W
końcu się przełamał i dał koncert, pierwszy koncert po wyjściu
z zakonu. Bardzo się stresował, ale poradził sobie. Tak jak sobie
obiecał nie dawał autografów, nie spotykał się z fanami, nie
lubił jak mu robiono zdjęcia. Wrócił do muzyki, tak jak kiedyś o
tym myślał. Nie umiał żyć bez muzyki. Sven organizował
koncerty, a on brał udział w nich - wchodził na scenę śpiewał i
grał i wychodził. Brał udział w akcjach charytatywnych i znalazł
nową pasję, a mianowicie malował. Kiedyś też malował, ale teraz
bardziej. Tak wyrażał siebie przez muzykę i malowanie. Czas tak
szybko płynął, że aż się tego nie spodziewał. Wracał do
świata i jakoś sobie radził. Myślał o płycie, ale wszystko było
jeszcze przed nim. Rok 2011 był dla niego ważnym rokiem, bo uczył
się na nowo życia. Jego rodzeństwo już od dawna miało rodziny,
swoje koncerty. Musiał i ich poznać na nowo, ich żony, mężów,
dzieci. Myślał o Amy, ale nie wiedział czy teraz może psuć jej
wszystko to co zbudowała na pewno przez te lata. Postanowił
poczekać.
Była na spacerze ze swoją córeczką i
Colin’em. Chciała kupić książkę, więc poszła do księgarni,
a Colin z Molly poszli zobaczyć, kto gra na ulicy, bo było słychać
gitarę i śpiew. Wyszła po kilkunastu minutach z księgarni i udała
się w stronę w którą oni poszli. Po chwili usłyszała głos
mężczyzny, który śpiewał irlandzką piosenkę. Stanęła dość
daleko, bo poznała ten głos, znała go bardzo dobrze. To był
Angelo. Patrzyła na niego, zmienił się, minęło tyle lat, aż
miała łzy w oczach. Miała ochotę do niego podejść, ale zabrakło
jej odwagi. Rozglądała się za swoją córeczką i zobaczyła ją.
Molly stała przed Angelo i klaskała, Colin stał obok małej.
Rozejrzał się i ją zobaczył, coś powiedział do małej i po
chwili byli już koło niej. Nawet nie miała ochoty się odzywać,
ale mała opowiadała jej, co przed z chwilą słyszała. Colin był
wściekły, bo zobaczył po raz pierwszy, że mimo upływu lat Amy
nie zapomniała o tych Kelly i jej to wypomniał. Trochę się
posprzeczali i Amy pokazała mu drzwi. Nie rozumiał, że to był
wujek jej córki i był kiedyś w życiu Amy. Wyszedł wściekły
mrucząc coś pod nosem.
Mijały miesiące, a on się coraz lepiej
czuł. Trochę przytył, bo jak wyszedł z zakonu był bardzo
szczupły. Nie był przyzwyczajony już do tak intensywnego stylu
życia, ale dawał radę. Koncerty dawały mu siłę, ale nie chciał
być sam. Teraz nawet nie miał z kim dzielić tej radości. Co
prawda poznał kobietę, spotykał się z nią z cztery miesiące i
dał sobie spokój. Może i była miła, ładna, ale to nie było to,
była chętna do bycia z nim. Zbyt chętna i nie wiedział czy on jej
się podoba jako mężczyzna czy po prostu jako Paddy Kelly. Tak nie
chciał. Czuł, że nie o to mu chodzi. Nie mógł myśleć tylko o
swoich potrzebach fizycznych, więc próbował stworzyć związek,
ale poważnego związku z nią nie stworzył. Potem pojawiła się
kolejna i potem kolejna, sam nie wiedział czego szuka. Wszystkie dla
niego były raczej jako dziewczyny na chwilę, żadna nie spodobała
mu się na tyle żeby z nią być na dłużej. Nie rozumiał tego i
nie wiedział czego tak naprawdę od nich oczekuje. Nie chciał być
taki jak kiedyś, że miał tylko dziewczyny na jedną noc, tym razem
trwało to dłużej, ale żadna nie miała tego czegoś, więc uznał,
że na siłę nie chce. Zajął się muzyką, malowaniem i pracą
charytatywną. Pomału zbliżały się kolejne Święta Bożego
Narodzenia i miał koncertować z rodziną. To go cieszyło.
