Szła
przed siebie, minęła godzina, dwie, trzy, a ona nadal nie potrafiła
sobie tego wytłumaczyć. W końcu zmęczona siadła na ławce w
parku i zadzwoniła do Olivii.
- Amy – usłyszała głos przyjaciółki w słuchawce – Fajnie, że dzwonisz… – nie dokończyła zdania, bo usłyszała płacz – Amy?! Co się stało?
- On wrócił Livia, ale… ale tylko się pożegnać.
- Co? Jak to pożegnać?
- Był w zakonie, chce tam wrócić, wyciszyć się i studiować. Właśnie przekreślił cztery lata naszego życia.
- Nie wiem, co Ci powiedzieć. Przyjechać po Ciebie?
- Teraz nie, obiecałam, że zostanę, ale potem chcę wrócić do Dublina. Nie zostanę tu.
- To zrozumiałe. Teraz nawet nie mam Cię jak pocieszyć. Dasz mi znać, a ja tutaj wszystko zorganizuje. Wyślę chłopaków autem, bo samolotem wszystkiego nie zabierzesz.
- Dobrze, jak chcesz. Chcę… już nic nie wiem.
- A gdzie jesteś? – zapytała Olivia, bo słyszała hałas dookoła.
- Nie wiem, w jakimś parku. Byłam na spacerze. Nawet nie wiem, która godzina. Musiałam być sama.
- Amy… skarbie nie bądź teraz sama, idź do Kiry.
- Nie. Olivia to będzie trudne, ale nie mogę i nie chcę liczyć na jego rodzinę, bo nigdy nie zapomnę. Mam Was i niedługo z wami będę.
- No tak, tak. A my na Ciebie czekamy. Chłopaki pojadą po Ciebie.
- Dobrze. Ooo pada, muszę kończyć.
- Dobrze, zmykaj, bo zmokniesz.
Szła,
szukając jakiegoś autobusu czy taksówki. Nawet nie zwracała uwagi
na to, że pada. Była przemoknięta, ale nic ją nie obchodziło.
Podjechał samochód, koło niej, był to Sven z dziewczyną. Jechali
gdzieś i zobaczyli ją, więc zawieźli ją do domu. Sven patrzył
na nią w lusterku. Gdy dojechali na miejsce z domu wyszła Kira.
Widać było, że jest bardzo zmartwiona i zdenerwowana. Gdy
zobaczyła, że Sven przywiózł Amy, odetchnęła z ulgą.
Podziękowała i zabrała ją do domu. Amy poszła pod prysznic, a
potem dostała gorącą herbatę. Owinęła się kocem, bo było jej
zimno. Kira patrzyła na nią, a potem odezwała się cicho.
- Powiedział nam o swoich planach. Amy… a dlaczego nie chcesz się nadal z nami przyjaźnić?
- To nie tak Kira, że nie chcę. Ja nie mogę, zrozum mnie. Ja właśnie straciłam coś, co myślałam, że będzie trwałe. Kocham go, a jakbym została tutaj, nigdy bym nie doszła do siebie. Byście mi przypominali o nim, albo przekazywali pozdrowienia. Nie dałabym rady. Teraz potrzebuje zrozumieć dlaczego. Tam mam Olivię, braci, rodziców. Może będzie mi łatwiej, tu z Wami nie byłoby to proste.
- Wiem, ale jest mi cholernie źle z tym. Rozumiem Twoje zdanie, ale mi też będzie ciężko. Mam nadzieję, że czasem będę mogła Ci chociaż maila wysłać?
- Tak, myślę, że tak. Teraz nawet nie wiem, co dalej, bo nie byłam go więcej w stanie wysłuchać.
- Teraz pojechali z Angelo do Jima, Joeya i dziewczyn. Domyślam się jak to przyjmą. Będzie ciężko. Nie wiem kiedy chce iść, tzn. jechać. Trzeba popakować wszystko i zawieść do Joey’a. Oczywiście pomożemy mu.
- Ja też, obiecałam, że zostanę do końca. Prosił mnie o to.
- Co? Cholerny egoista.
- Jemu również nie jest łatwo, ale poprosił mnie o to, a ja się zgodziłam. Jest to trudne, ale chcę to zrobić. To takie pożegnanie.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak mi przykro. Nie wiem jak mogę Cię pocieszyć, ani nic.
