Widziała
jak on się tym gryzie, jak mu z tym źle. Wierzyła mu, naprawdę mu
wierzyła. Był w szoku, myślał, że pomyśli, że mógł ją
zdradzić. Kiedyś by tak pewnie zrobił, ale nie z własną bratową,
na Boga! Kochał Amy, ale teraz nic nie rozumiał. Nie wiedział jak
to będzie, nie umiał się z tym uporać. Pamiętał jak zobaczył,
kto na nim siedzi i z kim mu było przez chwilę dobrze, aż musiał
zamknąć oczy. Naprawdę myślał, że to Amy i nigdy by nie
przypuszczał, że to Joanne na nim... Gdyby tylko otworzył szybciej
oczy, spojrzał kto go dotyka, ale tego nie zrobił. Czuł się
winny, tak bardzo czuł się winny. A Amy może gdzieś w głębi
duszy była smutna i zła, ale nie okazywała tego. Czuł, że stoi
za nim murem, że mu ufa i wierzy, że wie. On nigdy by nie poszedł
z Joanne, nigdy, zarzekał się tyle razy. A ta... suka to planowała,
z wyrachowania. Wiedziała, że tyle osób skrzywdzi, ale nie
interesowało ją to, chciała go mieć i przez chwile go miała.
Nawet te paręnaście minut go miała. Mimo że spał to ona go
dotykała, dotykała tam gdzie nie powinna i była gotowa. Nie
dotknął jej ani rękoma, ani się z nią nie całował, ale jednak
był w niej. Siedziała na nim jakby od dawna to robili, nie miała
zahamowań. Czuł się wykorzystany, czuł się jak … Nie miał
wytłumaczenia dla niej, żadnego, ani dla siebie.
Mijały
dni, a Paddy nadal nie potrafił sobie z tym poradzić. John
wyjechał, Amy próbowała rozmawiać, wytłumaczyć, ale on się
zamknął w sobie. Wszystkie emocje, które wcześniej zacierał jak
chodziło o fanki, koncerty i cały ten cholerny 'show business'
teraz wróciły ze zdwojoną siłą. Czuł się wypalony, nic go nie
cieszyło. Czuł jak zamyka się coś wokół jego głowy, jakaś
stalowa obręcz, która nie chciała puścić. Nie wiedział co ma ze
sobą zrobić. Czuł, że powinien odejść i uporać się ze sobą.
Amy
nie potrafiła mu pomóc, cierpiała razem z nim. Widziała co się
dzieje i razem z jego rodzeństwem próbowała go wyciągnąć, ale
on się coraz bardziej zapadał w swoich myślach. Bała się to
nazwać, choć wiedziała co mu jest. Rozmawiała nie raz z Kirą i
podejrzewały, że jest w depresji. Nic do niego nie docierało.
Siedział w domu, patrzył się przez okno, a jak coś mówił to
było to błahe. To jedno zdarzenie wywołało w nim całą lawinę
wszystkiego co się nagromadziło do tej pory, przez te lata. Amy
czuła, że on się od niej oddala i nie tylko od niej. To było
straszne, bo nikt nie umiał mu pomóc. Nienawidziła Joanne jeszcze
bardziej. A Paddy to był cień człowieka, gdyby nie dbała o to,
aby coś zjadł, to on zapomniałby o tym. Angelo przekonał go do
pójścia do lekarza. Przy nim trzymała się, ale jak rozmawiała z
Olivią albo Kirą, to wtedy pozwalała sobie na łzy. Czuła, że
nie skończy się dobrze, bo on potrzebował pomocy, a ona nie
potrafiła mu tego dać. Chociaż próbowała, tak bardzo się
starała, ale widziała, że to nie daje efektów.
Któregoś
dnia zawołał ją i powiedział, że musi wyjechać na jakiś czas.
Nawet nie protestowała, jeśli miało mu to pomóc uporać się ze
wszystkim, to nie miała wyboru. Pojechał. Nie chciał nikomu
powiedzieć gdzie, dał tylko znać, że już jest na miejscu. Miała
nadzieję, że jak wróci wszystko będzie jak dawniej. Zastanawiała
się nad tą całą sytuacją. Paddy jej nie powiedział dokładnie,
co się stało, ale Angelo to zrobił. Uważał, że powinna
wiedzieć. Nie była zła, nie na Paddy'ego, była wściekła na
Joanne. Minęły dwa miesiące od tego wydarzenia, Paddy'ego nie było
już trzy tygodnie. Nie było jej łatwo, ale miała Kirę i Angelo.
Wspierali ją, często u nich była. Zastanawiała się co będzie
dalej, co będzie z Paddy'm. Wiedziała, co oznacza depresja i jak
trudno z niej wyjść. Tak bardzo go kochała, że zrobiła by
wszystko, aby mu pomóc.
Paddy
był sam, ale gdyby chciał miał z kim porozmawiać, ale nie chciał.