Od momentu spotkania Angelo, Amy z Colin’em
nie mogli się dogadać. Jemu bardzo się nie podobało, że Amy
nadal rozpamiętuje coś, co rozpadło się siedem lat temu. Nie
rozumiał tego, a ona nie chciała mu tłumaczyć. Lubiła go, lubiła
z nim przebywać, ale go nie kochała. Nie podobało jej się, że
chciał decydować za nią jeśli chodziło o edukację muzyczną jej
córki. Twierdził, że on się na tym zna, a nie ona. Nie miał
prawa i to mu powiedziała. Na święta wybierała się do Dublina,
tam miała swój dom, rodzinę. Tam Molly miała swoją kuzynkę
Erin, którą uwielbiała i małego kuzyna, który niedawno się
urodził. Tam był Nat, który nigdy nie oceniał, a do tego tylko on
potrafił dać jej namiastkę bezpieczeństwa, które straciła te
kilka lat temu. Jeśli potrzebowała takiego zwykłego przytulenia,
to tylko Nat mógł jej to dać.
Grudzień był wypełniony koncertami. Dużo
rozmawiał z Joey’em, który dawał mu różne rady i ogólnie
bardzo go wspierał. Rozmawiali również o Amy. Paddy powiedział
Joey’owi o tym, że chciałby dowiedzieć się co u niej słychać,
ale nie ma odwagi. Nie wie jak wygląda teraz jej życie i mógłby
jej coś popsuć. Joey jednak uważał, że powinien się z nią
spotkać, nawet tylko po to, aby dowiedzieć się jak sobie
poradziła. Poza tym uważał, że Amy zasługuje na to, aby się
dowiedzieć, że on jednak wyszedł i to od niego, a nie np. z
internetu. Nie namawiał brata do tego, aby się znowu z nią
spotykał czy wrócił do niej. Tylko do tego, aby się spotkać i
pogadać.
- Paddy, ona może mieć kogoś, więc z tym się również licz, ale warto było by się spotkać – tłumaczył.
- Wiem. Mam wielką ochotę ją zobaczyć, ale boję się.
- Po co masz się bać? – zdziwił się Joey – Uważam, że tak po prostu powinniście się spotkać i tylko tyle.
- Wiem, wiem Joey. Pojadę do Irlandii, ale dopiero w marcu.
- Aha, no to ok i tak się dziwię, że tak długo zwlekałeś z tą decyzją.
- Musiałem sam ze sobą dojść do ładu po wyjściu z zakonu – uśmiechnął się Paddy – Teraz już jest ok i spotkam się z nią, bo jestem ciekawy, co u niej.
- A jak założyła rodzinę? Ma męża, dzieci? – zapytał Joey – Co wtedy?
- Co wtedy... Nic na to nie poradzę, bo sam ją prosiłem, aby była szczęśliwa i jeśli mąż i dzieci dają jej szczęście to i ja będę się cieszył tym jej szczęściem.
- Kiedyś byłbyś zazdrosny. Już Ci nie zależy, całkowicie Ci minęło?
- To nie tak Joey. Zawsze będzie ważna i będę o niej pamiętał, ale jeśli ma kogoś, to przecież nie stanę jej na drodze do szczęścia. Nic nie zakładam z góry, chcę się z nią zobaczyć.
- No to ok. Angelo mi mówił, że oni również mają ochotę się z Amy zobaczyć.
- Wiem, rozmawiałem z nimi o tym. Poprosiłem, że dopiero wtedy, jak ja z nią pogadam.
- Aaaa to dobrze. Pewnie. Ciekawe co u niej słychać.
- To się dowiemy gdzieś w okolicy marca.
- Spoko.
Miał
tyle zajęć, że dopiero w marcu weźmie sobie urlop. Zresztą
uwielbiał Irlandię w marcu, dobrze mu się to kojarzyło i chciał
jechać na kilka dni do Galway, a potem do Dublina. Sven wiedział,
żeby wtedy nic nie planować na marzec.
Święta minęły radośnie. Molly dostała
dużo prezentów i wszystkie bardzo jej się podobały. Amy
rozmawiała z Olivią o Colin’ie i jego zachowaniu, ale jednak
najbardziej denerwowało ją to, że wtrąca się do wychowywania
Molly, coraz bardziej. Amy decydowała o jej przyszłości, ona miała
prawo tak ją wychowywać jak uważała za stosowne. Nie
rozpieszczała przesadnie małej, starała się by miała zasady i
zachowywała się dobrze w każdej sytuacji. Jej rodzina uważała,
że Molly jest dobrze wychowana, a Colin’owi przeszkadzało to, że
mała jest najważniejsza. Tylko jak miała nie być dla własnej
mamy najważniejsza, była jej światem, jej radością, wszystkim. A
Amy dla Molly również była najważniejsza, miała kochających
dziadków, ciocie, wujków, kuzynów, ale jednak to mama była
najważniejsza.