- Nic nie musisz mówić, bo sama nie wiem, co chciałabym usłyszeć.
Usłyszały
otwierające się drzwi, więc umilkły. Paddy wyglądał gorzej niż
rano, więc wiedziała, że dostał po uszach od rodzeństwa. Nie
chciała się w to wszystko angażować bardziej emocjonalnie, bo
musiała pamiętać o sobie. Również cierpiała i chociaż z jednej
strony rozumiała, dlaczego chciał, aby została, to z drugiej było
jej źle. Teraz powinna odejść, a ona zostaje dla niego, by mu
pomóc. Jednak w głębi duszy wiedziała, że nie mogłaby właśnie
w tej chwili odejść. Może to było masochistyczne zachowanie, to
jednak chciała jak najdłużej z nim być, patrzeć na niego i mieć
jego obraz w swojej głowie.
Zapamiętać go na zawsze. Siadł w fotelu, a Angelo koło Kiry. Nikt
nic nie mówił, widziała, że Angelo jest smutny i pewnie bardzo to
przeżywał. Wiedziała, co on czuje, bo sama tak się czuła. Paddy
zapytał całą trójkę czy jutro zaczną pakowanie. Nie mieli
wyboru, więc się umówili. Mieszkanie miał wynająć Joey chociaż
niechętnie chciał się tym zająć. Angelo obiecał, że załatwi
kartony, a rzeczy Amy miał zabrać na razie do siebie.
Rano
otworzyła oczy i miała zaschnięte gardło, które bardzo ją
bolało. Głowę miała taką ciężką. Nic nie mogła powiedzieć.
Paddy spał w innym pokoju, a ona nie miała siły go zawołać.
Chciała się napić, ale kubek wypadł jej z rąk i właśnie to
zaalarmowało Paddy’ego, który przeglądał swoje zapiski, nuty
czy płyty. Szybko był w sypiali i jak spojrzał na jej twarz,
wiedział, że jest chora i ma wysoką gorączkę. Poszedł po
tabletki i wodę. Delikatnie ją posadził i pomógł jej je wziąć.
W głowie kołatała mu myśl, że szybko musi obniżyć jej
gorączkę. Wystraszył się, bo nie mógł sobie z nią poradzić.
Była bardzo gorąca, spocona i majaczyła coś. Przyniósł lód z
zamrażalki i owinął go w ściereczkę, a potem umieścił na jej
czole. Nie chciał panikować, ale zadzwonił po pogotowie. Pan
doktor stwierdził, że dobrze zrobił, bo gorączka była bardzo
wysoka. Przepisał lekarstwa. Gdy pojechał, zadzwonił do Angelo, bo
nie miał jak wyjść. Brat przyszedł szybko, a wraz z nim Kira,
która stwierdziła, że zajmie się Amy. Paddy czuł, że jest na
niego zła, za tę decyzję, ale on nie mógł inaczej. Zostawił Amy
w rękach Kiry i poszedł pakować rzeczy. Zaczął od osobistych
czyli płyty, jakieś zapiski, zdjęcia. Pakował kilka godzin, czuł
się zmęczony, ale to mu zrobiło dobrze. Wysiłek fizyczny to było
to. Poszedł sprawdzić co z Amy, bo naprawdę się o nią martwił.
Wiedział, że to dlatego, że wczoraj zmokła. Kira nie wpuściła
go do niej, powiedziała, że tak będzie lepiej. Siedział sam w
kuchni. Angelo był z dziećmi, Kira z Amy. Jednak nie czuł się
samotny. Bał się myśleć o przeszłości, teraz chciał się
skupić na przyszłości. Chciał oddać swoje życie Bogu, wierzył,
że teraz będzie już lepiej. A Amy... na pewno sobie poradzi,
zapomni o nim, musi, chciał, aby znalazła szczęście. Takie,
którego on nie mógł jej dać. Wiedział, że teraz jest smutna,
rozżalona, nieszczęśliwa, ale wiedział, że to minie i nauczy się
żyć bez niego. Tego dla niej chciał, chociaż i w nim buntowała
się jakaś część. Ale za długo był egoistą, za długo od niej
brał nie dając nic w zamian. Teraz chciał to zmienić. Próbował
namówić Kirę, aby poszła spać, ale ona nie chciała. Wolała
sama się nią zajmować. Rozumiał jej stanowisko. Jego rola w życiu
Amy się skończyła i w sumie on o tym zdecydował. Mimo, że ją
kochał.
