiła żyć dalej. Teraz nosiła w sobie dziecko, jego dziecko i to o nim myślała najbardziej. Nie wiedziała o tym, że jest w ciąży przez cztery miesiące. Była już spokojniejsza. A ona czuła już ruchy maleństwa, mówiła do niego. I ogólnie już częściej się uśmiechała. Myślała pozytywnie patrząc w przyszłość. Zastanawiała się kto to będzie – chłopczyk czy dziewczynka, ale nie chciała wiedzieć. Dowie się za parę miesięcy. Mama miała rację, pomyślała, dziecko to skarb. Myślała nad imieniem i miała już wybrane. Syn by się nazywał Patrick, a córeczka Molly, bo Paddy’emu podobało się to imię. Zastanawiała się, co powinna zrobić. Znała prawo irlandzkie, a nie chciała zrobić krzywdy ani Paddy’emu ani swojemu dziecku. Musiała coś wymyślić, chciała porozmawiać z adwokatem, aby się dowiedzieć co powinna zrobić, ale żadnego nie znała. Któregoś dnia przeglądała swój portfel i znalazła wizytówkę Anette Fox, którą poznała w marcu, a przecież ona mówiła, że jest od prawa rodzinnego. Ucieszyła się, bo jednak ta sprawa nie dawała jej spokoju. Zadzwoniła do Anette i umówiła się na początku grudnia.
Dużo rozmyślała jak bardzo jej się życie zmieniło. Najpierw rozstanie z Paddy’m, teraz okazuje się, że pozostawił jej coś najcudowniejszego na świecie czyli dziecko. Żal jej było, że on nie będzie wiedział, ale zdawała sobie sprawę, że by wyszedł i chciał być z nimi, a nie był gotowy. Wybrał zakon, nie ją i wiedziała, że teraz to nie był dobry czas na to, aby dowiedział się, że będzie ojcem. Może kiedyś będzie miał pretensje, a może nigdy nie będzie miał okazji, aby się dowiedzieć. Teraz musiała skupić się na swoim dziecku. Już nie płakała teraz szła do przodu.
Nat, Mike i jej tata przygotowali pokój dla dziecka.Nathan ‘oszalał’ na punkcie maluszka. Gdy pokój był gotowy kupił mebelki do pokoju i czytał wszystkie książki jakie wpadły mu w ręce, albo dyskutował z Mike’m o dzieciach. Amy z Olivią miały z nich ubaw. Wózka nie kupowała, bo jak stwierdziła Olivia, po co skoro jest, a Erin do tego czasu będzie miała kilka miesięcy i wtedy czas będzie na kolejny wózek. Ubranka już się ‘zbierały’. Myślała o Paddy’m, ale wiedziała, że musi sobie układać życie bez niego. Tylko na razie było to ciężkie do zrozumienia, ale wierzyła, że wszystko się poukłada. Nie wiedziała co będzie za kilka lat, ale chciała, aby jej dziecko miało kiedyś szansę poznać swojego tatę, a jeśli Paddy by chciał to i on powinien mieć szansę, aby poznać swoje dziecko. Dlatego stwierdziła, że wizyta u prawnika będzie dobrym rozwiązaniem, by się dowiedzieć, co może w tej trudnej jednak sprawie postanowić. Teraz myślała już na spokojnie o swoim życiu, chciała je poukładać. Dla siebie i dla swojego dziecka. Nie była z tym sama, miała rodziców, braci i Olivię. Wspierali ją, a to było bardzo ważne, wiec chciała, aby wszystko się ułożyło. Dni mijały szybko. Trochę się zmieniła jej figura, było już widać brzuch, ale nie było to dziwne dla niej, bo w końcu czas mijał.
Paddy miał swoje życie i coraz lepiej się tu czuł. Myślał o swoim życiu, rodzinie i Amy. Miał nadzieję, że wszystko u nich w porządku. Wiedział z listów, że rodzeństwo sobie świetnie radzi, a o Amy nie mieli wiadomości. Zniknęła i tylko raz napisała do Kiry. Może to lepiej zastanawiał się i pomyślał, że faktycznie tak będzie lepiej dla wszystkich.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 37

         Myślała, że da radę i nie będzie płakać przy rozstaniu. Teraz w samochodzie płakała już cały czas, aż nie zasnęła. Nat w końcu zamienił się z Mike’m i obaj siedzieli z przodu. Mało rozmawiali, bo nie byli w stanie. Chcieli ją szybko zawieść do domu, a tam oddać  w ręce mamy i Olivii, bo nawet nie wiedzieli co mają jej powiedzieć i jak ją pocieszyć. Bo czy da się pocieszyć po czymś takim. Widzieli, że to nie tak, że Paddy ją nie kocha, to było widać, po sposobie w jaki ją traktował. Tu chodziło o inne rzeczy, ale oni nie wiedzieli, bo ani Amy ani Olivia im tego nie powiedziały. Angelo nie zapytali, bo jednak to był brat Paddy’ego. Ale jedno wiedzieli, Amy cierpiała cholernie mocno i bardzo chcieli jej pomóc. Wieczorem już w Anglii zatrzymali się na kolację i musieli zmusić siostrę, aby coś zjadła. Już nie płakała, chyba zabrakło jej łez.
