Mijały lata. Mała miała już pięć lat,
chodziła do szkoły. Lubiła muzykę i chciała się uczyć gry na
instrumentach. Geny jej taty odezwały się, jak się śmiał Nathan,
który nie dość, że kupił jej różne instrumenty, to jeszcze
opłacał naukę gry na pianinie. Amy nawet żartowała, że sama
kupi Molly perkusję i w Dublinie ją zostawi, a jak przyjadą to
Molly będzie grała, nad jego sypialnią. Na razie skupiła się nad
tym, żeby mała poznała pianino. Pamiętała jak Angelo uczył
swoje dzieci, również zaczynał od pianina. Będzie starsza to
wybierze sobie kolejny instrument. Oczywiście śpiewała, buzia jej
się nie zamykała, jeśli nie mówiła, to śpiewała. Amy
uwielbiała na nią patrzeć, to była taka iskierka, pełno w niej
było życia i to było cudowne. Teraz było bardzo widać kogo jest
córką. Miała zadarty nos swojego taty, rumiane policzki, kolor
włosów, chociaż w tych ciemno blond włosach miała również rudy
odcień. Amy jak na nią patrzyła myślała o tym, że los jest
przewrotny, zabrał jej Paddy’ego, a dał Molly. Nawet jakby
chciała o nim nie pamiętać to nie dała by rady mając z nim
córeczkę. Molly pytała o swojego tatę, bo inne dzieci miały,
więc Amy opowiadała jej o nim, pokazała zdjęcia. Wystarczyło jej
to, na razie.
Musiał podjąć ostateczną decyzję czy
chce zostać w zakonie czy wychodzi. Miotał się trochę i bał się
czy da sobie radę. Nie wiedział co dalej, ale mijało sześć lat
od kiedy tu był, więc czas się zdecydować.
Zawodowo szło jej całkiem dobrze.
Prywatnie też, pytała tysiące razy co jest dla niej ważne i
odpowiedź była prosta. Miała zdrową, cudowną córeczkę,
przyjaciół, rodzinę. Paddy nie był tylko wspomnieniem, ale teraz
nie myślała o nim już tak często jak kiedyś. Brakowało jej
męskich ramion, przytulania, ale bała się zaufać. Kilka razy
znajomi mężczyźni próbowali zaprosić ją na randkę. Choć się
umawiała to nic z tego nie wynikało. Naprawdę chciała dać sobie
szansę na szczęście, na nowy związek, ale zawsze coś było nie
tak. Miała dziecko i o nim myślała przede wszystkim. Ale jeden się
nie zrażał odmową. Był to Colin Evans, nie przeszkadzało mu to,
że Amy ma córkę i nawet się lubili z małą. Należał do grona
znajomych Amy i Rianny, więc spędzali czas ze sobą. Długo musiał
zabiegać o nią i nawet jak się udało w końcu wyciągnąć ją na
spotkanie, miała poczucie, że to nie to, ale był nieugięty.
Spotykali się dość często, bo był nauczycielem gry na pianinie.
Colin uczył Molly grać i w końcu udało mu się z Amy umówić na
prawdziwą randkę. Spotykali się na początku dość rzadko. Ale
Colin był nieugięty i chyba po prostu rościł sobie prawa do Amy.
Podobała mu się i starał się o nią. Chciała dać sobie i jemu
szanse, więc spotykała się z nim, ale nie potrafiła mu tak do
końca zaufać. Naciskał na nią na te spotkania, wręcz wymuszał.
On uważał, że tak ją zdobywa, a ona czuła się naciskana. Miał
dużo cierpliwości w sobie, a Amy chciała dać im szansę. Czuła
coś do niego, ale czy to była miłość? Wiedziała, że na pewno
to nie taka, jaką czuła do Padddy’ego. Nigdy nie pokocha nikogo
tak jak jego kochała, tego była pewna. Niby minęło tyle lat, niby
już o nim nie pamiętała, ale to było tylko ‘niby’ bo
wiedziała w głębi duszy, że tylko Paddy’ego będzie tak kochać,
taką szaloną, mocną miłością, która by mogła góry przenosić.
Oczywiście teraz ta miłość zbladła, bo Amy jej nie podsycała,
nie miała już nadziei, że kiedykolwiek będzie z nim. On kiedyś
zdecydował, tylko, że mimo starań nie umiała być z Colinem, tak
do końca szczęśliwa. Nie potrafiła zaufać, tak jak kiedyś
Paddy’emu. A Colin jej nie znał aż tak dobrze, bo nie pozwalała
mu na to. Miała blokadę, a on to czuł i miał o to pretensje.
Zdecydował się, że wychodzi z zakonu.
Zakomunikował rodzinie, a oni byli bardzo szczęśliwi. Angelo, miał
teraz urlop od życia w domu, kupili z Kirą campera i jeździli po
Europie. Johnny miał Maite i był szczęśliwy. Wszyscy pozakładali
rodziny i było wszystko tak jak chcieli. Zatrzymał się u Patricii,
bo miała duży dom. Nawet nie ogłaszał, że wyszedł i fanki też
nie wiedziały. Nie ukrywał się, ale zastanawiał, co dalej.