Paddy rozmawiał już w styczniu z Angelo i
powiedział mu, że robi sobie wolne w marcu. Chciał pojechać na
kilka dni do Galway, a potem planował odwiedzić Amy w Dublinie.
Podejrzewał, że pewnie tam mieszka. Zastanawiał się, co u niej
słychać i czy może znowu pojawić się w jej życiu. Nie chciał
jej znowu namieszać. Pomyślał, że minęło prawie osiem lat, no w
sumie w czerwcu będzie osiem, jak się rozstali. Sześć spędził w
zakonie, ale dzięki temu zmienił się i dorósł. Teraz był już
innym człowiekiem. Miał co prawda dziewczynę, ale to była już
kolejna i nadal nie znalazł w niej tego czego szukał. Tylko czego?
Jechał do Galway i nadal zastanawiał się co powie Amy jak ją
spotka. Czy ma tak po prostu pojechać i co powie jej „dzień
dobry”, bez sensu myślał. Jego dziewczynie nie bardzo podobało
się, że jedzie bez niej na urlop, ale on nie chciał jechać do
Galway z inną dziewczyną. To miasto kojarzyło mu się tylko z Amy.
Tak chciał i nie widział innej możliwości. Chciał dowiedzieć
się, co u niej, więc stwierdził, że zrobi to, spotka się z nią.
Teraz już bardziej rozumiem intencje Paddy'ego, chociaż i tak nie do końca. Myślę, że on dalej kocha Amy, w innych dziewczynach szuka tego, co miał u niej i nie może znaleźć. Porównuje do Amy, do tego, co było między nimi, widocznie było to najważniejsze. Tylko on jeszcze sam przed sobą nie może tego przyznać. Mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej wyjaśnienia z jego strony, bo mi wciąż mało. Widać, że Amy nie jest szczęśliwa z Colinem i strasznie mi jej żal. Jest z nim, bo jest, bo on naciskał, bo w końcu się zgodziła. Myślę, że Colin kocha Amy, ale jest zbyt zaborczy. Może ona dobrze się z nim czuje, ale to nie to, to po prostu nie to. Reakcja na Angelo - bezcenna! Cudowna! Myślałam, że do niego podejdzie, jednak dobrze zrobiła, że stanęła z boku. Najpierw faktycznie powinni spotkać się z Paddym. Chociaż i tak wiadomo, że on jej strasznie namiesza. Tylko o tym nie wie. BO przecież zobaczy, że ma córkę. Chce tylko się spotkać pogadać, a wywróci życie do góry nogami: swoje, Amy i przede wszystkim Molly. Tatuś wrócił... Matko jak to brzmi, tatuś wrócił!
OdpowiedzUsuńTrudno powiedziec czego on szuka i chyba nawet on by nie umiał odpowiedzieć na to pytanie... jeszcze
UsuńAmy chciałaby być szczęśliwa, ale czy potrafi? Chyba zbyt ta tajemnica ją męczy, bo jak długo można cos takiego trzymać w tajemnicy. Wie że powinna mu powiedzieć, wie że Molly i Paddy zasługują na to, aby sie poznać, ale chyba za daleko dobrnęła i musi sobie to poukładać.
Angelo jej przypomniał wszystko to, co chciała zapomniec i tak naprawdę udowodnił jej, nawet o tym nie wiedząc, że nadal ma ich wszystkich w sercu nie tylko Paddy'ego, ale wszystkich...
Tak spotkanie na pewno wszystko wywróci do góry nogami, ale może jednocześnie wreszcie oboje będą potrafili się od siebie uwolnić, ale i nie...
Piękny rozdział ...kocham You i mogłabym tak czytac jak książkę :) ale wkurzylam sie na Colina na Padzika .... Amy powinna obojgu dać bilet bez powrotu .... dalej nie kupuje Colina , wiem ze wczoraj odwolalam buraka ... Napewno Ja kocha , ale ... No nie , zraził mnie do siebie ... A nasz książę znowu panienki zalicza .... Jeżeli chce wiedzieć co u Amy to powinien odrazu do Niej pojechać !!! Odrazu choćby tylko zobaczyć jak sobie poradziła .... A on koncerty , panienki .... Napewno sie zmienił , nie wie ze jest ojcem , spokornial .... Ale na dZien dzisiejszy ani Colin a juz napewno nie Paddy nie zasługują na Amy ... Wrrrr .... Możesz mam zły dZien dZisiaj ... Ale rozdZial super !