       Paddy pożegnał się z bratem i jego rodziną, wsiadł do samolotu. Szybko doleciał i pojechał do zakonu. Nie mógł zapomnieć o jej smutnej buzi. Starał się tak bardzo się starał, aby móc wszystko zrozumieć i wrócić do równowagi. Zaczynał nowe życie, a jeszcze za plecami czuł dawne. Czy kiedyś ją zapomni? Czy kiedyś przestanie być taka ważna dla niego? Nie wiedział i nie potrafił sobie niczego wytłumaczyć, ani tego zrozumieć. Chciał tego, chciał się zbliżyć do Boga i na tym postanowił się skupić, to było ważne.
        Amy dojechała do domu i w końcu mogła zobaczyć swoje nowe mieszkanko, bardzo jej się podobało. Było małe, ale jej. Cieszyła się, że Nathan pomyślał o niej. Rodzice mieli dół, Nat piętro z osobnym wejściem, a dla niej zaadoptował strych, ale ona uwielbiała go, jak była mała zawsze mówiła, że chce tam mieszkać i Nat o tym pamiętał. Teraz też chciał, aby mimo, że mieszkała w domu rodzinnym czuła się, że ma coś własnego. Były tam dwa pokoje, salon, mała kuchnia oraz łazienka. Bardzo jej się podobało. Na razie miała tylko kilka rzeczy, bo mama i Olivia stwierdziły, że ona sama będzie wiedzieć, co tam chce mieć. Chciała szukać pracy, ale na razie nie była na siłach tego robić, zresztą na razie miała oszczędności, ale nie chciała ich tracić do zera.
         Mijały dni i Paddy dobrze odnalazł się w nowym miejscu. Na razie nie zaznał całkowitego spokoju, ale był na dobrej drodze. Myślał czasem o Amy i o tym jak sobie radzi, ale wiedział, że dobrze zrobił. Tęsknił za nią, ale starał się skupiać na nowym życiu. Odnaleźć w sobie spokój.
       Cieszyła się, bo znalazła pracę tłumacza, mimo, że była nauczycielką. Tak na razie było lepiej dla niej, bo nadal nie czuła się na siłach, aby wyjść do ludzi. Będzie kiedyś uczyć powtarzała sobie, ale na razie praca w domu była lepsza niż wyjście na zewnątrz. Pomagała Olivii, bo niedługo miała urodzić. Więc chodziła z nią do sklepów i kompletowały wyprawkę. Czasem szła z nią nawet do lekarza, jak Mike nie mógł. Dzięki Olivii i malutkiej Erin uśmiechała się coraz częściej. Oczywiście zastanawiała się co słychać u Paddy’ego, Kiry i Angelo. Nawet napisała do Kiry maila, że ma pracę i niedługo zostanie ciocią. Kira odpisała, że bardzo się cieszy i tęskni. Minęły wakacje, a Amy zamiast czuć się lepiej po tym wszystkim, czuła się źle. Olivii nie podobało się to, ale Amy powiedziała, że to dlatego, że źle sypia i mało je. Tak to było przekonywujące dla ich obu. Chociaż mama Amy uważała, że powinna wybrać się do lekarza.
       Czuł się dobrze, chociaż czasem leżąc w łóżku myślał o Amy. Miał nadzieję, że już jakoś sobie poradziła. Dni mu mijały szybko, miał je wypełnione od samego rana do wieczora.
        Olivia urodziła na początku października córeczkę, mała była cudowna i Amy nie mogła się na nią napatrzeć. Została poproszona o bycie chrzestną i oczywiście się zgodziła. A gdy wyszły ze szpitala, pomagała jej. Schudła, choć teraz jadła już więcej i lepiej spała. Po rozmowach z Olivią już lepiej sobie radziła z tęsknotą. W końcu po namowach mamy poszła do lekarza i doznała szoku. Była w ciąży i to był już czwarty miesiąc. Miała urodzić w marcu. Od razu wiedziała, kiedy to się wydarzyło. To ich ostatnie wspólne chwile zaowocowały. Pojechała do Olivii. Rozmawiały o wszystkim, a Olivia zapytała, co ją gryzie.