Trzymałam się, naprawdę się trzymałam. Przy ostatnim zdaniu popłakałam się. Przywaliłaś jak łysy grzywką o kant kuli i niestety jest to cała prawda. Livia jak zawsze wymyśliła, co potrzeba, A Kira, biedna też jest. To jej pytanie, czemu nie chcesz się z nami przyjaźnić. Przykre to. Ale fakt, tak może będzie dla niej lepiej. Lepiej żyć bez niego, lepiej zapomnieć. Oj, ciężkie rozdziały już za nami i ciężkie przed nami.
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro, widziałam, że się trzymasz a Kira i ostatnie zdanie CI dowaliły... :(
UsuńKira wie i rozumie dlaczego Amy nie chce z nimi mieć kontaktu, to by było za dużo...
mogę tylko na pocieszenie dodać że 'po zmroku zawsze nastaje dzień' :) mimo wszystko, mimo ciężkich doświadczeń, możemy nauczyć się na nowo uśmiechać :):)
Też od razu pochłonęłam. Bardzo smutny rozdział. Rozstania sa takie ciężkie i bolesne jak dwie osoby się kochają, a muszą się rozstać :( Biedna Amy, miała wszystko a teraz wszystko straci; przyjaciół, ukochanego. Jest zmuszoną zaczynać wszystko od zera, musi wrócić do początku, gdzie była Livia i Ona - sama :( Oj życie bywa okrutne. Mam nadzieję, że za parę lat jak Paddy wyjdzie z klasztoru (o ile wyjdzie, a w prologu nie był jedynie na "przepustce") to los ich znowu złączy. Tym razem już na zawsze.
OdpowiedzUsuńTak masz rację Amy zaczyna od zera... ale nie jest sama, ma swoją rodzinę, która ją kocha i zawsze stoją za nią...
Usuńzastanawiam się tylko czy cos tak brutalnie przerwane, mimo miłości która niewątpliwie przy rozstaniu była jest w stanie wrócić po wielu latach, a ludzie się zmieniają...
tak naprawdę są trzy wyjścia z sytuacji po latach...
Bardszo smutny rozdział....Amy to szlachetna osoba, postanowiła zostać z nim do końca, ale z tego co czytam każda spędzona w tym domy minuta jest dla niej niesamowicie bolesna..... z tego wszystkiego się biedaczka rozchorowała.... Macie rację....zaczyna od zera, w rodzinie ma ogromne wsparcie ale na pewno jeszcze długo się nie pozbiera..... Ciekawe jak to wszystko dalej się potoczy...
OdpowiedzUsuńniestety smutny :( nie wiem czy szlachetna, ona go po prostu kocha, poprosił ją by z nim została, a ona się zgodziła.
UsuńRozchorowała się to prawda, bo nawet nie zauważyła ze pada, albo ją wcale to nie obchodziło...
;( ja na plazy.... Znowu łezka poleciała ....Z bólem serca to czytam , nie umiem sie z tym pogodzić .Niby wiedziałam , ze sie rozstana ....Dobrze, ze Amy ma wsparcie ...Ja jednak bym nie została juz bym siedziała w pociągu , nie dałabym rady .Pieknie ...jedno z moich top 3 opowiadań ;)
OdpowiedzUsuńojej nie płacz...
Usuńwiele osób już by siedziało w pociągu, chyba włącznie z autorką, ale nie Amy...