OdpowiedzUsuńdziękuje Riri, to bardzo miłe co piszesz :):)
Usuńtak i jeden i drugi mieszają jej w życiu, jeden szukał szczęścia bez niej, drugi chce stworzyc to szczęście, ale czy da radę, sam czuje coraz bardziej 'trzecią osobę w związku'. Ale nie bądź tak bardzo zła na Paddy'ego on szuka swojego miejsca, a dziewczyny są, bo on pragnie być szczęśliwy. Tak mógł od razu do niej jechać, ale bał się, bo nie wiedział co u niej zastanie, jaka sytuacje, więc tak po prostu wolał poczekać...
Ja zacznę od tego, że Collin mnie denerwuje. Jak się pojawił, nie potrafiłam sprecyzować jakie mam odczucia w stosunku do jego osoby. Dzisiaj już jestem pewna - jest cholernie zaborczy! Nie podoba mi się to, że wszedł do życia Amy z buciorami, a teraz wielce jej mówi co ma robić, jak się zachowywać, jak wychowywać córkę. Na drzewo z nim!!!!! Amy się nie daje, ale o tym za chwilę... :) Paddy... Oh ten nasz kochany Paddy!!! Uwielbiam go w tym opowiadaniu, bo tutaj właśnie w You przeszedł olbrzymią metamorfozę!!! Od buraka i don juana poprzez kochającego całym sercem mężczyznę, ofiarę podłej Joanne aż do przemiany duchowej. Nie podoba mi się, że ma kobiety, znowu każda inna. To jakby ten klasztor wcale nie miał znaczenia, jakby się cofnął z powrotem do lat 90-tych, gdzie zaliczał panienki na każdym kroku. Tutaj może tego tak nie traktuje jako przysłowiowe "hit and run" (uwielbiam to angielskie określenie na "wydupcyć i zostawić";P) ale jednak obraca się wśród kobiet i jeśli nie poprzestanie, jeśli czegoś nie zmieni to skończy się to na tym, że znowu popadnie w "lekkie" i beztroskie życie, że zacznie sypiać z bele kim!!!! Ale co jest w tym wszystkim najpiękniejsze Aniu: to to, że ich miłość jest trwa tak długo, nie widzieli się prawie 8 lat, 8 lat!!!!!!! A ogień się wciąż w nich pali!!! Ona i Collin - jest z nim, ale nic do niego nie czuje, nie potrafi go pokochać. On i milion innych kobiet - w żadnej nie potrafi odnaleźć choćby najmniejszej namiastki Amy. Wniosek: Cholerne przeznaczenie i prawdziwa miłość ich życia, i już dzisiaj wiem, że muszą być razem choćby skały srały, bo taka miłość się zdarza tylko raz w życiu i tylko wybranym!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńDobra teraz temat Angelo: Amy brawo!!! Słuszna postawa: stanąć z boku!!!!! Na pewno kosztowało ją to bardzo dużo, widzieć go, widzieć jak nieświadoma Molly zachwyca się tym jak jej wujek śpiewa, nie wiedząc o tym, że to wujek z pierwszej linii. Brawo Amy. Brawo!!!!!! Joey: dobrze radzi Paddyemu, powinien się spotkać z Amy, a że Paddy odwleka, to ja to akurat rozumiem. To nic innego jak strach; boi się tego co Amy powie, tego co zobaczy, że zobaczy go w objęciach innego, jak siedzi szczęśliwa ze swoją rodziną przy stole, boi się, że się załamie, że zacznie się zastanawiać "co by było gdy" nie poszedł do zakonu, gdyby Joanne nie zrobiła tego co zrobiła... Ja go rozumiem, ale hej chłopie odwagi! Trza mieć jaja!!! Dziękuję Ci Aniu za tą część i przepraszam, że się tak rozpisałam, ale musiałam w ten strasznie chaotyczny sposób wyrzucić z siebie wszystko :D
Olusha! Jak dla mnie - za to, co zauważyłaś powinnaś dostać od autorki trzy lizaki! Brawo!
UsuńOlusha jestem pod wrażeniem :) dziekuje Ci za pełne zrozumienie tego co chciałam przekazać. Naprawdę zrozumiałaś wszystko. Idealna analiza.
UsuńDziekuje :):)
ps. pewnie, że lizaki masz u mnie :) wow
Usuńjeeeee, mam lizaki, mam lizaki, MAM LIZAKI!!!! :DDD
UsuńNie wiem jak będzie wyglądać ich spotkanie i czy bedzie Happy end tej historii
OdpowiedzUsuńwszystko sie okaże niedługo :)
UsuńJuż nie mogę się doczekać jak pięknie opiszesz ich spotkanie! Bo będzie pięknie, prawda???
OdpowiedzUsuń