·        Nic, nic Livia – zaprzeczyła szybko Amy.
·        Kochana widzę – powiedziała Livia – Nie chcesz mówić?
·        Chcę, ale nie wiem jak – zrobiła smutna minę.
·        Jesteś w ciąży? – zapytała jej przyjaciółka.
·        Tak – odparła cicho.
·        Amy, ale mimo wszystko to jest cudowna wiadomość! – wykrzyknęła uradowana.
·        Nie wiem co o tym sądzić. Olivia ja będę sama. Jak ja sobie poradzę?
·        Nie będziesz sama, masz nas, a może jak mu powiesz…
·        Nie Oli, nie powiem. On wybrał inną drogę, beze mnie. Teraz jakbym powiedziała to tak jakbym go zmuszała do wyjścia. To jest jego dziecko, ale on wybrał.
·        Amy!? – Olivia była zdziwiona – Kochana, ale to on jest ojcem. Dlaczego nie chcesz mu powiedzieć?
·        To nie tak Olivia, że nie chce, ale on teraz jest całkowicie niedostępny. I co powiem mu, a potem będzie tak jak on przewidywał, gdyby teraz został. Moglibyśmy się znienawidzić. Byłby ze mną dla dziecka i nie bylibyśmy szczęśliwi. Mogłoby tak być, a tak to zostawił mi po sobie coś cudownego.
·        Ale kiedyś mu powiesz? – zapytała.
·        Pewnie kiedyś nadejdzie ten moment.
·        A kiedy urodzisz? Wiesz już? I czy to syn czy córka? – zasypała ją pytaniami.
·        Termin mam na marzec. To już czwarty miesiąc, a jeśli chodzi o płeć, na razie nie chciałam wiedzieć.
·        O matko! Czwarty? Faktycznie. Amy, a cieszysz się?
·        Cieszę się, bo go kocham. Odchodziłam jak go kochałam, a on mnie.
·        Hm, noooo.. nie da się ukryć – zaśmiała się Olivia.
·        No cóż – zarumieniła się Amy – No tak, to przed jego wyjazdem. Samo wyszło, ale oboje chcieliśmy bliskości.
·        Ale przecież brałaś tabletki – kombinowała dalej Olivia.
·       To fakt, ale zachorowałam i kilka dni nie brałam, a potem jakoś tak samo wyszło, że w sumie przestałam, bo nie były mi potrzebne. No w każdym razie tak myślałam.
·        No tak, nie spodziewałaś się, że będziecie jeszcze…
·        Tak, tego się nie spodziewałam, a potem jak byliśmy … w łóżku..
·        Nazwij to, a nie się wstydzisz i to kogo, mnie? – zaśmiała się Livia.
·        No tak, kochaliśmy się, a że od lat brałam tabletki, to chyba żadne z nas nie pomyślało o zabezpieczeniu. Powiedz mi jak ja mam to powiedzieć reszcie.
·       Rodzice na pewno nic złego nie powiedzą. Martwili się, a przecież wiedzą mniej więcej co się stało. Pomogą, Mike’a zostaw mi, a Nat na pewno pomoże. Oni naprawdę bardzo to przeżyli jak się dowiedzieli, że się rozstajecie.
·  Wiem, a teraz to nie wiem czy to będzie takie proste, bo sama przyznasz, że to skomplikowana sytuacja.
·       No tak, to fakt, ale to nie oznacza, że nie pomogą, że będą potępiać. Sama zobaczysz, a do tego Erin będzie już duża na tyle, że jej ubranka będą w sam raz. Znalazłaś tę pracę, pracujesz w domu, więc idealnie, prawda?
·        Dziękuje za wsparcie.
·        No przecież wiesz, że kocham Cię i zawsze będę Cię wspierać.

Z pracy wrócił Mike, więc Amy poszła do domu. Chciała porozmawiać z mamą, a potem z resztą rodziny. Olivia dała jej tyle pozytywnej energii i wiary w to, że wszystko się poukłada, że zaczęła patrzeć pozytywnie w przyszłość. 

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 36

Paddy był w łazience, a Amy dalej pakowała swoje rzeczy. Mieli jeszcze trochę do zrobienia, ale nie chciało mu się, myślał o tym, co się wydarzyło i o tym że odchodzi. Była smutna, bo mimo wszystko traciła go, nie wyobrażała sobie teraz życia bez niego, ale wiedziała, że tak musi być. Tak będzie lepiej, nie może go zatrzymywać. Zadzwonił dzwonek do drzwi i otworzyła, a tam stał John.