Był w takim miejscu, że w końcu się wyciszył, chociaż głowę
miał nabitą myślami o tym co się stało. Czuł się winny, ale
znajdywał pocieszenie w Bogu. Wiedział co powinien zrobić, chociaż
nie mógł się zdecydować. To było na razie nie wyobrażalne dla
niego, ale czuł, że tak będzie dobrze dla niego. A Amy… ona da
radę, nauczy się żyć bez niego. Wiedział, że będzie cierpieć,
on też cierpiał. Teraz to już w ogóle ona była dla niego
oparciem, a nie on dla niej. Właśnie ta jej miłość do niego,
bardzo go trzymała, nawet jak czuł się tak bardzo źle. Ona zawsze
gdzieś była, a teraz musi zwrócić jej wolność. Zbyt dużo zła
z jego strony otrzymała, zbyt dużo. Nie była to łatwa decyzja,
ale musiał ją podjąć, sam. Chciał tu wrócić i poradzić sobie,
chciał studiować teologię i filozofię. Rozmawiał z przełożonym
i miał miejsce, chciał tu wrócić, ale najpierw musiał wrócić
do Kolonii. Bał się rozmowy z Amy, rodzeństwem, ale musiał stawić
temu czoła.
Otworzył
drzwi, była 6 rano, więc Amy spała, tak myślał, ale nie, stała
rozespana i wyglądała tak cudownie. Popatrzył na nią i uśmiechnął
się, a ona rzuciła mu się w ramiona. Było mu dobrze, ale
wiedział, że rozmowa będzie konieczna. Podjął decyzję i musiał
się jej trzymać. Cieszył się, że ją widzi, a ona uśmiechała
się tak miło do niego.
- Paddy – uśmiechnęła się – Jesteś…
- Jestem… - powiedział cicho.
- Chodź zrobię śniadanie, bo pewnie głodny jesteś – powiedziała zatroskana – Schudłeś…
- Trochę, ale to nic. Naprawdę – widział jak ona się cieszy, a czekała ich poważna rozmowa, więc pozwolił się zaprowadzić do kuchni.
Amy
szybko zrobiła śniadanie i siadła naprzeciwko niego. Patrzyła na
niego, nie widziała go trzy tygodnie, a czuła oddalenie jego od
siebie o całe lata świetlne. Czuła, że coś postanowił, aż bała
się zapytać. Nie chciała wiedzieć, nie była na to gotowa. Gdzieś
podświadomie wiedziała co on chce powiedzieć. Widziała w jego
oczach, że jeszcze nie poradził sobie z tą sytuacją. Z jednej
strony chciała wiedzieć co miał do powiedzenia, a z drugiej bardzo
się bała tego usłyszeć. Patrzyła na niego i miała ochotę
płakać.
Emocje opisane w taki sposób, że... Smutek, żal, sama nie wiem, co mam jeszcze napisać. Amy czuje, a ja czuję, że ta rozmowa będzie bardzo emocjonująca, że to się stanie, że to będzie już 'to'. Że Amy się załamie. Bosz, ona go tak kocha. Potrzebował wyciszenia, wyjechał, ale wrócił. Ale wrócił po to, aby... :( :( :( :( :( Oj, ja nie dam rady :(
OdpowiedzUsuństarałam sie oddać emocje...
UsuńBardzo przejmująca część. Czytałam z zapartym tchem. Biedny Paddy, biedna Amy. Przeczytałam i teraz mi smutno :(
OdpowiedzUsuń:( mi tez smutno, bo musiałam to napisać - wymysliłam sobie scenariusz, ale nie przewidziałam, że bedzie to takie trudne...
UsuńNie !!!!' Łezka poleciała , ale emocje .Smutno mi bo cos juz za Nami ,i zbliżamy sie do prologu .Padiemu było juz i tak cieżko a to wydarzenie go złamało ...Jak ja podziwiam Amy .Ja chce dalej czytac jacy sa szczęśliwi , nie chce ich rozstania !! Czasami kochać to umieć nie być razem ...ale to tylko słowa ...
OdpowiedzUsuńRiri mi tez nie jedna poleciała...
Usuń"Czasami kochać to umieć nie być razem ..." - piekne słowa Riri i bardzo prawdziwe, pozwól, że je wykorzystam w odpowiednim czasie :)
Proba z bb. Dojdzie komentarz? Przeczytalam jeszcze raz. Aniu, wymyslilas piekna, choc smutna historie.
OdpowiedzUsuńO nie!!!
OdpowiedzUsuńJuż mi łzy lecą...
OdpowiedzUsuńNie placz
UsuńTeraz rozumiem jego emocje, po roku 2025 rozumiem go i te myśli w głowie, trzeba to przeżyć żeby rozumieć a ja opisałam to bez wiedzy....
OdpowiedzUsuńGonitwe myśli nazywam, że ma się autostradę w głowie, tak pędzą myśli
Ech
Teraz jest to mi bliższe co się z nim działo niż kiedykolwiek wcześniej
Teraz rozumiem jego emocje, po roku 2025 rozumiem go i te myśli w głowie, trzeba to przeżyć żeby rozumieć a ja opisałam to bez wiedzy....
OdpowiedzUsuńGonitwe myśli nazywam, że ma się autostradę w głowie, tak pędzą myśli
Ech
Teraz jest to mi bliższe co się z nim działo niż kiedykolwiek wcześniej
Bardzo podoba mi się ten początek, pokazujący, jak Paddy czuł się po tym wszystkim. Dobrze uchwycony ten stan. No i teraz ja też czekam z Amy, choć domyślam się, co postanowił, ale to napięcie jest okrutne....
OdpowiedzUsuń