Mieszkanie było wynajęte i musiał gdzieś się podziać. Chciał
zastanowić się co dalej, poukładać sobie wszystko. Bał się, ale
znowu wybrał, więc trzymał się tego planu. Myślał o Amy, ale to
nie był ten czas, aby się z nią spotkać. Chciał sobie dać
trochę czasu, aby poukładać wszystko poza zakonem. Chciał się z
nią spotkać, zobaczyć co u niej, jak sobie radzi. Tak po prostu
chciał jej spojrzeć w oczy. Mimo, że minęło już sześć lat, to
chciał się z nią spotkać.
Minęło ponad sześć lat, czas płynął
nieubłagalnie, kolejne urodziny, kolejne święta. Ułożyła sobie
życie na tyle ile mogła, była szczęśliwa, na tyle ile mogła
być. Już nie napisała więcej do Kiry, tylko te dwie wiadomości,
prawie na początku. Zastanawiała się czy to jednak nie czas by im
powiedzieć o małej, ale zawsze wracały do niej myśli, że może
Paddy ma inne plany co do swojego życia, a ona mu je popsuje. Nie
chciała tego, bała się, również tego, że jeśli kiedyś się
pojawi na jej drodze, będzie miał żal. I wcale by mu się nie
dziwiła. Miał rację, czas uleczył rany i teraz miała dobre
wspomnienia o nim. Chciała sobie ułożyć swoje sprawy, aby i ona
czuła się bezpiecznie, bo niestety to nigdy nie wróciło. Mimo
upływu lat, nigdy nie poczuła się bezpieczna. Choć Colin bardzo
się starał jej to bezpieczeństwo dać, nie potrafił. Widziała
jak go to denerwuje, jak i również to, że jak to ujął ‘zawsze
czuje między nimi tego Kelly’. Denerwował go jej pierścionek,
który nosiła na łańcuszku, ale nie potrafiła się z nim rozstać.
Opowiedziała mu o tym, że się rozstała z ojcem swojej córeczki,
ale nie znał wszystkich okoliczności, bo uznała, że tylko w
przyszłości jej córka może je poznać. Sama czuła, że jest
między nimi bariera, choć starała się ją zlikwidować, to nie
potrafiła. Spotykała się z nim od ponad roku, a mimo to, nie znał
jej tak, jak znał ją Paddy. Colin czasem jej to wypominał, ale ona
nie była taka uległa jak w związku z Paddy’m, bo on mógł sobie
na wiele więcej pozwolić, niż Colin. Zmieniła się i teraz była
przede wszystkim mamą, chociaż o sobie też myślała. Jednak teraz
była dużo bardziej samodzielna i wymagająca niż te kilka lat
temu.
Były święta i upłynęło kilka
miesięcy jak wyszedł. Świat teraz był zupełnie inny niż kiedyś.
Musiał wiele się o nim nauczyć. Ale teraz on był inny, bardziej
dojrzały, zdystansowany. Dał ze Sven’em oświadczenie i fanki już
wiedziały, ale się działo. Sven mówił mu, że bardzo to
przeżywają. Postanowił, że nigdy więcej zdjęć ani autografów,
to go kiedyś wykończyło prawie, więc teraz nie chciał. Pomału
dochodził do siebie i to było dla niego ważne. Myślał o muzyce i
chciał się skupić na religijnym aspekcie swojego życia
muzycznego.
Molly od swoich dziadków dostała psa.
Oczywiście pytali Amy czy mogą, bo wnuczka marzy o piesku. Była to
sunia rasy Seter Irlandzki, Amy od razu wpadła na pomysł z
imieniem. Paddy się śmiał kiedyś z imienia, które jej się
podobało. Fiona, przypomniała sobie, że wtedy powiedział, że to
ze Shreka i też była ruda, a on ten kolor lubi, stwierdziła, że
pasuje. Molly była szczęśliwa, że dostała pieska, a Fiona
uwielbiała małą i pilnowała jej na każdym kroku. Colin nie był
zachwycony jak usłyszał z jakiego powodu piesek dostał to imię.
Olivia i Rianna uważały, że po prostu jest zazdrosny i
przewrażliwiony na punkcie Paddy’ego. Była z nim szczera i kiedyś
nawet powiedziała mu, że Paddy oprócz Molly jest i będzie ważny
dla niej. Rozumiała jego obawy, ale zawsze była wobec niego szczera
i nie chciała ukrywać swoich uczuć. Jak miał pretensje, to zawsze
mu przypominała, że może być wolny. Wiedział o tym, ale został
z nią. Tym razem ona była egoistką, brała, co prawda nie za dużo
i równie niewiele dawała z siebie, podobał jej się, ale nie do
końca potrafiła się zakochać w nim. Czuła jakby jakaś część
jej duszy została jej odebrana dawno temu. Obiecywała sobie, że
jeśli poczuje, że związek z Colin’em zabiera mu albo jej coś,
odejdzie.