  • Cześć Amy – przywitał się – Jest Paddy?
  • Jestem – odpowiedział głos zza jej pleców – Wchodź.
  • Chciałem pogadać – powiedział chyba niepotrzebnie John, wiadomo było, że jak się zjawił to właśnie po to.
  • Domyślałam się. Chodź do salonu.
  • Ooo – powiedział zdumiony John, gdy wszedł do salonu – To jest salon? Tu są tylko meble.
  • No tak, posprzątaliśmy już tu, mieszkanie idzie do wynajmu – odpowiedział Paddy.
  • To Amy tu nie zostaje? – zapytał zszokowany.
  • Nie, ona wraca do Irlandii.
  • Paddy, przepraszam. Przepraszam, że Ci nie wierzyłem. Proszę Cię przemyśl wszystko. Nie odchodź. Nie idź tam. Ja się z tym źle czuje. To moja wina. Mówiliście mi do czego jest zdolna, a ja wam nie ufałem. Rozwodzę się, już adwokat działa, by nic nie dostała, bo chce alimentów.
  • John! – powiedział stanowczo Paddy – Nie mów mi o niej. Przez nią nie mogę się pozbierać, zdradziłem Amy, a chciałem się z nią ożenić. Teraz ją zostawiam, ale nie dlatego, że jej nie kocham, ale dlatego, że nie radze sobie z tym wszystkim. Zostałbym i co, dalej by mnie niańczyła, bo ja nie daje rady. Znienawidziłaby mnie, a tego nie chce. Muszę się pozbierać, muszę odnaleźć siebie, a teraz wspomnienia będą dobre, co pomoże i Amy i mnie. Tak musi być. Tak będzie lepiej. Jesteś kolejną osobą, która próbuje mnie przekonać, a ja już podjąłem decyzję. Nie wiem czy słuszną, ale najlepszą w tej sytuacji.
  • Nie musi tak być. Chodzi o to, że nie musisz się zamykać w zakonie.
  • John. Nie radzę sobie z niczym. Tak jest od pewnego czasu, byłem wściekły nie raz i Amy obrywała, bo się na niej wyżywałem. Nie chcę tego więcej. Jestem wypalony- sława, fanki, wywiady, koncerty, autografy i wszystko z tym związane teraz mnie przerażają. Na razie nie potrafię już w tym wszystkim być. Może to egoistyczne, ale nic na to nie poradzę. Wiem, że będzie trudno, ale macie siebie i kiedyś będziecie mogli mnie zobaczyć. Czy to w zakonie czy poza.
  • A gdzie w tym wszystkim Amy? – zapytał John.
  • No właśnie w tym problem, że ona na tym najgorzej wyszła, a jest dla mnie najważniejsza. Dlatego wraca do Dublina, żeby nie być sama.
  • Będziecie się kontaktować?
  • Na razie nie, bo jak to sobie wyobrażasz. Ja chcę dla niej najlepiej, a jeśli będziemy się kontaktować, to nic z tego nie wyjdzie. Bo ani ona ani ja, nie pozbieramy się. A chodzi właśnie o to, by wszystko co złe pozostawić za sobą, wybaczyć błędy i żyć dalej. Nie wiem co będzie, może wyjdę szybciej niż za sześć lat, a może nie. Nie mogę jej trzymać w takiej niepewności. To by dopiero było egoistyczne. I tak została tutaj ze mną. To już jest ciężkie.
  • No tak rozumiem. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczycie, oboje.
  • Może tak będzie John, a Ty również poskładaj swoje życie na nowo i bądź szczęśliwy.
  • Mam taką nadzieję. Idę do Angelo i zobaczymy się jeszcze tam.
  • Ok, na razie.
  • Cześć Amy – krzyknął John w stronę sypialni.
  • Cześć – odpowiedziała.
Paddy poszedł do Amy, pakowała rzeczy i zastanawiała się nad wszystkim co usłyszała. Nie dało się nie podsłuchiwać, bo echo niosło w tym prawie pustym domu.
  • Amy – powiedział Paddy – Przepraszam, że musiałaś wysłuchać tej rozmowy.
  • Nie ma problemu, bo przy okazji i ja coś zrozumiałam. Masz rację we wszystkim co powiedziałeś John’owi.
  • Dzięki za wsparcie, naprawdę to ważne dla mnie, że jesteś teraz ze mną.
Podszedł do niej i przytulił się, a ona go objęła i głaskała po głowie. Pocałowała go w policzek, a on westchnął. Stali tak chwile, a potem dalej pakowali.