No cóż... Ja chyba też wsiadłabym do pociągu, samolotu itp, w momencie kiedy bym usłyszałam coś takiego, ale rozumiem też Amy... Tak naprawdę zostało jej kilka dni, kilka tygodni, kiedy jeszcze ma szansę go widzieć, te ostatnie chwile, bo potem nie wie co będzie.. My wiemy, że spotka go po latach, ale ona nie... dla niej to jest rozstanie na zawsze i chce poniekąd wykorzystać do maksimum czas, jaki jej pozostał. To jest trochę tak, jak wiemy, że ktoś śmiertelnie choruje i chcemy zrobić wszystko do ostatniego momentu, spełnić wszystkie niespełnione marzenia... dla niej Paddy też niejako umiera, znika... już go nie będzie i chce do tej ostatnie chwili, kiedy ma go dla siebie, być przy nim, nawet jeżeli sprawia to ogromny ból... A to widać, z resztą nie tylko ją boli to rozstanie, Pada również... Istotna różnica jest taka, że on wie co dalej, wie co robi... I wiem, że głupio może to zabrzmi, ale ma czyste sumienie, czuje, że robi dobrze, że robi to również dla niej, żeby nie cierpiała później... Ona... dla niej po prostu zamyka się jakiś rozdział w życiu, który miał się nigdy nie zamknąć, i nie wie co dalej... nie wie, gdzie dalej idzie, nie ma właściwie żadnych planów... i to jest chyba właśnie najgorsze, on przechodzi z jednego rozdziału do drugiego, a ona właśnie zamyka własną książkę... I to chyba jest najsmutniejsze... :( I znowu się rozpisuję.... Aniu, może jakiś limit słów wprowadź specjalnie dla mnie, bo znowu Cię moje eseje czekają, skoro już wróciłam? :P Dodam tylko jeszcze, że bardzo mi się podobał ten rozdział, mimo, że strasznie smutny, rozmowa z Kirą, żal... że coś się właśnie skończyło... naprawdę świetnie to ujęłaś, GRATULUJĘ! :)
UsuńMarta :( ja miałam limit na łzy, już nie płacze przy pisaniu, a teraz popłynęły mi ze dwie przy czytaniu komentarza... teraz wiem, że wszystko napisałam tak jak chciałam, a Wy to widzicie, a Ty Martuś idealnie mi to wszystko podsumowujesz...
UsuńTak Amy zostaje sama, na razie i będzie musiała sobie poradzić z odpowiedzią na pytanie co dalej? co robić dalej? czy kiedykolwiek pokocha innego faceta? bo ja mam watpliwości jako kobieta, nawet nie jako autorka...
zostanie sama, po tej drugiej stronie i bedzie musiała sobie ułożyć życie bez Paddy'ego, bez Kiry i wszystkich ważnych osób z którymi była cztery lata swojego życia, na pewno nie będzie łatwo..
Tak on ma plan i jemu jest łatwiej, on wie gdzie będzie i co będzie robił, on to wie
Amy musi znaleźć nowy sens życia, nową drogę...
dzięki za gratulacje...
aha i jeszcze maleńki spojlerek tutaj...
OdpowiedzUsuńrodzina a szczególnie braci Amy będą mieli dla niej mały prezent, więc i z tej strony będzie miała ogromne wsparcie :):)
a to chyba pozytywny aspekt...
Ach! Jeszcze slowa Amy do Kiry, ze sama nie wiem, co chcialaby uslyszec. Sama prawda. Nikt nie ma odpowiednich slow, aby pocieszyc po czyms takim. No i ze to masochistyczne podejscie - tez racja. Ale ja bym chyyba jednak zostala. Do ostatniej chwili liczyla na zmiane zdania, ze jednak zrozumie i zostanie. A z tym, co Aniu napisalas odnosnie rozwiazan po latach. Teraz nawet nie jestem w stanie wymyslec, co byloby najlepsze, bo nie znam Amy za 8 lat i nie znam Padda za 8 lat. Ech...
OdpowiedzUsuńMaslo maslane mi wyszlo...
Usuńach bo nie da się nic mądrego powiedzieć, bo nikt nie wie co czuje Amy...
Usuńmoże i miała nadzieje, ale chyba jednak go zbyt dobrze znała...
pewnie ich za te kilka lat poznamy :) i do tego autorka dojdzie :)
zrozumiałam co miałas na mysli, więc nie wyszło masło maslane :)
"Jego rola w życiu Amy się skończyła i w sumie on o tym zdecydował. Mimo, że ją kochał. "----to zdanie mnie rozwaliło....;( Bosheeeeeee....współczuję im obojgu ;(
OdpowiedzUsuńBetsy, mialam tak samo. To zdanie i to jeszcze na koniec wycisnelo ze mnie lzy...
Usuń:( no fakt smutne zdanie...
UsuńAmy chyba lubi się sama terroryzować.... Rozumiała go? SERIO???
OdpowiedzUsuń