O rany! Ale dluga czesc! Czytalam i czytalam. Fajnie, ze Amy ma kogos, ale szkoda, ze nie potrafi się w nim zakochac i mu zaufac. Szkoda... Moglaby byc szczesliwa. Poznalysmy Fione, ciekawe jak wyglada Colin? Moze jakies fotki na grupie? Ania jest mistrzem przeskakiwania w czasie. Serio.
OdpowiedzUsuńDzięki :)
UsuńJak wygląda Colin, hm... może pokaże...na razie dałam zdjęcia Fiony inne, bo rośnie jak na drożdżach :) staram sie przeskakiwać szybko w czasie i robic to tak żebyście nic sensownego nie straciły...
Aaa! No i wiadomo,ze Paddy podjal decyzje o wyjsciu z zakonu. Ciekawe, co bedzie porabial przez te poltora roku do prologu?
OdpowiedzUsuńto akurat będzie w następnych rozdziałach...
UsuńŁo Bosze! Amy się związała z Collinem? Przecież nic do niego nie czuje..no na pewno nie milość...sama dobrze wie o tym. Naciskal na nią i wymuszał spotkania, był namolny...Nie wiem, czy dobrze zrobiła. Do tego jest pewnie chorobliwie zazdrosny, co może nie przyniesie im żadnego happy-endu :-[ Jest z nim ponad rok..pewnie sypiają rqzem :-[ szkoda. Ale z jednej strony rozumiem...nie można w nieskończoność żyć nadzieją, że Paddy powróci :'(
OdpowiedzUsuńTeraz wyszedł....ciekawe, kiedy postanowi odwiedzić Amy...Pewnie przyjedzie bez zapowiedzi i będzie taki surprise, o jakim można tylko gdybać .
Buziaczki Aniu :-*
niby czuje niby nie, ale chciała naprawdę chciała byc szczęśliwa, lubi go, ale niestety ktos trzeci jest w tym 'związku'...
Usuńpewnie pojedzie skoro o tym myśli, a kiedy, to zobaczycie w kolejnych rozdziałach...
Super ! Swietnie opisalas przebieg lat ... No super , ze Amy ma kogos tylko , ze ten Colin jakis burak mi sie wydaje ... Chciałbym zeby Paddy nie miał łatwego powrotu do Amy .. Jesli wogole beda chcieć wrócić do siebie ... Amy sie zmieniła , jest matka i to ona teraz powinna grać pierwsze skrzypce ... Wystarczająco duzo zrobiła dla Paddiego ....
OdpowiedzUsuńRiri, akurat Ty wyczułaś Colina, czy słusznie czy nie okaże się...
Usuńczy łatwo będzie jak się spotkają? hm... nie widzieli się osiem lat łączyło ich wiele na pewno miłość, a teraz ich w jakiś sposób łączy córka, tylko czy to cos zmienia... są dla siebie obcymi osobami w tym momencie...
Mi też się ten burak nie podoba....namolny stwór jakiś....jeszcze przez niego będą problemy... ale idziemy do prologu...to najważniejsze. Jestem ciekawa kiedy pani mecenas się spotka z Padzikiem....już bardzo by chciała. Ciekawe też co będzie po prologu.....pewnie synuś skoro córka już jest... :)
OdpowiedzUsuńAniu....super to opowiadanie....jesteś mistrzem w przemieszczaniu się w czasie :)
Jesteś kolejna która go nie lubi...
UsuńPani Mecenas będzie miała swój czas sam na sam :)
jesli chodzi o dzieci, to teraz Paddy nawet nie wie że ma córkę a synka zawsze moze miec z kimś innym...
Ale fajnie, że Molly już jest duża i że ma pieska - Fionę, i że Padzik opuścił klasztorne mury :D W ogóle długa i fajna część. Czytałam w drodze do pracy jak dobrą książkę :) Co do Evansa to się nie potrafię jeszcze ustosunkować czy go lubię czy nie... Z jednej strony wkurza mnie, że tak naciska na Molly, a z drugiej strony przecież ruda też zasługuje na szczęście. Nie może żyć wiecznie Padem, bo po takim czasie nawet jak teraz wyszedł z zakonu to wcale nie oznacza, że będą ze sobą, że w ogóle będą potrafili nadawać na tych samych falach. No ale to pewnie autorka nam rozjaśni w swoim czasie jak wielka jest między nimi miłość, i ile jest w stanie przetrwać ;)
OdpowiedzUsuńcieszę się, ze Ci się podobało :)
UsuńOlusha jesteś druga która ma mieszany stosunek do Colina,, Ola również, reszta jest na nie :) a ja nic nie zdradzę bo już wiem...
Tak Amy zasługuje na szczęście tylko chyba przez tę tajemnicę nie potrafi...
a i Amy i Paddy się zmienili, bo jednak każde z nich dorosło... zobaczymy co dalej...
Ledwo napisałam o tym, że nikogo nie miała a tu bach! dobrze, że to świeży związek jeszcze będzie mogło się pomiędzy nimi cos zepsuć. Chociaż ja twierdzę, że ona Nie mogła dać z siebie wszystkich uczuć bo dalej wierzyla w Paddiego to że będzie w jej życiu
OdpowiedzUsuńtylko czy słusznie....
Usuń