Około 18 poszli spacerkiem do Angelo i Kiry, a tam byli już wszyscy. To było pożegnanie i Amy wiedziała, że przede wszystkim ona ich widzi ostatni raz. Dziewczyny nie potrafiły ukryć łez, a ona się trzymała. Wiedziała, że będzie płakać, ale wtedy będzie już Olivia. Musi sobie dać radę, pomyślała, a Paddy również musi sobie poradzić. Rozmawiała ze wszystkimi i przy okazji żegnała. Niektórzy mówili do zobaczenia, ale nie ona, jednak do widzenia, uważała, że to będzie na miejscu. Byli tam do pierwszej w nocy, a potem poszli do domu. Tam się rozpłakała w łazience i chociaż starała się robić to cicho, to jednak Paddy usłyszał i przyszedł. Przytulił ją i pocałował. Tak bardzo chciała się z nim kochać, a on nie miał nic przeciwko, więc zrobili tak jak im podpowiadało serce i dusza. Nie mogli się sobą nasycić. Wiedziała, że mimo wszystko jeszcze to zrobią nim się rozstaną, to było czuć, to było widać. Żadne z nich nie potrafiło powiedzieć ‘nie’. Żadne argumenty nie przemawiały za tym, aby nie być teraz blisko, chcieli tego równie mocno. Gdy potem byli w łóżku, a Paddy zasnął. Amy leżała przytulona do niego i nie mogła zasnąć. Myślała o tym, co teraz się działo i wiedziała, że to będą jej wspomnienia o nim. Był czuły i myślał przede wszystkim o niej, a nie o sobie. To były naprawdę przyjemne doznania i długo będzie o nich pamiętać.
Kolejne dni mijały szybko, zbyt szybko, a Amy było coraz smutniej. W sobotę wieczorem Angelo przyszedł z jej braćmi. Mike nie chciał odzywać się do Paddy’ego i widać było, że ma wielki żal do niego, a Nathan widział, że Amy zależy na tym, aby Paddy’ego traktować jak zawsze, więc normalnie się do niego odzywał. Nie byli długo, bo musieli iść spać, długa droga była za nimi i przed nimi. To było 1200 km i jakieś 15 godzin jazdy, więc byli zmęczeni, mimo, że prowadzili na zmianę. Amy z Paddy’m rozmawiali przez pół nocy, a potem kochali się ostatni raz. To było dla niej zadziwiające, że mimo wszystko tak bardzo pragnęła go, a on ją. Kochała go i bała się go stracić, choć to było nieodwracalne. Już było za późno.
Około godziny 9, przyjechali z Angelo, który zabierał Paddy’ego na lotnisko. Amy żegnała się z Kirą i dziećmi, a panowie pakowali jej rzeczy do samochodu. Dość dużo tego było, ale udało im się dobrze zapakować. Paddy miał tylko walizkę i gitarę ze sobą. Sprawdzała jeszcze czy nic nie zostawili w domu, jak usłyszała, że Paddy poprosił, aby poczekali, bo chce się z Amy pożegnać bez świadków. Przyszedł do niej i wyciągnął ręce, a ona w nie od razu wpadła. Nie wiedziała co mu powiedzieć, a on ją ubiegł.
  • Amy bądź szczęśliwa, tylko o to proszę. Chcę, abyś była szczęśliwa, by to co teraz się dzieje, było tylko wspomnieniem. Nie rozpaczaj, miej w pamięci tylko dobre chwile. Dasz radę, ja to wiem.
  • Postaram się Paddy. Naprawdę się postaram.
  • Wybacz mi to co się stało i to co się teraz dzieję. Dziękuje za to, że byłaś ze mną do końca.
  • To ja Ci dziękuje za te wspomnienia. Nie tylko z tych ostatnich dni, ale również z tych wspólnych czterech latach. Uważaj na siebie i mam nadzieję, że znajdziesz swoją drogę. Dasz radę. Pamiętaj, że Cię kocham.
  • Ja Ciebie też kocham Amy i dlatego to robię. Trzymaj się.

Już nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się przez łzy i pocałowała go. Wyszli przed dom i pożegnała się jeszcze raz z Kirą i Angelo. Nathan pożegnał się ze wszystkimi, a Paddy’ego uściskał. Mike nie mógł tego zrobić, nie czuł się na siłach i bał się, że coś powie nietaktownego. Wsiadła do samochodu, a Nat koło niej, chciał być teraz z nią. Mike prowadził. Paddy patrzył za oddalającym się samochodem i aż poleciały mu łzy. Kira podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu i uścisnęła. Wsiedli do auta i zawieźli go na lotnisko.