Paddy
był w łazience, a Amy dalej pakowała swoje rzeczy. Mieli jeszcze
trochę do zrobienia, ale nie chciało mu się, myślał o tym, co
się wydarzyło i o tym że odchodzi. Była smutna, bo mimo wszystko
traciła go, nie wyobrażała sobie teraz życia bez niego, ale
wiedziała, że tak musi być. Tak będzie lepiej, nie może go
zatrzymywać. Zadzwonił dzwonek do drzwi i otworzyła, a tam stał
John.
- Cześć Amy – przywitał się – Jest Paddy?
- Jestem – odpowiedział głos zza jej pleców – Wchodź.
- Chciałem pogadać – powiedział chyba niepotrzebnie John, wiadomo było, że jak się zjawił to właśnie po to.
- Domyślałam się. Chodź do salonu.
- Ooo – powiedział zdumiony John, gdy wszedł do salonu – To jest salon? Tu są tylko meble.
- No tak, posprzątaliśmy już tu, mieszkanie idzie do wynajmu – odpowiedział Paddy.
- To Amy tu nie zostaje? – zapytał zszokowany.
- Nie, ona wraca do Irlandii.
- Paddy, przepraszam. Przepraszam, że Ci nie wierzyłem. Proszę Cię przemyśl wszystko. Nie odchodź. Nie idź tam. Ja się z tym źle czuje. To moja wina. Mówiliście mi do czego jest zdolna, a ja wam nie ufałem. Rozwodzę się, już adwokat działa, by nic nie dostała, bo chce alimentów.
- John! – powiedział stanowczo Paddy – Nie mów mi o niej. Przez nią nie mogę się pozbierać, zdradziłem Amy, a chciałem się z nią ożenić. Teraz ją zostawiam, ale nie dlatego, że jej nie kocham, ale dlatego, że nie radze sobie z tym wszystkim. Zostałbym i co, dalej by mnie niańczyła, bo ja nie daje rady. Znienawidziłaby mnie, a tego nie chce. Muszę się pozbierać, muszę odnaleźć siebie, a teraz wspomnienia będą dobre, co pomoże i Amy i mnie. Tak musi być. Tak będzie lepiej. Jesteś kolejną osobą, która próbuje mnie przekonać, a ja już podjąłem decyzję. Nie wiem czy słuszną, ale najlepszą w tej sytuacji.
- Nie musi tak być. Chodzi o to, że nie musisz się zamykać w zakonie.
- John. Nie radzę sobie z niczym. Tak jest od pewnego czasu, byłem wściekły nie raz i Amy obrywała, bo się na niej wyżywałem. Nie chcę tego więcej. Jestem wypalony- sława, fanki, wywiady, koncerty, autografy i wszystko z tym związane teraz mnie przerażają. Na razie nie potrafię już w tym wszystkim być. Może to egoistyczne, ale nic na to nie poradzę. Wiem, że będzie trudno, ale macie siebie i kiedyś będziecie mogli mnie zobaczyć. Czy to w zakonie czy poza.
- A gdzie w tym wszystkim Amy? – zapytał John.
- No właśnie w tym problem, że ona na tym najgorzej wyszła, a jest dla mnie najważniejsza. Dlatego wraca do Dublina, żeby nie być sama.
- Będziecie się kontaktować?
- Na razie nie, bo jak to sobie wyobrażasz. Ja chcę dla niej najlepiej, a jeśli będziemy się kontaktować, to nic z tego nie wyjdzie. Bo ani ona ani ja, nie pozbieramy się. A chodzi właśnie o to, by wszystko co złe pozostawić za sobą, wybaczyć błędy i żyć dalej. Nie wiem co będzie, może wyjdę szybciej niż za sześć lat, a może nie. Nie mogę jej trzymać w takiej niepewności. To by dopiero było egoistyczne. I tak została tutaj ze mną. To już jest ciężkie.
- No tak rozumiem. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczycie, oboje.
- Może tak będzie John, a Ty również poskładaj swoje życie na nowo i bądź szczęśliwy.
- Mam taką nadzieję. Idę do Angelo i zobaczymy się jeszcze tam.
- Ok, na razie.
- Cześć Amy – krzyknął John w stronę sypialni.
- Cześć – odpowiedziała.
Paddy
poszedł do Amy, pakowała rzeczy i zastanawiała się nad wszystkim
co usłyszała. Nie dało się nie podsłuchiwać, bo echo niosło w
tym prawie pustym domu.
- Amy – powiedział Paddy – Przepraszam, że musiałaś wysłuchać tej rozmowy.
- Nie ma problemu, bo przy okazji i ja coś zrozumiałam. Masz rację we wszystkim co powiedziałeś John’owi.
- Dzięki za wsparcie, naprawdę to ważne dla mnie, że jesteś teraz ze mną.
Podszedł
do niej i przytulił się, a ona go objęła i głaskała po głowie.
Pocałowała go w policzek, a on westchnął. Stali tak chwile, a
potem dalej pakowali.
Około
18 poszli spacerkiem do Angelo i Kiry, a tam byli już wszyscy. To
było pożegnanie i Amy wiedziała, że przede wszystkim ona ich
widzi ostatni raz. Dziewczyny nie potrafiły ukryć łez, a ona się
trzymała. Wiedziała, że będzie płakać, ale wtedy będzie już
Olivia. Musi sobie dać radę, pomyślała, a Paddy również musi
sobie poradzić. Rozmawiała ze wszystkimi i przy okazji żegnała.
Niektórzy mówili do zobaczenia, ale nie ona, jednak do widzenia,
uważała, że to będzie na miejscu. Byli tam do pierwszej w nocy, a
potem poszli do domu. Tam się rozpłakała w łazience i chociaż
starała się robić to cicho, to jednak Paddy usłyszał i
przyszedł. Przytulił ją i pocałował. Tak bardzo chciała się z
nim kochać, a on nie miał nic przeciwko, więc zrobili tak jak im
podpowiadało serce i dusza. Nie mogli się sobą nasycić.
Wiedziała, że mimo wszystko jeszcze to zrobią nim się rozstaną,
to było czuć, to było widać. Żadne z nich nie potrafiło
powiedzieć ‘nie’. Żadne argumenty nie przemawiały za tym, aby
nie być teraz blisko, chcieli tego równie mocno. Gdy potem byli w
łóżku, a Paddy zasnął. Amy leżała przytulona do niego i nie
mogła zasnąć. Myślała o tym, co teraz się działo i wiedziała,
że to będą jej wspomnienia o nim. Był czuły i myślał przede
wszystkim o niej, a nie o sobie. To były naprawdę przyjemne
doznania i długo będzie o nich pamiętać.
Kolejne
dni mijały szybko, zbyt szybko, a Amy było coraz smutniej. W sobotę
wieczorem Angelo przyszedł z jej braćmi. Mike nie chciał odzywać
się do Paddy’ego i widać było, że ma wielki żal do niego, a
Nathan widział, że Amy zależy na tym, aby Paddy’ego traktować
jak zawsze, więc normalnie się do niego odzywał. Nie byli długo,
bo musieli iść spać, długa droga była za nimi i przed nimi. To
było 1200 km i jakieś 15 godzin jazdy, więc byli zmęczeni, mimo,
że prowadzili na zmianę. Amy z Paddy’m rozmawiali przez pół
nocy, a potem kochali się ostatni raz. To było dla niej
zadziwiające, że mimo wszystko tak bardzo pragnęła go, a on ją.
Kochała go i bała się go stracić, choć to było nieodwracalne.
Już było za późno.
Około
godziny 9, przyjechali z Angelo, który zabierał Paddy’ego na
lotnisko. Amy żegnała się z Kirą i dziećmi, a panowie pakowali
jej rzeczy do samochodu. Dość dużo tego było, ale udało im się
dobrze zapakować. Paddy miał tylko walizkę i gitarę ze sobą.
Sprawdzała jeszcze czy nic nie zostawili w domu, jak usłyszała, że
Paddy poprosił, aby poczekali, bo chce się z Amy pożegnać
bez świadków. Przyszedł do niej i
wyciągnął ręce, a ona w nie od razu wpadła. Nie wiedziała co mu
powiedzieć, a on ją ubiegł.
- Amy bądź szczęśliwa, tylko o to proszę. Chcę, abyś była szczęśliwa, by to co teraz się dzieje, było tylko wspomnieniem. Nie rozpaczaj, miej w pamięci tylko dobre chwile. Dasz radę, ja to wiem.
- Postaram się Paddy. Naprawdę się postaram.
- Wybacz mi to co się stało i to co się teraz dzieję. Dziękuje za to, że byłaś ze mną do końca.
- To ja Ci dziękuje za te wspomnienia. Nie tylko z tych ostatnich dni, ale również z tych wspólnych czterech latach. Uważaj na siebie i mam nadzieję, że znajdziesz swoją drogę. Dasz radę. Pamiętaj, że Cię kocham.
- Ja Ciebie też kocham Amy i dlatego to robię. Trzymaj się.
Już
nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się przez łzy i
pocałowała go. Wyszli przed dom i
pożegnała się jeszcze raz z Kirą i Angelo. Nathan pożegnał się
ze wszystkimi, a Paddy’ego uściskał. Mike nie mógł tego zrobić,
nie czuł się na siłach i bał się, że coś powie nietaktownego.
Wsiadła do samochodu, a Nat koło niej, chciał być teraz z nią.
Mike prowadził. Paddy patrzył za oddalającym się samochodem i aż
poleciały mu łzy. Kira podeszła do niego i położyła mu dłoń
na ramieniu i uścisnęła. Wsiedli do auta i zawieźli go na
lotnisko.
Piękna, przepiękna część, a ja ryczę jak bóbr. Nie tylko łzy płyną, szloch też jest. Nie umiem nic więcej teraz napisać. Wiem, że to fikcja, ale bardzo się z bohaterami zżyłam.
OdpowiedzUsuńrozumiem to, bo sama się z nimi zżyłam...
UsuńNo powiem szczerze ..zmiażdżył mnie ten rozdział...chyba za bardzo przeżywm.Bardzo mnie ciekawia dalsze losy Amy....Paddiego narazie pożegnalam..John no nareszcie gada madrze tyle,ze chyba za późno...jednak świetna rozmowa z bratem.Pożegnanie piękne .....naprawdę chwyta za serce ...padło tyle pięknych slow .Narazie tyle no nie powiem poplakalam się ...i troche zal, ciezko
OdpowiedzUsuńbędzie dużo Amy :) Paddy będzie ale mniej... a John cóż faktycznie za późno...
Usuńmam nadzieję, ze już więcej nie będziecie płakać...
Czekałam aż wszyscy pójdą spać....dopiero przeczytałam.....wiedziałam, że będą ryczeć jak bóbr ..... Nie mogłam od razu skomentować,, bo przez zapłakane oczy nie widziałam liter. Dramat....dla mnie to dramat....Straszne są takie pożegnania.....ciekawe co będzie dalej....jak on się odnajdzie w klasztorze, co u Amy....to wiadomo - będzie w ciąży.....Aniu zapewniasz, że już nie będziemy płakać.....ja chyba będę.....
OdpowiedzUsuńKochane, znając Was wiem, że pewnie jeszcze nie raz łezka się zakręci, ale mam nadzieje, że już nie taka jak teraz przy tym rozdziale...
UsuńPożegnanie było takie jak powinno być, moim zdaniem, a to pozwala zachować te drugą osobę w pamięci...
Teraz Paddy będzie drugoplanową postacią, ponieważ autorka nie zna się na klasztorach/zakonach i innych :)
a Amy będzie teraz najważniejsza, choć im bliżej to tym więcej Paddy'ego będzie :):)
pojawią się wesołe i smutne momenty. Teraz znowu jest inaczej, bo musimy przejść przez osiem lat :):)
więc już dziś zapraszam
Rozmowa z Johnem była potrzebna bardzo moim zdaniem. Amy też właśnie dużo zrozumiała. I wspomnienie o tym, że echo idzie w pustym domu - aż mnie ścisnęło. A ostatnie słowa, które powiedzieli do siebie, które powiedział PAddy, on zaczął, które powiedziała Amy. I potem to, że Nat usiadł obok niej, a Paddiemu spłynęła łza i Kira go pocieszała, no pięknie, po prostu pięknie! A ja pisząc ten komentarz wycieram swoją z policzka...
OdpowiedzUsuńbyła potrzebna ta rozmowa to fakt i duzo wniosła...
Usuńmi też cięzko było to wszystko pisać... :(
To będzie ciężki okres.....Mam nadzieję, że te lata w zakonie miną w kilku częściach....Biedna Amy :'( Będzie czekać na jego powrót? Czy nadal będą się kochać? Ech....miłość przezwycięży wszystko ....chyba :-(
OdpowiedzUsuńwłaśnie Betsy ciężko powiedzieć czy miłość wszystko przezwycięży, bo jednak osiem lat to bardzo długo...
Usuńa czy w kilku częściach, ach znacie mnie i mój styl pisania, ja pisze bardzo na temat :) i przeskakuje :)
:(((((((( Płaczę, płaczę i nie mogę przestać!!! Piękne i wzruszające pożegnanie!!!
OdpowiedzUsuńnie płacz... bo mi znowu smutno
UsuńOkoło 18 poszli spacerkiem do Angelo i Kiry, a tam byli już wszyscy. [...]Kolejne dni mijały szybko, zbyt szybko, a Amy było coraz smutniej.- Jeśli mogę coś doradzić unikaj tego a.... po prostu ..., byli tam wszyscy. Lub ... było jej coraz smutniej :)
OdpowiedzUsuńGeneralnie jeśli chodzi o tą część. Paddy jest trochę egoistyczny, niby ją kocha nie chcę się rozstać, ale jednak chce... to jest takie popaprane. Smutne chwile rozstania, ja mam jednak nadzieję, że będzie na tyle silna by to znieść.
Buzi buzi, bara bara,a Amy przez chorobę nie brała pigułek?
OdpowiedzUsuńno wow, nie ma to jak czytać ze zrozumieniem i w całosci :) brawo :)
Usuń